piątek, 27 lutego 2015

TRZEBA zaakceptować fakt, że ŻYCIE nie może być SPRAWIEDLIWE.

Tak, mogłabym krzyczeć, fuuuck mam najgorzej.

Dlaczego nie urodziłam się w stabilnym domu?
Dlaczego złapała mnie fala lęku i smutku?
Dlaczego nie jestem bogata?
Dlaczego zarabiam mniej niż wielu znajomych?
Dlaczego nie jestem wysoka?

Na te pytania nie będzie racjonalnej odpowiedzi.  Życie nie obdarza wszystkich tak samo i nikt nie wie co go spotka. Musze zaakceptować swoją rzeczywistość i starać się znaleźć w niej jak najwięcej światła.

Zawsze spoglądam na znajomych i widzę jak są szczęśliwi. Uważam, ze maja mniej problemów. Czasami rozmyślam, że chciałabym znaleźć się na ich miejscu. Bzdura. Każdy ma swoją historię i nie ma ludzi bez problemowych. To co jest nam przekazywane to ich silna strona. W większości przypadków noszą własne krzyże.

Ja lubię ludzi przy których mogę mieć skrzywioną minę (choć zwykle jej nie mam).  Osoby, którym mogę przedstawić mój świat, bez upiększania go.

Ludzie walczą o sprawiedliwość. Kobiety o wyrównanie zarobków, względem mężczyzn. Mężczyźni o większe możliwości prawa do dzieci (po rozwodach). Oczywiście, woda drąży skałę i z czasem widać owoce tej walki o sprawiedliwość. Jednak to co nas spotka, zwykle będzie sumą przypadków, szczęścia i tylko od nas zależy czy będziemy się zadręczać o to jak potoczył się nas scenariusz, czy może zaakceptujemy tą cechę życia. Que Sera,  Sera ... Co ma być to będzie....

poniedziałek, 9 lutego 2015

ciocie i wujkowie DOBre RADY

Hehehehe... każdy z nas uwielbia rady bliskich, przyjaciół, lekarzy, złote słowa poradników i TV chłam. Każdy jest co najmniej Freudem w doradzaniu w trakcie choroby, której sobie nawet nie wyobraża.

Ja też się złapałam na to, że na początku brałam to za dobrą monetę. Zaczęłam wyrzekać swojego ja, bo uznałam że to ono doprowadziło mnie do zaburzeń. Nic bardziej mylnego. Mam i miałam dobre własne sposoby radzenia sobie z tą nie najlżejszą sytuacją. Grunt w tym, że nie możemy zwątpić w siebie, bo właśnie w nas jest siła z której powinniśmy korzystać. Rady innych często są kolejnymi ciosami w żebra, by zwątpić do reszty w własny porządek świata. Otóż my latami tworzyliśmy nasz system postrzegania i pewnie zrobiliśmy sporo błędów, które możemy naprawić. Oni Wójkowie i Ciotki dobre RADY, też popełnili wiele błędów, ale nie mieli skłonności do zaburzeń, nie przeżyli traumy, lub innego zdarzenia, które spotkało nas. To właśnie my mamy największą wiedzę w tym temacie, którą musimy odkrywać, choćby nam depra i lęki dowalały z każdej strony.

Nie mówię, że powinniśmy każdej osobie która przyjdzie z kolejnym ...

"Będzie dobrze",
 Weź się w garść",
"Za dużo się skupiasz na swoich dolegliwościach",
"To przez Twojego męża",
"To przez pracę"


...pokazywali serdeczny palec. Wyciągnijmy wniosek z tych rad, ale nie uderzajmy w życie z ciężkiej artylerii, bo ktoś uważa że zna najlepszy sposób na nasze zdrowie. Tak nie jest.


Mój jest ten kawałek podłogi,
Nie mówcie mi więc, co mam robić! (Mr Zoob)



czwartek, 22 stycznia 2015

...taka mała notka

Ciało, któremu przyszło czuć ból. Umysł, który błądzi.
Czuję jakbym ugrzęzła w niebycie. Codziennie ta sama proza, ten sam dział tej samej książki.
Nie wychodzę z matni i kryję się przed starciem i dalszą analizą. Już sam pomysł o zajęciu jakiegoś stanowiska, wybraniu jakiejś drogi przysparza mnie o ból, więc uchylam się przed tym. Zanurzam się w bezsensownych zajęciach, by leciał czas, by oświecenie przyszło samo. Choć dobrze wiem, że nie nastąpi.

To gorszy czas, przejdzie, ale muszę się z nim zmierzyć. Może owoce terapii dojrzewają w bólu? Może nieświadomość jest lżejsza? ...może kiedyś odpowiem na te pytania z pewnością siebie.

MAGNeZ na problemy

Będąc w kręgu osób z deficytami emocjonalnymi przyciągamy osoby, które również je mają. Dla osób zrównoważonych jesteśmy "świrnięci", a oni dla nas nudni.

Analizując mój orszak znajomych widzę to jak na tacy. Nie wybierałam ich ze względu na zaburzenia, po prostu przyciągnęłam je kiedyś i tak zostało. Teraz dwie najlepsze koleżanki ze studiów również lecą na antydepach, dziwicie się? Nie ma czym. Po prostu tylko my mogłyśmy się zrozumieć. Jedna dzieciństwo w domu z ostro pijącym ojcem, druga wychowana w domu niepełnym, trzecia też alkoholowy tata... Jakie fatum, jakiś rok 2 po mnie wybrały się po magiczne pastylki.

