piątek, 3 października 2014

Tak w międzyczasie...

Nieokreślone szczęście ogarnia mnie w takie stabilne i dobre dni jak ten dzisiejszy. Oddech jest pełny, głowa lekka, ciało nieskrępowane bólem. Myśli nie wiją się jak splątane węże. Ile bym dała by ten stan trwał w nieskończoność. Jak lekko mogłabym biec, jak wysoko skakać, ah... rozmarzyłam się.


Nic nie boli, nie jestem naładowana złością, sztucznym szczęściem, ani smutkiem. To jest ten constans który chciałbym osiągnąć. To tak jakby przemierzać gęsty las we mgle i co jakiś czas natrafiać na piękna rozświetloną polanę. Jednak wciąż na horyzoncie widzisz kolejna gęstwinę i wiesz że musisz iść, że to jeszcze nie czas, że droga się nie skończyła.

Może gdybym została na polanie to byłoby lepiej. Jednak lepiej nie znaczy dobrze, więc idę dalej.

Niezliczone błota, ciernie, owady to wszystko jeszcze nie raz będzie tworzyło mój krajobraz. Do momentu, gdy otaczający mnie świat nie zacznie robić się coraz jaśniejszy.

 
Jak każdy czasami się zastanawiam się czy ten czas w ogóle nadejdzie? Czy nie zataczam kółek?  Może to świat się przemieszcza, a ja stoję w miejscu?. Wolę jednak nie puszczać wodzy fantazji i trzymam się wiary w lepsze dni.  

wtorek, 30 września 2014

BEZCZELNY BOCIEK!














BEZCZELNY BOCIEK!

Uśmiały się żaby,
Uśmiały całe,
Że bocian chciał,
Wylewać im żale,
Ano, śniadaniem,
Miały być wczoraj,
Dziś już z oddaniem,
Zatruwał im życie
Swoim paplaniem
Niech więc zapomni,
I to całkowicie!
O wszelkiej przysłudze,
Kto innych życie,
Traktuje jak cudze,
Niech żyje sam sobie,
Jak do tej pory,
I trzyma się z dala
Od żabiej sfory.

piątek, 26 września 2014

WIERSZE DUSZY
















ON

Znów zmarznięta w posągów świecie,
Nakazano zapomnieć o lecie,
Srogo boli owa zmiana,
Psychika kark zmęczony chyli,
Ku stopom swego Pana,
Na ulgę nie daje chwili,
Władca mego świata,
I tylko cień bata,
Odgłos nieprzyjemnej ciszy.
Milknę, bo On wszystko słyszy
Wciąż wzrokiem przeszywa,
Na polu uczuć mych,
Urządził już żniwa.
Odpływam w świat niemych,
Oddaję daninę,
Ogromie ciepiąc,
Cichutko płynę...

wtorek, 23 września 2014

RZECZYWISTOŚĆ CZUBA ;-p

Stygmatyzowanie ludzi z zaburzeniami.

Tak, tak ... przecież wszyscy są teraz bardziej liberalni, okazują współczucie, o depresji i innych zaburzeniach mówi co raz więcej ludzi. Jednak w życiu codziennym spotykamy się wciąż z krzywdzącymi stereotypami. Oczywiście, ludzie nie zdają sobie sprawy, że te "śmieszne" określenia są krzywdzące i nie pozwalają zmienić "stylu myślenia" na temat chorób, które nie wiele mają wspólnego z ich poniżającymi przydomkami.

 
 


Sami widzicie. W żaden sposób mnie to nie uraziło, ale staram się zabierać głos w takich sprawach inaczej to się nigdy nie zmieni.

Miłego dnia,

L.

czwartek, 18 września 2014

JESIEŃ dla NERWICOWCA- TO JAK UPAŁ dla PINgiwna ;-P

Piękna pogoda tej jesieni. Bajeczne słońce, tryskające energią kolory.


No i lasy, ich zapach, wyrośnięte dorodne grzyby. Do tego wrzosowiska, piękne fioletowe dywany przeplatane gdzieniegdzie mchem. Od małego kochałam las, mimo kleszczy, pająków, komarów. Las to była moja baśniowa kraina. Czuję mocny związek z naturą. Uwielbiam wszystko co z nią związane, a nie umiem zachwycać się żadną urbanizacją. Miasta, nie stanowią dla mnie nic szczególnego.

Wracając do serca tematu.

Jesień, czas na zmianę pory roku. Mój związek z naturą jest równie silny jeśli chodzi o pogodę. Często czuję ją bardzo w swym ciele. Niestety z jesienią przyszły bóle. Tył głowy, kości szczęki, kark, nadgarstki, kostki, plecy- no 70 latka ma chyba lepsze samopoczucie. I tak dzień w dzień, No rzesz ty! Oczywiście mogłabym zwiedzić milion specjalistów. I dojść do kilkunastu leków dziennie jak moja dobra koleżanka. Po czym wrócić do punktu wyjścia i męczyć się z odstawianiem każdego z nich z powodu braku działania.

