piątek, 24 czerwca 2016

ZGORZKNIENIE to dla nas trudny temat.

Jestem pewna, ze czujecie nieskończony żal na to co Was spotkało. Ja tak mam, często się na tym łapie, ale wiem, że to trujący żal. Napiszę o kilku ważnych pracach, które musimy wykonać, by nie obudzić się w stanie, w którym złość zacznie rozlewać sie na inne sfery naszego życia. Znacie pewnie ludzi, którzy uważają wszystkich i wszystko za zło wcielone. Ja znam i boli mnie ich dramat.

Są to osoby podobne do nas, które kiedyś ktoś mocno skrzywdził. W tej wojnie o siebie pogubili się. Każda wojna, która trwa zbyt długo nie służy osiągnięciu żadnego celu i staje się stylem życia.
Ostatnio trafilam na artykuł w charakterach, który opisuje sposoby na unikniecie zgorzknienia.

1. PRZEBACZ

SOBIE- My wychowani w zbyt dużym poczuciu krzywdy, winy i niskiej wartości zaczeliśmy walkę o siebie. Na początku na oślep, popełniając wiele błędów, które skutkowaly tym, że byliśmy podobni do tych od których uciekaliśmy. Spokojnie. Teraz to wiemy, a wtedy targały nami emocje i stare schematy, wiec dlaczego nie mielibyśmy sobie w końcu wybaczyć?

Wybaczenie sobie nie oznacza, że zwalniamy się z odpowiedzialności za nasze działania. Dopuszczamy do siebie prawdę o nas samych i przyznajemy się, że my też popelniamy błedy, bo jesteśmy tylko ludźmi. Wpływa to na nas uwalniająco, bo te ciążące niedopuszczone prawdy o nas samych nie pozwalały nam się zintegrować. Opuszczamy mity i perfekcjonizm- nie musieliśmy być nieomylni, by nie popełnić tych błedów.

Kiedy wiesz jakie masz słabe strony, możesz zacząć nad nimi pracować. Nie ma nic złego w wadach, ale trująco złe jest wypieranie ich.

INNYM- Nasi oprawcy też byli czyimiś ofiarami, lub ludzmi chorymi na psychopatie, socjopatie, alkoholizm. W momencie w którym uświadomiliśmy sobie naszą krzywdę  nasze serca i umysł zapragnęły ZADOŚĆUCZYNIENIA. Jednak to, ze my poznaliśmy ich ciemny świat, nie oznacza, że oni wyzdrowieli, dalej to chorzy ludzie. Zdarzają sie wyjątki, że rzeczywiście dostajemy zrozumienie, przeprosiny i przynanie się do niewygodnej prawdy. Niesty w większości oprawcy dożywotnio stosują mechanizm wyparcia, a nasze oczekiwania, tłumaczenie, domaganie się prowadzi nas tylko do frustracji.

Wybaczam choremu człowiekowi. Nadal wiem że to co uczynił było złe, ale juz wiem że na to nie zasłużyłem i godzę sie by dać temu odejść.

2. BLACK & WHITE- W naszym życiu, ale ktoś jest oddanym przyjacielem, albo wrogiem. Topimy się w szczęściu, lub stoimy w obliczu katastrofy. Jesteśmy kochani, lub krzywdzeni. Doceniają nas w pracy, lub mamy przeswiadczenie, ze zaraz nas zwolnią. DOŚĆ KRZYCZĘ!

Życie nie jest czarne lub białe, jest milion odcieni szarości. Odejdźmy od schematu wszystko albo nic, odganiajmy katastrofalne wizje, nie wchodźmy w spiralę nakręcania się. Dystans, dystans, dystans.

