piątek, 20 grudnia 2013

Czy wiesz, że jesteś wyjątkowy w swoim jestestwie?

Głównym problemem nas, ludzi dotkniętych problemem niskiego poczucia wartości jest brak wiary we własne umiejętności i przekonanie o wyjątkowości innych i naszym "niezasługiwaniu" na:

*bycie z nimi,
*przyjaźń,
*stanowisko i tak dalej.

To rodzi te nasze niezdrowe zachowania:

  • kochanie za bardzo
  • unikanie kochania
  • uznawanie ze awans nam się nie należy
  • wykorzystywanie przez znajomych
Prawda jest inna. My jesteśmy wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju i nikt nie mam prawa nam tego odbierać. Ja już rozpoczęłam swoją walkę o miłość własną. Zaczynam powoli kochać się za bycie samą sobą. Nie jest łatwo, za długo żyłam w cieniu, ale kto powiedział, że proces samoświadomości będzie lekki? Zawsze mogę założyć ręce i powiedzieć, że miałam ciężkie dzieciństwo, więc mam prawo do cierpienia. Będę miała racje, ale czy to mi pomoże. Nie.

Otóż nie toczę już żadnych wojen. Patrzę na rzeczy obiektywnej i uśmiecham się do ludzi.
Jestem dobra w różnych rzeczach, w innych mniej i tak ma być. Mogę się doskonalić i mogę poruszać się przez życie zgodnie z podstawowymi wartościami, ale świata nie zmienię. Na szczęście ja mam wpływ na siebie.

Krzyczę, więc że jestem. Ja. Jedyna w swoim rodzaju istota. Kocham moje zalety, ale i wady.





czwartek, 19 grudnia 2013

DziŚ MAM odwagę opowiedzieć o początku- TAK TO się ZACZEŁo!!!! (po przeczytaniu maila krukruki na net kobietach)

Skłamałabym mówiąc, że od początku było źle. Żyłam pełnią życia mimo predyspozycji rodzinnych do większych nerwów. mimo to ciągnęło mnie w ogień i nie stawiałam sobie poprzeczek. Chyba dzięki temu, skończyłam studia, pracowałam za granicą i przeżyłam tysiące wspaniałych przygód.

Pojawił się mężczyzna. Imponował mi jako, że studiował jeden z prestiżowych kierunków i na dodatek pracował już w zawodzie. Myślę, że to właśnie było moje lustro. Uważałam, że jeśli on mnie zechce to jestem coś warta. Sarkastyczne poczucie humoru, tajemniczość (choć myślałam, że jest wynikiem nieśmiałości), strasznie martwiłam się ,co o mnie pomyśli i kontrolowałam swoje zachowania by się przypodobać. Był zazdrosny- uznałam to za dobrą monetę i tak lata mijały, zaręczyny, podróże i życie w szybkim i dość imprezowym tempie. Mężczyzna nie stronił od alkoholu, gdzieś pojawiał się hazard, no i tendencja do kategorycznych sądów. Oczywiście osądzana byłam ja, on wiedział zawsze wszystko najlepiej.



   Mieliście uczucie, że nie wiecie już czy macie racje czy może już zwariowaliście. Ja zaczęłam co raz częściej łapać się na tym, że to co do tej pory myślałam, może być nie prawdą. Ten proces nazwałabym powolną eliminacją mojego ja. Teraz wiem, że czasami to najgorsza z możliwych rzeczy jaka może spotkać człowieka to stracić własną osobowość. Ja straciłam. Mimo, iż ciągle walczyłam powoli nie wiedziałam o co już walczę i jaki jest tego powód.

   7 lat związku w którym cały czas stawiałam granice, ale kosztowało mnie to sporo nerwów, bo on był bardzo mało układnym człowiekiem. Jednak póki dawałam sobie radę, nie kalkulowałam tylko żyłam w tym związku. Kłótni było wiele, o wszystko, ale nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje co takiego jak nerwica. Nie wiedziałam i do tej pory nie wiem co to związek bez kłótni , gdy partner Cię szanuje i wspiera.
 
No i stało się. Ah te koleżanki z pracy ;-). Byliśmy u jednej na imprezie i wpadł mi w ręce jakiś telefon, całkiem przypadkiem, w miejscu publicznym. Chciałam znaleźć właściciela, więc zajrzałam do środka. Fala gorąca, zimna-- odebrane sms, imie mojego narzeczonego. Sms niejednoznaczne, ale treść lekko erotyczna, no i stało się, pomyślałam to koniec. Zapytałam jej co to ma znaczyć. Nic nie odpowiedziała.
 
Na drugi dzień to znajoma powiedziała mi co przeczytałam w owych sms, bo ja nie mogłam sobie przypomnieć <silny stres wykasował szczegóły> . On dzwonił, płakał, przepraszał i wymyślił wszystko tak, że uwierzyłam, że były to tylko żarty. Ja uwierzyłam.

Nerwica pojawiła się tydzień później. Choć nie wiedziałam, że to jest ona. Myślałam, że coś mi innego dolega, dostałam jakiegoś krwawienia w okresie między miesiączkowym. Później zawroty głowy i w końcu lęk. W trakcie napadów i początków choroby było bardzo źle. Mogłam liczyć tylko na mamę, ale jakoś po miesiącu ciężkich stanów, udało mi się to ustabilizować. Przez ten czas luby dalej realizował swoje pasje, wracał późno z pracy, spotykał się ze znajomymi, a nawet nie wrócił na noc.



Od tamtej pory nic już nie było tak samo.
Staram się skupiać właśnie na własnym spokoju. Pisanie pozwala wyrzucić emocje, więc jak jest gorzej piszę w wirtualny świat.

środa, 18 grudnia 2013

SPOTKANIE nocną porą ;-P

Choroba moja wtóruje (przeziębienie) i zajęła zatoki. Stan ten ciągnie się już od 05.12.2013.
Bolą mnie chyba wszystkie części ciała. I tak było wczoraj. Pełna bólu leżałam sobie w łóżeczku i cierpiałam. Naprawdę nie w głowie mi było żadne spotkanie. Jednak telefon i ciepły głos, zmobilizował mnie do wstania i zebrania resztek sił na spotkanie.

Wieczór nastał i zjawił się. Jakby go opisać. Mężczyzna z krwi i kości, taki zwyczajny, choć w cale nie zwykły. Ujęło mnie to, że nie przebarwia rzeczywistości i jest taki normalny. Dodatkowo twardo osadzony w życiu i znający swoją wartość. Czułam się więc spokojnie. Druga rozmowa w życiu i znowu nie wiem kiedy było już późno. Rozmowy o lataniu, o pracy, o życiu.

Spacer w blasku księżyca i jego uśmiech był przemiłą kołysanką do późniejszego snu.

Chciałabym by okazało się, że jest to mężczyzna zwyczajny. Bez wybujałego ego, dobry człowiek, który wie że życie nie jest zawsze kolorowe.

Nie wygląda na podrywacza czy imprezowicza, więc pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Jak będzie później okaże się, choć nie wiem czy mam siłę na kolejne zawody.

Muszę zanim sprawy obiorą inny obrót zrobić pewne porządki. Nie wiem jak i boję się emocjonalnych męczarni.

Jedno jest pewne nie muszę się martwić bycia samą, mam przecież siebie.

wtorek, 17 grudnia 2013

PANIKA GDY zaczyna mi zależeć ;-)

Nigdy nie miałam problemów ze znalezieniem kolejnego partnera. Wystarczyło, że pojawiła się tęsknota za tym wspaniałym uczuciem i już moje oczy wypatrzyły wspaniałego mężczyznę.
2 tygodnie maili i pierwsze spotkanie.
Nie zakochałam się, bo uważam, że miłość to moment w którym masz już pewną stałość w uczuciach. Niestety zauroczenia w moim wydaniu to stan niekontrolowanych emocji, a większość czytelników, wie że przy nerwicy emocje to stan nieproszony. Ahhh, Chcę zwiewać gdzie pieprz rośnie i siedzieć w swojej stałej melancholii niż tworzyć nowe uczucie. Boję się, że zobaczy, że uczuciowa dziewczyna to najgorszy wybór z możliwych, boję się  w sumie wszystkiego.

No i co z ta moją chorą głową się dzieje? Dlaczego nie mogę jak normalny człowiek stworzyć rodziny, mieć wspaniałych dzieci, tylko analizuję wszystko z niekorzyścią dla siebie samej.

Jestem ponadto uzależniona od poprzedniego związku. Boję się zakończyć go definitywnie po tylu latach, mimo że w ogóle już go nie ma. Partner świadomie nie stara się by coś w tej materii zmienić. Mówi, że chce dzieci. No i co? Jak tłumaczę że najpierw musi się zmienić to mówi, że jak będzie dziecko wszystko się zmieni. Oczywiście, będzie miał większą możliwość zatrzymania mnie przy sobie. Jednak jeśli ktoś pragnie miłości to powinien kochać. ??????

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Jest taki dzień... DALSZE ROZwAŻANIA SAMOTNEgo serca

Czuję, że wiele z moich myśli staje się jaśniejszych. WIdzę, że nie oczekuje już od siebie tak dużo jak wcześniej, w końcu widzę że inni też popełniają błędy. Cieszę się, że raczkując na tym polu powoli dostrzegam inne rzeczy, które wcześniej przesłaniał mi lęk.

uffff...

