poniedziałek, 18 maja 2015

Mini wpisek

Pisałam co 4 dni, a teraz 3 tygodnie przerwy.
Czuję się lepiej, żywiej i jestem z tego powodu szczęśliwa.

Nie, nie! Nie ozdrowiałam, bywają poranne spadki, ale mniej uciążliwe. Kto wie, może wiosna, może trochę sportu, może zejście z dawki paroksetyny na 15 mg, może przejście na dietę...

Dam znać jak to się będzie układało, ale już sam fakt że nie piszę, znaczy że chwilowo nie walczę w demonami.

Pozdrawiam w ten wiosenny czas.



piątek, 24 kwietnia 2015

ZMIENNOŚĆ moja DROGA

Wstaję zwykle przed budzikiem. Jakbym była zaprogramowana na pobudkę 3,5 minut wcześniej, by tylko nie słyszeć jego denerwującego dźwięku. Na nic zdaję się nastawianie swoich ulubionych piosenek jako jego dźwięk, no chyba że chcesz je znienawidzić. Tak więc nawet Sarah Mclachlan nie jest mile widziana, bo zapowiada konieczność, a konieczności się nie lubi.

Miałam tak od zalania dziejów, jak ja nienawidzę zobowiązań, ram, terminów, dead linów. Znajomi wiedzą, że prędzej zadzwonię 2 minuty wcześniej, ze czekam pod ich domem, niż umówię się na spotkanie dwa tygodnie wcześniej. Jest coś wspaniałego w życiu bez kalendarza i dat, zgodnie ze swoim zegarem chęci i pomysłów. Wsiąść w samochód i jechać na drugi koniec Polski by położyć się na plaży. Teraz mam mniej tych napadów wolności, oczywiście przez dolegliwości, ale wciąż składam się z pragnień, by mnie nikt nie ograniczał. Tak wiem, jestem nędzną partnerką dla większości osób, które żyją w bardziej zorganizowany sposób. Myślę, że daję coś w zamian, coś szalonego da się we mnie kochać. Kto wie, może bycie inną zaprowadziło mnie w szpony zaburzeń. Myślę, że w 70% zrobiły to geny, ale to tylko dumanie.

Czasami myślę, że moje niezdecydowanie to część mojej duszy chorej na pragnienie wolności. Jak już coś określisz żelazną zasadą ciężko będzie to zmieniać. Dla osoby takiej jak ja, zmienność jest krwią życia. Zmienność jest świeża, pozwala uczyć się na nowo, zastanawia, ciekawi i niech to szlag- kocham ją i się jej boję za razem.

Stangnacja, kojarzy mi się ze śmiercią za życia. Jest podobna do lekkiej depresji. Jak możliwe, że ludzie odnajdują się w niej. Domyślam się, że zostali wychowanie wedle norm i zasad. Ja tak nie byłam wychowana, może mam czego żałować. Jednak nie cofnę się już tego. Mogę kreować teraźniejszość i przyszłość.


Nie uważam się za zero, chyba że gdzieś w części nieuświadomionej. Mogłabym bardzo wiele, gdyby mnie tak nie bolało wszystko, gdyby nie zmęczenie i owszem przy warunku braku niezdrowych lęków.

Lecę dalej na łasce/ niesłasce paroksetyny. Niedługo mam wizytę u nowego głowologa, zobaczymy.

Brakuje mi trochę bratnich dusz. Czasami są ludzie, z którymi możesz być cicho i nie czujesz z tego powodu żadnego poczucia winy, wiesz, że to rozumieją.



wtorek, 21 kwietnia 2015

NIE CZYTAJ TEGO! Jeżeli potrzebujesz pokrzepienia.

Nie chcę o niczym myśleć.
Nic analizować, a jak na złość dziś terapia. Szlag by to! Co jej mówić? Dziś do dupy?
Drażnią mnie wszyscy, bolą mnie plecy i chcę krzyczeć ...kuuuu wa.

Dół wku*wienia, tak mogę opisać ten stan. Nawet nie wiem jak to możliwe, że na raz może tak boleć fizycznie i ściągać nastrój tak cholernie w dół. I co znowu moja wina? Co zrobiłam nie tak?

Szybko, niczym Pendolino wciągnęłam trzy lektury:

Szklany klosz- Sylvi Plath,
Jutra może nie być- Gabrieli Gargaś
Najgorszy człowiek na świecie- Małgorzaty Halber

Wszystkie opisujące dramat bycia niedopasowaną do świata. Czemu ja tak cholernie rozumiem takie książki, czemu nie odnajduję się w innych dziełach, tylko w tych o kobietach w dolinach żalu. Jedynie u Gabrieli na koniec zaświtało słońce, choć może to literacko fikcyjne słońce. Te samo co u Sylvi, a kilka miesięcy później popełnia prawdziwe samobójstwo. Prawdziwie zasypia w głową w piekarniku.

