poniedziałek, 23 maja 2016

SZKLANKA DO POŁOWY PEŁNA - pięć zasad zdrowego myślenia.



Jako certyfikowany nerwicowiec, wiem, że szklanka jest u mnie zwykle do połowy puste.

1. Dostałam samochód firmowy do dyspozycji, a przeżywam fakt, że muszę sprzedać swój, zamiast cieszyć sie obniżeniem kosztów. Dodatkowo zaczęłam się martwić, że rodzice od razu przywłaszczą sobie mój samochód, wiec szybko zaplanowałam sprzedaż.

POZYTYWNIE: Super, będę miała samochód firmowy i dodatkowe środki ze szprzedaży swojego.
Jestem doceniana. Jestem dobrym pracownikiem.

2. Rozstanie- cała gama strat. Myślę, że nie muszę opisywać jak bardzo mnie to boli.

POZYTYWNIE: Daję sobie szansę na nowe życie, będę mogła więcej czasu poświęcic sobie. Skończą się przykre zachowania, których nie mogłam akceptować.

3. Generalizowanie: przez rodziców nie wyjdę z tego, dostarczają mi swoich problemów, a ja nie mam teraz siły na walke na tym froncie.

POZYTYWNIE: Rodzice wychowali Cię i Cię kochają, mimo swoich mechanizmów, które wynikają z ich braków. Nie miałaś skrajnie toksycznych rodziców, pamiętaj że między białym, a czarnym jest cała gama odcieniów szarości.

4. Zostanę już na zawsze sama. każdy związek będzie wyglądał tak samo, bo tyle lat budowałam te mechanizmy, że nie sposób ich zmienic.

POZYTYWNIE: Ta myśl nie jest oparta na faktach, nikt nie wie co będzie w przyszłosci. Poradzisz sobie z tym zakrętem, który przechodzi bardzo dużo osób. Wyciągniesz z tego wnioski, bo umiesz patrzeć w głąb siebie.

To tylko kilka myśli, z tysięcy o podobnym schemacie.
To niezdrowe myślenie.
By zobrazować ten schemat, trzeba skupić się na 5 zasadach zdrowego myślenia opracowanych na
potrzeby terapii behawioralno poznawczej:



Nasze emocjonalne reakcje, nigdy nie kłamią, zawsze są prawdziwe i logiczne, ale tylko wobec tych przekonań, które je wywołały. Ludzie działają w oparciu o tylko te przekonania i reakcje emocjonalne w które świadomie czy nieświadomie wierzą i o których są przekonani, że na dany moment są słuszne.


5 ZASAD ZDROWEGO MYŚLENIA

1. Są oparte na oczywistych faktach.
2. Chronią nasze życie i zdrowie.
3. Pomagają osiągać bliższe i dalsze cele.
4. Pomagają unikać najbardziej niepożądanych konfliktów z innymi lub je rozwiązywać.
5. Pomagają nam się czuć tak jak chcemy, bez nadużywania leków, alkoholu i innych substancji.



ZDROWE MYŚLENIE - spełnia co najmniej 3 z 5 zasad;
– zdrowe myślenie dla jednej osoby nie musi być zdrowe dla drugiej;
– co jest zdrowe teraz nie musi być zdrowe w innym czasie;
- wszystkie zasady są równoważne;
- niektóre zasady mogą nie mieć zastosowania w pewnych sytuacjach.

Zdrowe myślenie = Racjonalne myślenie

NIEZDROWE MYŚLI PRZEKONANIA spełniają najwyżej 2 z 5 Zasad Zdrowego Myślenia

To nie fakty mnie denerwują, złoszczą, zasmucają, radują, lecz to ja sam/a denerwuję się, złoszczę, przerażam, czy raduję poprzez moje przekonania o tych faktach.


Do każdego z niezdrowych przekonań po prawej stronie zapisz nowe, zdrowsze przekonanie, które będzie niekompatybilne (przeciwstawne lub nie dające się równocześnie myśleć) z niezdrowym przekonaniem.
Sprawdź każde z nowych przekonań upewniając się czy wszystkie one spełniają co najmniej trzy z Pięciu Zasad Zdrowego Myślenia.