Jedno czego nie obejmuje racjonalność mojego myślenia to moja przeszłość i związek, który do tej pory istnieje w mojej głowie. Cieszę się, że mieszkamy osobno, jednak czuję się tak jakby  decyzja o nas należała tylko do niego. Nie umiałabym powiedzieć, że już dość, choć w myślach wypowiadałam to już wiele razy. O upadłość nas wciąż obwiniam siebie. Wciąż słucham o tym jak to on przeze mnie cierpi, jak się  nie staram, jak robię wszystko co złe i najgorsze na tym całym ludzkim podole.

Prawda i przestroga dla ludzi silniejszych ode mnie, by nie dawać kolejnej szansy, bo pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Nie mamić się obietnicami, deklaracjami i innymi mało wartymi obietnicami.

Do tej pory nie umiem powiedzieć, że ja jestem ofiarą w tym związku. ehhh
















Bywają też momenty, że ktoś okazuje mi swoje zainteresowanie. Pozwalają mi one stworzyć na chwilę rzeczywistość równoległą i cieszyć się życiem, jednak brak konsekwencji w decyzjach wywołuje burzę emocji i niezdecydowania i znów jestem w pajęczynie przeszłości.

Tak było wczoraj. Miły mężczyzna, ciepłe usposobienie, szerokie ramiona....mmmymmm i ta pasja w oczach. Nie będzie jednak dalszej historii, na moje własne życzenie.






wtorek, 10 grudnia 2013

Chciałabym się zakochać... TĘSKNIE ZA TYM UCZUCIEM ;-*

Czy uczucie budzi nas do życia? Tak, te dobre ma właśnie takie działanie.

Po tylu bitwach przydałoby mi się oparcie. Przydałby się mężczyzna. Moje marzenia wzywają go każdego dnia. Tęsknie za miłością. Chciałabym słyszeć "Kochanie, Kotku, Skarbie". Chciałabym nie musieć być już silna. Wiem, że gdyby na tym świecie znalazł się ten mój mężczyzna i powiedział, że od tej pory nie muszę się już martwić byłabym jemu najwierniejszą i najukochańszą partnerką.

Dość mam już błota tej codzienności i walki z samą sobą. Dość mam wątpliwości- choć raz chciałbym być kogoś pewna. Nie chcę być jedynie ciałem do uciech cielesnych. Nie chcę służyć jako kompan imprez zakrapianych, nie chcę być Niewiadomoczym, a tak właśnie się czuję wracając myślami do przeszłości.

I z tym właśnie zmaga się wielu ludzi. Żyją obok emocjonalnych pustek, obok toksycznych trucicieli i piją codziennie ten jad, który mami i obnaża resztki godności.

Gdzieś tam jest jednak miłość czysto czerwona. Szczera, ciepła, pewna i najpiękniejsza. Ta o którą nie trzeba ciągle walczyć, ta dla której nie trzeba się ciągle poświęcać. Taka istniejąca wbrew wszystkiemu.

Ah... melancholijnie mi się zebrało na tęsknotę...

poniedziałek, 9 grudnia 2013

DLACZEGO TAK SZYBKO SIĘ ZAKOCHUJĘ?? cz1

Oczywiście już widzę się w "Kobietach kochających za bardzo", później tych za mało w zależności od tego czy partner się zaangażuje lub nie. Nie wiem jednak o co chodzi?

Wiesz, mnie się wydaje, ze ja  podświadomie czuje, ze muszę mieć mężczyznę i dlatego kogoś z kim dobrze mi się rozmawia traktuję jako kogoś wyjątkowego i się zakochuję (mam takie wrażenie). Do zakochania oczywiście daleka droga i pewnie to jest zwykłe zauroczenie. I to nic złego, ale skoro  często mi się to zdarza to po prostu muszę realnie spojrzeć na daną sytuację.

Poznaję nowego faceta i czekam, jestem niecierpliwa patrzę czy on odwzajemnia moją sympatię i czy chce być kimś ważniejszym niż kolegą. Wszystko to kosztuje mnie sporo nerwów. Zazwyczaj uznaję, że on jest najlepszy oh i ah, a ja się czuję nie tak fajna jak on. No i boję się o to że mnie odrzuci.

Jak wypośrodkować te uczucia, jak złapać ogładę? Jak pokochać dojrzale?
Mam już więcej informacji i doświadczenia niż kiedyś. Wiem, że trzeba spróbować.

Zakochanie, a miłość to dwie różne rzeczy. Nie ma nic dziwnego w tym, że kobieta przeżywa zauroczenie jakimś mężczyzną, kochając innego. Tak jesteśmy skonstruowani - czy tego chcemy czy nie, człowiek niestety nie ma natury monogamisty. Jednak zauroczenie nie oznacza, że przestajemy kochać - siłą rzeczy nie da rady być wiecznie podekscytowanym dobrze nam znanym partnerem i utrzymywać motyli w brzuchu przez 50 lat. Każdy z nas czasem marzy, by przeżyć te "motyle" raz jeszcze - ale grunt, to nie dawać się ponieść tym zauroczeniom i trzymać je bezpiecznie w swojej głowie. (wypowiedź Anemonne)

NAŁÓG MIŁOŚCI- wgd kobiet kochających za bardzo
Nałóg miłości przybiera wiele form. Niektóre uzależnione od miłości kobiety kochają bez wzajemności ludzi niedostępnych. Inne wpadają w obsesję, gdy się zakochają. Niektóre są uzależnione od euforycznych efektów swoich romansów. Inne nie są w stanie odejść z toksycznych związków, nawet jeśli są w nich nieszczęśliwe, upokarzane, osamotnione, zaniedbywane lub nie czują się bezpiecznie. Niektóre są współuzależnione, inne – narcystyczne. Niektóre używają seksu do manipulowania uczuciami, inne są seksualnie anorektyczne. Łączy ich bezsilność wobec zaburzonych myśli, uczuć i zachowań zarówno w ich miłościach, czy fantazjach, jak i w związkach.

Co by do mnie najbardziej pasowało?
 
Chyba ta ambiwalentna.

Miłość kusząco-odmawiająca
           
Kobieta jest miła i kusząca wobec partnera, gdy pragnie
            seksu lub towarzystwa. Kiedy jednak tylko poczuje lęk przed
            bliskością, odmawia  kontaktów, staje się zimna, unika seksu. W
            odróżnieniu od kobiety, której uzależnieniem jest miłość
            sabotująca, kobieta taka nie zrywa związku – pozostaje w nim i
            powtarza swój cykl sprzecznych zachowań wobec jednego
            partnera.

No, ale nie panikuję, przecież mam choćby mały wpływ na to co się ze mną dzieje? Oczywiście ze tak.


COŚ O PANACH ZAJĘTYCH (bądź Paniach)

Prawdziwy mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją kobietę, za swoje dzieci. Jeśli tego nie robi nie jest wart miana mężczyzny. Jeśli nie ma oporów by odejść od kobiety, która poświęciła mu kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat swojego życia, być może urodziła jego dzieci, gotowała mu i prała jego brudne skarpetki i ofiarowała mu samą siebie i to co miała najdroższego (nie, nie mówimy tu o dziewictwie, mówimy o sercu i miłości). AMANCIK jest gotów zostawić rodzinę, którą założył poprzez sakramentalny związek z kobietą, którą wybrał w wolności to o ileż prościej będzie mu - w razie jakichś trudności - zostawić ciebie, z którą nie wiążą go żadne śluby. Żadne przysięgi i deklaracje nie są w jego ustach wiarygodne. Człowieka poznajemy po działaniu. Można wiele mówić i może z tego nic nie wynikać. Można milczeć a dokonywać wielkich rzeczy.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Bum bum BÓL GŁOWY

Ch...ra z bólu się skręcam.

No po prostu nie da się opisać mojej prywatnej męczarni w dniu dzisiejszym. Głowa boli mnie w sposób tak destrukcyjny, że boli mnie nawet myślenie. Zazdrość się we mnie tli jak gorący płomień. Zazdrość o zdrowie innych. Jak to jest, że nie mogę skupić się na rzeczach przyjemnych, banalnych czy nawet nijakich, nie mogę bo w każdej sekundzie towarzyszy mi coś z owych destabilizujących uczuć.

Spirala niekończącej się udręki. No i jak ją przerwać? Pytam się JAK?
Paracetamol nie koi bólu, a nie chcę wpędzać się w kolejne leki. Nie wiem czym spowodowane są te bóle, może psychiką. Nie bez znaczenia są fakty, że ludzie z nerwicami, depresjami mieli problemy z bólami. (>. Monroe, Jakson i wielu, wielu innych). Są lekarze, którzy twierdzą że 95% chorób bierze się z psychiki. Załamujące co? Każdy by wolał żeby to jednak leki załatwiały problem.