Ja nie chcę stanąć nigdy przed tą ostatecznością.
Nie chcę być statystyką o stosunku samobójstw kobiet i mężczyzn w roku 20XX.

Ja tak do cholery chcę znowu żyć. Niczego nie chcę, tylko pomocy, jakiegoś kogoś, kto może mi pomóc z tego wyjść. Rodzice nie dopuszczają do siebie mojej depresji. Stąd moje próby znalezienia oparcia kończą się kąśliwymi uwagami z dupy "Sama sobie wymyśliłaś tą depresję" "Skoro lubisz mieć doła to miej! " Co za dupki! Jak ja ich nienawidzę, ale nie można nienawidzić rodziców. Jednak za lata wywalania ich problemów na mnie, lekceważenia, dyskredytowania, braku chęci i dojrzałości by przyjrzeć się ich własnym działaniom . Mój dziecięcy obraz  został doszczętnie zniszczony. Przecież nawet błądzącym rodzicom coś w tym życiu zawdzięczamy, ale poziom moich pretensji, żalu kilkukrotnie przeważył to co od nich otrzymałam.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet gdybym napisała list i odeszła. Nie zyskałabym tego na czym mi zależy, uznania ich winy. Zaraz by przeinaczyli, winę przełożyli na mnie lub osoby trzecie.

Z takim bagażem żalu lepiej nie kierować się w rejony macierzyństwa. Nie mogłabym dopuścić do sytuacji że moje dziecko pokutowałoby za winy moich rodziców. Wygląda na to, że odebrali mi nawet możliwość posiadania dzieci.

Złość, Smutek, Ból- dziś tylko to czuję.

piątek, 10 kwietnia 2015

CYK!

Co mogłoby być piękniejszym dziełem natury niż wiosna. Słońce cytrynowe odkrywa zamarłą po zimie ziemię. Budzi i nas. Małe marionetki sennie dążące o porankach do swych prac, by w murach przesiedzieć 8 godzin, a po tym wypluci wrócić do domu. Zerknąć na promyki wpadające za okien naszych kredytowych domów i paść na drzemkę.

Kiedyś więcej czasu było na życie w rytm natury. Poranna rozpuszczalna kawa na słońcu smakowała lepiej niż ta z korpo expresu. W głowie rodziły się tysiące pomysłów, gdyż wtedy gdy nie trzeba to się po prostu chce. Jak wracam pamięcią do jeszcze dalszych czasów to jakoś rysują mi się jeszcze milej, rodziny wychodziły przed domy, każdy miał mniej więcej tyle samo pieniędzy, a przez to nie było żadnego wyścigu. Wakacje spędzało się w domkach wczasowych, gdzie panowała przyjazna atmosfera i jakieś takie spokojne szczęście. Dziś radość jest wydmuchana, przesycona, a tak w naprawdę to w ogóle jej nie ma. Każdy zaczął tak namiętnie za nią dążyć, że przestał ją zauważać.

Dziś trzeba pokazać szczęście. Choć wcale go nie ma. Jednak pokazać należy.
W tym celu potrzebny jest dobrej jakość smarfon i konto na fb. Cyk, nikt przecież nie wie, że chodzę do psychiatry. Cyk, nikt nie wie że jestem samotna. Cyk, nie mam już siły. Cyk, rodzina się rozpada. Cyk, zdradzam swoją żonę. Cyk, nie wiem czy mnie nie zwolnią. Cyk, starzeję się. Boom cyk cyk.
Sesja gotowa. Usuwamy to co po każdym przecinku i wychodzi seria zdjęć gotowa by istnieć w sieci jako przykładny szczęśliwy człowiek.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mała notka II

Jestem niespokojnym deszczem. Oceanem pragnień i burzą nierozsądku.
Obrósł mnie bluszcz smutku, a samo ucinanie gałęzi go jeszcze umacnia. Wiem, że trzeba zadziałać głębiej, w korzeniu, ale nie znam jeszcze sposobu.

