piątek, 12 maja 2017

Moi PRZYJACIELE- to dalej trwa.

Jesteśmy razem już tyle czasu, choć osobiście Was nie znam.
Mój nawrót trwa już 1,5 miesiąca.
Jak widać żyję. Jednak szczerze mówiąc jest mi ciężko.

Schemat ten sam. Jak tylko wziełam leki pogorszenie i panika. Od tego czasu zaczeły się natrętne mysli.

Ogrom negatywnych myśli wręcz mnie poraża. Kaliber ich nateżenia również.
MYŚLI: pamiętajcie o 5 zasadach zdrowego myślenia (mówię to będąc w stanie okrutnym)

Głównie obawa o mój stan. Obawa, że leki mi szkodzą. Moje reakcje na leki są zwykle związne z mocnym pogorszeniem. Chyba stres pourazowy po sertralinie.


Niezdrowe Przekonanie: LEKI SĄ SZKODLIWE,
Zdrowe przekonanie: LEKI POMOGŁY WIELU LUDZIOM, POMOGĄ I MI.

Martwię się że nie będę mogła mieć upragnionego dziecka.

Niezdrowe Przekonanie: Jestem chora i to jest przeciwskazaniem do posiadania potomstwa.
Zdrowe przekonananie: WIELE KOBIET MAJĄCYCH MOJE DOLEGLIWOŚCI RODZI ZDROWE DZIECI

W końcu jestem w związku w którym chciałam być, a szalenie boję się, że mój stan przyczyni się do zakończenia relacji. Parner powiedział, że przejdziemy przez to, ale wiem, że nie zna SIŁY TEGO i że szybko miną mu chęci.

Niezdrowe przekonanie: NIE POWINNAM SOBĄ NIKOGO OBCIĄŻAĆ, NIE ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ, KAŻDY MNIE PORZUCA
Zdrowe przekonanie: ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ, ZASŁUGUJĘ NA WSPARCIE,

Uczucie, że tracisz wszystko. Nie czekasz na tango, przestajesz cwiczyć, nie spisz, boisz się co z pracą, co z ukochanym, boisz się rodziny, która się odsuwa. Matka krzyczy do Ciebie, "weż się kurwa za jakąs robotę to Ci przejdzie" Drugiego dnia tuli i mówi że bedzie dobrze. Tu akurat wiem, że to jej choroba i chce dla mnie dobrze, ale zwyczajnie się boję jej złego wpływu na moje zdrowie.

Niezdrowe przekonanie: Tracisz wszystko i zostaniesz zdana na ludzi, którzy będą się nad tobą znęcali.
Zdrowe przekonanie: MINĄŁ MIESIĄC I JEDNAK NIE STRACIŁAŚ NICZEGO, TO MINIE, MOŻE WARTO UWIERZYĆ, ŻE DASZ RADĘ.

Pojawiły się natretne myśli i bezsenność, panika, depresja. Wszystko na raz. Ze stanu zdrowego obrót o 360 stopni, w dniu przyjecia leków.
Jak to możliwe? Dlaczego własnie u mnie.

ZACHOWANIA:
dwa razy byłam u mojego psychiatry-
1) raz gdy wracaliśmy na paro & triticco.
Nasilenie objawów i bezsenność dalej utrzymująca się. Gdzie bylo grane benzo przez 3 tygodnie. Hymm nie było lepiej,

2) wymyślił że tym razem ketrel 150, nie zgodziłam się. Wziełam by się przekonać raz 75 mg, ale nasilenie myśli natretnych, smutku i postępującego złego samopoczucia mnie skutecznie zniechęciły.  Neuroleptyki są znane z wielu dużych efektów ubocznych. Do tego na spotkaniu pomylił się mnie z jakąś pacjentką, która przyjmował w szpitalu. Super

Patrzcie dwie sytuacje powyżej były bardzo stresujące.

3) Znalazlam w internecie polecaną panią doktor- miałam dać szanse paro, dojść do 30 mg i zobaczyć czy będzie odbicie. Nie było. Smutek porażał, niechęć zdominowała najprostrze czynności, a w z tym wszystkim, nie miałam siły na nic wiecej. Doktor stwierdziła że dałam jej wystarczająco czasu.

4) Zapisałam się na akupunkturę. Nie jest to tania metoda, w sumie pierwsza seria (10 zabiegów) 1000 zł plus dojazdy, ale cóż zdrowie jest najważniejsze. Problem nie wiem co robić z lekami, a nie chcę sobie zaszkodzić. Skonsultowałam się z lekarką, powiedziała by zejsć do 10 mg paro i tak do końca zabiegów. Chyba tak uczynię. Obecnie zeszlam z 30 na 20.

Tutaj mam jednak dylemat- nie jestem pewna czy lekarz wie jak odstawiać i czy odstawiać moje leki.
Po pierwszym zabiegu spalam dłuzej niż zwykle, na drugi dzień czulam spokój. W sumie to własnie dziś. :-P

5) Chodzę do pracy

6) Byłam na weselu w górach/ 400 km :-P

7) Z tym całym bagażem bylam nad jeziorem

8) Na targu sniadaniowym

9) Nie chce spedzać czasu z innymi teraz, nie mam siły na mój sport i tango, jak tylko będzie jakieś polepszenie od razu wracam do nich, ale na ten moment robię to co mogę.

10) Robię afirmacje






wtorek, 18 kwietnia 2017

3 TYDZIEŃ NA PARO

Jeju już zapomniałam jaką mnogość skutków ubocznych można obserwować wprowadzajac lek.
Oczywiście jak to u mnie wprowadzenie leku spowodowało pogorszenie:
natrętne myśli
powrót do palenia
lęki
besenność
stany depresyjne

Oto mój pakiet wejście na paro drugi raz.
Cudnie? A i owszem.