Coż moi rodzice nie byłi obliczem samego zła, dali mi też dużo dobrego. Strali się jak potrafili. To że szef ma do mnie pretensję nie oznacza że jestem złym pracownikiem. Gdy ktoś zwraca mi uwagę nie ma zamiaru mnie skrzywdzić. Gdy wstaje rano z depresją nie oznacza, że wchodzę w gorsze stadium choroby. Gdy partner się mnie czepia nie znaczy że chce mnie krzywdzić. Jeśli decydujemy się na rozstanie, nie oznacza to końca świata, tylko wybór innej drogi.

W całym tym życiowym pędzie skupiamy się na tym co złego nas spotkyka. Nie zwracamy uwagi na tym co nam się udaje. Pracujmy nad nieumniejszaniem swoich osiągnięć, zalet i odczuwajmy życie w prawdziwym obrazie. Nie postrzegajmy katastrofy w każdym życiowym błędzie. Myślę, że tu pomocne będzie 5 zasad zdrowego myślenia http://depresjalekowa.blogspot.com/2016/05/szklanka-do-poowy-pena-piec-zasad.html


3. KIEDY SPOKTAM NORMALNYCH LUDZI?

Zdarza się, że widzimy w okól siebie samych nieżyczliwych, głupich, zagubionych ludzi, którzy wszystko robią inaczej niż trzeba. Szanse na to, że wszyscy ludzie są tacy jest nikła. Bardziej prawdopodobne, że nasze wymagania są za wysokie. Otóż, nieakceptujemy u innych cech, których nieakceptujemy u siebie. Budujemy mur wokół siebie, co znacznie zawęrzą nasze postrzeganie.
Oczekujemy, że inni będą nieomylni, perfekcyjni bądź nie będą mieli słabości. Wrecz zalewa nas złosć jak widzimy te cechy obok i tracimy szacunek do takiej osoby, a jednocześnie zazdrościmy, że ich to tak nie trawi jak nas.

4. PESYMIZM i GENERALIZOWANIE- "Nigdy nie bedę tym kim chce być", "Nigdy nie stworzę zdrowej relacji", "Zawsze już będę miała depresję", "Nie uda mi się nigdy schudnąć", Jestem gorsza niż inni"

Jak masz mieć siłę do pracy i odczuwać szczęście, jeżeli nastawiłeś się do życia w taki sposób. Byś może jako młody czlowiek uznałeś, że jeśli założysz najgorsze to unikniesz rozczarowania. Nieświadomie zbudowałeś mechanizm, który Cię ograniczał.

Również w małych wydarzeniach, poszukujmy pozytywów. Jeżeli dłuzej czekamy na posiłek w restauracji, zwróćmy uwagę że przecież siedzimy w fajnym towarzystwie i pijemy wyśmienite wino, czy warto odbierać sobie radość, bo czegoś w danym momencie jeszcze brakuje?

5. UCZUCIE BRAKU KONTROLI

Być może dorastaliśmy w domu, gdzie "dzieci i ryby głosu nie mają".lub byliśmy w zwiazku w którym nie mogliśmy być sobą. Konsekwencją tego stanu jest uczucie, że nasze życie zależy od innych. Zdaje nam się, że nie umiemy podjąć decyzji o nas samych, ale to też jest fałszywe przekonanie. Droga do opuszczenia modelu wyuczonej bezradności nie jest czymś co stoi poza naszym zasięgiem. Zacznijmy nią iść, każdy we własnym tempie, z podknięciami i bledami, ale próbujmy poznać siebie na nowo i prawdziwie.


6. MITOLOGIA CODZIENNA-

Bywamy przekonani, że kiedy: wygramy w totaka, kupimy mieszkanie, znajdziemy odpowiedniego parnera, wygramy z chorobą nasze problemy w końcu się skończą. Uzależnianie szczęścia od bliżej nieokreślonych zdarzeń prowadzi do tego, że wciąż nie dajemy sobie prawa by go odczuwać teraz.

Uwielbiam Grecję, chciałabym do niej jeździć jak najczęściej, ale jeśli nie mam takiej możliwości jadą na pobliską rzekę i odczuwam prawie ten sam stan zadowolenia jak przy wyjeżdzie zagranicznym. Cieszmy się z tego co mamy już teraz. Wieczny bieg za marchewką to tortura.