>Zatrzymaj się i sprawdź jak się czujesz – zapisz w skali od 1 do 10
natężenie bólu emocjonalnego.

>Trzymaj tę listę zawsze przy sobie. Kiedy ponownie poczujesz ból
emocjonalny lub inne stresujące uczucie, wyciągnij kartkę i czytaj prawą stronę
listy. Czasami będziesz potrzebował wyciągać tę kartkę wiele razy każdego
dnia.

>Dodatkowo, kilka razy w ciągu dnia, zrelaksuj się i spokojnie oddychając
wyobrażaj sobie zdrowsze przekonania. Przeznacz minimum 30 sekund na
wyobrażanie sobie lub myślenie o każdym zdrowym przekonaniu. Rób to tak
długo, aż nie będziesz czuł już bólu emocjonalnego, od którego ta praca
z przekonaniami pomaga ci się uwolnić. Zgodnie ze standardową teorią uczenia
się, jeśli będziesz postępował w opisany sposób, typowo zajmuje to od czterech
do sześciu tygodni, aby nowe przekonania stały się twoimi nieświadomymi,
„automatycznymi” postawami.

>Jeżeli wciąż odczuwasz ból emocjonalny lub inne dystresujące (stresujące
w sposób nieprzyjemny) uczucie nawet wtedy, kiedy wyciągasz listę lub starasz
się wyobrazić sobie zdrowsze przekonania, oznacza to, że wciąż istnieją jakieś
niezdrowe przekonania, które powodują ten dyskomfort. Tak więc weź wtedy
kawałek kartki i zacznij raz jeszcze ten proces, zaczynając od pierwszego kroku
Pracy z Przekonaniami.

>Przynieś swoją pracę z przekonaniami na następną sesję, aby przedyskutować
ją z twoim terapeutą.

>Pamiętaj: aby czuć się lepiej – trzeba myśleć zdrowiej.

>Pamiętaj: Zdrowe myślenie to nie jest to samo, co pozytywne
myślenie.
Najważniejsza różnica pomiędzy zdrowym a pozytywnym myśleniem jest
związana z oparciem o fakty. Na przykład:
Negatywne: „Nie mogę wyzdrowieć”.
Przywiązanie do rezultatu: „Muszę wyzdrowieć”.
Pozytywne: „Na pewno wyzdrowieję”.
Zdrowe: „Mogę wyzdrowieć niezależnie od tego, jak bardzo jestem chory”.

piątek, 4 marca 2016

MYŚLi

Najgorsze są poranki, przebudzają mnie korowody zmiennych myśli. Toczących nieustający konflikt. Od wizji prawidłowości rozstania po wizję szczęścia, które można odbudować. W tym wszystkim elastycznie dopasowuje się do każdej z nich, a to godzi w mój system percepcji. Nie można chcieć dwóch rzeczy na raz, o tym głośno pisała już Sywia Plath, a później usnęła na wieki. Nie chcę podzielić jej losu i stoczyć się w otchłań depresji.

Jak możliwe, że inni normalnie decydują się na rozstania i żyją dalej, a ja toczę powieść o swoim nieszczęściu. Już tak dobrze się czułam, a tu znów przyszło mi się zmierzyć w zakrętem. Istnieje możliwość, że panikuje, a moja sytuacja nie potoczy się żadną z moich tragicznych wizji. Przecież to może być szansa by wyjść na zdrową drogę w pełni i w końcu być szczęśliwą. Tylko rzecz jasna, ciężar rozstania będzie trzeba przetrawić.

Zdaje mi się że dałabym radę, jeśli nie zbije mnie z nóg choroba. Już raz pokazała kły, co byłoby teraz, nie wiem. Zawsze mogę sterować dawką leku i na cięższe chwilę podnieść, a później obniżać i powoli dopuszczać do siebie emocje, które i tak trzeba przeżyć.

