wtorek, 16 września 2014

Ah, trochę męczące dołki... DOŁEczkI

Nie mogę dokończyć mojego wpisu o Mamuni. Nie w tym stanie.
Czasami jest tak, że jest spadek. Depresja, lub jak zwał tak zwał. Zwyczajnie ŹLE.

Wtedy analizy życiowe należy odłożyć na bok. Jak jest źle to wszystkie myśli są złe. Po co więc planować "złą" przyszłość. Wtedy trzeba poczekać, dbać o siebie, otulać się miłością i cierpliwością.

W żadnym wypadku nie podejmować tematów, przez kogo, co, dlaczego czy moje życie jest do d...py. To jest stan chorobowy i nic nie dzieje się racjonalnie.

Tulę się wiec w myślach. Okrywam ciało pluszowym kocem pachnącym kwiecistym płynem do płukania, układam się w stosie swoich poduch i zaparzam Earl Greya. Włączam muzykę, spokojną, niezobowiązującą i czekam na lepszy moment.

Zastanawiam się czy kiedyś w końcu ustąpi? Już tyle razy cieszyłam się, zbyt szybko. Może tak już zostanie, nie będę płakać, ale oczywiście jestem dobrych myśli. Wierzę w postęp medycyny, we własną determinację i ludzi.

czwartek, 11 września 2014

JEJ siła niszczenia jest wielka, Mamo!

Piękna i pewna siebie. Zdawało mi się, że jest najlepszą osobą na świecie. Przynajmniej ona tak o sobie zawsze mówiła. Jako dziecko darzyłam ją miłością bezwarunkową.

Poranki zależały od jej humoru. Bywało tak, że bez powodu wszyscy byliśmy najgorszymi istotami świata. W okuł szalała tylko histeria, a cały świat winien był wtedy ją przepraszać.

Czy miałeś kiedyś uczucie, że jesteś nienawidzony? Szczególnie za własną tożsamość. Co wtedy się robi? Ja chowałam swoje "ja", by nie zostać za nie stępioną, choć i tak byłam.

Bo przecież "całe życie kreci się tylko wokół ciebie". Mnie? Przecież miałam 5, 7, 10 lat. "Wpędzicie mnie do grobu!" mama przez nas umrze? Jakie musimy być złe.

Ah, to boli, choć wtedy jak byłam mała nie bolało aż tak jak teraz.
Były zmiany mieszkań, wchodzący do domu komornicy, wyjazdy zagraniczne, samochody, chaos, chaos i brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

"Taki jest życie" non stop słyszałam. Wtedy gdy pożyczyłam pierwsze zarobione pieniądze. Wtedy gdy prosząc kilka lat o ich zwrot, czułam się winna. Zakaz zamykania pokoju, wieczne naruszenia mojej prywatności, krzyki, oznaczanie mojego zachowania "jak dziwki".

Później praca w ich firmie i nie dostawanie pensji. "Przecież i tak nic nie robisz"

Później, wiele wiele innych zdarzeń. Wtedy nie wiedziałam, że psychika ma datę ważności.

I splasz. Rozpadłam się na wiele marnych kawałków. Nawet nie wiem, czy to ja się rozsypałam , czy to moja konstrukcja, którą tworzyłam dla matki. Ałaaa znów boli.

Pojawiły się leki i znów stałam się niewolnicą. Przypływy miłości na przemian z odtrącaniem, tak chciałam tych przypływów. Traciłam pracę, traciłam związek, traciłam... sen. Traciłam to bo byłam winna. "Sama sobie takie życie zafundowałaś" , "Nie dziwie się że cię to spotkało", "oj daj mi już spokój z tymi lękami"

Furie na przemian z pseudo miłością. Ałaaa wspomnienia bolą.

Cholera...ale to było uwłaczające.

Teraźniejszość boli jeszcze bardziej. CDN

piątek, 5 września 2014

CHCĘ ŻYĆ, bo ten jeden dzień spokoju wart jest swojej ceny.

Pewnie nie raz myślicie. Czemu ja?