środa, 15 czerwca 2016

INFORMACJA techniczna

Witajcie,

Ponieważ trochę zbaczam z tematu samej depresji lękowej, kwestie wychodzenia  ztoksycznej relacji będę rozważała na drugim blogu: http://tangozwampirem.blogspot.com/

Jeśli dotyczy WAS problem współuzależnienia od partnerów, bycia w toksycznej relacji to zapraszam tam.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

NOWA CODZIENNOŚĆ wraz z ODWYKIEM

ODWYK nie będę Was bajerować to fatalna sprawa.

Musiałam się za to wziać, to był ostatni najgorszy punkt układanki. Z jakis powodów najgorsze zostawiłam na koniec, choć podejrzewam, że właśnie w tym należało się doszukiwać przyczyn mojej drogi przez lęki i depresję. Uzależnienie od bycia w związku jest niemiłe w skutkach. Przetrenowałam to na sobie wzdłuż i wszerz. Maluje mi sie tutaj rys osobowości zależnej na pograniczu zaburzenia osobowości (dyskutowałam z psycholożką).

Skad to się bierze? Otóż moja rodzina sklada się praktycznie całkowicie z kobiet lub mężczyzn zależnych. To nasz wielopokoleniowy schemat, którego jeszcze nikt tak na dobre nie przerwał. Hymm może z wyjątkiem jednej cioci, która zdecydowała się na pozostanie wolna po bolesnym w skutkach rozstaniu.

W moim domu mama jest praktycznie całkowice uzalezniona od taty, choć dla oszukania samej siebie steruje nim i przy okazji nami. Wiecie jak to jest, gdy radzicie komuś w trudnej sytuacji? "Na twoim miejscu ........." Tylko w przypadku mojej rodzicielki, nigdy sama nie uczyniła niczego co tak zacięcie radzi nam i ojcu. Z jednej strony cieszę się, że nie byłam zależna od partnera finansowo, czy też nie urwałam kontaktów z otaczającym mnie światem, ale byłam i jestem uzależniona emocjonalnie. Schemat rodzinny kiedyś wszedł w moje życie, a ja wtedy nie uznałam go za groźny bądź niewłaściwy.

Co to właściwie jest? Otóż są ludzie, którzy opieraja swoje poczucie wartości na innych. Tak, pamiętam ja studentka złapałam Pana Boga za nogi- ON nie może chcież ze mną być. On pracuje i to jeszcze jako /lekarz / prawnik/ <wstaw dowolne>, a ja chodze na studia i mam w kieszeni 20 zl.
On może mieć te elitarne dziewczyny, które zawsze wiedzą co powiedzieć, a do tego wyglądają jak milion dolarów, przecież on nie zostanie ze mną.

Skoro czujesz się jak masa zbudowana z (jestem nieśmiała, mam krótkie nogi, dużą pupę, małą pupę, nie jestem przebojowa, mam krzywe zęby, i co tam sobie jeszcze wymyślisz ) to wchodzisz w związek na zasadzie:

1) Załuż maskę. Pokazuj same superlatywy bycia z Tobą. Uśmiechnięta, wyrozumiała, przebojowa, BEZ WAD.

2) Zrób z siebie ofiarę. Opowiedz jak ciężko Ci w życiu, a tu pojawił się wspaniały on, który uwolni Cię od problemów.

Na krótką metę może i działa, a później staje się tak niewygodne, że osobowość co rusz pragnie wydostać sie z zaciśniętego gorsetu. Dlateczego? Bo jej nigdy do cholery nie spytałaś o zdanie. Liczyło się by ktoś Cię chciał, a nie to kim jesteś i kogo Ty byś chciała.

