czwartek, 3 września 2015

20 000 DZIĘKUJę, że jesteście



Nie wiem kiedy to się stało, ale weszło Was już 20 000.

Dla mnie to wielkie WOW i nie dlatego, że chcę zostać sławną blogerką z depresją lękową- egh- Jak to brzmi :-/

Czy wyznaczyć nowe trendy w nerwicy i depresji- zgrozo?!

Chodzi o to, że dzięki Wam czuję, że nie jestem sama. Gdy nachodzi mnie parszywy dzień wyrzucam jego ciężar na te strony i wtedy lepiej widzę, co tak naprawdę się pod tym kryje. Jak osiągam sukcesy, zaraz pragnę się nimi podzielić. Dlaczego? Ponieważ zżyłam się z Waszą obecnością, choć wcale nie rozmawiamy, jesteśmy dość blisko z różnych stron monitora.

Dziękuje,

Lena,


wtorek, 1 września 2015

Lato odchodzi... dolegliwości wracają

Byłoby pięknie gdyby mój stan był dobry do urlopu.
Jednak ten tydzień na to nie wskazuje.

Zaczęły się uciski szyi, smutek, lekki niepokój i wielka niechęć do wszystkiego.
Jak wrócę z urlopu poszukam lekarza, bo moja Pani psychiatra z NFZ sama potrzebuje pomocy.

Tymczasem, jeśli macie kogoś sprawdzonego piszcie do mnie na priv.

W najbliższym czasie planuję w końcu zacząć gromadzić oszczędności. Wczoraj bliska mi osoba dostała wypowiedzenie i to mnie zmotywowało do zabezpieczenia się "na wszelki wypadek". To już kolejna zwolniona koleżanka, wiec trochę mi smutno, że taki rzeczy  mają miejsce po tylu latach pracy.

Zastanawiam się co będzie później. Jak już się ma te 45-50 lat, jest co raz ciężej. Rzesza studentów gotowa jest pracować za niskie pensje, a Ty stajesz się nieopłacalna. A przecież w myśl nowych przepisów mamy tyrać do 67 roku życia. Matko jeszcze tyyyyle lat.

Ze wszystkich rzeczy najbardziej boję się że tak już będzie zawsze. Martwię się że depresja zostanie do końca mych dni, a moją rolą jest nauczyć się z nią żyć. To nie wystarczy, muszę mieć motywację że mogę z tego wyjść. Do tego cholerne Państwo nie ma systemu leczenia takich zaburzeń. Psycholog co 3,4 tygodnie to za mało. Dla prawidłowo prowadzonej terapii powinno być minimum raz w tygodniu. Czyli te wszystkie pieniądze wydane przez Państwo na psychologów idą w błoto. Dodatkowo, ludzie z cięższymi lękami powinni mieć jakieś miejsca pracy. Tyle jest takich osób, które mogłyby wykonywać zdalne zawody, a nikt nie chce ich zatrudniać. Myślę, ze wiele z nich dużo szybciej stanęłoby na nogach, gdyby mogły czuć się potrzebne. Nikt o tym nie myśli, wolą zapychać szpitale psychiatryczne i faszerować mało skutecznymi lekami. ABSURD.

Jestem zła na system zdrowia (a raczej niezdrowia). Na moją popiep... rodzinę, na WSZYSTKO.


czwartek, 13 sierpnia 2015

W DRODZĘ...


Upał, ale ciepło jest lepsze od chłodu. Nawet to przesadzone.

Co się dzieje? Ciągle wałkuje się na fotelu u psycholożki. Choć nieraz mam uczucie niechęci, zrezygnowania, czuję, że jakieś pozytywne przebłyski co jakiś czas oświetlają moją słabo widoczną drogę. Czekam, aż jej zarys będzie wyraźniejszy bym mogła pełną piersią powiedzieć, że już wiem dokąd zmierzam.

Ostatnimi czasy bardzo wiele czytam. Książki zabierają mnie w niezobowiązujące tereny, a tam odpoczywam od myśli. Zauważyłam, że zmalała chęć rozpamiętywania moich dolegliwości, co jest dużym sukcesem, bo ileż można? Tak, więc wszelkie fora poszły w odstawkę. Nie chcę mi się już wchodzi emocjonalnie w te rejony. Swoje wykrzyczałam, wycierpiałam, rozpisałam i nasyciłam te wszystkie potrzeby, które wykreowały się na skutek spotkania z zaburzeniami.