Jak możliwe, że u startu życia los rzuca nam taką kłodę pod nogi. Przecież planowaliście mieć rodzinę, pracować i żyć jak inni. Też się nad tym zastanawiam. Są dni gdy przeklinam rodziców, za dzieciństwo tak daleki od ideału. Przeklinam psychiatrów, leki z którymi miałam wiele niemiłych doświadczeń.

Jednak co daje ta złość, do której oczywiście mam prawo. Nic. Zjada od środka i tylko utrzymuje mnie w pozycji ofiary. Ja ofiarą jednak nie jestem. Już nie. Od dwóch lat w końcu wiele rzeczy zależy ode mnie. Odzyskuje władzę nad własnym życiem.

Wyrzucam złość pisząc, krzycząc w trakcie jazdy samochodem, wyrzucam ją podczas spotkań z psychologiem. Nawet nie wiedziałam, że tak dużo mam jej w sobie.

Nie szukajmy sprawiedliwości. Jej nie ma na świecie i z tym trzeba się pogodzić. Wiele zależy od szczęścia, od kolei losu. Nie narzekajmy, że tak źle potraktował nas los. Choć nie wątpliwie jest nam ciężko. Jak już pisałam, człowiek powinien pogodzić się z tym, że los może przynieść wszystko. Jak przestaniesz równać się do innych, będziesz w końcu wolnym.

Nikt nie wie, czemu śmiertelne choroby przytrafiają się i biednym i bogatym, nikt nie wie czemu ludzie giną w wypadkach, nikt nie wie, czemu na świat przychodzą chore dzieci. Jednak uznając, że wszystko może się zdarzyć, że wszystko może dotyczyć również nas, będzie łatwiej.  Trzeba próbować odnaleźć się w otaczającej nas rzeczywistości.

Jak się za czymś goni to będzie się to robić cale życie. Gonitwa stanie się obsesją i jedynym sensem. Usiądź na trawie w ten słoneczny poranek i pomyśl co widzisz. Co widzisz tu i teraz!
Czy czujesz jakiś zapach? Słyszysz coś? Co czujesz? Wylej wszystkie przechowywane emocję w tę przestrzeń i bądź wolny. Choćby to miała być chwila.





środa, 27 sierpnia 2014

W okopach SPOKOJNEGO INTROWERTYZMU



Jak widzę siebie, swoją osobowość, od razu kojarzy mi się z psem typu Husky.

Rasa stworzona, by żyć z ludźmi, a jednak autonomiczna. Domowa, a jednak dzika. Czyjaś jednak wolna psychicznie. Wiele razy słyszałam o tym jak właściciel szuka swojego Husky, bo ten chciał posmakować wolności i uciekł. Natury człowieka nie zmienisz, a jeśli nawet więc, że będzie musiał odchorować coś co nie godzi się z nim samym.

Mam dni w których uwielbiam być w tłumie, ale mam też takie gdy zamykam się w mojej introwertycznej części, w moich okopach spokoju. Jak bardzo je lubię odkryłam w momencie choroby, tak naprawdę wtedy sobie o nich przypomniałam. Do tamtej pory moje życie składało się z "muszę", "powinnam", "poświęcę się", aż na koniec. :"Gdzie do cholery jestem?" "Kim jestem?".

Nie chcąc ranić innych. lub nie potrafiąc się sprzeciwiać doprowadzałam do sytuacji w której uszczęśliwiałam innych, kosztem siebie.

Ta moja "potrzeba" to coś strasznie dziwnego. Nie lubię planować spotkań z 2 tygodniowym wyprzedzeniem, nie lubię zegarków, zobowiązań, umów- chcę móc po pracy pojechać nad morze. Nawet jeśli nie pojadę, chcę wiedzieć że mogę to zrobić.

"Tak naprawdę owce wcale nie sądziły, że bieganie pomoże na weterynarza, ale przynajmniej dobrze się z tym czuły. "   Leonie Swann z książki Triumf owiec.