Co może się stać? Mogę zostać już na zawsze sama, kto chciałby nerwicowo depresyjną kobietę?
Czy odnalazłabym się w roli singielki?



niedziela, 14 lutego 2016

leżąc na PLECACH w panice

To było najgorsze 5 dni od dawien dawna.
Poranki łamały mi serce, psychikę i wciąż jadę na tej kolejce bez hamulców.

Dnia 3 popełniłam już nawet pierwszy błąd, pojechałam do niego. Cel był tylko jeden uspokoić się i wrócić na te dobre fale, na których byłam już dość długo. Głupie to, ale zadziałałam jak typowa uzależniona kobieta. Na początku mordował mnie jego dystans i jego beztroskie podejście, jak to jest cholernie niesprawiedliwe, że ja wykręcam się w pół, a on żyje normalnie. Pił wino i opowiadał o swoich wspaniałych planach. Chwilami wlepiony w telefon.
Nagle obrót sytuacji i zbliżył się, próbując zainicjować zbliżenie. Spowodował niesamowity dysonans poznawczy u mnie, z resztą to nie pierwszy raz. Nie raz już zastanawiałam się czy czarne nie jest przypadkiem białe. Nawet nie wiecie jak to obciążało moją psychikę. Jednak nie tak jak te ostatnie dni, w których tracilam świadomość przez panikę.

Dawkę wrzuciłam na 20 mg, i pierwszy raz skosztowałam bezno, by zakończyć tą serie złego samopoczucia. Tak mi szkoda, tego że znów muszę walczyć.

Wstaliśmy rano, po czym poinformował mnie że w czasie naszego rozstania spał z kobietą (dla rozrywki), bo przecież nie byliśmy razem. Wprawdzie był wolny i mógł to zrobić, jednak skoro deklaruje mi uczucia to po jakiego uja o tym wspominał i to na zakończenie spotkania? By mnie zabolało. Bym zobaczyła, że nie mogę być pewna że będzie przy mnie, bo potrafi uprawiać niezobowiązujący seks.

Na koniec znów elaborat o tym jak bardzo on chce dzieci, a ja przecież mu dziecka nie urodziłam.
Znów dysonans, on chcial dzieci, ale zachowuje się jakby nie potrafił odpowiadać za czyjeś uczucia. Przecież dziecko potrzebuje dojrzałego ojca. W głowie zaczeły bić się myśli- urodzę i wtedy dopiero dożywotnio zwiążę go z sobą. Dziewczyno, opamiętaj się.

W tym wszystkim najgorsze jest jedno, ja wciąż uważam, że może rzeczywiście on jest dobry, a ja działam prewencyjnie. Może to ja jestem winna tego stanu rzeczy.

Takie myśli strzelają we mnie teraz, gdy on wyjechał daleko do jakiegoś zamku, z jakimś kolegą w jakimś celu, oczywiście załatwiać "sprawy"

czwartek, 11 lutego 2016

EWAKUACJA step 1

Pierwszy był szok.
Zdziwiło mnie, że całkiem dobrze znoszę to wyjście ze związku. Po tylu latach, obawiałam się serii bolesnych ukłuć serca. Jednak to była bomba z opóźnionym zapłonem, która wycelowała we mnie miesiąc później.

Cóż do tej pory obwiniam się, że moje zaburzenia doprowadziły do tego stanu rzeczy. Mój cały organizm nie chciał już tego związku i to jak się buntował było bardzo widoczne. W moim przypadku, świadomość nie porozumiewa się z podświadomością, wiec ciężko było dojść do wewnętrznego consensusu. Czyli nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę. Nastąpiła blokada systemu, po czym? Zapewne po serii nie dobrych wspomnień. Do tego dołączyła susza emocjonalna, wpierw z jego strony, następnie z mojej.

O związki trzeba dbać, a nasz nie miał żadnych supportów. Choć próbowałam porozumieć się w jakiś sposób, moje słowa były nie zrozumiane i ja nie rozumiałam co do mnie mówiono. Niestety występował też częsty brak szacunku, a o przyjaźni nie wspomnę. Nie tak to planowałam i pewnie stąd ten bunt wewnętrzny. Jak można cały czas ze sobą rywalizować i powodować chorą atmosferę współzawodnictwa? Można :-(

Do tego należy dopisać alkoholowe wknd-y. Jednym planem na wieczór był alkohol, a zmieniało się tylko gdzie i z kim.

