piątek, 4 marca 2016

MYŚLi

Najgorsze są poranki, przebudzają mnie korowody zmiennych myśli. Toczących nieustający konflikt. Od wizji prawidłowości rozstania po wizję szczęścia, które można odbudować. W tym wszystkim elastycznie dopasowuje się do każdej z nich, a to godzi w mój system percepcji. Nie można chcieć dwóch rzeczy na raz, o tym głośno pisała już Sywia Plath, a później usnęła na wieki. Nie chcę podzielić jej losu i stoczyć się w otchłań depresji.

Jak możliwe, że inni normalnie decydują się na rozstania i żyją dalej, a ja toczę powieść o swoim nieszczęściu. Już tak dobrze się czułam, a tu znów przyszło mi się zmierzyć w zakrętem. Istnieje możliwość, że panikuje, a moja sytuacja nie potoczy się żadną z moich tragicznych wizji. Przecież to może być szansa by wyjść na zdrową drogę w pełni i w końcu być szczęśliwą. Tylko rzecz jasna, ciężar rozstania będzie trzeba przetrawić.

Zdaje mi się że dałabym radę, jeśli nie zbije mnie z nóg choroba. Już raz pokazała kły, co byłoby teraz, nie wiem. Zawsze mogę sterować dawką leku i na cięższe chwilę podnieść, a później obniżać i powoli dopuszczać do siebie emocje, które i tak trzeba przeżyć.

Co może się stać? Mogę zostać już na zawsze sama, kto chciałby nerwicowo depresyjną kobietę?
Czy odnalazłabym się w roli singielki?



niedziela, 14 lutego 2016

leżąc na PLECACH w panice

To było najgorsze 5 dni od dawien dawna.
Poranki łamały mi serce, psychikę i wciąż jadę na tej kolejce bez hamulców.

Dnia 3 popełniłam już nawet pierwszy błąd, pojechałam do niego. Cel był tylko jeden uspokoić się i wrócić na te dobre fale, na których byłam już dość długo. Głupie to, ale zadziałałam jak typowa uzależniona kobieta. Na początku mordował mnie jego dystans i jego beztroskie podejście, jak to jest cholernie niesprawiedliwe, że ja wykręcam się w pół, a on żyje normalnie. Pił wino i opowiadał o swoich wspaniałych planach. Chwilami wlepiony w telefon.
Nagle obrót sytuacji i zbliżył się, próbując zainicjować zbliżenie. Spowodował niesamowity dysonans poznawczy u mnie, z resztą to nie pierwszy raz. Nie raz już zastanawiałam się czy czarne nie jest przypadkiem białe. Nawet nie wiecie jak to obciążało moją psychikę. Jednak nie tak jak te ostatnie dni, w których tracilam świadomość przez panikę.

Dawkę wrzuciłam na 20 mg, i pierwszy raz skosztowałam bezno, by zakończyć tą serie złego samopoczucia. Tak mi szkoda, tego że znów muszę walczyć.

Wstaliśmy rano, po czym poinformował mnie że w czasie naszego rozstania spał z kobietą (dla rozrywki), bo przecież nie byliśmy razem. Wprawdzie był wolny i mógł to zrobić, jednak skoro deklaruje mi uczucia to po jakiego uja o tym wspominał i to na zakończenie spotkania? By mnie zabolało. Bym zobaczyła, że nie mogę być pewna że będzie przy mnie, bo potrafi uprawiać niezobowiązujący seks.

Na koniec znów elaborat o tym jak bardzo on chce dzieci, a ja przecież mu dziecka nie urodziłam.
Znów dysonans, on chcial dzieci, ale zachowuje się jakby nie potrafił odpowiadać za czyjeś uczucia. Przecież dziecko potrzebuje dojrzałego ojca. W głowie zaczeły bić się myśli- urodzę i wtedy dopiero dożywotnio zwiążę go z sobą. Dziewczyno, opamiętaj się.

W tym wszystkim najgorsze jest jedno, ja wciąż uważam, że może rzeczywiście on jest dobry, a ja działam prewencyjnie. Może to ja jestem winna tego stanu rzeczy.