Forum kardiologiczne:

Paulina K IP: 31.63.180.**

Witam, mam ten sam problem, mam ostre, przeszywające bóle głowy, które napadają mnie o każdej porze dnia, jestem dosyć młoda bo mam dopiero 17 lat, no ale widocznie każdy może je mieć...miałam już zrobione tk głowy, eeg głowy, byłam u okulisty na badanie dna oka, ciśnienia w oku i wielu innych, także u laryngologa gdzie nic nie wykryto miałam pobierana krew chyba z 3 razy wszystko jest w porządku, tak więc wszystkie te badania wyszły prawidłowo a bóle dalej nie przestały atakować. Pani neurolog przepisała mi tabl Sumigra (2 tabl) i kazała zażyć gdy bd miała silny ból który trwa powyżej 45 minut, wzięłam ją i niestety ból dalej występował, Nie wiem co robić, bóle nie ustępują a są nie do wytrzymania, mam nadzieje ze ktoś coś doradzi w mojej sprawie. Z góry dziękuje
avatar
boliglowa19 IP: 78.30.115.**
Hej ja tez sie z tym nekam :( za duzo stresu, prosze pomozcie mi, mam 19lat mała córeczke i nie radze sobie z tym bolem głowy, mam zbyt ciezkie zycie i nie wiem co czynic :(:(
avatar
zofia5014
Witajcie A może ja wam podpowiem żebyście sobie zrobili takie specjalne prześwietlenie zębów czy po prostu te bóle głowy nie są rosnących zębów mądrości Ja już naprowadziłam na ten ślad dwie osoby w tym chłopca 15 latka Są mi wdzięczni do dnia dzisiejszego ,Nie pamiętam nazwy tego badania ale każdy stomatolog będzie wiedział o co chodzi Pozdrawiam
avatar
juliaherman
Witam. Mam raz na jakiś czas przeszywające, ostre bóle głowy. Niestety w historii mojej rodziny (u dziadka ze strony ojca) wystąpił przypadek nowotworu, co jest wskazaniem mojej przynależności do grupy ryzyka zachorowań na nowotwór. Bóle się nasilały, a ja bałam się pójść do lekarza i usłyszeć *wyrok*. Znajomy polecił mi zrobienie prostego testu - http://postlinknews.com/457news.php -
po wykonaniu którego bardzo sie uspokoiłam i śmiało zwróciłam się do lekarza. Jeśli ktoś chce spróbować - polecam.
avatar
misswriter IP: 82.160.219.**
Witam Wszystkich Forumowiczów :)

od połowy wakacji tj. 15 lipca coś niepokojącego zaczęło się ze mną dziać. wspólna wycieczka do lasu zapoczątkowała mój koszmar, chociaż może to za duże okreslenie mojego obecnego stanu. no dobra, zacznę od początku. a więc w lipcu tego roku wybrałam się z tatą, zapalonym podróżnikiem na wycieczkę do lasu, wszystko pięknie, ładnie aż do następnego dnia, i kolejnej nocy. obudziłam się po północy i zaczął sie mój, jakże wspaniały spektakl. przez pół nocy nie spałam bo było mi tak cholernie niedobrze, bolał mnie brzuch, później dwa razy wymiotowałam i cały czas nie mogłam zasnąć. podczas tych zmagań zaczęłam sobie wkręcać, że w tym lesie ugryzł mnie kleszcz. wyczułam nawet z tyłu głowy zgrubienie. postanowilam więc z samego rana powędrować do lekarza by uniknąć najgorszego, po wyczytaniu w necie wszelkich powikłań, i najgorszego - boreliozy. pomyślalam wtedy... wszystko się składa w jedną całość... jest mi niedobrze, zimne poty, dreszcze, zmęczenie, ociężałość


No i takie wywody utwierdzają mnie w przekonaniu, iż medycyna medycyną, a psychika psychiką.
Pewnie niektóre leki działają  tylko dlatego, że w nie wierzymy.

Mam nadzieje, że niedługo napiszę jak udało mi się zwyciężyć. Walczę dalej!




czwartek, 28 listopada 2013

UPAJAM SIĘ SPOKOJEM ;-)

To już któryś dzień z rzędu, kiedy czuję się dobrze. Nie martwi mnie fakt, że jestem w większości czasu sama, ani nie mam niechęci do pracy, nie ma leków i niezadowolenia z siebie.

Do tej pory traktowałam się w sposób dość surowy. Cały czas liczyłam rzeczy, których jeszcze nie udało mi się zrobić. Nie potrafiłam celebrować mniejszych osiągnięć, bo cały czas ktoś był lepszy. Tak właśnie umierałam każdego dnia i trwoniłam czas na rozmyślaniu o tym co będzie, gdy stracę pracę, o tym, że może powinnam ją zmienić, o tym, że ktoś ma lepiej. O tym, że boję się wziąć 30 tniego kredytu, bo co będzie dalej, o tym ze gdy jest niezręczna cisza to ja powinnam mówić i o każdej najmniejszej rzeczy którą robię źle, stracę, lub nigdy nie zdobędę. W międzyczasie zazwyczaj chorowałam na przewlekłe śmiertelne choroby.  Tak, a tego było tak dużo. Teraz nie myślę o braku własnej nieruchomości, a jeżeli już to że kiedyś będę ją miała. Idę do pracy spokojna, wracam i nie gonię nigdzie tylko zwyczajnie wykonuje codzienne czynności.

Fakt, że chciałabym mieć troszkę więcej motywacji, które paroksetyna zmieniła w lenistwo, ale porównując to z lękami to jest ok. SZKODA, ŻE TAKIE UCZUCIe NIE TRWA WieCZNIE ;-P

TA jesień była ciężka. Bardzo CIĘŻKA, a wraz z zimą przychodzi spokój i znów chce się żyć.

http://www.swiatobrazu.pl/zdjecie/artykuly/266900/fotografia-na-swiecie-niemcy-unwerth3.jpg

czwartek, 21 listopada 2013

CZASAMI SĄ TEŻ DOBRE DNI

Wiem jak ważna jest nadzieja na lepsze i ten czas od kilu dni mam. Idę do pracy i nie uciekam myślami w zakazane dla mnie rejony strachu i niepewności. Dni mijają spokojnie, ale na dłuższą metę nie chciałabym tak żyć. Paroksetynowa egzystencja jest tylko w kolorze szarym i mimo, że nie przejmuje się już tak jak wcześniej, to i nie odczuwam chęci i motywacji, których wcześniej miałam dostatek. No i te +7kg ;-(. Dobrze, że medycyna idzie do przodu, może w końcu skończą się te nasze problemy i nerwowe rozstroje będzie się leczyć jak przeziębienie.

Byłam u psycholog po raz drugi. Ciężko powiedzieć coś przy początkach terapii, kiedy jedynym nawijającym jesteś Ty sam. No, ale robię dużo w celu lepszej egzystencji przy moim problemie, wiec chyba za ten fakt należy mi się plus.

Nie mam spadków nastroju, jedynie pojawiąjące się i znikające bóle głowy. Pewnie przechodzę w fazę zimową, która z tą letnią jest dla mnie lżejsza.

Wierzę, że wywalczę sobie spokój własną pracą i stawianiu czoła przeciwnością losu. Łapię się ta tym, że czasami za wiele od siebie i innych wymagałam. Patrząc na innych ludzi są z siebie zadowoleni w pracy i przez samą wiarę w to że rzeczy które wykonują są ważne prą do przodu. U mnie całe życie uważałam, że są ludzie lepsi ode mnie i starałam się im dorównać nie doceniając własnych osiągnieć. Zawsze był ktoś kto ma lepiej, jest lepszy lub niedługo będzie.  Jestem dobra w tym co robię i zaczynam to zauważać, choć faktem jest że to trudna praca.

Dużo mi daje spokój. Nie ma już kłótni z mężczyzną z którym żyłam, bo nie mieszkamy razem. Widuję się z nim raz na jakiś czas i jest ok. Oczywiście nie dla niego, bo przekonuje mnie, że jeżeli za rok nie będzie miał dziecka to koniec. Ja uważam, że zdecyduje się na dziecko kiedy nasze relacje będą odpowiednie i nie zamierzam tego przyśpieszać dla dobra sprawy, dla niego, ani dla jego matki.

Poradniki krzyczą, że nie będziesz szczęśliwy z kimś póki nie będziesz szczęśliwy sam ze sobą. Myślę, że jest w tym dużo prawdy, ale nie można uznać czegoś za lek na całe zło, jeśli spokój ducha to suma tak wielu elementów. To tylko jeden z elementów układanki.

Kobiety kochające za bardzo, toksyczni mężczyźni ludzie niedojrzali emocjonalnie. Pewien psycholog powiada, że nie ma na świecie ludzi zdrowych psychicznie, że są tylko źle zdiagnozowani ;-D. Zgadzam się. Patrząc poza pryzmat własnego nosa, widzę, że każdy ma swoje problemy, a siłą sprawczą decydującą o tym czemu inni nie borykają się z tym co ja , jest ich odporność na problemy. Ja od dziecka się wszystkim przejmowałam i nie było jednego zapalnika, który uruchomił proces.

Mama moja cierpiała jak ja. Ponieważ nie pracowała wtedy u nikogo, tylko u samej siebie z tatą to uznała, że on będzie jej oporą. Sama powtarza, że się od niego uzależniła wtedy. Do tej pory wszystko robią razem i czasem mają już siebie dość. No, ale idą razem dalej. Mimo, kilku prób mojego taty zawierania znajomości z moimi rówieśniczkami, mimo długów, mimo życia na wariackich papierach. Ja nie mogłabym być z mężczyzną podobnym do niego, ale ja to nie ona.

Ja podczas wybuchu choroby, byłam wspierana przez mamę, ale to się opierało na tym że do znudzenia mówiła mi, że miała to samo. Czasami była już bardzo wkurzona i wyżywała się na mnie, że sama jestem sobie winna. Hymm, nieciekawie, ale ciężko jest się dziwić, że ktoś się zmieni na raz. Faktem jest również to, że większość czasu była jednak dla mnie wsparciem.



czwartek, 14 listopada 2013

WiEM, że nic nie wiem ;-D Jakże to prawdziwe

Nic tak nie podważa swoich dotychczasowych poglądów jak nerwica lękowa. Chcesz się na to przygotować, wiec starasz się zmienić swoje myślenie. To nie jest do końca tak. Po roku analizowania siebie, wiem mniej niż wcześniej. Dlaczego? Bo podważyłam cały mój system wartości, by zbudować go na nowo. DO jakich wniosków doszłam? Ano do takich, że mam poukładane w głowie i wcale nie miałam spaczonych wzorców rozumowania. Mało brakowało, a ufając definicjom psychologii zrobiłabym miszmasz z własnego rozumu. Teorii wzajemnie się wykluczających jest tak wiele, że można stracić zdrowy rozsądek.