Ja, moje rodzeństwo otoczyliśmy się ludźmi, którzy mają drzazgi w systemie emocjonalnym.

Stąd na pytania psycholożki odnośnie moich wyobrażeń związanych z normalnością odpowiadam "nie wiem". Nie mam pojęcia co to znaczy normalne życie, związek, zachowania, ale to nie oznacza że nie mogę się domyślać.

Najchętniej stara osobowość wróciłaby do zazdrosnego partnera i dalej istniała sobie w swojej "niewiedzy". Coś by jej dolegało, ale funkcjonowałaby sobie w niewidocznych sidłach wzorców młodości.

Może jednak normalność nie istnieje podobno nie ma ludzi zdrowych tylko "niezdiagnozowani". Mam pecha, że w genach dostałam skłonności, inaczej przeżyłabym życie bez większych analiz.

Kolejną, gorszą cechą jest to że przyciągamy zaburzonych partnerów. O ile znajomych widujemy sporadycznie, tak parner jest w nim non stop. No i zaczyna się akcja pod tytułem "Jak ślepy prowadził kulawego". Wiadomo, że to nie humorystyczna opowieść dla odtwórców głównych ról. Choć znajomi uwielbiają co jakiś czas oglądać ten teatr to na dłuższą metę jest dość niewesoło.


Z książkach przeczytamy, że powinniśmy wyleczyć naszą duszę, a dopiero brać się za związki. Poczekać, aż nas magnez zacznie przyciągać zdrowych ludzi.


piątek, 16 stycznia 2015

PIĄTEK

Mamy piątek i się zastawiam co robią ludzie bez zmory zaburzeń?
Jadą do kina? Sami?

Idą na piwo ;-) To opcję lubiłam, ale teraz z bagażem lekko pierd...ej serotoniny, lepiej nie mieszać w głowie.

Spędzają czas ze swoją milością? .... aż mną trzęsło na myśl kolejnej batalii pod tytułem "Pokochamy się?" Nie mam już pomysłów na wymigiwanie się, ten dział jest zablokowany, a wszelkie próby przełamania bariery kojarzą mi się z znęcaniem się, zmuszaniem i wszystkim co bee...!!!

Co jeszcze? łyży, basen, sauna, tańce, a na to wszystko potrzebne są pieniądze.

Książka. Tv.

Ah, chyba dziś nic nie wymyślę...

Miłego wkndu,

środa, 7 stycznia 2015

Wieczorową porą rozmyślam

Tak, postanowiłam, że dziś do Was napiszę.
Zwykle pisuję za dnia, ale skoro czuję się dobrze chcę się tym z Wami podzielić.
Co się stalo? Nic szczegolnego, wróciłam na poprzednią dawkę paroksetyny. Spodziewam się więc huśtawek jakie na niej bywały, odpukać!!! Jednak niższa dawka mi nie przysłużyła. Niesamowite napięcie szyi, upierdliwe spadki nastroju i wszystko na NIE!

Nie jestem ani trochę szalona. Moj stan najtrafniej określa przymiotnik "POGUBIONA". Gdzieś w pędzie życia moje ścieżki splątały się w wielki supeł. Łatwiej byłoby wypracować ów stan psychoterapią, gdyby nie genetyczne predyspozycje, która fachowo utrudniają wszelkie działania.

Jednak, jestem zawzięta. I po tysiącach batów, wciąż idę do zdrowia i szczęścia. Może to nie wola życia tylko masochizm? Zwał jak zwał taka jestem.

Jak mogę coś poradzić to powiem jedno. Nie bądźcie aż tak zawzięci by nie dawać sobie pomóc. Mi to się zdarza i to często. To taki stan, gdy już nie dajesz sobie rady, ale za wszelką cenę nie chcesz dać sobie pomóc, bo ... powodów zwykle wynajdujemy milion. Moje to że chcę odstawiać paro. I trzymałam się tej małej dawki chyba na złość samej sobie.

Niezależność to moja chora ambicja. Myślę, że to walka pomiędzy wolnością, a powinnością zaprowadziły mnie w moje położenie. Dałam się owładnąć tym co społecznie wskazane. Tyle lat w związkach, połowa życia pod dyktando nastrojów matki i połowa pod nastroje partnerów. Oczywiście osoby, które nie dorastały w warunkach sejsmicznych uczuć rodzicieli zdołały wejść w dorosłość i związki dojrzale. Ja nie. Z resztą jak wiele innych osób. Jedni nie dostają zaburzeń nastoju i do końca tkwią w nieszczęśliwych dla siebie miejscach, inni dostają i robią rachunek sumienia.

Jak możecie? Wyobraźcie sobie że wysyłacie mi swoją dobrą energię. Coś w stylu "Mała dasz sobie radę!" Podobno energia dociera do ludzi. Będę wiec na Waszą czekać. W tym właśnie momencie, ja Wam śle własną. Taką ciepłą kulę energii, która uwalnia Was od bólów, stresu, napięcia, chorób, zawodów miłosnych i innych życiowych rozterek.

Dobranoc