Psychosomatyzacja! Twój mózg, sprawia ci łomot bejsbolem! Nie widać, a jednak boli.


DOszłam już do etapu, ze wiem o tym że to na bank nie jest ciężka choroba. Tylko mój stres, moje złe mechanizmy poznawczo behawioralne, moje slimki mentolowe, moje dzieciństwo, geny, doświadczenia i wiele innych czynników.

Zdarza się, ze jakaś osoba mająca nerwicę dowiaduję się o chorobie fizycznej. Myślę, ze rozwija się ona przez ten stres, podobno 95% chorób wynika z nerwów. Z drugiej strony słyszałam, że hipochondrycy żyją najdłużej, co potwierdza się w przypadku moich umierających od 30 lat babć. Oczywiście, wciąż nie umarły z czego się bardzo cieszę. Natomiast wiecznie zdrowi dziadkowie, niestety już nas opuścili. Na życie nie ma sztywnych reguł i zasad, życie jest życiem.

Staram się więc, nie myśleć o tym co będzie i co było, ale o tym co jest.
I od razu pomyślałam o piosence:

Co ma być, to będzie
Patrzenie w przyszłość
nie jest naszym zajęciem
Co ma być, to będzie


wtorek, 16 września 2014

Ah, trochę męczące dołki... DOŁEczkI

Nie mogę dokończyć mojego wpisu o Mamuni. Nie w tym stanie.
Czasami jest tak, że jest spadek. Depresja, lub jak zwał tak zwał. Zwyczajnie ŹLE.

Wtedy analizy życiowe należy odłożyć na bok. Jak jest źle to wszystkie myśli są złe. Po co więc planować "złą" przyszłość. Wtedy trzeba poczekać, dbać o siebie, otulać się miłością i cierpliwością.

W żadnym wypadku nie podejmować tematów, przez kogo, co, dlaczego czy moje życie jest do d...py. To jest stan chorobowy i nic nie dzieje się racjonalnie.

Tulę się wiec w myślach. Okrywam ciało pluszowym kocem pachnącym kwiecistym płynem do płukania, układam się w stosie swoich poduch i zaparzam Earl Greya. Włączam muzykę, spokojną, niezobowiązującą i czekam na lepszy moment.

Zastanawiam się czy kiedyś w końcu ustąpi? Już tyle razy cieszyłam się, zbyt szybko. Może tak już zostanie, nie będę płakać, ale oczywiście jestem dobrych myśli. Wierzę w postęp medycyny, we własną determinację i ludzi.

czwartek, 11 września 2014

JEJ siła niszczenia jest wielka, Mamo!

Piękna i pewna siebie. Zdawało mi się, że jest najlepszą osobą na świecie. Przynajmniej ona tak o sobie zawsze mówiła. Jako dziecko darzyłam ją miłością bezwarunkową.

Poranki zależały od jej humoru. Bywało tak, że bez powodu wszyscy byliśmy najgorszymi istotami świata. W okuł szalała tylko histeria, a cały świat winien był wtedy ją przepraszać.

Czy miałeś kiedyś uczucie, że jesteś nienawidzony? Szczególnie za własną tożsamość. Co wtedy się robi? Ja chowałam swoje "ja", by nie zostać za nie stępioną, choć i tak byłam.

Bo przecież "całe życie kreci się tylko wokół ciebie". Mnie? Przecież miałam 5, 7, 10 lat. "Wpędzicie mnie do grobu!" mama przez nas umrze? Jakie musimy być złe.

Ah, to boli, choć wtedy jak byłam mała nie bolało aż tak jak teraz.
Były zmiany mieszkań, wchodzący do domu komornicy, wyjazdy zagraniczne, samochody, chaos, chaos i brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

"Taki jest życie" non stop słyszałam. Wtedy gdy pożyczyłam pierwsze zarobione pieniądze. Wtedy gdy prosząc kilka lat o ich zwrot, czułam się winna. Zakaz zamykania pokoju, wieczne naruszenia mojej prywatności, krzyki, oznaczanie mojego zachowania "jak dziwki".

Później praca w ich firmie i nie dostawanie pensji. "Przecież i tak nic nie robisz"

Później, wiele wiele innych zdarzeń. Wtedy nie wiedziałam, że psychika ma datę ważności.

I splasz. Rozpadłam się na wiele marnych kawałków. Nawet nie wiem, czy to ja się rozsypałam , czy to moja konstrukcja, którą tworzyłam dla matki. Ałaaa znów boli.

Pojawiły się leki i znów stałam się niewolnicą. Przypływy miłości na przemian z odtrącaniem, tak chciałam tych przypływów. Traciłam pracę, traciłam związek, traciłam... sen. Traciłam to bo byłam winna. "Sama sobie takie życie zafundowałaś" , "Nie dziwie się że cię to spotkało", "oj daj mi już spokój z tymi lękami"

Furie na przemian z pseudo miłością. Ałaaa wspomnienia bolą.

Cholera...ale to było uwłaczające.

Teraźniejszość boli jeszcze bardziej. CDN