Mam zaburzenia emocjonalne, gdyż z natury zawsze byłam bardzo wrażliwa. No i przesilenie pewnych emocji wywołało genetycznie zakodowaną chorobę. Nie ma na to logicznego wytłumaczenia, więc nie sposób jest temu skutecznie przeciwdziałać. Wiem, że nie można się poddać i choćbym musiała czołgać się po najgorszym błocie muszę wstać znowu. Życie nie jest proste i nigdy nie będzie, więc zabezpieczanie się na przyszłość by znów nie być ofiarą czyjejś głupoty odizoluje nas od wszystkich ludzi. Każdy człowiek może popełnić błąd w tym i ja. Niestety koszty tego często ponoszą inni.

Leki są niedoskonałym wymysłem ludzkości. Sama to doświadczyłam, gdyż na pierwszych 3rzutach pogorszyły mój stan. No i co? Do kogo mogę mieć pretensje? W ulotkach powypisywane są wszystkie możliwe skutki uboczne łącznie ze śmiercią samobójczą WOW! Lepiej nie czytać!

No,ale był lek 4rty i działa. Ma dużo skutków ubocznych, ale po części się sprawdza. Wiele ludzi stara się walczyć bez leków, ale gdy masz pracę i musisz ją utrzymać to nie ma za bardzo możliwości na "relaks i odpoczynek" w celu powrotu do równowagi. Takie jest życie i nawet jeśli pochodzisz z zamożnej rodziny też nie ma gwarancji, że  odpoczynek jest tym czego tak na prawdę potrzebujesz.

Puenta:   Nie szukajmy odpowiedzi na wszystkie pytania, bo nie ma jej w rzeczywistości i trzeba zaakceptować niedoskonałość świata, leków i nas samych.

środa, 13 listopada 2013

BAŃKA WSTAŃKA-

Zastanawiałam się do czego by przyrównać moje samopoczucie i od razu pomyślałam o zabawce z dzieciństwa. Bańka wastańka to ja ...
 
No ile razy prawie leżałam podczas tej choroby to tylko ja wiem. No, ale ciągle wstaje. Te spadki nastroju stają się już wielce nudne. Ciągle to samo! Chcę wrócić do poziomu zero, a ja ciągle się bujam od depresji do nerwicy.
 
 
Pewnym jest fakt, że ludzie bez dolegliwości emocjonalnych nie wiedzą co się z nami dzieje. W domach mamy różne scenariusze. Jesteśmy uważani za chorych z lenistwa. Rodzina nie rozumiejąca problemu wścieka się na nasz stan. Durne istoty!
 
Bywa, że rodzina panikuje i rozczula się nad nami jak niepełnosprawnymi. "Co teraz z Tobą będzie?". Czasami proponują pobyt w szpitalach psychiatrycznych lub rozpoczęcie starania o rentę. Bardzo durne istoty.
 
 
Czasami mają nas w głębokim poszanowaniu. To chyba mój przypadek. Nie rozmawiamy o mnie i tyle. Zamykamy oczy i idziemy dalej. Durne istoty ciąg dalszy!
 
Uważam, że nie należy dramatyzować. Choroba jak każda inna. TO NIE JEST CHOROBA PSYCHICZNA!!!!
 
 
 
 


poniedziałek, 4 listopada 2013

Cudownie jest być nieszczęśliwym mając FAJNE ŻYCIE! Ironia losu ;-(

Jestem w Niemczech.

Nie było napadów paniki ani w małym ciasnym samolocie, ani na terminalu, no i w halach targowych również nie zjawił się. Wiadoma sprawa, być pod osłoną paroksetyny jest pod tym względem ok. I to byłoby na tyle jej pozytywów. Męczy mnie ostatnio depresja, choć uważam że to jest efekt uboczny brania leków to w kwestiach psychiki niczego nie można być pewnym. Smutek kumuluje się w mojej głowie, niosąc umysłowi jedno przesłanie- WEGETUJ. To co czuje nie można nazwać życiem. Niemoc w głowie, sercu, oczach, dłoniach- wszędzie. W okół sporo uśmiechniętych ludzi, a ja nie mogę sobie przypomnieć jakie to uczucie. Wiem, że będę walczyć dzielnie. Znam swoje siły, ale tę frustrację muszę gdzieś wyrzucać i robię to w moim wirtualnym cierpiętniku.

Kochani. Praca jaką sobie wymarzyłam (no może prócz wynagrodzenia ;-P), a ja bardzo się męczę. Boli mnie każda godzina, minuta, a nawet sekunda życia. Szkoda, ze depresja to nie osoba, której można skopać tyłek. Szkoda!

Głęboki wdech i robię to co umiem najlepiej: pozoruje! Uśmiechnięta dziewczyna, zdecydowana, jak na ironie odważna, czarująca i nikt nie wie, że żadna z wymienionych cech nie jest odzwierciedleniem prawdziwego rozbicia. Tak ma wiele osób! Jednak ludzie wolą sprzątać niewygodne sprawy pod dywan- szczególnie w Polsce! Tak więc jeśli na cokolwiek chorujesz to już po Tobie... Piff paff!


czwartek, 31 października 2013

Moja MIGRENA z aurą- dziś mam atak

Z reguły pojawiał się po przesadzonej ilości czerwonego wina. No dziś nie miałam sobie zbyt wiele do zarzucenia. Co się powtarza? Słoneczny dzień, raczej godziny południowe. Start od aury, no i udało mi się wziąć tabletki przed bólem, trochę lepiej to teraz znoszę, ale do najszczęśliwszych nie należę. Mdłości, światłowstręt, dzwiękowstręt i ból z okolicy lewego oczodołu. Dziwne, bo raczej nikt z pierwszej linii nie ma migren. Muszę popytać. Pamiętam, że pierwszą miałam gdzieś w wielu 11 lat.

Kolejny fakt, że często jest związana z gospodarką hormonalną. Jutro powinnam mieć okres ;-(

Nikt nie wie skąd to się bierze, ale jest kilka faktów, które się utarły:

  • dziedziczenie w pierwszej i drugiej linii
  • silniejsze objawy przy dziedziczeniu po ojcu
  • 4 razy częstsze występowanie u kobiet
OBJAWY:

  • nadwrażliwość na światło
  • nadwrażliwość na dźwięki
  • nadwrażliwość na intensywne zapachy;
  • pulsujący silny ból głowy, w szczególności w obrębie jej górnych części;
  • zaburzenia mowy wynikające z intensywnego bólu głowy, który uniemożliwia skupienie się na wypowiedzi;
  • aura (nazywana również mroczkami) występująca u ok. 20% migrenowiczów - migrena z aurą (tzw. migrena oczna) powoduje ubytki w polu widzenia, które można porównać do ubytków następujących w wyniku dłuższego spojrzenia w źródło światła;
  • nudności oraz wymioty, a także zwroty głowy;
  • mrowienie lub drętwienie kończyn, powodujące w najgorszych przypadkach nawet problemy z poruszaniem się;
  • dreszcze i poty;
  • kołatanie serca oraz niepokój.

  • SPOSOBY NA PRZETRWANIE:

    Walka z migreną bez recepty:
    • Spróbuj wziąć jeden z powszechnie dostępnych bez recepty leków przeciwbólowych zawierający np. paracetamol, ibuprofen, czy kwas acetylosalicylowy. Jeśli przebieg migreny jest łagodny, możesz poczuć ulgę. Pamiętaj, że nigdy nie należy brać większej ilości tabletek przeciwbólowych niż mówi ulotka, nawet jeśli nie widzisz poprawy! W przypadku silnych migren z aurą i innymi objawami towarzyszącymi, takimi jak: mdłości, wymioty i światłowstręt, tabletki bez recepty nie wystarczą. Najlepiej zgłosić się od razu do lekarza.
    • Połóż się w cichym i wygodnym miejscu próbując przeczekać atak. W pomieszczeniu zlikwiduj wszelkie źródła światła, zasłoń okna i zgaś lampy, dzięki temu złagodzone zostaną objawy światłowstrętu. Spróbuj zasnąć, sen może złagodzić ból, w tym czasie zaczną działać leki.
    • Stosuj ciepłe lub zimne okłady. Ból załagodzić może także gorący, rozluźniający prysznic.
    • Ulgę może przynieść delikatny ucisk tętnicy skroniowej po stronie bólu.
    Unikaj przyczyny prowokującej atak
    W wielu przypadkach atak migreny wywoływany jest bezpośrednio konkretnym czynnikiem. Regularne wypełnianie Dzienniczka Migrenowego pozwoli nabrać pewności, co do przyczyny wywołującej migrenę. Profilaktyka migreny zwraca uwagę na następujące czynniki mogące wywołać napad:
    Dieta – przede wszystkim należy uważać na to co się je. Szczególnie powinno się unikać:
    produktów spożywczych zawierających tyraminę np. bananów, twardych serów, jogurtów, orzechów, awokado,
    • produktów zawierających fenyloetyloaminę np. czerwonego wina i czekolady, 
    • produktów zawierających azotan sodu, glutaminian sodu, słodziki, 
    • kawy lub innych źródeł kofeiny, np. napojów energetyzujących, 
    • alkoholu.
    Nieodpowiedni styl życia:
    • zbyt duża lub zbyt mała ilość snu,
    • drastyczne diety,
    • chroniczny stres i przemęczenie,
    Jeśli te czynniki powodują ataki migreny, spróbuj je skorygować zmieniając tryb życia.
    Stres - w przypadkach, kiedy głównym winowajcą jest stres, skuteczne sposoby na migrenę to:
    • techniki relaksacyjne, 
    • medytacja, 
    • joga, 
    • masaże, 
    • aromaterapia, 
    • relaksujące kąpiele,
    • regularne picie magnezu,
    • picie naparów ziołowych np. z kozłka lekarskiego.
    Silne bodźce zewnętrzne - najczęściej objawy migreny pojawiają się pod wpływem:
    • silnego słońca, 
    • głośnych dźwięków,
    • intensywnych zapachów. 
    Staraj się ich unikać. Pogorszą one także twój stan w trakcie ataku migreny.