Co dalej? Czekam, aż zadziała. Jeżdżac nieprzytomna do pracy, utrzymując cudowny w związek (wyjaśnij osobie która zaburzeń nie ma, że masz dość życia i nerwicy- lepiej nie)
Doktorek jak to doktorek przepisał na 3 tyg benzo regularnie, ze względu na moje perypetie przy wprowadzaniu czegokolwiek.
Na noc Trittico - działa średnio na razie.
Najgorsze to utrzymać się w swoim życiu i nie wypaść z pracy i zwiazku.
Zadanie to przetrwać. Każdy kolejny dzień przetrwać.

Mały wpis. Dziś mam psycholog, ah biada bo już obie się cieszyłyśmy na moje wyjście na prostą. Czuję sie jak przegrana, bo ogrom pracy jaki wykonałam był niewątpliwie szczególnym wysiłkiem.
Od psychologiczno terapeutycznej strony- czuję że wiem już kim jestem i czego chcę.
Od lękowo depresyjnej- tak jakby ktoś zdecydował, że moja nowa lepsza wizja samej siebie musi zostać poddana kolejnej próbie.

ZAKRĘTÓW przeszlam już wiele, rozstanie z toksycznym parnerem, budowanie wszystkiego od nowa i na koniec mamy POCZĄTEK. Wrowadzam lek, który kiedyś już wprowadzałam. Wrecz właczyl mi się zespół stresu pourazowego w zwiazku z tym, że głęboko w środku nie chcę leków, a doświadczenia z pogranicza piekła przy prowadzaniu pierwszego leku zostawiły wyryty głeboko ślad.

Trzymajcie, proszę trzymajcie kciuki.
To niesprawiedliwe, ludzie mają trudniejsze życie, cięższe problemy, a psychika im pomaga.
Patrząc na moje życie, aż niemożliwe że tak własnie się stało.

Jak powiedzieć komuś, że nie daje rady choć nie mam wielkich problemów. Ludzie bez zaburzeń nie zrozumieją.

środa, 12 kwietnia 2017

NAWRÓT czyli wracam na paroksetynę i znowu podejdę do odstawiania

Cóż trochę z paniki, ale zdecydowałam się wrócić na paroksetynę.
Kilka dni bezsennych i lękowo depresyjnych dało o sobie znać. OSZZZ ta pora roku zawsze wszelkie tąpnięcia dzieją się w marcu i trwają.

Cóż nie jest lekko. Wystraszyłam się co niemiara i wręcz spirala nakręcania się nie miała końca.
Wprowadzanie od nowa leków to pogorszenie o czym zapomniałam, a mam okazję zasmakować znowu i jest to całkiem okrutne.

Do dolegliwości dolączyla dziwna bezsenność i trwa trochę zbyt długo. Jest wiec powód do zmartwień, bo niewyspanie jest męczarnią, a Ty musisz iść do pracy.

Wczoraj byłam na spotkaniu z nowym lekarzem od bezsenności, będziemy próbować z nią się uporać. Jakoś paroksetyna zwykła być sennym lekiem, a tu takie chece.

Do tego mam przepisany clonozepam na okres wyciszenia i jak zawsze obawiam się że benzodiazepina mnie uzależni.

Tak ogólnie to teraz nie ma rzeczy której się nie obawiam. Tak wygląda pogorszenie. Przychodzi z nienacka i jest bezwzględnę. Uderza lękowo, depresyjnie oraz natrętnymi myślami.

Tak, ale to też pewna strona nerwicy o której chciałam Wam powiedzieć. Pewnie nie ja jedna z tym się spotkałam i mimo pelnej wiary, że poradziłam sobie z większoscią problemów razem z teraputką i moją blogową autoterapią okazało się, że znowu muszę przyowdziać zbroję, wziąć miecz i toczyć tę nierówną walkę.

Jednak wiecie, że moj cel jest tylko jednem. Wyzdrowieć i do tego będę dalej dażyła.
Póki co wyślijcie mi trochę wsparcia, gdyż teraz to ja go potrzebuję.

Obiecuję oddać z nawiązką.

wtorek, 14 marca 2017

MAŁA ISTOTA w ciele dorosłego, czas wyjść z ukrycia ;-)

Zdecydowana większość ludzi wychowała się w wybrakowanych emocjonalnie domach. Były to różne braki: czasu, uczuć, stabilności czasem miłość i wtedy w naszym systemie utworzył się dość wadliwy program, mający kilka upierdliwych dysfukcji!

Problem z budowniem więzi

Nasza pierwsza więź jest szablonem wdg którego poruszamy się później.
Czytam i widzę co powinnam była dostać od kochających i wspierających rodziców i jakie uczucia się pojawiają? Proste. ŻAL, poczucie niesprawiedliwości, etykieta, atfuuu!!! Super to oznacza że szczęśliwe życie należy do szcześliwców, a pechowcy mają pecha. Odkryli Amerykę!

Zawsze denerwowały mnie umoralniające artykuły, które głosiły tą oczywistość. Przecież wiem, ale co mam zrobić, gdy mechanizm obezwładnia i wpędza mnie spiralę obaw i lęku odtwarzaną od tak wielu lat? Pojawia się relacja i wpadam w obłędną potrzebę uczynienia jej tą idealną i mimo świadomości, że każdy zasługuje na miłość próbuje zrobić wszystko by zasłużyć. Dobrze, że co jakiś czas świadomość podszeptuje spójrz to sie dzieje, zmień to! To własnie Moi drodzy te momenty, gdy możemy wprowadzać poprawki. Pochłonęła Cię nowa relacja i lecisz jak chomik w swojej krecącej sie kuli. Tak nowa relacja! Ta będzie już najlepsza! Tej nie spierniczę, ale muszę zrobić wszystko by się udało. To moje żyć albo nie żyć. Jeśli widzisz w tym siebie to masz problem. Z tym podejściem zakrecisz historyczne koło i wylądujesz w sklepie zoologicznym kupując nową chomiczą kulę i tak for ever. Widzicie się w tym? Ja nie.