Coż, wstyd, że ja dopiero po 9 latach siadam do rozmowy z moim ja, które wygląda jak wymiksowana bryja i coż trzeba zobaczyć co tam się zmieszało. Kim jestem, co lubię, czego się boję, czy wady można pokazywać, co znaczy zintegrowana osobowość, czy można mówić nie, jak mówić nie, jak nie popełnić błędu i nie popaść w rolę ofiary (złego wychowania, toksycznego partnera).

Dodatkowo stoisz teraz bez protezy (był nią partner) i musisz nauczyć się chodzić.
Co myślisz? Ano pewnie kilka rzeczy :

"pierdzielę już wolę żyć w związku z toksykiem, ciapą, niekochanym mężczyzną- niż przejść przez to wszystko samej"
" zdrowe przez to nie przechodzą, a ty masz już nerwicę i deprę"
" gdzie jest pistolet"
"to nigdy się nie zmieni- po co ja mam to robić"

Zwykle robisz krok wtecz. Następnie w Twoim życiu wydarza się jeszcze kilka sytuacji, aż sięgasz dna:

Np. on zdradza cię znowu, manipuluje tobą, ty nim, dzieci mają problemy, masz załamanie nerwowe lub leżysz zasmarkana w łazience i nie masz ochoty już nigdzie wstawać. Do tego można dopisać milion stron mozliwych upodleń, które kładą Cię na dnie jakiegoś szamba, że już gorzej to być nie może.

Wtedy już nie analizujesz, czy dam radę, wtedy nie masz wyboru. Oczywiscie nie skłaniam do doprowadzenia do fazy dna, są kobiety wielkie, które zbierają w sobie siłe dużo wcześniej, lub np tuż przed dnem, jednak coż- ja musiłam w na nie spaść, by się poddać, by przestać zmieniać to czego zmienić nie mogę, by nie budować szcześcia- nie mając o nim bladego pojęcia.

CDN





Wtedy już myślisz, tylko jedno.

poniedziałek, 23 maja 2016

SZKLANKA DO POŁOWY PEŁNA - pięć zasad zdrowego myślenia.



Jako certyfikowany nerwicowiec, wiem, że szklanka jest u mnie zwykle do połowy puste.

1. Dostałam samochód firmowy do dyspozycji, a przeżywam fakt, że muszę sprzedać swój, zamiast cieszyć sie obniżeniem kosztów. Dodatkowo zaczęłam się martwić, że rodzice od razu przywłaszczą sobie mój samochód, wiec szybko zaplanowałam sprzedaż.

POZYTYWNIE: Super, będę miała samochód firmowy i dodatkowe środki ze szprzedaży swojego.
Jestem doceniana. Jestem dobrym pracownikiem.

2. Rozstanie- cała gama strat. Myślę, że nie muszę opisywać jak bardzo mnie to boli.

POZYTYWNIE: Daję sobie szansę na nowe życie, będę mogła więcej czasu poświęcic sobie. Skończą się przykre zachowania, których nie mogłam akceptować.

3. Generalizowanie: przez rodziców nie wyjdę z tego, dostarczają mi swoich problemów, a ja nie mam teraz siły na walke na tym froncie.

POZYTYWNIE: Rodzice wychowali Cię i Cię kochają, mimo swoich mechanizmów, które wynikają z ich braków. Nie miałaś skrajnie toksycznych rodziców, pamiętaj że między białym, a czarnym jest cała gama odcieniów szarości.

4. Zostanę już na zawsze sama. każdy związek będzie wyglądał tak samo, bo tyle lat budowałam te mechanizmy, że nie sposób ich zmienic.

POZYTYWNIE: Ta myśl nie jest oparta na faktach, nikt nie wie co będzie w przyszłosci. Poradzisz sobie z tym zakrętem, który przechodzi bardzo dużo osób. Wyciągniesz z tego wnioski, bo umiesz patrzeć w głąb siebie.