Kolejne niedomówienia- to zabranie pseudoprzyjaciółki na Święta, zamiast mnie. Tłumaczenie tego napiętą w sytuacją w domu przez moje złe i nieodpowiedzialne zachowanie z przeszłości. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, wtedy na drugi dzień byłam namawiana do spędzenia czasu wspólnie. Dobrze, że w ferworze emocji i złości nie dałam się zaprosić na te audiencje. Pytam więc, jak można tak postępować? Dodam jeszcze, że boli jak cholera. Czasami zdaje mi się, że czekam aż wymyśli jakąś historię, która podziała na moją naiwność i zwiąże nas znowu (mechanizm toksyczny).

Moja nadzieja to wyjść z tego zdrowo. Mam nadzieje, że to była moja ostatni gwóźdź emocjonalny oddzielający mnie od zdrowia. Zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko, ale błagam bym nie przypłaciła tego pogorszeniem stanu.

Na dzień dzisiejszy, paniczne poranki rozlewające się do godziny ok 11.00. Dawno ich nie było, wiec cierpliwie czekam aż znikną. Do tego depersonalizacja, czuję jakby moje życie było z boku mnie.

W całym nieszczęściu sytuacyjnym widzę nadzieję. Mam nadzieje, że niedługo nastąpi przełom.
Póki co żal mi tych dobrych dni, których było już tak wiele. Póki co podwyższyłam dawkę na 15 mg, by przejść cierpienie świadomie, ale bez większych szkód dla mego zdrowia,


poniedziałek, 8 lutego 2016

Toksyczne NIEMIŁOŚCI- odchodzenie w nieskończoność

3 lata odchodzenia to długo. Szczególnie, że się przez ten czas wcale nie odchodziło. Stroszyłam się, stawiałam warunki, których nie przestrzegałam, baa ja ich nawet nie rozumiałam. Moje granice przypominały Lyrcrę, rozciągliwą, elastyczną i pękającą na szwach.
Cóż, chciałabym być bez winy, jednak z pewnością taka nie byłam. Mam wbity toksyczny model w układ myślenia, gdzie kobieta to ofiara systemu, męża, życia, szkoły, zdrowia i na koniec samej siebie. Nikt mi nie powiedział, że taka kobieta przyciąga wszystko czego się boi.

Nie chcę już w tym się mazać. Doszukiwać, analizować, walczyć, poddawać się - to nie prowadzi do celu.  W związku powinno być uczucie bezpieczeństwa, zrozumienia, zaufania, których ja nie odczuwałam. Chcę dążyć właśnie do tego, ale muszę być gotowa na otworzenie mojej skorupy. Jak wchodzi się w związek prewencyjnie i ma się oczy dookoła głowy to przez czas jego trwania sprawdza się partnera, nie tworząc głębokiej relacji.

Mój plan to odpuścić przeszłość. Nadgarstki już nadto są poranione od trzymania tych lin iluzji. Jeśli coś nie przynosi Ci szczęścia, nie uczynisz go takim swoją wolą. Odpowiadamy tylko za siebie, inni mając wolną wolę mogą nas uczynić szczęśliwymi, bądź nie. Popełniłam milion błędów, teraz je wszystkie sobie wybaczam, postaram sie być lepszą osobą, ale nie będę już więcej tonąć w poczuciu winy. Oddaje sobie prawo do zadowolenia z siebie, do bycia ważną, do decydowania o swoim losie i do miłości.



czwartek, 14 stycznia 2016

CZArne skrzyNIE

Najbardziej neuralgicznym punktem moich zaburzeń są emocje. Najbardziej dziką częścią, której nie umiem okiełznać i zrozumieć. Specjalnie nie piszę o miłości, tak jakbym była na nią zamknięta.
Od lat nie umiem powiedzieć czy kogoś kocham. Nie przychodzi do mnie to uczucie bezpieczeństwa i pewności, że to jest ten mężczyzna. Za to czuję dużo niepokoju, odrzucenia, niespełnienia czyiś oczekiwań, niedopasowania, wykorzystywania mnie, normalnie zalewają mnie te emocje i w nich tonę.