Co zrobić? Zdejmij kulę z mechanizmu i pozwól sobie na obserwację co stanie się, gdy przestaniesz kontrolować te relacje. Pozwól sobie popelnić błąd, pokazać sie ze słabszej strony i powiedz o tym czego się boisz to bycie autentycznym pozwoli Ci być szczęśliwą. Wyjdź z koła i sobie odpocznij, okazuje się że nie musisz sie katować dla miłości- ona jest tam głęboko w Tobie. Odkrywaj ją przez rozwój swoich pasji, przez medytację, ćwiczenia oddechowe, czytanie ulubionej książki, wdzięczność, akceptację innych, a wtedy zobaczysz świat piękny i przyjazny. To bedzie długi proces, ale czy nie warto? Myślę, że mam jakieś 20 % osiągnięć na tej płaszczyźnie i tyle jeszcze przedemną, ale efekty tcyh 20 % są już tak silne, że wiem że idę w słuszym kierunku.
Tak ja też się boję wychodzić z koła- ale to co tam widzimy to jedynie fikcja stabilności, bo dla miłości nie trzeba biegać w żadnym mechaniźmie. Wystarczy być i kochać siebie, choć to zdaje się tą najtrudniejszą częścią to jedyna właściwa droga do szczęścia.

Wyjdź z koła i jeśli na twoich oczach wszystko sie rozpadnie odetchnij z ulgą, a niedlugo zobaczysz coś pieknego w tym miejscu.

Cwiczenie 1
Jesteś zmęczona robieniem czegoś by się przypodobać. Nie rób już tego wiecej

Nasz dziecięca inteligencja emocjonalna i jej dojrzewanie.

Tutaj polecam wydrukować sobie rodzaje uczuć i emocji. Wierzcie mi nie rozpoznajemy ich i dlatego tak sie boimi, bo coś sie z nami dzieje, a my nie wiemy co to. Tylko to coś to nie zagrożenie tylko natrualne w świecie ludzkim uczucia. Każdy ma prawo czuć się źle, dobrze, spanikować, wzruszyc się, posmutnieć, mieć wątpliwości. TAK, kazdy.

Stąd spójrzcie jak bardzo boimy się czyiść wątpliwości: co by się stało gdyby bliska Wam osoba miała obawy o przyszłość waszego związku? Panika? Przecież Wy również je miewacie. Nie chodzi tylko o ten przykład. Tego jest bardzo dużo. Czasem przeraża nas to że zaczynamy czuć szczeście lub pożadanie- hymmm oswoicie swoje emocje, zobaczcie je w pełnej palecie i nie wypierajcie tych nieprzyjemnych one też o czymś mówią, tylko pozwalając im na pojawienie się bedziecie mieli mozliwość wpłynięcia na nie.

Dziecko uczy się rozumieć swoje emocje poprzez obserwację swoich rodziców.

ASERTYWNOŚĆ

Ważne jest również by mieć swoją przestrzeń i granice, których inni nie powinni przekraczać. Niekochani w dzieciństwie dorośli nie tylko nie dostrzegają tych granic, ale także traktują je jako oznakę odrzucenia. Stąd rodzic z problemem, często narusza naszą przestrzeń.

Powinniśmy ją chronić i szanować samego siebie. To pomoże nam oraz naszym bliskim by uzdrowić mechanizmy współuzaleźnienia,

Wspomniane wyzej zapisy to wytlumaczenie mechnizmów, które powinniśmy złamać. Tzn nad tym trzeba pracować, ale nie tylko przez analizę tego co się dzieje wkoło. Trzeba ponosić ryzyko i ustawiać swoje granice, a wtedy zrozumie się że odrzucenie jest tylko pozorną barierą. Największe odrzucenie dokonuje się gdy nie dopuszczasz do głosu własnych potrzeb.



piątek, 24 lutego 2017

WSPÓŁUZALEŻNIENIE jak to wygląda? Niefajnie. CWICZENIA :-)

WSPÓŁUZALEŻNIENIE to też uzależnienie!

Moje objawiało się kompulsywnymi zakupami, huśtawkami emocjonalnymi, dawnym paleniem papierosów, miałam też okres większego spożycia alkoholu. O uzależnieniu od ludzi nie wspomnę.
Od partnerów, od rodziców dysfukcyjnych, ho ho ho. Nazbierało się tego.

To mechanizm. Bardzo podstępny mechanizm.
Zaczęło się dawno temu. Z powdou dysfukcji w Waszym domku doszło do skupienia uwagi całej rodziny na owym problemie. Paleta dysfuncji jest obszerna:

Alkoholizm (rodziców, rodzeństwa)
Choroba
Ryzykowane przedsiewzięcia, brak stablizacji
Inne uzależnienia
Problemy z pracą
Neurotyczność
Narcyzm
ect.

Problem mimo uwagi rodziny nie znikał. Pojawiło się uczucie bezradności, ale mimo wszystko wszyscy starali się ratować sytuację, bo w naszej świadomości budowało się latami przekonanie, że szczęście uzależnionego to też nasze szczeście. Powstał cel- uleczyć sytuację. Miało to nam dać zdrowie.

Zdrowie uzależnionego= Nasze Szczeście

I zaczęło się. Tłumaczenie, skupianie na nim uwagi, ratowanie, besztanie, płacz, bezsilność i coraz więsza wiara, że od tego zależymy my sami. Odwrtonie proporcjonalnie on też widział, że od UZALEŻNIACZA zależy on sam. I tak właśnie wszyscy staliśmy się jedną masą wspólnie splontanych oczekiwań i idących za tym zawodów.

Myslę, że lista moich żali do rodziców, rodzeństwa jest wręcz niekończona. Nie trzeba jej rozpisywać i analizować. Oni też pewnie mają listę antyLena. To naturalne, że w naszej dysfukcji zaczeliśmy się kiedyś zapętlać. Nierelane oczekiwania zrodziły toksyczne emocje, którę lekką stuszką drążyły nasze osobowości, by z impretem rozbroić całą konstrukcję.

