poniedziałek, 6 lipca 2015

Wściekła notka

Szlak by to trafił.
Obolała, smutna i zła...
Coś zgrzytnęło w moim samopoczuciu. Za szybko człowiek przyzwyczaja się do dobrego.
Znów ściśnięte mięsnie karku, smutek, senność, lekkie odrealnienie i wszyschowładniający brak chęci na cokolwiek. Czemu nie miałam choć jeden pełnej remisji :-(.

I znów łapię się na tym by analizować swoje błędy. Kurna, każdy popełnia błędy. Czuje co może mieć wpływ, gdzie ten pies pogrzebany, ale boje się odkryć karty, choć znam je na pamięć.
Najbardziej przeraża mnie, że stanę się nicością, bylejakością, a mój stan się jeszcze pogorszy. Boję się, że okażę się najsłabszym ogniwem mojego życia. Nie uniosę tej świadomości i to blokuje mnie w tym miejscu.

Rozmawiam z psycholożką. Mówię jej, że czuję się jakbym się zatrzymała i nie mogła zrobić żadnego kroku z wyjątkiem tych w tył. Co się dzieje we mnie, czemu te konflikty mnie powalają?

Czasami czuję, że należę do innych, bo tak się  boje decydować, że będę z każdym kto zadecyduje że tak ma być. Jakie to durne, płytkie, tchórzliwe i nędzne.

Jak ja paskudnie przesiąkłam tą nieporadnością.

Tym właśnie samobiczującym akcentem kończę tą krótką notkę.

czwartek, 2 lipca 2015

LEKI SSRI i wzrost wagi :-( shit

Bywa, że czuję się odrealniona. Przeczekuje to cierpliwie, ale męczą mnie te stany z kosmosu.
Wczoraj musiałam przespać moje dolegliwości, bo były już nie do zniesienia. Pojawił się okropny ścisk karku, zmęczenie i smutek. Wymęczyło mnie to niesłychanie. Wredne zaburzenia co jakiś czas chcą o sobie przypomnieć. Niech dupki spadają. Nie będę oddawać im mojego życia.

Chciałabym mieć więcej energii. Muszę poszukać jakiegoś sposobu na doładowanie moich baterii. Słyszałam dużo pozytywnych opinii o guaranie, może spróbuje.

Dodatkowym wkurzającym skutkiem ubocznym jest waga. Chyba każdy kto był na lekach zobaczył, że nagle w gratisie dostaje się 8-10 kg, czasami nawet więcej. No do jasnej cholery co to ma znaczyć.
Mamy stanąć na nogi, a nie załamywać się z powodu pączusiowej sylwetki!!!!

Jak macie jakieś pomysły, lub poradziliście sobie z tym medycznym przybieraniem wagi, piszcie. Chciałabym znaleźć na to sposób. Uprzedzam, że nie jem więcej i próbowałam bez skutku zrzucić przez aktywność. Niestety bezowocnie.

Nadchodzi cieplejsza aura, więc trzeba ruszyć gdzieś w plener. W zeszłym tygodniu były mazury, może teraz morze :-)

czwartek, 18 czerwca 2015

MoJA WłaSNa PrzestRZEŃ

Czuję się ostatnio sobą. Może nawet bardziej niż kiedyś. Nie uciekam do innych i cieszę się własnym towarzystwem. Przyjemność mi sprawia robienie rzeczy błahych i odpoczywanie. Nigdy wcześniej nie lubiłam marnować czasu, a za takowe uważałam wszystko co nie było emocjonalnym hajem.
Okazuje się, że czytanie książki przez 4 godziny, nie jest traceniem życia. Delektowanie się zieloną herbatą też nie i nawet drzemka w trakcie dnia to nie zbrodnia.
Nie chcę lecieć do nikogo, nie chcę imprez z morzem alkoholu, nie chcę seksu, ani związku, nie chcę koło nikogo zasypiać. Potrzebuję mojej przestrzeni, czasem samotni, czasem obcego tłumu, ale wszystko ma w końcu zależeć ode mnie.

Egoistka czy nie, trudno. Próbowałam wpasować się w społeczne ramy. To nie wypaliło. Nie było korzyści dla mnie ani dla innych. Lepiej już zostanę sobą z wszystkimi dziwactwami, wadami i tą cholerną nerwicą.

Nie chcę słuchać, że już czas najwyższy na dzieci, że mam się hajtnąć i zacząć spełniać powinności kobiece. Nigdy się w tym nie odnajdywałam i to coś musi znaczyć.

Dodatkowo, nie lubię seksu. Nie wiem czy przez zaburzenia, wychowanie, geny, czy może złe nastawienie, ja cholernie go nie lubię. Próbowałam w długich i krótszych związkach zmienić ten nieakceptowaną społecznie rzeczywistość. Nie udało się. Po prostu coś jest u mnie inaczej i juuu.

Nie wiem o co chodzi dokładnie w aseksualności, ale czuję, że mojej osobie najbliżej do tej mało poznanej orientacji. Chciałabym poznać więcej takich osób i cieszę się, że powstają tematyczne fora na których jest wiele ciekawych historii i dużo praktycznej wiedzy.

Tak więc jeśli masz podobne odczucia napisz do mnie :-)


Pozdrawiam wszystkich,

wtorek, 16 czerwca 2015

POSZUKIWACZE eFek


Od 3 lat nikt mi nie dał żadnej F'ki i dobrze.


Z kolei multum znajomych dostaje etykietki już na starcie. Później dodają następne i nikt nie wie już co właściwie się mu leczy.