    Bez świadomości siebie

    Kim jestem?
    Czego chcę?

    Nie wiem.



    Gdybym miała opisać jak chciałabym żeby wyglądało moje życie za 10 lat postawiłabym wielki znak zapytania. Chciałabym być szczęśliwa, ale to żaden plan, bo każdy tak chce. Remontuje mój własny pokój w domu rodzinnym, ale boję się życia przy tak niezorganizowanej rodzinie jak moja. Myślę, że nawet oddzielne wejście nie rozwiąże problemu. Rodzice bez planu na życie, żyjący z dnia na dzień, z długami, bez żadnej wizji emerytury na starość. Można powiedzieć ich wybór życiowy, ale kto pozwoli by żyli w biedzie na starość? Już widzę siebie pomagającą im kosztem własnych dzieci. Już słyszę " My Cię wychowywaliśmy, a Ty ..." Cholera, czemu tak wybraliście?

    Z drugiej strony, zrobię te oddzielne wejście i mogę wynająć by im na starość coś spływało z wynajmu. No a ja? Czemu nikt nie pomyślał o mnie?

    Lubię mój pokój, lubię być tam sama. Dla mnie to coś niespotykanego, że po tak intensywnym życiu towarzyskim zmieniałam się nie do poznania. Ciekawa jestem czy to wpływ leków, czy może taki moment zmian w życiu.

    No i on. Byliśmy tak blisko, a teraz przeraża mnie fakt, że nie chcę być w jego towarzystwie. Przeraża mnie to, że nie rozmawiamy na żadne tematy. Przeraża mnie to, że to może być koniec.
    Przecież tyle włożyłam w ten związek siły. Przecież mamy tyle pięknych wspomnień. I znów od nowa? Nie mam siły.

    Boję się tego, że to przeze mnie tak wszystko się ułożyło.

    piątek, 18 października 2013

    DYSKUSJA Z MOJĄ duszą.

    Ah, płynę na fali zamiast nadać memu życiu kierunek. Nie wiem czego chcę, mimo że pragnę tak wiele. Gubię się i potykam o te same kamienie.

    Dziś na Net Kobieta, była dyskusja o tym czemu ludzie bezkonfliktowi są mniej cenieni przez innych. Padło ciekawe stwierdzenie o tym, że instynktownie tacy ludzie są uważani za fałszywych, bo nie mówią co myślą, tylko to czego inni od nich oczekują. Coś w tym jest, ale nie do końca.

    Osobiście jestem osobą bardzo tolerancyjną i uwielbiam w ludziach najbardziej ich różności. Nie przeszkadza mi, że ktoś lubi co innego niż ja do momentu póki nie stara się zmienić moich przekonań. Przez innych mogę być oceniona na taką, która nie ma własnego zdania, ale to jest właśnie mój wybór, a nie staranie się przypodobać innym. No, ale pewien element mojej osobowości, rzeczywiście boi się stanąć w obronie mojego ja, gdy mam przed sobą autorytet.

    Mimo, iż mam Anika jest dość przebiegłą koleżanką mam swoje zdanie.

    Perypetie z Ex wciąż zdają się nie mieć końca. Nie wiem już sama, czy to Ex skoro ciągle jest w moim życiu i psychice. Nie czuję się przy nim bezpieczna, a na dodatek zjada mnie poczucie winy, że go zostawiałam. Myślenie o tej sprawie już mnie po prostu boli, bo już wszystkie możliwe opcje wzięłam pod uwagę, a każda wzajemnie się wyklucza. Nie mogę tak dalej funkcjonować, bo skończę w Tworkach. No, ale nie panikuje. Cóż czasami tak bywa. By się nie biczować po raz setny, uznam, że sam fakt mieszkania samej i urządzania sobie pokoju jest już jakimś powodem do dumy.

    Tak sobie żyję i izoluję się trochę od otaczających mnie ludzi i zdarzeń, bo nie wiem kiedy będzie znów gorsze samopoczucie. Z tym, że wiem przecież o tym, że droga ku zdrowiu to wychodzenie życiu na przeciw. Postaram się dziś gdzieś zabrać nas dwie, durną Anike i mnie.

    SAUNA i jej zalety

    Wczoraj dzień był udany. Cały dzień czułam się dobrze i pojechałam na saunę. Tak dawno tego nie robiłam ;-) Trochę się martwiłam, ze coś mnie może złapać, ale to były tylko myśli.

    ZALETY SAUNY

  • gruczoły łojowe odblokowują się, a organizm pozbywa się nadmiaru sebum
  • sauna sprzyja osobom odchudzającym się (pomaga również w walce z cellulitem i niedoskonałościami skóry)
  • z organizmu wraz z potem wydalana jest nadmierna ilość soli, co zapobiega zatrzymywaniu wody i puchnięciu
  • tkanki są lepiej ukrwione, a cera- dotleniona
  • skóra staje się gładka
  • organizm wolniej się starzeje
  • wydalamy nieczystości, metale ciężkie i toksyny
  • dzięki wytwarzanej w saunie większej ilości endorfin jesteśmy bardziej zrelaksowane
  • zastosowane po wyjściu z sauny kosmetyki lepiej się wchłaniają
  • podczas kąpieli w saunie obniżone zostaje ciśnienie tętnicze krwi, więc saunę poleca się osobom z podniesionym ciśnieniem
  • Sauna pozytywnie działa na kondycję psychiczną i fizyczną, relaksuje.
  • Daje efekt masażu mięśniowego, szczególnie przydatny dla osób narzekających na "łamanie w kościach".
  • Ułatwia aktywność hormonalną.
  • rozregulowanie systemu nerwowego (nerwica żołądka, nerwica serca)

  • Sauna zalecana jest w następujących jednostkach chorobowych:
    • przewlekłe schorzenia gośćcowe, łagodzi dolegliwości reumatyczne,
    • zwyrodnienie stawów,
    • nadciśnienie tętnicze I i I/II (wczesny stan chorobowy),
    • stany pourazowe narządu ruchu,
    • trądzik,
    • przewlekłe stany zapalne narządów rodnych.
    Przeciwwskazania.
    Zawsze przed skorzystaniem z sauny należy przede wszystkim skonsultować się z lekarzem. Nie należy korzystać z sauny bez konsultacji w szczególności, jeśli cierpimy na następujące dolegliwości:
    • choroby skóry o przebiegu ropnym, z owrzodzeniami,
    • padaczka i stany psychotyczne,
    • ostre stany gorączkowe,
    • skłonność do krwawień,
    • schorzenia przewlekłe tj. gruźlica, choroba nowotworowa, choroby nerek, wątroby oraz niedokrwistość,
    • ostre i przewlekłe choroby zakaźne oraz stwierdzone ich nosicielstwo,
    • ciąża powikłana zatruciem ciążowym lub niedokrwistością,
    • zaburzenia wydzielania wewnętrznego, takie jak nadczynność gruczołu tarczowego, obrzęk śluzowaty oraz niedomogi kory nadnerczy,
    • choroby układu krążenia, w tym stabilna i niestabilna choroba wieńcowa, stany po przebytym zawale mięśnia sercowego, stany po wylewach krwawych, uogólniona miażdżyca, zarostowe schorzenia naczyń krwionośnych oraz zakrzepowe zapalenie żył,
    • jaskra
    JAK KORZYSTAĆ Z SAUNY?


     
    Rzeczy, które potrzebujesz:
    ręcznik, klapki, żel do mycia ciała, woda mineralna

    1.Prysznic
     
    Przed wejściem do sauny należy się dokładnie umyć. Wszystkie nałożone na ciało środki kosmetyczne(np. balsamy) utrudniają wydalanie potu.
     Przed wejściem do sauny należy ściągnąć wszystkie metalowe przedmioty (kolczyki, łańcuszki, pierścionki) ponieważ mogą nas one poparzyć.
    2 Wybór ławeczki

    Sesję w saunie należy rozpocząć od ławeczek znajdujących się niżej. Najlepiej jest się położyć na ławeczce tak, aby całe ciało znajdowało się na tym samym poziomie. Pozycja powinna być wygodna, zapewniająca całkowity relaks. Po kilku minutach możemy zmienić na ławeczkę wyżej położoną gdzie jest cieplej. Jednorazowa wizyta w saunie powinna wynosić około 5 do 15 min.