Ja? Co kierowało moim życiem?

Muszę ratować, pomóc rodzicom jak już staną na nogi, będę mogła normalnie żyć i mi pomogą.

Od początku do teraz nie udało im się żyć stabilnie, oznacza to że moment, którego tak wyczekiwałam nigdy nie nadejdzie.

Rodzice wiedzieli, że mogą nas prosić o przysługi i przyzwyczaili się, że to jest wręcz naszym obowiązkiem. Doszło do sytuacji, że tata kilka razy w tygodniu dzwonil z prośbami o pożyczki, przysługi i ratowanie jego wielkiej mości. Mama mu oczywiście  w tym akompaniowała dumnie wygłaszając, że tyle im w życiu zawdzięczamy. Relacja zaczęła bazować tylko na poczuciu winy, obowiązku i powinności, kto chciałby się w tym miejscu znaleźć?

Jego fałszywy obraz działa do tej pory. Rozmawiając z nim o jakiejść aktualnej sprawie. Nawiązał do zdarzenia z pół życia wstecz i to też odebranego przez zakrzywiony obraz jego własnego schorowanego ego. Miałam wtedy studniówkę, poznałam wspaniałego chłopaka, który wziął mnie na bal, ale chciał to uczynić w sposób szarmanci i przedstawić się moim rodzicom. Niestety zamknieto mu przed oczami drzwi, ależ mi bylo wstyd. To był mój dzień! Po czym następnego dnia uslyszalam, ze jestem niewdziecznym dzieckiem, gdyż pomysłałam o sobie, gdy tata ciezko chorował. Tak był wtedy chory. Jednak już wtedy wszystko kreciło się wokoło jego biznesów, samopoczucia i nastrojów. Stąd sama sobie starałam uczynić mój wyjątkowy dzień wielkim. Jak sie dalej okazało chlopak już sie nie odezwał (to wygladało naprawdę słabo, gdy nie odpowiedział dzień dobry zamykając dzwi), a ja zostałam z wstydem i budowałam poczucie, że nie zasługuje na uwagę. Dodatkowo, ze skupianie uwagi na sobie jest złe. Dalej już szło jak zwykle. W momentach kiedy kolejny rok z rzędu nie dostawałam prezentu na urodziny, bo "akurat nie było pieniędzy". Później chodziłam za nimi żebrząc o niego :-). Oj, człowiek nawet nie myśli, ze takie rzeczy budują nasze ja. Oczywiście ich rocznice i pierwsze zarobione pieniądzę trzeba bylo pożyczyć i tak już co wakacje, gdzie jak się domyślacie zwrotów nie było :-P. I tak latami prosiłam, aż udało mi się ustalić, ze wezmę kredyt, a on będzie go spłacał.

Spotkania znajomych i stałe podkreślanie, ze biedni rodziciele nie mogą na nas liczyć. Gdzie kazdy wie, że jedno dziecko zgodzilo sie otworzyć firmę na siebie (załdużyć na 70 tys) i wciąż jest dzieckiem niewdzięcznym, a dwojka innych stale spelniała ich prośby.

Dlaczego tak bardzo chciałam ich wsparcia? Gdyż nie wierzyłam, że sama mogę zapewnić sobie opiekę i zadbać o swoje potrzeby. Pomaganie im chcroniło mnie przed wzieciem odpowiedzialności na własne barki. Cieżko sie z tego wyplątać, gdyż ten schemat powstawał latami i oczywiście moje uzależnienie od nich pogłębiało się. Stanęło na tym że miałam nerwice i depresję i dopiero byłam uzależniona od supportu innych. Na szczęście wszystko idzie juz w dobrym kierunku. Osobowość nabrała kształtu, a zaufanie do własnych osądów wzrosło.

Miałam prawo do celebrowania swojej studniówki i pełnej uwagi
Do zwracania uwagi na moje urodziny
Do zatrzymania pierwszych pieniędzy
I do dodecnienia mnie za fakt bycia.

Prawdę mówiąc pisząc ten wpis rozdrapałam coś co powinnam już zamknąć, ale zrobiłam to by opisać bardzo chory mechnizm współuzaleznienia, który jest niewiarygodnie niszczacy dla wszystkich jego człownków. Trzeba szybko przeciąć te liny zależności. Jeśli chcecie popracować w tym temacie polecam spoleczności Al anon, terapie współuzależnień lub DDA. Ewentualnie pomocna będzie również praca z psychologiem. Jak wiec wyjść z wspóluzależnienia? Trzeba uswiadomić sobie, że nie odpowiadamy za nałóg, chorobę badź dysfukcje tej osoby.  Bez względu na to ile siebie poświęcimy, nie wpłyniemy w ten sposób na drugą osobę, a często nawet zatrzymamy ją w uzależnieniu zdejmując z niej odpowiedzialność. Osoba cierpiąca na współuzależnienie, musi wiedzieć też o tym, że problem przechodzi na inne osoby, a szczególnie łatwo wciąga w to dzieci, niszcząc całe ich życie. One widzą zachowania współuzależnionego rodzica i uczą się tak fukcjonować. Tym o to sposobem 3 wspaniałe osoby (ja i moje rodzeństwo) staliśmy się wymęczonymi, schorowanymi duszami, zamiast ten wspaniały potencjał wykorzystać. Nic straconego, on nadal w nas jest. :-))))))

Ja już im wybaczyłam i to co robią widzę bez filtrów korygujących. Nie znaczy, ze mnie to nie dotyka, ale wiem już że nie mam na to wpływu. Odpuszczam wiec kontrolę i zdejmuję moją odpowiedzialność.