Wychodzenie z zaburzeń to proces. Na początku nie wiesz co wybuchło niszcząc wszystko na czym opierał się Twój świat. Naturalnie poznajesz ten materiał pirotechniczny Twoich zaburzeń gdzie każde słowo brzmi jak dożywotni wyrok, a myśli krążą od potrzeby samounicestwienia do ogromnej chęci przetrwania. Sama już nie wiesz co jest silniejsze. Przestajesz sobie ufać, bo przecież coś w Tobie zawiodło. Szukasz winnych- rodziny, partnera, siebie, losu, Boga, psychiatry, psychologa czy nawet czarnej magii. Cała kipisz od złych emocji, uczucia żalu i straty życia.

Dostaje się złej matce, toksycznemu partnerowi, durnemu pracodawcy i Tobie.

Każdy musi przez to przejść, ale ważne by w tym nie zostać. Co da znalezienie czynników sprawczych? Nic, prócz zrozumienia mechanizmów. Budowanie w sobie żalu, nienawiści najbardziej bije w nas samych, gdyż trzeba sporo energii by te uczucia w sobie pielęgnować.

Nie można dopuścić do stania się wieczną OFIARĄ. Błędy przeszłości, nasze i innych nie mają ŻADNEGO PRAWA odebrać nam życia i zdrowia dożywotnie. Dawne emocje należy dojrzale przeżyć na nowo i dać im odejść.

Teraz najważniejszym CELEM mojej podróży jestem JA. Muszę znaleźć swoje miejsca, swoje pasje, swoich ludzi. MUSZĘ ZNALEŹĆ SAMĄ SIEBIE.

Sporo już za mną i sporo przede mną.



Pozdrawiam Was ciepło.

wtorek, 21 lipca 2015

MAZURSKI chill

Wróciłam na tory. Te chwilowe wykolejenia są teraz stosunkowo rzadkie.
Obawiam się jesieni i zimy, kiedy objawy zaostrzają się, jednak jeszcze sporo czasu.

Tym czasem podróżuje wkdami na mazury. Uwielbiam je.
Zwykle biorę namiot, bo dzięki temu mogę mieć dowolny widok i dowolne miejsce na odpoczynek.

Ustawiam się w cieniu koron drzew, by móc spać jak najdłużej. Do tego odległość do jeziora jest mniejsza niż 50 metrów, BOSKO! Cieszę się, że choroba nie zrobiła ze mnie cholernego zombi. Choć było z milion razy naprawdę blisko. Cieszę się że na umór zmuszałam się do przełamywania melancholii. Gdy zaczynała się moja gehenna, nie sądziłam że wychodzenie z tego to tak dłuuuugi proces. Jednak od trzech lat, wciąż idę i śmiem twierdzić, że to droga do przodu.

Zdecydowaliśmy się na wyjazd późno, co zaskutkowało dotarciem o 2 w nocy. Rozstawianie namiotu było przezabawne, szczególnie przy braku oświetlenia. Jednak w końcu się udało.
Jako że jestem mistrzynią zapominalstwa, nie wzięłam korka do materaca. Wprosiłam się na salony sis, której wizja spania ze mną i bączućnym psem zwyczajnie się nie spodobała. Jednak zlitowała się nad nami i spróbowałyśmy zasnąć. Akompaniament chrapiącego psiaka, woń jego cichych killerów kosztowały ją kilka soczystych przekleństw, a mnie małe wyrzuty sumienia. Jednak kolejny dzień pozwoli nam o tym zapomnieć, witając nas pięknym słońcem.

W miejskim sklepie kupiliśmy miejscowe przysmaki, które tak dobrze znam z dzieciństwa. Do tego szlagiery kempingowe, czyli pasztetowa, mielonka, soczyste pomidory, ŚNIADANIE mistrzów.

Pływaliśmy, śmialiśmy się i grillowaliśmy. I tak minął wknd.



poniedziałek, 6 lipca 2015

Wściekła notka

Szlak by to trafił.
Obolała, smutna i zła...
Coś zgrzytnęło w moim samopoczuciu. Za szybko człowiek przyzwyczaja się do dobrego.
Znów ściśnięte mięsnie karku, smutek, senność, lekkie odrealnienie i wszyschowładniający brak chęci na cokolwiek. Czemu nie miałam choć jeden pełnej remisji :-(.

I znów łapię się na tym by analizować swoje błędy. Kurna, każdy popełnia błędy. Czuje co może mieć wpływ, gdzie ten pies pogrzebany, ale boje się odkryć karty, choć znam je na pamięć.
Najbardziej przeraża mnie, że stanę się nicością, bylejakością, a mój stan się jeszcze pogorszy. Boję się, że okażę się najsłabszym ogniwem mojego życia. Nie uniosę tej świadomości i to blokuje mnie w tym miejscu.