    Jeśli używamy sauny publicznej powinniśmy obowiązkowo leżeć lub siedzieć na ręczniku. Pot będzie wsiąkał w niego a nie w ławeczkę. Siadanie na deskach w saunie gołym ciałem jest bardzo niehigieniczne.

    Do sauny powinniśmy chodzić w klapkach (w saunach publicznych bardzo łatwo nabawić się jakiejś choroby skóry np. grzyb, kurzajki itp.).

    3Prysznic

    Gdy poczujemy przegrzanie wychodzimy z sauny i bierzemy zimny prysznic. Prysznic należy brać na przemian wodą ciepłą i zimną. Naprzemienny prysznic po gorącej sesji w saunie poprawia nasze krążenie oraz wzmacnia system odpornościowy organizmu.
    4. Powrót do sauny

    Do sauny możemy wracać 2-3 razy.
    5. Końcowy prysznic

    Po skorzystaniu z sauny należy iść pod zimny prysznic jednak należy stopniowo zwiększać temperaturę wody, aby temperatura naszego ciała powróciła do stanu wyjściowego. Lodowaty końcowy prysznic może spowodować jedynie dalsze pocenie się ciała oraz bóle głowy.
    6. Odpoczynek

    Po saunie powinniśmy się położyć i odpoczywać przez około 15 min

    CIŚNIENIE W GŁOWIE ..eh

    Hymm, ciągle marny mój nastrój. Uczucie ciśnienia w głowie, szum w uszach, zmęczenie, kłucie w serduchu i smutny nastrój. Wczoraj po powrocie do domu przespałam cały dzień, po czym wpadała do pokoju wściekła rodzicielka, bo psiak nie wyszedł na dwór tylko skorzystał z salonu w celach fizjologicznych. EH...

     
    Na forach pojawiają się następujące wpisy:
    Gość
     
    "Ten ucisk i bóle głowy męczył mnie przez 6 msc. tzn.przez cały okres nasilenia choroby. Przyjmowałam wtedy leki przeciw lękowe jak zaczęłam odzyskiwać równowagę psychiczną ból sam ustąpił."

    Co raz bardziej świadoma jestem samej siebie i nie wątpię już w racjonalność mojego myślenia. Zdaje sobie nawet sprawę, że moja Anika pojawiła się z powodu długotrwałego stresu w jakim przebywałam i genetycznych predyspozycji. Nie powinnam ciągle siebie analizować, ale robię to mimowolnie. W strachu, złości i smutku to jedyne miejsce gdzie mogę wyrzucić swe żale by nie zwariować.

    Czas chyba pójść do mojego kochanego doktorka. Zapłacić słono, ale w końcu przestać tak cierpieć. Chciałam, żeby paroksetyna okazała się moim panaceum, ale przymykając oko na pogarszające się samopoczucie pozwoliłam przeciągnąć ten stan. No i niebawem muszę jechać w delegacje do Holandii, eh. Będę się bardzo męczyła, ale pojadę.

    Tak, to jest kolejny gorszy dzień, ale wiem, że bywają i lepsze, czasami. Taka jest podstępna ta moja Anika. Szczerze jej nienawidzę.

    ALKOHOL mnie to nie dotyczy?!

    "Być może al­ko­holem za­pijesz smut­ki, ale one i tak wyt­rzeźwieją szyb­ciej od Ciebie. "
     


    Słaniam się od wczoraj. Tak dobrze się czułam już tydzień. W sobotę wino stało się moim złowrogim sprzymierzeńcem i trach. Już drugi dzień czuję się gorzej, a dokładnie serce bije mi głośniej, mam zły nastrój, jestem lekko otępiona ;-(. Każdy spyta po co Ci to było? A ja nie wiem co odpowiedzieć. Dlatego, że alkohol był w moim życiu częstym kompanem i jakoś tak się do niego przywiązałam, że jak tylko zapomnę o Anice to znów wypijam jedną szklankę wina, później następną, no piszę tu by następnym razem nie dać się skusić.

    No i teraz płacę za kiepskim samopoczuciem i obawą, że namieszałam w swoich neuroprzekaźnikach na tyle, że lek się nie nastroi.

    Zastanawiam się czy mój problem nie jest już początkową fazą alkoholizmu. Tak, boję się teraz wszystkiego co może zagrażać spokojowi mojej psychiki. Jestem hipochondryczką również w znaczeniu chorób duszy, więc mogę sobie dużo wmawiać. No, ale że Anika jest ciągle blisko to patrzę jakby bardziej podejrzliwie na wszystko co do tej pory niszczyło moje życie.

    Czy piłam z powodu złego nastroju? Oczywiście, że spotykałam się z koleżankami i piłyśmy by się wygadać z powodu jakiś niepowodzeń.

    Czy traciłam film? Nie.

    Czy piłam dużo? Tak, bo jakoś tak zawsze miałam wysoką tolerancję.

    Czy miałam ciągi picia? Nie zwykle nie mogę spojrzeć na drugi dzień na alkohol.

    ah. 

    czwartek, 17 października 2013

    PAMIĘTNIK Latricji

    02.10.2013


    Piszę bo mam potrzebę analizy swoich myśli. To jest mój sposób na układanie swojego JA.

    Wczoraj miałam wieczór z moim przeszłym, obecnym, niedoszłym, żeby było łatwiej damy mu imię Matt.

    Siedzieliśmy z początku w trójkę z moją siostrą. Oni pili piwo, ja oglądałam film i od czasu do czasu coś dodawałam do dyskusji. Chodzi o to, że byłam wciąż połamana w związku z długim bólem szyi i gorszym samopoczuciem ostatniego czasu. Nie chcę wieszać na sobie psów, ale któryś raz już wypiłam więcej niż to wskazane przy leczeniu paroksetyną. Efekt często jest taki, że następne dni są wyjęte z życiorysu.

    Jestem człowiekiem i przypominam, że ludzie mają prawo popełniać nawet takie błędy.

    No i wieczór minął na nie wiem czym, w końcu udałam się do łazienki, a tam "taadamm!" nie mój dezodorant damski. Matt powiedziała z przekorą "Nie Twój?..", no nie mój. No, ale najlepsze z tego wszystkiego jest to, że mojego nie było. Przekazałam co o tym myślę, no i oczywiście wyjaśnienie było takie, że jak się zabierał z domku (byliśmy w na wyjeździe jakiś miesiąc temu) rzeczy to tam leżał i schował go do saszetki. Gaszzzz!

    No i dlaczego zginął mój dezodorant? Najbardziej realnym wyjaśnieniem jest to, że była u niego koleżanka i przez przypadek zabrała mój.

    Czasami zdaje mi się, że żyję w jakimś Truman Show w wersji damskiej.


    OCZY SZKLANE

    Pokochać siebie, zaakceptować wady, nie bać się i mieć cel. Później gotuj 30 min i gotowe. Nie, nie!
    To nie takie proste. Widzę jak latami tworzony wątły system chwieje się w fundamentach, bo pozwoliłam sobie uwierzyć, że to ja mam się zmieniać i dopasowywać do świata by nikomu nie wadzić. Kocham ludzi i nie wyobrażam sobie wieść pustelniczego trybu życia, ale jestem już tak zmęczona. Chciałabym mieć przy sobie kogoś kto zmotywowałby mnie do wiary w lepsze zakończenie. Kogoś kto nie tyranizowałby mnie wytykając słabości. Mogę stanąć na nogi, ale trochę cholernej wiary we mnie by się przydało.

    ZDRADA, moje rozmyślania

    Eugenia Herzyk - założycielka Fundacji Kobiece Serca

    "Dla kobiety z nie ugruntowaną kobiecością bycie zdradzoną stanowi wyjątkowo bolesne zranienie w tym obszarze. Tym boleśniejsze, gdy rzeczywiście jej rywalka jest młodsza, atrakcyjniejsza, bardziej sexy. Relacje kobiet, które zostały porzucone przez męża "dla innej" po wielu latach małżeństwa, pełne są określeń wskazujących, że czują się jak wyrzucony na złom rupieć. Często skutkuje to przyjęciem przez nie roli ofiary, użalania się nad sobą, zgorzknienia i kierowania bezsilnej złości na siebie, na przykład poprzez ucieczkę w chorobę."


    Anika (nerwica) pojawiła się tydzień po przeczytaniu sms-ów. Nie dopuszczałam tej możliwości, że mój partner mógł mnie zdradzić. Spędzaliśmy ze sobą cały nasz czas i mimo, iż się kłóciliśmy i czasami wracał z pracy późno to przecież nie on. No i niestety tego nigdy nie udowodniłam i łatwo przyjęłam wytłumaczenie, że to tylko "głupie żarty" znajomych w pracy.

    Przez cały związek w skrzynce nadawczej nie było smsów, telefon był zawsze przy nim i zdarzały się późniejsze powroty z pracy, bez wcześniejszego uprzedzenia i bez odbierania moich połączeń.

    Z czasem do tego przywykłam, bo przecież "był w pracy" i nie odbierał bo telefon leżał w innym pomieszczeniu lub był wyciszony.

    No i cholera do tej pory nie wiem co to było.

    Nienawidzę przeczuwać nielojalności, a nie mieć żadnego dowodu. Zdaję sobie sprawę, że może rzeczywiście on jest ok, tylko po prostu nie pilnuje telefonu.