To tylko kilka myśli, z tysięcy o podobnym schemacie.
To niezdrowe myślenie.
By zobrazować ten schemat, trzeba skupić się na 5 zasadach zdrowego myślenia opracowanych na
potrzeby terapii behawioralno poznawczej:



Nasze emocjonalne reakcje, nigdy nie kłamią, zawsze są prawdziwe i logiczne, ale tylko wobec tych przekonań, które je wywołały. Ludzie działają w oparciu o tylko te przekonania i reakcje emocjonalne w które świadomie czy nieświadomie wierzą i o których są przekonani, że na dany moment są słuszne.


5 ZASAD ZDROWEGO MYŚLENIA

1. Są oparte na oczywistych faktach.
2. Chronią nasze życie i zdrowie.
3. Pomagają osiągać bliższe i dalsze cele.
4. Pomagają unikać najbardziej niepożądanych konfliktów z innymi lub je rozwiązywać.
5. Pomagają nam się czuć tak jak chcemy, bez nadużywania leków, alkoholu i innych substancji.



ZDROWE MYŚLENIE - spełnia co najmniej 3 z 5 zasad;
– zdrowe myślenie dla jednej osoby nie musi być zdrowe dla drugiej;
– co jest zdrowe teraz nie musi być zdrowe w innym czasie;
- wszystkie zasady są równoważne;
- niektóre zasady mogą nie mieć zastosowania w pewnych sytuacjach.

Zdrowe myślenie = Racjonalne myślenie

NIEZDROWE MYŚLI PRZEKONANIA spełniają najwyżej 2 z 5 Zasad Zdrowego Myślenia

To nie fakty mnie denerwują, złoszczą, zasmucają, radują, lecz to ja sam/a denerwuję się, złoszczę, przerażam, czy raduję poprzez moje przekonania o tych faktach.


Do każdego z niezdrowych przekonań po prawej stronie zapisz nowe, zdrowsze przekonanie, które będzie niekompatybilne (przeciwstawne lub nie dające się równocześnie myśleć) z niezdrowym przekonaniem.
Sprawdź każde z nowych przekonań upewniając się czy wszystkie one spełniają co najmniej trzy z Pięciu Zasad Zdrowego Myślenia.

>Zatrzymaj się i sprawdź jak się czujesz – zapisz w skali od 1 do 10
natężenie bólu emocjonalnego.

>Trzymaj tę listę zawsze przy sobie. Kiedy ponownie poczujesz ból
emocjonalny lub inne stresujące uczucie, wyciągnij kartkę i czytaj prawą stronę
listy. Czasami będziesz potrzebował wyciągać tę kartkę wiele razy każdego
dnia.

>Dodatkowo, kilka razy w ciągu dnia, zrelaksuj się i spokojnie oddychając
wyobrażaj sobie zdrowsze przekonania. Przeznacz minimum 30 sekund na
wyobrażanie sobie lub myślenie o każdym zdrowym przekonaniu. Rób to tak
długo, aż nie będziesz czuł już bólu emocjonalnego, od którego ta praca
z przekonaniami pomaga ci się uwolnić. Zgodnie ze standardową teorią uczenia
się, jeśli będziesz postępował w opisany sposób, typowo zajmuje to od czterech
do sześciu tygodni, aby nowe przekonania stały się twoimi nieświadomymi,
„automatycznymi” postawami.

>Jeżeli wciąż odczuwasz ból emocjonalny lub inne dystresujące (stresujące
w sposób nieprzyjemny) uczucie nawet wtedy, kiedy wyciągasz listę lub starasz
się wyobrazić sobie zdrowsze przekonania, oznacza to, że wciąż istnieją jakieś
niezdrowe przekonania, które powodują ten dyskomfort. Tak więc weź wtedy
kawałek kartki i zacznij raz jeszcze ten proces, zaczynając od pierwszego kroku
Pracy z Przekonaniami.

>Przynieś swoją pracę z przekonaniami na następną sesję, aby przedyskutować
ją z twoim terapeutą.

>Pamiętaj: aby czuć się lepiej – trzeba myśleć zdrowiej.