Wiem, że ciepiąc na współuzależnienie chcemy pomóc. Chcemy w końcu objąc kontrolą to przerażającą przestrzeń nałogu. Chcąc zdrowia uzależnionego musimy zrozumieć, że pomaganie to nie ściąganie odpowiedzialności z osoby dysfunkcyjnej. To zabrzmi brutalnie, ale tuszując wybryki, stwarzamy  dogodne warunki do tkwienia w nałogu. Dopiero gdy się wycofamy, swoje własne potrzeby uczynimy priorytetem, dopiero wtedy pozwolimy by ta osoba mogła coś pojąć. Nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za to co się dzieje u tej osoby. ZADNEJ.
Wiedzmy, że większość z nas w wiekszym lub mniejszym stopniu doświadczyła zaniedbań w domach rodzinnych. Nie czujmy sie  przytłoczeni, że mamy teraz bagaż nie do zdjęcia. Uznajmy, że to motywacja do czynienia na wyjątkowymi przez samych siebie. Uwaga i miłość do samego siebie to nasz cel by dusza już nigdy nie musiała błądzić i cierpieć. Będzie ciężko, ale efekt będzie zwieńczeniem naszej trudnej drogi.

CWICZENIE:

Na kartce należy wypisać kilka sytuacji, w których zostaliśmy poproszeni o przysługę i zgodziliśmy się ją spełnić, choć nie chieliśmy. Potem do każdej z tych sytuacji trzeba dopisać nasze odczucia:

Co zyskaliśmy i co straciliśmy spełniając prośbę, oraz co by się stało, gdybyśmy jej nie spełnili.

 
1. Spójrz jakie myśli i uczucia pojawiają sie gdy przesuwasz własne granice dalej niż planowałeś? 
 
Czy są to myśli typu? muszę to zrobić inaczej odrzuci mnie, lub uzna mnie za niewdzieczną, złą
powinnam pomóc bo jestem córką, jeśli teraz nie pomogę to jak znowu upadnę zostawią mnie
Jak niedługą staną na nogi to mi pomogą (nie staneli od 30 lat)
 
Uczucia: strach, niepokój, powinność, smutek, obrzydzenie, złosć, niemoc,
 
 
2. Za każdym razem, kiedy pojawi się dana myśl,  zaznacz to wraz z określeniem, której granicy to dotyczy.
Wczęśniej sprawdź jakie są granice, które są w Twoim przypadku przekraczane.
Moje to:
 
Narzucenie obowiązku opieki nad rodzicem. Pożyczanie pieniędzy i proszenie sie o zwrot.
Manipulacja emocjonalna- mechanizm poczucia winy, powinności, wymuszanie
Naruszanie mojej przestrzeni- pranie  w moim pokoju, branie moich rzeczy, wchodzenie bez pukania,
o róznych porach,
Objawy choroby mamy- ataki wściekłości i nieuzasadnione wybuchy
 
3. Po kilku dniach wypełniania Tabeli przyjrzyj się, które myśli „poszerzające” Twoje granice występują najczęściej. Z dużym prawdopodobieństwem są to przekonania, które pozwalając na przekraczanie Twoich granic w konsekwencji stają się przyczynami objawów, o których mowa w ćwiczeniu zatytułowanym „Barometr naruszania granic”.
 
 
Refleksja
Wykonując to ćwiczenie po pewnym czasie granice, których być może nie dostrzegasz staną się dla Ciebie widoczne, nauczysz się je rozpoznawać już po objawach, a także utrwalisz je, określając, na ile i z których możesz zrezygnować w bezpieczny dla Ciebie sposób. Zauważysz również, co Tobą kieruje, kiedy zgadzasz się na to, by po raz kolejny Twój partner je przekroczył. Można zauważyć, czy występuje jakaś cykliczność i jakie ponosisz koszty przypływów i odpływów. 

Możliwe, że zauważysz, że określone myśli powodują przesunięcie jednej, lub kilku określonych granic. Jednak potem być może występuje stopniowe ich naruszanie, co z kolei prowadzi do natrętnych myśli, nasilenia objawów i w konsekwencji – kolejnego kryzysu.












czwartek, 16 lutego 2017

WYSZŁAM Z TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU- wspomnienia i podsumowanie CZEŚĆ PIERWSZA- JAK W TO WESZŁAM?

Koniec mojej gehenny zaczął się na całego rok temu. To nie był koniec związku, te związki się nie kończą w konkretnym momencie. Wchodzi się tj w proces KOŃCZENIA. Dzięki nerwicy i depresji nie poszłam dalej, nie urodziłam mu dzieci, ani nie zgodziłam się na ślub. Jednak jeśli na myśl Wam przyjdzie, by tłumaczyć swoje pozostanie w relacji posiadniem potomstwa, ślubu i nieruchomości (to mechnizm moje drogie- waszej samozagłady- tłumaczenie sobie czemu pozostaje tam gdzie umieracie) to spórzcie na całość. Ja byłam już w depresji i nerwicy, wiec kolejny emcojonalny stres mógł mnie dosłownie unicestwić. Jednak nie było nic do stracenia- a życie w cierpieniu to śmierć długa, bolesna i bezsensowana! Tonęłam w poczuciu winy, że coś musi być ze mną nie tak, skoro nie chcę z nim być.  Nie miałam zdrowej świadomości tego co dzieje sie ze mną od kilku lat. Wszystko przez tą bardzo podstępną i  niezdrową relację w którą weszłam, mimo znaków ostrzegawczych, które pojawiały się już na początku.


Zacznę jednak od POCZĄTKÓW.


Byłam młoda i nowy partner zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Miał świetne wykształcenie, dobrze rokującą pracę, był wysoki, dobrze zbudowany i z poczuciem humoru. Ja jeszcze nie pracowałam, kończyłam studia, a tu taki Autorytet zwrócił na mnie uwagę. WOW.

Ufność to moja cecha dominująca i nawet on jej nie zniszczył.
Nie jest to zła cecha, ale niestety łatwo stać się ofiarą wyrachowanego działania. Nie wspomnę, ze idealnie spasowałam się z DDA, ah, nieuświadomionym. Jednak czego można było się spodziewać po osobie wychowanej przez matke z DDA? Właśnie tego :-)

Podstawowe cechy osoby DDA i jej dzieci to branie odpowiedzialności za wszystko na siebie (jak również zrzucanie na innych w niemocy poradzenia sobie z jej ciężarem) , duża nieufność do świata oraz niezdolność odczytywania i przeżywania własnych uczuć (brak zaufania do własnej osoby i własnych sądów).

