piątek, 10 kwietnia 2015

CYK!

Co mogłoby być piękniejszym dziełem natury niż wiosna. Słońce cytrynowe odkrywa zamarłą po zimie ziemię. Budzi i nas. Małe marionetki sennie dążące o porankach do swych prac, by w murach przesiedzieć 8 godzin, a po tym wypluci wrócić do domu. Zerknąć na promyki wpadające za okien naszych kredytowych domów i paść na drzemkę.

Kiedyś więcej czasu było na życie w rytm natury. Poranna rozpuszczalna kawa na słońcu smakowała lepiej niż ta z korpo expresu. W głowie rodziły się tysiące pomysłów, gdyż wtedy gdy nie trzeba to się po prostu chce. Jak wracam pamięcią do jeszcze dalszych czasów to jakoś rysują mi się jeszcze milej, rodziny wychodziły przed domy, każdy miał mniej więcej tyle samo pieniędzy, a przez to nie było żadnego wyścigu. Wakacje spędzało się w domkach wczasowych, gdzie panowała przyjazna atmosfera i jakieś takie spokojne szczęście. Dziś radość jest wydmuchana, przesycona, a tak w naprawdę to w ogóle jej nie ma. Każdy zaczął tak namiętnie za nią dążyć, że przestał ją zauważać.

Dziś trzeba pokazać szczęście. Choć wcale go nie ma. Jednak pokazać należy.
W tym celu potrzebny jest dobrej jakość smarfon i konto na fb. Cyk, nikt przecież nie wie, że chodzę do psychiatry. Cyk, nikt nie wie że jestem samotna. Cyk, nie mam już siły. Cyk, rodzina się rozpada. Cyk, zdradzam swoją żonę. Cyk, nie wiem czy mnie nie zwolnią. Cyk, starzeję się. Boom cyk cyk.
Sesja gotowa. Usuwamy to co po każdym przecinku i wychodzi seria zdjęć gotowa by istnieć w sieci jako przykładny szczęśliwy człowiek.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mała notka II

Jestem niespokojnym deszczem. Oceanem pragnień i burzą nierozsądku.
Obrósł mnie bluszcz smutku, a samo ucinanie gałęzi go jeszcze umacnia. Wiem, że trzeba zadziałać głębiej, w korzeniu, ale nie znam jeszcze sposobu.

Wchodzenie w dojrzałość to zwykle zderzenie czołowe z pędzącym tirem. Szczególnie dla idealistów o romantycznych duszach. Jak dodać do tego wieczną bojaźliwość, kompleksy to wyprawka psychiatryczna powinna być szykowana w momencie narodzin. Już ledwo pamiętam co planowałam. Chyba urząd w jednej z europejskich instytucji (skąd ja miałam ten pomysł?). Były też różne plany własnych działalności. Heh. Miał też oczywiście być mężczyzna, bo przecież miałam być intelektualnym wyzwaniem dla mojego wybranka. Heh. Miał mnie cenić za moją niezależność, takie dewizy wygłaszałam przy wieczornych spotkaniach ze znajomymi. Buntownicza feministka, która nie zadowoli się życiem pod dyktando męża. Heh. Zderzając się z rzeczywistością zaczęłam to wszystko widzieć z perspektywy małej myszki, która obserwuje świat ze swojej norki. Oczywiście jest taka odważna, że wychodzi tylko nocą.


Nie mam arcy talentu pisarskiego. Nigdy nie stworzę dzieł o których będzie głośno. Nie mam czegoś co by mnie w jakiejś dziedzinie szczególnie wyróżniało i czuję się szara jak najtańszy papier toaletowy. Wizualnie normalna, a po lekach trochę pulchniejsza. Teraz to już nawet nie chodzi o to, by być w czymś naprawdę dobra. Zwyczajnie moje aspiracje zmalały do zwykłego pragnienia by danego dnia po prostu czuć się lepiej.

W obecnym stanie największe i najpiękniejsze osiągnięcia zwyczajnie by mnie wykończyły. Jakbym czuła się dobrze, powróciłby dawny głód życia. Na razie zaspokajam minimum egzystencjalne.