>Pamiętaj: Zdrowe myślenie to nie jest to samo, co pozytywne
myślenie.
Najważniejsza różnica pomiędzy zdrowym a pozytywnym myśleniem jest
związana z oparciem o fakty. Na przykład:
Negatywne: „Nie mogę wyzdrowieć”.
Przywiązanie do rezultatu: „Muszę wyzdrowieć”.
Pozytywne: „Na pewno wyzdrowieję”.
Zdrowe: „Mogę wyzdrowieć niezależnie od tego, jak bardzo jestem chory”.

piątek, 4 marca 2016

MYŚLi

Najgorsze są poranki, przebudzają mnie korowody zmiennych myśli. Toczących nieustający konflikt. Od wizji prawidłowości rozstania po wizję szczęścia, które można odbudować. W tym wszystkim elastycznie dopasowuje się do każdej z nich, a to godzi w mój system percepcji. Nie można chcieć dwóch rzeczy na raz, o tym głośno pisała już Sywia Plath, a później usnęła na wieki. Nie chcę podzielić jej losu i stoczyć się w otchłań depresji.

Jak możliwe, że inni normalnie decydują się na rozstania i żyją dalej, a ja toczę powieść o swoim nieszczęściu. Już tak dobrze się czułam, a tu znów przyszło mi się zmierzyć w zakrętem. Istnieje możliwość, że panikuje, a moja sytuacja nie potoczy się żadną z moich tragicznych wizji. Przecież to może być szansa by wyjść na zdrową drogę w pełni i w końcu być szczęśliwą. Tylko rzecz jasna, ciężar rozstania będzie trzeba przetrawić.

Zdaje mi się że dałabym radę, jeśli nie zbije mnie z nóg choroba. Już raz pokazała kły, co byłoby teraz, nie wiem. Zawsze mogę sterować dawką leku i na cięższe chwilę podnieść, a później obniżać i powoli dopuszczać do siebie emocje, które i tak trzeba przeżyć.

Co może się stać? Mogę zostać już na zawsze sama, kto chciałby nerwicowo depresyjną kobietę?
Czy odnalazłabym się w roli singielki?



niedziela, 14 lutego 2016

leżąc na PLECACH w panice

To było najgorsze 5 dni od dawien dawna.
Poranki łamały mi serce, psychikę i wciąż jadę na tej kolejce bez hamulców.

Dnia 3 popełniłam już nawet pierwszy błąd, pojechałam do niego. Cel był tylko jeden uspokoić się i wrócić na te dobre fale, na których byłam już dość długo. Głupie to, ale zadziałałam jak typowa uzależniona kobieta. Na początku mordował mnie jego dystans i jego beztroskie podejście, jak to jest cholernie niesprawiedliwe, że ja wykręcam się w pół, a on żyje normalnie. Pił wino i opowiadał o swoich wspaniałych planach. Chwilami wlepiony w telefon.
Nagle obrót sytuacji i zbliżył się, próbując zainicjować zbliżenie. Spowodował niesamowity dysonans poznawczy u mnie, z resztą to nie pierwszy raz. Nie raz już zastanawiałam się czy czarne nie jest przypadkiem białe. Nawet nie wiecie jak to obciążało moją psychikę. Jednak nie tak jak te ostatnie dni, w których tracilam świadomość przez panikę.

Dawkę wrzuciłam na 20 mg, i pierwszy raz skosztowałam bezno, by zakończyć tą serie złego samopoczucia. Tak mi szkoda, tego że znów muszę walczyć.

Wstaliśmy rano, po czym poinformował mnie że w czasie naszego rozstania spał z kobietą (dla rozrywki), bo przecież nie byliśmy razem. Wprawdzie był wolny i mógł to zrobić, jednak skoro deklaruje mi uczucia to po jakiego uja o tym wspominał i to na zakończenie spotkania? By mnie zabolało. Bym zobaczyła, że nie mogę być pewna że będzie przy mnie, bo potrafi uprawiać niezobowiązujący seks.