Jak sie zaczynają toksyczne związki?

1. Zwykle zaczynasz widzieć w partnerze Wybawce, Autorytet i nadajesz mu nadludzkie wartości.

Wręcz perfekcyjnie wypierasz wszelkie jego wady, a nawet fakty, które wskazują na to, że czekają Cię problemy.

Oczywiście, każdy widzi świat przez różowe okulary na początku znajomości. Jednak wierzcie mi, mechanizm zdrowej osoby nie jest aż tak selektywny jak nasz. Nie nasza wina, całe życie wypieraliśmy toksyczność zachowań własnego rodzica, skąd mamy umieć obronić się przed następnym niezdrowym egzemplarzem w naszym życiu?

Po pierwsze na początek trzeba nazwać rzeczy po imieniu we własnym dzieciństwie. Tak, byłam wiele razy ofiarą manipulacji emocjonalnej i niekiedy przemocy jaką stosowało dwóch najbliższych mi wtedy ludzi. Moich własnych rodziców.

2. W każdej emocji partnera widzisz własną sprawczość, wręcz winę. Jesteś odpowiedzialna za wszystko co sie dzieje. Strasz sie kontrolować, by tym razem wszystko poszło dobrze.

Tak odpowiadałaś za emocje rodziców za dzieciaka, to teraz odpowiadasz za cały świat. Prosta droga do nikąd. Odpowiadasz tylko za siebie. Jeśli ktoś nie radzi sobie z emocjami pozwól mu wziąć za nie odpowiedzialność. Baaa! Nawet ja sobie nie radziłam, ale musiałam ten ogrom ciężkich emocji przerobić. Wzięłam odpowiedzialność. Dla każdego to jedyna droga, by czuć się wolnym i znaleźć odpowiedzi na dręczące nas pytania.


3. Wszystko byleby tylko mnie nie ODRZUCIŁ. Klasyczny, wręcz paniczny lęk przed odrzuceniem.

Nie ważne czy kochasz, czy Ci się podoba, czy imponują Ci jego wartości. To wszystko jest nie ważne, najważniejsze by nie zostawił Cię. Wszak wmówiłaś sobie, że żyjesz dzięki mężczyźnie z którym jesteś bez względu na to czy go kochasz, czy on kocha Ciebie, czy doświadczasz przemocy, czy milion innych rzeczy.

Wyjścia są w zasadzie 3 z czego od razu mówię, że tą ostatnią odrzucicie przez uwielbienie do komplikacji życia.

* wejdziesz w związek z osobą toksyczną i cały czas, nieraz lata będziesz starała się by Cie nie odrzucił- później to juz nawet nie bedziesz wiedziała o co się tak starasz i jak się nazywasz. Będziesz tylko wiedziała, że Cię już nie ma, a i tak udaje Ci sie znikać bardziej i bardziej.

<Przeszłam i nie polecam>
PS.1< cudem przeszłam i większość kobiet z tego nie wychodzi! wiec tym bardziej nie polecam!>
PS.2-< jeśli jesteś w takim związku pewnie sobie myślisz "u mnie to jeszcze nie jest aż tak toksycznie, w zasadzie to sporo winy leży we mnie" ho ho to znak potwierdzający wielkie kłopoty w których się znalazłaś. >


*wejdziesz w zwiazek z osobą, której nie bedziesz kochała lub z którą będziesz nieszcześliwa. Na początku bedziesz dążyć do tego by poczuć pewność, że Cię nie opuści, gdy trafisz równie pogubioną duszę zobaczysz, że jesteś dla niej "przetrwaniem", "żyć albo nie żyć", a taka odpowiedzialność jest ponad siły większości ludzi. Miłość to wybór, a nie uzależnienie.

*poznasz kogoś o niesamowitej empatii i inteligencji emocjonalnej, który pomoże Ci wyplątać się z zawiłości własnego sytemu postrzegania. Okaże Ci szacunek i zrozumienie oraz obdaży bezwarunkową milością. <3

Oh marzenie, ale cóż tak się zwykle nie dzieje, a nawet jeśli zdarzy Wam sie to szczeście i tak musicie przejść emocjonalną terapię by potrafić takie uczucie przyjąć. Zwykle z góry zakładamy, ze każdy nowy osobnik będzie naszym Wybawicielem, a tak naprawdę to my mamy stać się własnymi Zbawcami.

Wiem wiem. Trudno opuścić fantazję z Pretty Women, Kopciuszka i innych romantycznych dzieł kinematografii, lecz warto to zrobić. Jednak jeśli w jej miejsce ma wejść ta o nas zdolnych do wyjścia z każdej opresji, potrafiących zadbać o swoje potrzeby, rozwijających się i pełnych pasji to zdecydowanie lepsza opcja na prawdziwe życie.

4. Nie słuchasz intuicji.
Niemal z uporem maniaka tworzysz alternatywną rzeczywistość, której nie ma.
Przykład:
Moj poprzedni 9 letni związek:
1) Czułam, że coś jest nie tak. (pół roku pozniej okazało się że mieszkał jeszcze ze swoją ex- jak zaczynaliśmy nasz zwiazek)
2) Zabawa w jednorękiego bandytę nie jawiła mi się jako hazard.
3) Sączenie piwa lub drinków dowodziła, że jest rozrywkowy.
4) Nie wspomnę o tym, że kompletnie nie zwróciłam uwagi na to,że nie liczy się z moim zdaniem, że jest daleko emocjonalnie.