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc w DOMU wszystkich nieszczęść

Święta. Kiedyś wyczekiwane, dziś chciałabym zniknąć na ten czas.
Siąść wspólnie przy stole i odbyć sztuczne rozmowy z ludźmi, którzy przestali być mi bliscy.
Upadek rodziny to bardzo smutny obraz. Nikt nie chce go oglądać.

Nawet nie wiem kiedy to się zaczęło. Nawet mój dom, wygląda jak ta rodzina. Niedokończony od 15 lat, prowizorycznie okryty szarą papą, każde okno jest inne i w tym domu smutek i nicość. Jakby rodzina wyparowała. Jakby zostały tylko puste ciała, warczące przy byle okazji.

Wszystko jest tu przygnębiające. Niewysterylizowane sunie, które co raz wydają niechciane potomstwo. Złość matki, która nie radzi sobie z życiem. Jej rozstawianie innych, pouczanie, krytykowanie. Próbowałam jej powiedzieć, że przecież nie pracuje, że sama powoduje ten chaos, ale grochem o ścianę. Mechanizm wyparcia to zbyt silne dla mnie narzędzie.  Smutne, matka moja starzeję się, ma długi przez utratne interesy ojca. Kilkukrotnie zaznała nowych miłości ojca, tych dziewczyn w moim wieku, których się konsekwentnie wypierał. Zawsze przyjmowała chore tłumaczenia, czasami nawet wolała je od rzeczywistości. Z drugiej strony na własne życzenie, mogła odejść. Jednak większość kobiet nigdy nie odchodzi.

Ojciec, który jest wiecznie niezadowolony. Ojciec, który o swojej rodzinie wyraża się tylko z pogardą. Jego dotkliwe żarty, poniżające stwierdzenia, jego brak zainteresowania i tchórzliwe podwójne życie. Ten który jest biedny i wszyscy go wykorzystują. Długi, które zbiera w każdym miejscu w którym się pojawi. Zadłużanie matki, teraz brata.

Mam wizję ich niedołężności, kiedy będą dzwonić że nie mają na życie. Ja, co ja będę mogła odpowiedzieć? Dlaczego nie słuchaliście gdy mówiłam? Tyle lat dążyliście do tego bym wpadła w tą depresję. Teraz potrzebujecie dziecka, które przecież całe życie było złe, nie wystarczająco pomocne. Od którego rok w rok pożyczaliście pierwsze zarobione pieniądze, o które musiało żebrać, słysząc jakie jest niewdzięczne. Niezliczone ataki emocjonalne, poniżanie i brak oparcia.

I moja osoba, która ma świadomość, że chwila w której straci możliwość pracy-to będzie chwila jej końca. Nie ma osoby do której będzie mogła się zwrócić, nikogo.

Boję się tej Wielkanocy. Chcę zniknąć, gdzieś się schować.

Jednak Wam życzę Wesołych Świąt. Wiem, że ten czas potrafi być dobry i ciepły.

wtorek, 31 marca 2015

HAPPINESS

z filmu "GODZINY" Meryl Streep:

"I remember one morning getting up at dawn, there was such a sense of possibility. You know, that feeling? And I remember thinking to myself: So, this is the beginning of happiness. This is where it starts. And of course there will always be more. It never occurred to me it wasn't the beginning. It was happiness. It was the moment. Right then"







poniedziałek, 30 marca 2015

ANTYDEPRESANTY bez RÓŻOWYCH OKULARÓW.

Tak wiele mówi się o depresji i nerwicach lękowych, że trzeba się leczyć. Nikt nie mówi o tych niewygodnych kwestiach.


 
ANTYDEPRESANTY bez RÓŻOWYCH OKULARÓW.

Dlaczego nie podaje się informacji o tym, że przez większość leków się tyję. Zwykle nosząc 36-38, przenosisz się do działu 40-42. Próbowałam diet, sportu, nic. Wszelkie wysiłki kończą się 1-2kg mniej. Jak dodać do tego całodzienną ospałość i bóle to mamy bardzo nieciekawy efekt.