Efektem powyższych stanów jest obrona. Boję sie małżeństwa, dzieci i okazywania czułości wyimaginowanemu przeciwnikowi ( którym staje się partner). Czekam na cios, zle intencje i toczę bój o swoje granice, mimo że nawet nie wiem czy słusznie.

Chciałabym być nauczona zdrowych interakcji międzyludzkich. Jednak poruszam się po omacku z głęboką prewencją i wyczuleniem na krzywdę, która może mnie spotkać.

Jak to się odbija na związkach.

Czuję, że wiąże się z niewłaściwymi ludźmi, choć moje związki są wieloletnie to potrafię latami sprawdzać, czy dany mężczyzna jest dobry. Mimo, że zdaje mi się że mnie nie szanuje, nie jestem tego pewna, zwalając winę na moją małostkowość. I takie stanie w rozkroku obciąża mnie psychicznie i nie pomaga wyjść z tych emocjonalnych dywagacji, a co za tym idzie- zaburzeń.

Czego bym chciała. Mieć pewność, że mogę polegać na drugiej osobie. Mieć w niej przyjaciela, opiekuna i kochać, bez bólu. Ja, jednak czuję się krytykowana, testowana, oceniana.

Magazynuję wiec dane na czarnych skrzynkach, gdzieś głęboko w umyśle i kiedy dochodzi do sytuacji krytycznych odtwarzam je, co wcale nie przynosi ukojenia. 


wtorek, 15 grudnia 2015

CZysto hipotetycznie PLANOWANIE

Po ostatnim oddaniu się chwilowej słabości do seksownych Południowców wracam do mniej euforycznego egzystowania. Cieszę się, że nie poszłam na całość i tą stronę swojego charakteru lubię.
Lubię ją nie dlatego, że nie byłoby to przyjemne, byłoby przecież obłędnie. Jednak charakter mnie chroni przed "syndromem dnia następnego". Otóż moje Bożyszcze wsiada wtedy w samolot i wraca do swego kraju, a ja mam jego wspomnienie i żal, że znaczyło to tyle co nic.

Co się u mnie dzieje teraz? Bardzo dużo, na pewno nie narzekam na monotonię.
Chciałabym kupić mieszkanie, wiec analizuję swoje możliwości co spędza mi sen z powiek dosłownie. Mam zdolność i zostałam poinformowana, że bez problemu przyznają mi kredyt, ale prawdziwą analizę muszę przeprowadzić sama, bo tylko ja wiem jakie mam możliwości,. Oczywiście pesymistyczne głosy z mojej głowy krzyczą na raz: "Ty? Jesteś chora i chcesz wiązać się z bankiem na lata? Nie dasz rady? Co jeśli... (milion ewentualności). " Jednak staram się to jakoś w sobie uspokoić i wyciągnąć dobre wnioski. Nie mam poduszki bezpieczeństwa w postaci pomocy na start lub takiej w razie problemów, muszę liczyć tylko wyłącznie na siebie.

W pracy czas składania podań o podwyżkę, dziś zostawiłam szefowi na biurku swoje oczekiwania. Mam nadzieje, że.... ale nie zapeszam,

W efekcie natłoku emocji oczywiście się rozregulowałam: okres przesunął się o kilka dni, doszły smutki i silniejsza praca serca, no ale w pełni to uzasadnione stres i mniejsza dawka leku robią swoje.

Jestem też dość często zmęczona. Znów muszę prosić o Waszą energię, pomyślcie proszę coś dobrego i szepnijcie w przestrzeń mi dobre słowo. Jestem przekonana, że energia tego działania dojdzie do mnie i poprawi moją kondycję,

Jak zawsze pozdrawiam Was ciepło,