5. Nagle całe inny świat przestaje istnieć.
Znajomi na bok, zainteresowania na bok (lub nagle interesujesz sie tym czym on), liczy się tylko on. Moje drogie Panie (i Panowie), nasz świat jest nam niezmiernie potrzebny, by być sobą. Tak, trudne to. Szczególnie, że w dzieciństwie nie wyrobiliśmy silnej osobowości, a teraz wszystko co z nami nie związane zdaje się być fajniejsze i lepsze, ale to już nasza praca do odrobienia. Odnajdźmy się teraz, powoli próbujmy nowych rzeczy i zwracajmy uwagę na własne odczucia, wsłuchujmy się w siebie, twórzmy wyraźny obraz własnego ja.

6. Oczekujesz wynagrodzenia za krzywdy dziecka.
Partner winny Ci jest dać miłość bezwarunkową jakiej nie dostałaś jako mała istota. NIE! To nie zadanie nowego partnera.

BA! Jak któryś Ci obieca na początku całkowite oddanie, miłość bezgraniczną i uzna Cię za anioła, który pojawił się w jego umęczonym świecie- WIEJ! toksyczni panowie jak nikt potrafią obiecać złote góry z których kiedyś będziesz spadać nieskończenie.

7. Masz obsesje kontroli.
Chcesz tak ułożyć związek, emocje swoje i jego, żeby tym razem w końcu był happy end. Jeśli pragniesz happy end'u zakończ kontrolę. Puść liny, niech wszystko ułoży się naturalnie, niech dobre zostanie, a zle odejdzie. Poprzez kontrolę nawet nie zauważysz jak wplątasz się w chory związek, miłość to nie uzależnienie (siebie od kogoś- kogoś od siebie) - to wybór.

8. Robisz wszystko by zasłużyć na miłość.
Kochana zasługujesz na nią już teraz, jesli musisz coś robić by tak było oznacza to, że te uczucie nie stało nawet troche obok miłości. Pozwól sobie na prawdę, by nie wejść z uporem maniaka w coś z czego równie szybko się nie wychodzi.

9. Sama nie jesteś autentyczna.
Jak coś Cię niepokoi nie mówisz o tym, by nie wyjść na słabą. Jak masz zły nastrój uśmiechasz się. Jak nie masz ochoty na sex uprawiasz go by Pana nie wystraszyć. Naprawdę?  Długo tak zamierzasz? Lata? Wiesz co się dzieje dalej? Kiedy już nie wiesz czy ja to ja? Siedasz u psychologa i mówisz, że kompletnie nie wiesz kim jesteś i czego chcesz.

10. Każdego dnia myślisz, że nie zasługujesz na szczęście.
Jesteś niedostatecznie piękna, mądra, bogata, masz bagaż emocjonalny bądź jakąś dolegliwość lub chorobę. Nie widzisz nic co można byloby w Tobie pokochać. Przecież nikt takiej Cię nie zechce, wiec jeśli zdarza się KTOKOLWIEK ogarnia Cię zdziwienie i pragnienie by przekonać go (a tak naprawdę siebie), że jesteś warta kochania. I czytasz te mądre artykuły i wtedy małe światło Ci miga, ale kilka godzin później znów ciemność. Tak Moja Miła (Mój MiłY) to tu cały problem. To tu ukryte są wszystkie sekrety Twojego ciepienia. Jedyna najważniejsza osoba nie umie Cię kochać- TY SAM. Bez tego żadnej milości nie będzie. Dziś zacznij! Zrozum i ciągle sobie potarzaj, że nikt w tym momencie nie jest wspanialszy niż Ty, nikt nie zasługuje teraz bardziej na miłość i dumę z istnienia niż TY! I drukuj sobie te artykuły! Noś w torebkach, pisz na kartce sobie miłe słowa, mów do siebie łagodnie, wybacz wszystko, przebacz też innym i idz z głową wysoko, wiedząc, że właśnie tego dnia zdecydowałeś sie w KONCU stworzyć wspaniały związek z samym sobą. I pamiętaj to będzie DŁUGA droga, trudna, na początku niezrozumiała, ale jedyna właściwa, którą masz iść.





piątek, 3 lutego 2017

Zdiagnozowano Wam depresję lub nerwicę?

Do tych którzy są na początku drogi...
Ja mam za sobą ogromne oceany smutku i lęku. Jednak niektórzy z Was dopiero tu trafili szukając odpowiedzi na pytania tak ciężkie, ze nie sposób je zadać. Pewnie toniecie w zagubieniu i nie wiecie ile przyjdzie Wam toczyć ten bój. Mi przyszło mierzyć się z demonem depresji i nerwicy 4 lata.

Jedną żelazną zasadą jest szukać drogi wyjścia. Nie przesądzajcie przyszłości! Nawet jeżeli jej w tym momencie nie widzicie. Pamietajcie, że patrzycie przez zakrzywiony ekran i większosć rzeczy, którze zdają sie Was otaczać,  w rzeczywistości nie jest tak strasza, bezsensowana jak się Wam teraz wydaje. Odnajdujcie się w małych codziennych sukcesach choćby to było zaparzenie sobie herbaty. Tak, wiem. Nie sposób myśleć o sukcesie skosztowania czegoś tak zwykłego jak herbata, gdy obwiniacie się za klęskę w byciu matką, kobietą, ojcem, przyjacielem, człowiem itd.
Ja czułam się jak ciężar dla wszystkich, którzy w tamtym czasie byli u mojego boku. Chciałam zniknąć. Chciałam poddać się. Jednak w głębi każdego z nas pali się światełko. Tli się wola życia, mimo, że racjonalnie na to patrząc nie ma najmniejszego sensu by te piekło dalej trwało. Nie musicie jeszcze rozumieć o co chodzi w procesie zdrowienia, ale zaufajcie że mamy w sobie system naprawczy, który można włączyć. Jak? Małymi krokami. Ameryki nie odkryję jeśli powiem, że całe życie wymagaliście od siebie wiecej i wiecej, aż w końcu organizm powiedział dość.
Każdy kryzys jest szansą i nawet tak okrutne dolegliwości pozwolą Wam wybrać lepszą drogę, niż ta którą do tej pory zmnierzaliście. Widzę wielu nieszczęśliwych ludzi, ale wiekszosć nigdy nie spotkała się z naszymi dolegliwościami i wierzcie, że przez to będą dalej fukcjonować w swoich niewygodnych życiach obok swoich pragnień. My cóż dostaliśmy dotkliwą informację, że dzieje się coś co czyni nas nieszczęśliwymi. Tutaj nie da sie pogodzić, ze mi się to przytrafiło, ale takie jest życie wiec idę dalej- bo my nie możemy iść. Wtedy własnie cały nasz świat upada, zrównuje się z ziemią, nie mamy NIC. Skoro nie ma nic to nic nie stracimy stawiając tam na próbę różne rzeczy.