Leki wytłumiły lęki, ale przysłały depresję. Nie miałam nigdy wcześniej takich smutnych dni. Nie może ona być efektem nerwicy, jak to zgodnie podsumowują lekarze. Często nie mają oni żadnej praktycznego rozeznania o lekach, które przepisują.

Poty nocne. Ostatnio koleżanka powiedziała że boi się o swoje zdrowie. Spytałam dlaczego. Opowiedziała, że często zdarzają jej się noce w których ciało zalewa jej pot. Musi wtedy zmienić koszulkę, spodnie, a czasami nawet pościel. Oczywiście spytała swoją Panią psychiatrę, czy to od leków, na co doktorka stwierdziła że "tak nie powinno się dziać". Nonsens. To bardzo częsty efekt uboczny.

Przez te rozbieżności dochodzi do sytuacji, że pacjenci studiują psychiatrię na własną rękę o czym można się przekonać odwiedzając fora. Tam najlepsi znawcy tematu posługują się terminami chemicznymi, a 90% uczestników słucha ich jak guru.  Niestety to nie jest dobra droga. Pojawiają się pomówienia i dezorientacja.

Po drugiej stronie sympozja psychiatrów, gdzie toczą się teoretyczne rozważania na temat naszych dolegliwości oparte na wyobrażeniach koncernów.

Dochodzi do tego, że często działanie medykamentów jest równe wynikom placebo. Fajnie, że są osoby, które zdrowieją bo wierzą, że pomaga im lek. Wiara czyni cuda. To będę powtarzać zawsze, bo przecież to najsilniejszy mechanizm samouzdrawiający.

Tak, właśnie siedzę sobie na wpół przytomna w pracy. Z moimi niechcianymi dodatkowymi kilogramami, z silnym bólem stanów i dennym nastrojem.

ETAP WPROWADZANIA LEKÓW- o tym okresie mówi się że jest trudny. Nikt nie mówi, że nagle Twój stan może się pogorszyć o 300% (gdzie przyszedłeś już z lichym). Nikt nie mówi ,że czasami uboków nie da się wytrzymać (ja miałam ciągłą panikę w nasileniu MEGA i uczucie palenia ciała na zewnątrz i wewnątrz). Lekarz uznał, że "TAK NIE POWINNO BYĆ". O super, zrujnował mi lek zdrowie, na co dowiaduję się, że on nie wie co robić. To kto k..wa ma wiedzieć?




piątek, 20 marca 2015

Cudotwórca OSOBISTY :-D

Bujam sobie myślami w zupełnie niezobowiązujących terenach.

Od dawna zauważyłam, że wchodzenie na pola rozpraw egzystencjalnych kosztuje mnie zbyt wiele.
Dlatego myślę o sierocym spojrzeniu mojego psa, którym częstuje mnie co rano. O ciekawym blogu z cytatami, o których nie miałam pojęcia.

Myślę, że mogłabym iść z Freudem na kawę i nie zagiąłby mnie swoimi tezami. Jest nieskończenie wielka ilość rozwiązań problemów, ale dla każdego inna. Choć wolałabym jakieś jedno rozwiązanie, które u wszystkich skutkowałoby uzyskaniem rozwiązania życiowych rozterek.

Będąc chorym, trzeba bardzo uważać. Nie dość że borykasz się z trudnościami, każdy chcę na Tobie zarobić: koncerny farmaceutyczne, psychiatrzy, wydawnictwa psychologiczne, czy też inni cudotwórcy.

Nie dziwne, ze ludzie poddają się. Nikt nie uczy ich najważniejszego. Nie ma cudnej metody, która nie wymaga twojego udziału. Musisz to wszystko przepłakać, przeboleć, zrozumieć i nawiązać kontakt wewnątrz własnej osoby. Jesteś jedynym najważniejszym autorytetem i musisz to pojąć. Jesteś swoim cudotwórcom.