Takie myśli strzelają we mnie teraz, gdy on wyjechał daleko do jakiegoś zamku, z jakimś kolegą w jakimś celu, oczywiście załatwiać "sprawy"

czwartek, 11 lutego 2016

EWAKUACJA step 1

Pierwszy był szok.
Zdziwiło mnie, że całkiem dobrze znoszę to wyjście ze związku. Po tylu latach, obawiałam się serii bolesnych ukłuć serca. Jednak to była bomba z opóźnionym zapłonem, która wycelowała we mnie miesiąc później.

Cóż do tej pory obwiniam się, że moje zaburzenia doprowadziły do tego stanu rzeczy. Mój cały organizm nie chciał już tego związku i to jak się buntował było bardzo widoczne. W moim przypadku, świadomość nie porozumiewa się z podświadomością, wiec ciężko było dojść do wewnętrznego consensusu. Czyli nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę. Nastąpiła blokada systemu, po czym? Zapewne po serii nie dobrych wspomnień. Do tego dołączyła susza emocjonalna, wpierw z jego strony, następnie z mojej.

O związki trzeba dbać, a nasz nie miał żadnych supportów. Choć próbowałam porozumieć się w jakiś sposób, moje słowa były nie zrozumiane i ja nie rozumiałam co do mnie mówiono. Niestety występował też częsty brak szacunku, a o przyjaźni nie wspomnę. Nie tak to planowałam i pewnie stąd ten bunt wewnętrzny. Jak można cały czas ze sobą rywalizować i powodować chorą atmosferę współzawodnictwa? Można :-(

Do tego należy dopisać alkoholowe wknd-y. Jednym planem na wieczór był alkohol, a zmieniało się tylko gdzie i z kim.

Kolejne niedomówienia- to zabranie pseudoprzyjaciółki na Święta, zamiast mnie. Tłumaczenie tego napiętą w sytuacją w domu przez moje złe i nieodpowiedzialne zachowanie z przeszłości. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, wtedy na drugi dzień byłam namawiana do spędzenia czasu wspólnie. Dobrze, że w ferworze emocji i złości nie dałam się zaprosić na te audiencje. Pytam więc, jak można tak postępować? Dodam jeszcze, że boli jak cholera. Czasami zdaje mi się, że czekam aż wymyśli jakąś historię, która podziała na moją naiwność i zwiąże nas znowu (mechanizm toksyczny).

Moja nadzieja to wyjść z tego zdrowo. Mam nadzieje, że to była moja ostatni gwóźdź emocjonalny oddzielający mnie od zdrowia. Zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko, ale błagam bym nie przypłaciła tego pogorszeniem stanu.

Na dzień dzisiejszy, paniczne poranki rozlewające się do godziny ok 11.00. Dawno ich nie było, wiec cierpliwie czekam aż znikną. Do tego depersonalizacja, czuję jakby moje życie było z boku mnie.

W całym nieszczęściu sytuacyjnym widzę nadzieję. Mam nadzieje, że niedługo nastąpi przełom.
Póki co żal mi tych dobrych dni, których było już tak wiele. Póki co podwyższyłam dawkę na 15 mg, by przejść cierpienie świadomie, ale bez większych szkód dla mego zdrowia,


poniedziałek, 8 lutego 2016

Toksyczne NIEMIŁOŚCI- odchodzenie w nieskończoność

3 lata odchodzenia to długo. Szczególnie, że się przez ten czas wcale nie odchodziło. Stroszyłam się, stawiałam warunki, których nie przestrzegałam, baa ja ich nawet nie rozumiałam. Moje granice przypominały Lyrcrę, rozciągliwą, elastyczną i pękającą na szwach.
Cóż, chciałabym być bez winy, jednak z pewnością taka nie byłam. Mam wbity toksyczny model w układ myślenia, gdzie kobieta to ofiara systemu, męża, życia, szkoły, zdrowia i na koniec samej siebie. Nikt mi nie powiedział, że taka kobieta przyciąga wszystko czego się boi.

Nie chcę już w tym się mazać. Doszukiwać, analizować, walczyć, poddawać się - to nie prowadzi do celu.  W związku powinno być uczucie bezpieczeństwa, zrozumienia, zaufania, których ja nie odczuwałam. Chcę dążyć właśnie do tego, ale muszę być gotowa na otworzenie mojej skorupy. Jak wchodzi się w związek prewencyjnie i ma się oczy dookoła głowy to przez czas jego trwania sprawdza się partnera, nie tworząc głębokiej relacji.