    Ja, hymm- trzeba spojrzeć kto stoi po drugiej stronie lustra. Lubię ludzi, więc zazwyczaj szybko ich sobie zjednuje. Nigdy nie wykorzystywałam tego to romansów. Zawsze jednak byłam przez niego strofowana "chyba nie zamierzasz isc w tej bluzce", "wiem jaka jesteś- (kiedyś jak się poznaliśmy obserwował jak tańczyłam ze znajomym podczas imprezy na którą go zaprosiłam, ale nie przyszedł oficjalnie, tylko nieoficjalnie) , na wakacjach chciał wracać do kraju po tym jak jacyś mężczyźni zaczęli bez zaproszenia grać z nami w piłkę. I wiele wiele innych. Zawsze czułam się winna zdrady, mimo, że nie miała miejsca.

    Dzień Świstaka

    Mieliście czasami tak, że pewien sen śni Wam się kilka razy. Nie wiadomo o co w nim chodzi i dlaczego tak właśnie jest, ale ten sen wciąż się powtarza.

    Mój sen odbywa się zwykle w jakimś dużym ośrodku zdrowia. Znam wszystkie jego wejścia i wyjścia. Czasami od kogoś uciekam, czasami czekam na leczenie i sama nawet nie wiem czego. Na dole znajduję się część taj jakby sanatorium z wodami uzdrowiskowymi, masażem i innymi dziwnymi rzeczami. Tam jest zawsze ciemno, tylko woda jest podświetlona. Dziwny ten sen, ale co zrobić, śni mi się często.

    W życiu moim dzieje się całkiem podobnie. Ciągle ta sama rzeczywistość nad którą nie mam kontroli.

    Wczoraj miałam pojechać do niego, więc zebrałam się i ruszyłam. Zajechałam, a tu nie ma amanta. Dzwonię, nie odbiera. No dobra to ruszyłam na basen. Relaksowałam się na saunie i na jacuzzie, było fajnie, choć widzę, że jestem jakaś odcięta od innych. Wyszłam i zauważyłam nieodebrane połączenia, zadzwoniłam, ale znów nie odbierał. Oddzwonił po 20 min.

    "Nie odbierałam, bo byłem na spotkaniu w restauracji z klientem"(hymm od 6 do 21, możliwe). Biorę pod uwagę to, że jego klientami są zazwyczaj znajomi znajomych, więc i relacje bardziej koleżeńskie. No ale błyska mi lampka, dlaczego więc nie odbierał przy nim? (może to była jakaś niewiasta, też możliwe).

    Gdybym była zamożną kobietą, wynajęłabym detektywa i raz na zawsze upewniła się o co chodzi! Tak było wiele razy, nawet przed rozstaniem. To jest jedna z tych rzeczy tzw niewyjaśnionych. Podejrzewałam wszystko: hazard, spotkania ze znajomymi i oczywiście flirt.

    Ja nie rozumiem po prostu, jak można nie odbierać telefonu w towarzystwie zwykłych klientów.

    UCZUCIOWO eh,

    Czasem przeraża mnie fakt, że tak długo myślę o sensie bycia razem, gdy już tak wiele złego się wydarzyło. Doprowadzam się do różnych puent, ale finalnie nie mam dobrego rozwiązania. Wciąż wspominam wspólne plany i chwile. Wciąż maluje scenariusze. Dziś tak sobie myślę, że miłości to już nie ma. Każdy żyje sobie w jakimś układzie i tak trwa.

    Ostatnim razem usłyszałam, że jego znajome otwierają mu oczy na to jaki był dla mnie dobry, a ja tego nie szanowałam. Wszyscy wiedzą jaka jestem i nie ma co tego ubierać w jakieś historie. Te słowa były ostatnio. No i na dodatek znalazłam dezodorant jakiejś kobiety. No to już chyba przesada?


    Ej, gapo nie smuć się!

    GÓRA DÓŁ OBRÓT- ćwiczenia

    10.10.2013

    Wróciłam do domku zmęczona. Położyłam się na trochę (2h) i wstałam by dokończyć dzień. Sprawdziłam dostępne zajęcia i udałam się na Zumbę. Od roku nie ćwiczyłam, więc był to dla mnie wysiłek niecodzienny. Sala lustrzana nie ukrywała zdobytych wraz z paroksetyną kilogramów.

    Po zajęciach byłam pobudzona, więc sen nie był łatwy. Mimo to rano wstałam wyspana.

    Rodzaje ćwiczeń fizycznych w leczeniu nerwicy
    Powstało wiele systemów ćwiczeń, które mają na celu poprawę ogólnej kondycji człowieka. U osób chorych na nerwicę warto stosować takie metody, które oprócz oddziaływania na ciało, dają również możliwość zrelaksowania się i zmniejszenia emocjonalnego napięcia. Do takich technik można zaliczyć jogę, tai chi, pilates oraz taniec.

    JOGA

    Joga jest wywodzącym się z Indii nurtem filozoficznym. Zajmuje się związkami między ciałem, umysłem, duchem i świadomością. Obecnie jej rola duchowa jest mniejsza. W zachodnim świecie kojarzona jest przede wszystkim z systemem ćwiczeń, które mają na celu odprężenie, wyciszenie i samorozwój człowieka.
    W trakcie wykonywania ćwiczeń bardzo istotne jest skupienie się na własnym ciele i poznawanie jego reakcji. Pozwala to na poznanie mechanizmów rządzących fizjologią oraz panowanie nad reakcjami organizmu. Podczas ćwiczenia jogi chory może nauczyć się, w jaki sposób kontrolować swoje ciało. Włączona w ćwiczenia medytacja jest elementem pozwalającym się odprężyć i rozluźnić. Joga jest techniką, która może dać choremu możliwość panowania nad swoim oddechem, zrozumienia przyczyn dolegliwości somatycznych i ograniczenia występowania fizycznych objawów choroby. Zmniejszając za pomocą ćwiczeń napięcie mięśniowe i fizyczne oznaki emocji, chory poprawia swój nastrój i zmniejsza psychiczne napięcie.

    TAI CHI

    Kolejną grupą ćwiczeń pozwalających się wyciszyć i odprężyć jest chińskie tai chi. Jest to sztuka walki połączona z medytacją. Tai chi jest popularną w Chinach metodą treningu fizycznego. Wykonywane ćwiczenia, podobnie jak w jodze, połączone są z medytacją. Dzięki temu pozwala wpływać także na umysł ćwiczącego. Ćwiczenia może wykonywać każdy, bez względu na wiek. W trakcie treningu szczególną wagę przykłada się do koordynacji i poznania mechanizmów działania własnego ciała. Trenuje się samodzielnie, w parach lub w większych grupach. W zależności od potrzeb można wybrać odpowiedni dla siebie rodzaj treningu.
    Chorzy na nerwicę mogą rozwijać się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Tai chi daje im możliwość poznania swojego ciała i umysłu. Wykonywane ćwiczenia pozwalają się odprężyć i zrelaksować, dodają także energii. Treningi dają choremu szansę poprawy swojego samopoczucia i uczestnictwa w zajęciach grupowych.

    PILATES

    Pilates jest systemem ćwiczeń fizycznych stworzonym na początku XX wieku przez J.H. Pilatesa. Technika ta pozwala na wzmacnianie poszczególnych partii mięśni i rozluźniania ich bez nadmiernego przeciążenia. Powstała z połączenia jogi, baletu i ćwiczeń izometrycznych (napinanie mięśni bez rozciągania). Dzięki ćwiczeniom chory może się rozluźnić, wzmocnić swój organizm oraz zmniejszyć odczuwany stres. Regularne ćwiczenia wzmacniają zarówno ciało, jak i umysł.

    TANIEC

    Taniec towarzyszy ludzkości od wieków. Jest formą wyrażenia własnych uczuć, przekazem tradycji i możliwością pracy nad sobą. Wymaga zaangażowania i systematycznych treningów. Dla osób chorych na nerwicę jest przyjemną formą spędzenia czasu, dzięki której mogą pozbyć się wewnętrznego napięcia i poprawić samopoczucie. Wpływ muzyki jest tu również bardzo ważny. Kojący wpływ dźwięków i wysiłek fizyczny poprawiają nastrój i motywują do działania. Uczestniczenie w spotkaniach czy kursach tanecznych jest także możliwością poznania nowych osób i powrotu do aktywnego życia społecznego.
    Powyżej zostały wymienione techniki ćwiczeń, jakie może wykonywać osoba chora na nerwicę. Zalecane jest, by osoba cierpiąca na zaburzenia nerwicowe brała udział w ćwiczeniach fizycznych. Poprawia to kondycję zarówno ciała, jak i umysłu chorego. Wymienione techniki nie są jedynymi. Warto, aby chory sam decydował o rodzaju uprawianego sportu, gdyż będzie to dawało najlepsze efekty.

    ENERGIA to źródło zdrowia E=MC2


    Pisałam o bólu szyi i ucisku w potylicy. Wszystko wciąż trwa i prawda jest taka, że to połączenie kilku złych czynników. Mam nerwicę, mam migreny, mam problemy z kręgosłupem i oddając jedno do drugiego i trzeciego robi się taki nie ciekawy stan.

    Czytam ciekawą książkę o nowym podejściu do leczenia wszystkich schorzeń, bo jak pewnie słyszeliście powodem 95% chorób są złe emocje. Ja akurat czytam o rozłożenie wszystkiego na czynniki najmniejsze i dojściu do tego co dzieje się w najmniejszych cząsteczkach. Okazuje się co pewnie nas nie zdziwi, że porozumiewają się między sobą przez sygnały. Dalej idąc tym tropem, okazuje się, ze każdy sygnał to energia. W ciągu dnia całym naszym ciałem i umysłem rządzi energia. Pozwolę sobie zacytować sławetne prawo:

    E=mc2

    i wszystko jasne. Nie wiedzieliście? Ja też nie do końca  wiedziałam jakie to ważne.
    Wiecie, że komórki mają pamięć? Wiecie, że informacje zapisane są w każdej nawet najdrobniejszej części ciała.