Na koniec znów elaborat o tym jak bardzo on chce dzieci, a ja przecież mu dziecka nie urodziłam.
Znów dysonans, on chcial dzieci, ale zachowuje się jakby nie potrafił odpowiadać za czyjeś uczucia. Przecież dziecko potrzebuje dojrzałego ojca. W głowie zaczeły bić się myśli- urodzę i wtedy dopiero dożywotnio zwiążę go z sobą. Dziewczyno, opamiętaj się.

W tym wszystkim najgorsze jest jedno, ja wciąż uważam, że może rzeczywiście on jest dobry, a ja działam prewencyjnie. Może to ja jestem winna tego stanu rzeczy.

Takie myśli strzelają we mnie teraz, gdy on wyjechał daleko do jakiegoś zamku, z jakimś kolegą w jakimś celu, oczywiście załatwiać "sprawy"

czwartek, 11 lutego 2016

EWAKUACJA step 1

Pierwszy był szok.
Zdziwiło mnie, że całkiem dobrze znoszę to wyjście ze związku. Po tylu latach, obawiałam się serii bolesnych ukłuć serca. Jednak to była bomba z opóźnionym zapłonem, która wycelowała we mnie miesiąc później.

Cóż do tej pory obwiniam się, że moje zaburzenia doprowadziły do tego stanu rzeczy. Mój cały organizm nie chciał już tego związku i to jak się buntował było bardzo widoczne. W moim przypadku, świadomość nie porozumiewa się z podświadomością, wiec ciężko było dojść do wewnętrznego consensusu. Czyli nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę. Nastąpiła blokada systemu, po czym? Zapewne po serii nie dobrych wspomnień. Do tego dołączyła susza emocjonalna, wpierw z jego strony, następnie z mojej.

O związki trzeba dbać, a nasz nie miał żadnych supportów. Choć próbowałam porozumieć się w jakiś sposób, moje słowa były nie zrozumiane i ja nie rozumiałam co do mnie mówiono. Niestety występował też częsty brak szacunku, a o przyjaźni nie wspomnę. Nie tak to planowałam i pewnie stąd ten bunt wewnętrzny. Jak można cały czas ze sobą rywalizować i powodować chorą atmosferę współzawodnictwa? Można :-(

Do tego należy dopisać alkoholowe wknd-y. Jednym planem na wieczór był alkohol, a zmieniało się tylko gdzie i z kim.

Kolejne niedomówienia- to zabranie pseudoprzyjaciółki na Święta, zamiast mnie. Tłumaczenie tego napiętą w sytuacją w domu przez moje złe i nieodpowiedzialne zachowanie z przeszłości. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, wtedy na drugi dzień byłam namawiana do spędzenia czasu wspólnie. Dobrze, że w ferworze emocji i złości nie dałam się zaprosić na te audiencje. Pytam więc, jak można tak postępować? Dodam jeszcze, że boli jak cholera. Czasami zdaje mi się, że czekam aż wymyśli jakąś historię, która podziała na moją naiwność i zwiąże nas znowu (mechanizm toksyczny).

Moja nadzieja to wyjść z tego zdrowo. Mam nadzieje, że to była moja ostatni gwóźdź emocjonalny oddzielający mnie od zdrowia. Zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko, ale błagam bym nie przypłaciła tego pogorszeniem stanu.

Na dzień dzisiejszy, paniczne poranki rozlewające się do godziny ok 11.00. Dawno ich nie było, wiec cierpliwie czekam aż znikną. Do tego depersonalizacja, czuję jakby moje życie było z boku mnie.

W całym nieszczęściu sytuacyjnym widzę nadzieję. Mam nadzieje, że niedługo nastąpi przełom.
Póki co żal mi tych dobrych dni, których było już tak wiele. Póki co podwyższyłam dawkę na 15 mg, by przejść cierpienie świadomie, ale bez większych szkód dla mego zdrowia,