Wchodzenie w dojrzałość to zwykle zderzenie czołowe z pędzącym tirem. Szczególnie dla idealistów o romantycznych duszach. Jak dodać do tego wieczną bojaźliwość, kompleksy to wyprawka psychiatryczna powinna być szykowana w momencie narodzin. Już ledwo pamiętam co planowałam. Chyba urząd w jednej z europejskich instytucji (skąd ja miałam ten pomysł?). Były też różne plany własnych działalności. Heh. Miał też oczywiście być mężczyzna, bo przecież miałam być intelektualnym wyzwaniem dla mojego wybranka. Heh. Miał mnie cenić za moją niezależność, takie dewizy wygłaszałam przy wieczornych spotkaniach ze znajomymi. Buntownicza feministka, która nie zadowoli się życiem pod dyktando męża. Heh. Zderzając się z rzeczywistością zaczęłam to wszystko widzieć z perspektywy małej myszki, która obserwuje świat ze swojej norki. Oczywiście jest taka odważna, że wychodzi tylko nocą.


Nie mam arcy talentu pisarskiego. Nigdy nie stworzę dzieł o których będzie głośno. Nie mam czegoś co by mnie w jakiejś dziedzinie szczególnie wyróżniało i czuję się szara jak najtańszy papier toaletowy. Wizualnie normalna, a po lekach trochę pulchniejsza. Teraz to już nawet nie chodzi o to, by być w czymś naprawdę dobra. Zwyczajnie moje aspiracje zmalały do zwykłego pragnienia by danego dnia po prostu czuć się lepiej.

W obecnym stanie największe i najpiękniejsze osiągnięcia zwyczajnie by mnie wykończyły. Jakbym czuła się dobrze, powróciłby dawny głód życia. Na razie zaspokajam minimum egzystencjalne.

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc w DOMU wszystkich nieszczęść

Święta. Kiedyś wyczekiwane, dziś chciałabym zniknąć na ten czas.
Siąść wspólnie przy stole i odbyć sztuczne rozmowy z ludźmi, którzy przestali być mi bliscy.
Upadek rodziny to bardzo smutny obraz. Nikt nie chce go oglądać.

Nawet nie wiem kiedy to się zaczęło. Nawet mój dom, wygląda jak ta rodzina. Niedokończony od 15 lat, prowizorycznie okryty szarą papą, każde okno jest inne i w tym domu smutek i nicość. Jakby rodzina wyparowała. Jakby zostały tylko puste ciała, warczące przy byle okazji.

Wszystko jest tu przygnębiające. Niewysterylizowane sunie, które co raz wydają niechciane potomstwo. Złość matki, która nie radzi sobie z życiem. Jej rozstawianie innych, pouczanie, krytykowanie. Próbowałam jej powiedzieć, że przecież nie pracuje, że sama powoduje ten chaos, ale grochem o ścianę. Mechanizm wyparcia to zbyt silne dla mnie narzędzie.  Smutne, matka moja starzeję się, ma długi przez utratne interesy ojca. Kilkukrotnie zaznała nowych miłości ojca, tych dziewczyn w moim wieku, których się konsekwentnie wypierał. Zawsze przyjmowała chore tłumaczenia, czasami nawet wolała je od rzeczywistości. Z drugiej strony na własne życzenie, mogła odejść. Jednak większość kobiet nigdy nie odchodzi.

Ojciec, który jest wiecznie niezadowolony. Ojciec, który o swojej rodzinie wyraża się tylko z pogardą. Jego dotkliwe żarty, poniżające stwierdzenia, jego brak zainteresowania i tchórzliwe podwójne życie. Ten który jest biedny i wszyscy go wykorzystują. Długi, które zbiera w każdym miejscu w którym się pojawi. Zadłużanie matki, teraz brata.

Mam wizję ich niedołężności, kiedy będą dzwonić że nie mają na życie. Ja, co ja będę mogła odpowiedzieć? Dlaczego nie słuchaliście gdy mówiłam? Tyle lat dążyliście do tego bym wpadła w tą depresję. Teraz potrzebujecie dziecka, które przecież całe życie było złe, nie wystarczająco pomocne. Od którego rok w rok pożyczaliście pierwsze zarobione pieniądze, o które musiało żebrać, słysząc jakie jest niewdzięczne. Niezliczone ataki emocjonalne, poniżanie i brak oparcia.

I moja osoba, która ma świadomość, że chwila w której straci możliwość pracy-to będzie chwila jej końca. Nie ma osoby do której będzie mogła się zwrócić, nikogo.

Boję się tej Wielkanocy. Chcę zniknąć, gdzieś się schować.

Jednak Wam życzę Wesołych Świąt. Wiem, że ten czas potrafi być dobry i ciepły.

wtorek, 31 marca 2015

HAPPINESS

z filmu "GODZINY" Meryl Streep:

"I remember one morning getting up at dawn, there was such a sense of possibility. You know, that feeling? And I remember thinking to myself: So, this is the beginning of happiness. This is where it starts. And of course there will always be more. It never occurred to me it wasn't the beginning. It was happiness. It was the moment. Right then"