Być może dolegliwości były jak walec drogowy, który zrównał całe Twoje życie z ziemią. Trzeba tej powierzchni nadać nowego kształtu i nasycić innymi kolorami.

 

poniedziałek, 9 marca 2015

poczucie NISKIEJ WARTOŚCI, a MELANCHOLIA WIELKICH

Nazwisk tysiące. Ludzi, którzy doszli na szczyt, spełnili marzenia i wciąż nie nakarmili zgłodniałej duszy.

Marilyn Monroe, piękna i szalenie utalentowana. Nosiła brzemię skrzywdzonego dziecka przed całe życie. Być może jej sukces to wynik pragnienia bycia lepszą. Mimo wielu ról, mimo setek wielbicieli, nigdy nie czuła że zasługuje na uwielbienie.

 Virginia Woolf, Sylvia Plath , Danuta Steńka, Winston Churchil ,Charles Darwin , Stephen Hawkings , Bethoveen, Van Gogh, Franklin Delano Roosvelt , Ernest Hemingway , Albert Einstein , Thomas Edison,  Izaak Newton, Kazik Staszewski, Jolanta Fraszyńska, Paweł Królikowski, Tomasz Lipiński i Kora, Whitney Houston, Robin Williams . Do tej listy można dodać jeszcze wielu innych.





Wszyscy mieli świat u stóp. Wnieśli niesamowity dorobek w historie ludzkości. Jednak nie odczuwali miłości i spełnienia. W duszy wierzyli jedynie w to, że są słabi.







Na napisanie postu natchnął mnie świetny artykuł na gazeta.pl o piłkarzu Zlatanie Ibrahimović'u.
Zwrócono się w kierunku jego melancholii. Na co komentujący odpowiedzieli zdziwieniem. Jak facet jeżdżący najnowszym ferrari, mieszkający w pięknych willach i grający dla najlepszych klubów może mieć melancholie. Może.

W swojej książce opisuje dorastanie. Historia nadaje się na super film o tym jak człowiek z niczym staje się legendą. I jest to niewątpliwie fakt. Jednak to co się toczy w jego duszy, nie nadąża za osiągniętym sukcesem, tam wciąż jest nieszczęśliwym dzieckiem. Otóż w młodości pisane są najważniejsze strony naszego życia i od tego zależy jego późniejsza jakość.

Jako dziecko dorastał z surową matką. Kiedy z płaczem wracał do domu po tym jak spadł z wysokości na pocieszenie dostał po twarzy. Później, gdy odebrano matce prawa do opieki, trafił do ojca alkoholika. Dzięki pasji nie został wchłonięty w świat przestępców i narkomanów, tylko poszybował w górę.

Jednak to szczęście, ten sukces, nigdy nie dał mu zapomnieć. Posądzany o zachowania narcystyczne (dużo osób z deficytem uwagi za młodu przejawia zachowania narcystyczne) wiele razy pokazywał swój bunt w stosunku do współzawodników, trenerów, czy nawet kibiców. Ostatnio wziął udział w kampanii na rzecz dzieci ciepiących z powodu głodu. Pewnie widzieliście przejmujący film, gdzie wymieniane są imiona niedokarmionych dzieci o których Świat nie słyszy. Zlatan wytatuował sobie imiona głodujących na prawie całym ciele.


Dosłownie wiem co musi czuć, choć moje życie nie osiągnęło tego pułapu. Z drugiej strony to może i dobrze, bo jak widać ciężar sławy i osiągnięć, czasami jest nie do uniesienia.

Jak szalenie współczuję ludziom noszącym ten ciężar, wiem tylko ja i ludzie do mnie podobni.
Czasami za bardzo pragniemy uwagi, krzyczymy o nią. Czasem robimy to w absurdalny sposób.

Myślę, że najlepszą terapią byłaby możliwość bycia dzieckiem kogoś o zdrowych emocjach, kto uzupełniłby ten pusty dzban miłości bezwarunkowej. Niestety nie ma takich terapii.