Z mojego doświadczenia choroba ma swoje etapy. Na początku miałam nerwicę lękową i bezsenność. Następnie po rozpoczęciu leczenia lęki ustąpiły, za to pojawiła się depresja.
W międzyczasie występowały różne problemy, które wskazywałyby na różne zaburzenia osobowości. Jakbym byłam kolekcjonerką F'ek to miałabym już całkiem fajny zestaw.

Jednak jestem sobą, mam problemy jak każdy człowiek. Nawet Ci zdrowi mają całą paletę zaburzonych poglądów, lęków, uzależnień. U nas o tyle jest inaczej, że jesteśmy bardziej czuli na te ludzki sprzeczności pragnień.

Następną przypadłością jest lekomania. Każdy szuka panaceum i zwiedza tablice psychiatrycznego Mendelejewa. Nie zauważa, że stracił już na tym kontrolę. Daje się wkręcić w rolercoster medyczny do którego zachęcają kampanie farmaceutyczne, fora, lekarze i pragnienie zdrowia.

Nie wiem jak inni, ale ja efekty uboczne leków odczuwałam zawsze nazbyt mocno i nie powiem, że to przyczyniło się do mojego zdrowienia. Mam oczywiście nadzieje, że w końcu znajdą lek dużo lepszy niż te dostępne, ale póki statystyka POMOGŁO- ZASKODZIŁO- NIE POMOGŁO, będzie przy każdym leku niemal identyczna, ciężko mi decydować się na ryzyko.

Pozdrawiam ciepło :-P

piątek, 12 czerwca 2015

PODRÓŻe MAŁE I DUŻE

To był szalony czas. Czerwcówka, wyjazd, impreza urodzinowa. Jedno wielkie OMG. Czułam się jak obserwator z pociągu pośpiesznego, życie działo się za moimi oknami, a ja nie nadążałam się z percepcją. Niosły mnie myśli, emocje, choroba, stres i słabości.
Wszystko było szalenie szybkie, niemal pijane, ale już po.

Stabilizacja kładzie nerwicę na plecy. Póki moje działania są przewidywalne wszystko jest w porządku. Wystarczy jednak zbyt wiele nowych bodźców, a ona wychodzi jak niedźwiedź po zimowym śnie i przeraźliwie ryczy.

Dużo było nowości. Wyjazd, nowe łóżko, więcej ludzi, alkohol, grypa, pogoda i wylądowałam poza sobą, poza nimi w pociągu pośpiesznym na linii Szaleństwo- Normalność.

Już dojechałam, na szczęście tam gdzie chciałam. Nie powiem, że chciałabym być znowu zwerbowana na taki przejazd. Nie, dziękuje. Tylko czy ktoś mnie następnym razem zapyta? Pewnie nie. Czy żałuję? Też, nie.

Dopiero teraz przeżywam radość z tego wyjazdu, z tej bezpiecznej pozycji, jestem zadowolona.
Jak i z tego, że podołałam obowiązkom i pojechałam na wyjazd służbowy dumnie reprezentując pracodawcę. Wszystko wyszło dobrze. Jestem z siebie dumna.

Dodam, że sporo zawdzięczam moim dobrym znajomym. W chwilach zwątpienia pomagali mi przez to przejść. Niesamowite, ze właśnie w obcych ludziach mam tyle oparcia.





wtorek, 9 czerwca 2015

PRZEZIĘBIENIE kontra NERWICA

Znowu złapało mnie jakieś paskudztwo. Wirus zaatakował gardło i płuca, dodatkowo osłabiając mnie do granic możliwości. Mam tyle do zrobienia, a sama podróż do łazienki jest teraz męcząca.
2 tygodnie, skubany wciąż silny.

W trakcie choroby zorganizowałam zaplanowane urodziny i przeżyłam dwie paniki (dawno nie miałam). Wyczerpałam siły do granic, balansując na granicy zdrowego rozsądku. Jednak podjęłam decyzję, że choroba nie pokrzyżuje moich planów choćby nie wiem co. Tak się stało. To miały być najlepsze urodziny i były!

Płacę za to wyższą cenę. Jednak w życiu tak bywa.

Ledwo siedzę w pracy ale muszę, gdyż szef nie ma wyrozumiałości na słabość, a ja odwagi by powiedzieć nie. Za bardzo lubię swoją pracę, by ryzykować.

Proszę jedynie o poprawę samopoczucia. Niech w końcu podda się ta choroba.

Oczywiście jak większość zastanawiam się czym zaatakować virusa, spróbowałam MODAFEN, ale jego skutkiem ubocznym jest bezsenność, mimo że plus na to że zwalcza stan zapalny nie polecam dla lękowców. Do tego VIT C 1000, rutinoskorbin w ilościach hurtowych.

Dziś wezmę Teraflu, który z kolei usypia, ale nie ma działania przeciwzapalnego.
Trzymajcie kciuki, bym wróciła do zdrowia, bo nie jest wesoło.

Jak 3 dni nic nie będzie zmierzało ku lepszemu idę po antybiotyk.



piątek, 22 maja 2015

Toń morza w mojej głowie

Odnajdziesz kiedyś swoją drogę, lub będziesz podążać utartymi ścieżkami. Opcje są zawsze dwie, to Ty musisz zdecydować co jest w zgodzie z Tobą. Wolność, niezależność mają wspaniałą rześką woń, jak bryza morska odświeżają spalone słońcem myśli. To nieskończone przygody, raz dobre, raz złe. To natchnienie do życia i trucizna dla wszelkim przejawów stałości.

Jak bardzo chcę wybrać się nad morze. Zawsze je kochałam. Jego ogrom, dźwięk, zapach. Jego spokój i wzburzenie. Może kiedyś zamieszkam w małej wiosce na południu Europy. Przecież to byłoby takie piękne.