Mój plan to odpuścić przeszłość. Nadgarstki już nadto są poranione od trzymania tych lin iluzji. Jeśli coś nie przynosi Ci szczęścia, nie uczynisz go takim swoją wolą. Odpowiadamy tylko za siebie, inni mając wolną wolę mogą nas uczynić szczęśliwymi, bądź nie. Popełniłam milion błędów, teraz je wszystkie sobie wybaczam, postaram sie być lepszą osobą, ale nie będę już więcej tonąć w poczuciu winy. Oddaje sobie prawo do zadowolenia z siebie, do bycia ważną, do decydowania o swoim losie i do miłości.



czwartek, 14 stycznia 2016

CZArne skrzyNIE

Najbardziej neuralgicznym punktem moich zaburzeń są emocje. Najbardziej dziką częścią, której nie umiem okiełznać i zrozumieć. Specjalnie nie piszę o miłości, tak jakbym była na nią zamknięta.
Od lat nie umiem powiedzieć czy kogoś kocham. Nie przychodzi do mnie to uczucie bezpieczeństwa i pewności, że to jest ten mężczyzna. Za to czuję dużo niepokoju, odrzucenia, niespełnienia czyiś oczekiwań, niedopasowania, wykorzystywania mnie, normalnie zalewają mnie te emocje i w nich tonę.

Efektem powyższych stanów jest obrona. Boję sie małżeństwa, dzieci i okazywania czułości wyimaginowanemu przeciwnikowi ( którym staje się partner). Czekam na cios, zle intencje i toczę bój o swoje granice, mimo że nawet nie wiem czy słusznie.

Chciałabym być nauczona zdrowych interakcji międzyludzkich. Jednak poruszam się po omacku z głęboką prewencją i wyczuleniem na krzywdę, która może mnie spotkać.

Jak to się odbija na związkach.

Czuję, że wiąże się z niewłaściwymi ludźmi, choć moje związki są wieloletnie to potrafię latami sprawdzać, czy dany mężczyzna jest dobry. Mimo, że zdaje mi się że mnie nie szanuje, nie jestem tego pewna, zwalając winę na moją małostkowość. I takie stanie w rozkroku obciąża mnie psychicznie i nie pomaga wyjść z tych emocjonalnych dywagacji, a co za tym idzie- zaburzeń.

Czego bym chciała. Mieć pewność, że mogę polegać na drugiej osobie. Mieć w niej przyjaciela, opiekuna i kochać, bez bólu. Ja, jednak czuję się krytykowana, testowana, oceniana.

Magazynuję wiec dane na czarnych skrzynkach, gdzieś głęboko w umyśle i kiedy dochodzi do sytuacji krytycznych odtwarzam je, co wcale nie przynosi ukojenia. 


wtorek, 15 grudnia 2015

CZysto hipotetycznie PLANOWANIE

Po ostatnim oddaniu się chwilowej słabości do seksownych Południowców wracam do mniej euforycznego egzystowania. Cieszę się, że nie poszłam na całość i tą stronę swojego charakteru lubię.
Lubię ją nie dlatego, że nie byłoby to przyjemne, byłoby przecież obłędnie. Jednak charakter mnie chroni przed "syndromem dnia następnego". Otóż moje Bożyszcze wsiada wtedy w samolot i wraca do swego kraju, a ja mam jego wspomnienie i żal, że znaczyło to tyle co nic.

Co się u mnie dzieje teraz? Bardzo dużo, na pewno nie narzekam na monotonię.
Chciałabym kupić mieszkanie, wiec analizuję swoje możliwości co spędza mi sen z powiek dosłownie. Mam zdolność i zostałam poinformowana, że bez problemu przyznają mi kredyt, ale prawdziwą analizę muszę przeprowadzić sama, bo tylko ja wiem jakie mam możliwości,. Oczywiście pesymistyczne głosy z mojej głowy krzyczą na raz: "Ty? Jesteś chora i chcesz wiązać się z bankiem na lata? Nie dasz rady? Co jeśli... (milion ewentualności). " Jednak staram się to jakoś w sobie uspokoić i wyciągnąć dobre wnioski. Nie mam poduszki bezpieczeństwa w postaci pomocy na start lub takiej w razie problemów, muszę liczyć tylko wyłącznie na siebie.