Niech, wiec będzie to herbata, gazeta, ciepły prysznic. Otoczenie uzna, że nic nie robimy, żeby było lepiej, ale UWAGA otoczenie na czas depresji i lęków jest również poza naszym światem. Oni nie zorumieją i to naturalne, też wcześniej nie mogliście zrozumieć takich stanów. Dlatego musicie ich rady, złość i niepokój traktować jakby byli z innej planty. Być może jest rodzina, która otoczy chorego odpowiednim wsparciem, ale domyślam się że większosć jednak takiego nie otrzyma, gdyż wymagałoby nieskończonej wyrozumiałości i niemal medycznego wyszkolenia, ale nie martwcie się to wy możecie zapewnić sobie takie specjalne podejście. Dotnęła Was choroba, jak i tych co czasami trafiają do szpitala z innymi dolegliwościami. Oni wtedy nie chodza do pracy, maja specjalną opiekę, by móc wrocić do zdrowia i my też potrzebujemy specjalnej opieki, ale społecznie nie ma jeszcze na to przyzwolenia, bo sporo problem nie objawia się fizycznie to jesteś zdrowy... Nie! To jest stan chorobowy i czesto 1000 kroć cięzszy niż wszelkie inne choroby!

Dlatego:

PORADNIK POCZĄTKUJĄCYCH NERWICOWCÓW i DEPRESJO posiadaczy.

  • Jak już sobie nie radzisz idziesz do psychiatry!
  • Jak dajesz radę, ale ledwo- umawiasz się do psychologa! (nie usprawiedliwiajcie się że "polska słuzba zrowia", "długie kolejki" idźcie! ja zapisałam sie i po 3 m-cach byłam już na terapii)
  • Gdy jest źle mówisz mówisz o tym rodzinie  (reakcja cóż będzie różna, ale przynajmniej będzie cień szansy, że ktoś sięgnie do literatury)
  • Jeśli marwisz się jak na dzieci wpłynie Twoja choroba idziesz i pytasz o to psychologa.
  • Jeśli martwisz się czy Twój mąż uzna Ciebie za wariatkę to i tak mówisz jak jest, jeśli tak zrobi nie jest tym z kim można iść przez życie.
  • To, że jesteś mężczyzną nie oznacza, ze masz to przejść sam.  Emocje to zdrowie, nawet te wsydliwe. Masz prawo się bać, płakać i prosić o wsparcie!
  • Prawdziwi ludzie zostaną, nawet jeśli nie to podczas choroby poznasz wiele właściwych osób, którzy zostana z Tobą na lata!
  • Jeśli masz wiele emocji i jest ich tak dużo, ze nie rozumiesz co Ci komunikują. PISZ! do szuflady, na maila, bloga, gdziekolwiek to świeta autoterapia.
  • Szukaj życzliwych Ci osób
  • Nie udawaj, że wszystko jest jeszcze ok, ze to tylko ciężki rok.
  • Nie bój się najdziwniejszych myśli- obsewuj je z boku, bo ich absurdalność będzie czasem porażająca- MOJE ex myśli były- ( zostałam opętana <heh szukałam nawet księży egzorcystów, kupiłam modlitewnik>, umrę a nikt mi nie pomoże (zyjesz jeszcze? to będziesz żyć dalej i uwierz nie musisz na sygnale jechać na izbę przyjęć), wyląduje w kaftanie (za dużo filmów!- do szpitala trafia się żadko i zwykle nie ma potrzeby zostawać tam- a nawet jeśli to też miejsce dla ludzi i niczego nie przesądza),
  • Nie czytamy durnych historii, wiadomości, nie słuchamy nieżyczliwych przyjaciół o tym jak ktoś sobie nie poradził i .... Uwierzcie, większosć tych historii była do odratowania. Jednak o tym nie teraz, jak już będzie Wam lepiej, lub wcale. Ah, piszę o tym, bo sama przeszłam to, że jak na zlość ktoś mi coś opowiedział, a w wiadomościach  musiały wyśliwetlić się jakieś okrutne tragedie. Jeśli coś widzicie wyłączacie- karmcie się teraz zdrowymi informacjami!
  • Nie czytajmy żadnych ulotek leków ani for o lekach, ufaj swojemu lekarzowi!
  • Znajdź jakieś afirmacje o poczuciu wartości, trening uważności, medytacje, sport- to pomaga, ale myślę, że to nie na fazę ostrą. Jeśli czujesz że taką przechodzisz- na początek niech lekarz wróci Cię choć troszkę do żywych.
  • Codziennie szukamy drobnych sukcesów i małych pozytywności- ciepły prysznic, uśmiech dziecka, słońce, wstanie z łóżka, spacer i milion innych- patrzcie uważnie
  • Wybaczamy sobie nawet najgorsze poczynania- w życiu nie chodzi o to by być winnym, tylko by wyciągnąć właściwe wnioski z błędów, które popełnia każdy człowiek!
  • Nie obwiniamy się o to że dopuściliśmy do zaburzeń- one moga przytrafić się każdemu!
  • Wiecie co- za jakiś czas życie znowu zapali Wam tysiące światel!!!


Trzymam za Was ciepło kciuki :-)