Rozmawiam z psycholożką. Mówię jej, że czuję się jakbym się zatrzymała i nie mogła zrobić żadnego kroku z wyjątkiem tych w tył. Co się dzieje we mnie, czemu te konflikty mnie powalają?

Czasami czuję, że należę do innych, bo tak się  boje decydować, że będę z każdym kto zadecyduje że tak ma być. Jakie to durne, płytkie, tchórzliwe i nędzne.

Jak ja paskudnie przesiąkłam tą nieporadnością.

Tym właśnie samobiczującym akcentem kończę tą krótką notkę.

czwartek, 2 lipca 2015

LEKI SSRI i wzrost wagi :-( shit

Bywa, że czuję się odrealniona. Przeczekuje to cierpliwie, ale męczą mnie te stany z kosmosu.
Wczoraj musiałam przespać moje dolegliwości, bo były już nie do zniesienia. Pojawił się okropny ścisk karku, zmęczenie i smutek. Wymęczyło mnie to niesłychanie. Wredne zaburzenia co jakiś czas chcą o sobie przypomnieć. Niech dupki spadają. Nie będę oddawać im mojego życia.

Chciałabym mieć więcej energii. Muszę poszukać jakiegoś sposobu na doładowanie moich baterii. Słyszałam dużo pozytywnych opinii o guaranie, może spróbuje.

Dodatkowym wkurzającym skutkiem ubocznym jest waga. Chyba każdy kto był na lekach zobaczył, że nagle w gratisie dostaje się 8-10 kg, czasami nawet więcej. No do jasnej cholery co to ma znaczyć.
Mamy stanąć na nogi, a nie załamywać się z powodu pączusiowej sylwetki!!!!

Jak macie jakieś pomysły, lub poradziliście sobie z tym medycznym przybieraniem wagi, piszcie. Chciałabym znaleźć na to sposób. Uprzedzam, że nie jem więcej i próbowałam bez skutku zrzucić przez aktywność. Niestety bezowocnie.

Nadchodzi cieplejsza aura, więc trzeba ruszyć gdzieś w plener. W zeszłym tygodniu były mazury, może teraz morze :-)

czwartek, 18 czerwca 2015

MoJA WłaSNa PrzestRZEŃ

Czuję się ostatnio sobą. Może nawet bardziej niż kiedyś. Nie uciekam do innych i cieszę się własnym towarzystwem. Przyjemność mi sprawia robienie rzeczy błahych i odpoczywanie. Nigdy wcześniej nie lubiłam marnować czasu, a za takowe uważałam wszystko co nie było emocjonalnym hajem.
Okazuje się, że czytanie książki przez 4 godziny, nie jest traceniem życia. Delektowanie się zieloną herbatą też nie i nawet drzemka w trakcie dnia to nie zbrodnia.
Nie chcę lecieć do nikogo, nie chcę imprez z morzem alkoholu, nie chcę seksu, ani związku, nie chcę koło nikogo zasypiać. Potrzebuję mojej przestrzeni, czasem samotni, czasem obcego tłumu, ale wszystko ma w końcu zależeć ode mnie.

Egoistka czy nie, trudno. Próbowałam wpasować się w społeczne ramy. To nie wypaliło. Nie było korzyści dla mnie ani dla innych. Lepiej już zostanę sobą z wszystkimi dziwactwami, wadami i tą cholerną nerwicą.

Nie chcę słuchać, że już czas najwyższy na dzieci, że mam się hajtnąć i zacząć spełniać powinności kobiece. Nigdy się w tym nie odnajdywałam i to coś musi znaczyć.

Dodatkowo, nie lubię seksu. Nie wiem czy przez zaburzenia, wychowanie, geny, czy może złe nastawienie, ja cholernie go nie lubię. Próbowałam w długich i krótszych związkach zmienić ten nieakceptowaną społecznie rzeczywistość. Nie udało się. Po prostu coś jest u mnie inaczej i juuu.

Nie wiem o co chodzi dokładnie w aseksualności, ale czuję, że mojej osobie najbliżej do tej mało poznanej orientacji. Chciałabym poznać więcej takich osób i cieszę się, że powstają tematyczne fora na których jest wiele ciekawych historii i dużo praktycznej wiedzy.

Tak więc jeśli masz podobne odczucia napisz do mnie :-)


Pozdrawiam wszystkich,