W pracy czas składania podań o podwyżkę, dziś zostawiłam szefowi na biurku swoje oczekiwania. Mam nadzieje, że.... ale nie zapeszam,

W efekcie natłoku emocji oczywiście się rozregulowałam: okres przesunął się o kilka dni, doszły smutki i silniejsza praca serca, no ale w pełni to uzasadnione stres i mniejsza dawka leku robią swoje.

Jestem też dość często zmęczona. Znów muszę prosić o Waszą energię, pomyślcie proszę coś dobrego i szepnijcie w przestrzeń mi dobre słowo. Jestem przekonana, że energia tego działania dojdzie do mnie i poprawi moją kondycję,

Jak zawsze pozdrawiam Was ciepło,



czwartek, 10 grudnia 2015

MĘSKO DAMSKIE historyjki

Ciemne oczy płonące prosto na mnie. Obezwładniły mnie już na holu recepcji Wiktorii. Wiedziałam, że pozamykane szczelnie emocje będą próbowały się wydostać. Znam siebie doskonale i kiedy onieśmielam się nie zaczynając jeszcze rozmowy to jestem na straconej pozycji.
Fobia tańczyła z pożądaniem. Rozum z fikcją. Fantazja ze zdrowym rozsądkiem. Ja gdzieś po środku, kompletnie skazana na ich łaskę.

Mój gość przywiózł ze sobą bryzę morza Śródziemnego, ciepło tamtejszych stron i wspomnienie dawnych lat. Tych zdrowych, pełnych nieskończonych możliwości i beztroskich chwil. Tyle minęło od ostatniego spotkania, dziesięć lat. Jednak pamięć nie zamazała dawnych wspomnień i w jedną chwilę wróciła je do życia. W otchłani lata, przypadkowi ludzie spotkali się i ich wspólna energia przez tę jedną noc tworzyła większą moc, niż suma wszystkich emocji dawkowanych przez lata nudnej egzystencji. Tam była magia, był taniec, była ciepła noc skrapiana morską bryzą i drobinkami piasku. I nawet w najśmielszych snach nie chciałabym dodać wtedy nic więcej, niż jeden pocałunek, który był wtedy jedynym echem tych emocji.

I teraz to stało się znowu, tyle że w mym chłodnym kraju, jednak te zimno nie ostudziło niczego, nasza energia znów wzbiła się na najwyższe fale i znów odczułam wszystko każdą drobinką mej emocjonalnej duszy. Znacznie już dojrzalsi mogliśmy pozwolić sobie na więcej, ale tak się nie stało. Nie chciałam skosztować czegoś co mogłoby mi się spodobać, co jest moralnie zakazane, co drzemie w każdym z nas. Zatrzymałam jednak w sobie te uniesienie i pewnie będę je konsumować przez kilka najbliższych dni.  Nasz wieczór skończył się poprawnie, nie unieśliśmy się na fali naszej energii, może to był błąd? Kto wie. Wpisaliśmy w kalendarzach datę kolejnego spotkania 09.10.2025.

W tych smutkach, walkach, racjonalnościach brakowało mi właśnie dawnych emocji. Te chwila przypomniała mi, że bardzo chcę być w czyiś oczach ważna, chcę by ten ktoś był blisko, chcę żeby ktoś wiedział o tym jak mi ciężko, by pomógł, bym nie musiała się już bać. Być może ten mężczyzna mógł dać mi tylko chwilową uwagę, wiec moje daleko idące pragnienia nie opierały się na niczym realnym, ale nie panuję nad potrzebami, które w takich chwilach krzyczą z mego środka.

Tak chciałabym by ktoś we mnie wierzył, wtedy łatwiej by mi było wierzyć samej. Wiem, że głęboko niepoprawne jest budować poczucie wartości na opiniach innych, ale taka wiara i miłość w mym kierunku nakarmiłaby moją zgłodniałą duszę. Mój pusty dzban emocji.