Wiem, że większość ludzi nie ma takiej potrzeby, ale co ja poradzę że nie urodziłam się większością. Wyjścia jak zawsze dwa, udawać "większość", lub być szczęśliwą mniejszością.

Tak, więc trudno. Nie idę już utartymi ścieżkami powinności....! Staję się buntowniczką!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

ATAK na moją prywatność!

Niemiłosierne bóle głowy, spadek nastroju na 5 dni spowiły moje bycie. Oczywiście jakby tego było mało, nastąpiło kolejna fala uderzeniowa.

Tym razem moja prywatność stała się szmatą do podłogi. Dzięki znajomością ktoś może bezkarnie śledzić moją korespondencję telefoniczną i rozliczać mnie z niej.

Taka rzecz mogła się zdarzyć tylko w moim świecie. Taka przyzwolenie mogę dawać tylko ja. Jestem chłonną gąbką toksycznych ludzi, najdokładniej w świecie wchłaniam każdą zatrutą kroplę. Napełniona po brzegi, wciąż chłonę więcej.

W imię chorych wzorców.
Gorzkiego poczucia winy.
Strachu przed samotnością.

Oj, pracuję nad zdrowiem, ale czasami zdaje mi się że w jednej minucie cofam się znów do początku. Moje donkichockie wiatraki to moja psychika.



wtorek, 5 sierpnia 2014

Taki przedpsychologowy dzień ;-)

Już za godzinkę ruszam do Pani psycholożki.

Co ja jej powiem, może to że terapia państwowa jest trochę pomyłką?. No z naszych wizyt raz na 2 tygodnie, mają być już tylko raz na trzy. Nie zależy to od niej ale tak właśnie wygląda chore państwo. Improwizacja bezpłatnej służby zdrowia. Skoro by terapia odniosła skutek potrzebne są spotkania raz w tygodniu, to jaki sens jest w tych moich?

No dobra, może mam jakieś super zdolności nadrobienia tych luk, dzięki pracy własnej.

O czym ja jej powiem? O tym, ze lepiej się czuję. No dobrze, nie zmienia to faktu że wciąż mam sporo do zrobienia. Wciąż uwikłana jestem z niezdrowe relacje z matką i moim Armando.

Co się działo do tej pory? Trochę pozytywnych zdrowych reakcji było w Armando. Tak jakby coś zaskoczyło, ale nie cieszę się na zapas. Chyba to już ostatnia próba przemówienia do rozsądku. Mamka wciąż ma napady złości, wciąż wyżywa się na nas za własne problemy. Gdybyście widzieli tą wściekłość w jej oczach, to byście wiali co sił... Ja nie wieje... choć może powinnam. Wciąż bronie swojego ja i patrzę na te ataki z perspektywy współczucia dla niej samej. Oczywiście zaznaczam, że nie zgadzam się na to i daje jej do zrozumienia, że postępuje źle. Wszystko jest przewidywalne, jej jakaś impreza, wyjazd poprzedza wypływ furii. Po czym następnego dnia przyjdzie jakby nigdy nic opowiedzieć o nowych butach które kupiła... ;-P

Chcę, bardzo chcę, by jak najszybciej się wyprowadzić. Niestety ceny mieszkań w mazowieckim nie ułatwiają mi tego. Pozostaje opcja zrobienia oddzielnego wejścia, ale to będzie tylko odgrodzenie się, a nie całkowite odcięcie. Jednak coś zawsze to da, więc może warto.

Armando, ah, pięćset razy już sobie w myślach krzyczałam "Idź już do domu, chcę byś sama". Jakoś dewocieje chyba, skoro uwielbiam przebywać sama. Dzielenie pokoju, a co gorsza mojego łóżka staje się wielką męczarnią. W sumie co złego jest w tym, że tak się czuję? Czy mam z tym walczyć?

Może nie kocham, może nawet nie lubię już go... Co mam sobie zrobić w związku z tym?

Związek przechodzi różne etapy. W którymś momencie zaczął się problem, którego nie zauważyliśmy lub zwyczajnie zignorowaliśmy, by udawać że go nie ma.