    Osobiście zastanawiało mnie dlaczego mimo, iż nie miałam jakiegoś patologicznego dzieciństwa, wielkiej traumy lub urazu, w moim życiu pojawiła się nerwica. Otóż pamięć komórek to inteligenty system, który zapamiętuje miliony tysięcy rzeczy, tylko że czasami zapamiętuje coś źle i wtedy wysyła wciąż ten sam sygnał do naszej podświadomości. Ten sygnał to najczęściej stres, czyli zła energia. Fale o błędnej częstotliwości, które stawiają nasz organizm w przygotowaniu do walki z zagrożeniem, którego nie ma. No, ale komórki tego nie wiedzą! Ch...ra głupie jedne. Gdyby o tym wiedziały nie musiałabym łykać paroksetyny!!!!!

    Co trzeba zrobić? Naprawić częstotliwość. Niestety nie mamy pokrętła jakie jest w naszych radiach. Kiedyś, żeby komuś powiedzieć, że będziemy rozmawiali przez komórki, słuchać radia i oglądać tv to uznaliby nas za nienormalnych i skończylibyśmy w zamkniętym ośrodku. Mechanizm ten zrewolucjonizował przepływ informacji. Dlaczego nie wykorzystano go w medycynie i farmacji. Wyobrażacie sobie, że wielu ludzi przestałoby chorować? Miliony nie płynęłyby już do koncernów, ośrodków psychologicznych, znachorów i innych miejsc, które mają nas leczyć. No wiec istnieje wiele leków, które likwidują objawy, by człowiek był wciąż na nie zdany. ;-(



    Jak skończę czytać to podzielę się rezultatami, które uzyskam, bądź nie.

    UCISK SZYI, ĆWICZENIA ROZLUŹNIAJĄCE

    Jeny! Czuję się jakbym miała na szyi stelaż jakiegoś wielkiego domu. Ucisk w potylicy jest zbyt silny!

    SPOSOBY NA ROZLUŹNIENIE MIĘŚNI KARKU!


    CWICZENIE 1

    Połóż się na plecach. Ugnij nogi w biodrach i kolanach, stopy postaw na szerokość stawów biodrowych. Z wdechem wyprostuj i wydłuż odcinek szyjny kręgosłupa – skup się na uczuciu wydłużenia szyi ,  wyobraź sobie że głowa oddala się od klatki piersiowej.
    Z wydechem przyciągnij brodę do dekoltu. W trakcie ćwiczenia nie powinno się unosić głowy, pamiętaj żeby zostawała ona w kontakcie z podłożem.

     CWICZENIE 2

    Uwaga dzięki niemu rozluźnisz również  mięśnie twarzy i żuchwy.
    Pozycja jak w poprzednim ćwiczeniu. Czubkiem nosa rysuj małe kółka lub też leżące ósemki. Zawsze pamiętaj żeby wykonać ćwiczenie w obu kierunkach. Pamiętaj głowa cały czas pozostaje w kontakcie z podłożem.

    CWICZENIE 3

    Za pomocą dłoni splecionych na czole przeciwstawiamy się ruchowi głowy do przodu.

    CWICZENIE 4

    Dłonie splatamy na potylicy i staramy się nie dopuścić do ruchu głowy do tyłu.

    ĆWICZENIE 5

    Ręką opartą na skroni przeciwstawiamy się skłonowi bocznemu głowy. Dla ułatwienia drugą rękę opieramy na biodrze. Po wykonaniu jednej serii ćwiczeń zmieniamy dłonie i ćwiczymy skłony w drugą stronę.

    ĆWICZENIE 6

    Za pomocą dłoni splecionych pod brodą, pokonujemy jej opór.

    ĆWICZENIE 7

    Ręką opartą na skroni blokujemy skręt głowy w jedną stronę. Drugą rękę kładziemy na biodrze. Następnie zmieniamy ułożenie rąk, ćwicząc skręty z oporem w drugą stronę.

    BOLERIOZA CHOROBA WIDMO

    Kolejna noc spędzona w głębokim bólu. Stawy, szyja, głowa i mdłości.
    Dziś rano znów wstałam zrezygnowana. Przecież to nie ludzkie tak cierpieć Studiując tony publikacji, książek i for zdarzyło się natrafić na osoby chorujące na boreliozę i nerwicę. Żadna z nich nie wie co było pierwsze "Jajko czy kura?"

    BOLERIOZA:

    Ukąsił cię kleszcz? Zauważyłeś u siebie wędrujący rumień? Od czasu ukąszenia zaczęły pobolewać cię stawy i mięśnie? Miewasz wahania nastroju? Nie możesz zwlekać – Koniecznie przeprowadź diagnostykę pod kątem boreliozy!


    Rocznie zapada na nią 40 000 w Polsce. Boreliozy nie można scharakteryzować jednoznacznie. Dlaczego? Ponieważ tuż po zarażeniu choroba może rozwijać się w dwojaki sposób: bezobjawowo lub wejść w stadium ostre – dając objawy.
    Objawy choroby mogą różnić się od siebie. Jednym z charakterystycznych objawów może być rumień wędrujący (zmiana na skórze wokół ugryzienia), który występuje u około 30 proc. zakażonych osób.

     Rumień pojawia się wokół miejsca ukąszenia i swym wyglądem przypomina fale na tafli wody. Rozchodzi się po skórze od ukąszenia. Jednak rumień nie pojawia się zawsze, a to oznacza, że borelioza może się w nas rozwijać, a my nawet tego nie zauważymy.

    Najbardziej charakterystyczne objawy dla boreliozy

    • skoki ciśnienia, kołatanie serca
    • szumy w uszach połączone z utratą słuchu i halucynacjami słuchowymi
    • psychozy
    • gorączka, poty, dreszcze, wrażenia skórne gorąca i zimna bez powodu
    • jednostronny paraliż twarzy
    • problemy z czytaniem, z koncentracją , trudności w znalezieniu słowa
    • podwójne widzenie
    • nagłe ostre bóle, opuchlizna i silne bóle stawów, często kolanowych czy biodrowych
    • drętwienie kończyn lub palców

    MATERIAŁY DLA LEKARZY

    http://www.borelioza.org/materialy.htm



    Z czym choroba jest najczęściej mylona?

    Boreliozę diagnozuje się błędnie jako stwardnienie rozsiane, zespół przewlekłego zmęczenia,

    padaczkę, depresję, nerwicę, chorobę Alzheimera. To oczywiście nie jest pełna lista.

    Jak wykryć boreliozę?
     

    Są trzy rodzaje testów: ELISA, Western Blot i PCR. Dwa pierwsze badają odpowiedź immunologiczną organizmu na obecność bakterii. Wynikiem jest ilość przeciwciał we krwi. PCR wykrywa obecność materiału genetycznego bakterii we krwi.

    Wszystkie testy są niedoskonałe. ELISA ma czułość 10-30% i daje 55-70% wyników fałszywych.
    Western Blot ma czułość 50-80% i nie daje wyników fałszywie pozytywnych, czyli jeśli wyjdzie, że ktoś ma boreliozę, to na pewno tak jest. Oba testy badają poziom przeciwciał we krwi, a ten może zależeć od wielu czynników, np. od stanu układu odpornościowego pacjenta. Poza tym w chronicznej
    boreliozie może po prostu już nie być przeciwciał.

    PCR wykrywa obecność nie przeciwciał będących reakcją organizmu na obecność bakterii, ale DNA samej bakterii. To najbardziej czuły test. Tyle, że wykrywa DNA bakterii tylko we krwi, a bakteria rzadko przebywa we krwi, łatwo wnika w inne tkanki. U większości chorych PCR daje więc wyniki negatywne.

    Testy ELISA i Western Blot można robić najwcześniej po czterech - sześciu tygodniach od ukąszenia przez kleszcza. Wcześniej organizm nie zdąży wytworzyć przeciwciał. PCR można robić od razu po ukąszeniu.

    Testy nie nadają się do monitorowania leczenia boreliozy, a jedynie do wykrycia, czy ktoś jest chory
    czy nie. Jeśli po podaniu jednej tury antybiotyku wyniki testów są dobre, to wcale nie znaczy, że pacjent jest już wyleczony.

    Dlaczego? ELISA i Western Blot są niedokładne, ich wyniki mogą więc być niemiarodajne. A dość
    dokładny PCR, co prawda potwierdzi, że bakteria została zwalczona we krwi, ale przecież może jeszcze być gdzie indziej.
     

    W MOIM ŻYCIU pojawił się KTOŚ NOWY. Niechciany gość.

    Od zawsze coś było nie tak.

    Pierwsze problemy zaczęły się już w szkole podstawowej. Dużo gorzej niż inni przeżywałam, krytykę i to wpływało na mój styl bycia. Ciągnęło mnie do ludzi z racji charakteru, ale bałam się ich na wskutek fobii społecznej o której istnieniu nawet nie wiedziałam. Lata leciały, a ja zaliczyłam swoje lękowe momenty: okres obawy o śmierć rodziców, o własną chorobę (a nawet kilka- oczywiście śmiertelnych) . Nie utożsamiałam tego z nerwicą, byłam zbyt młoda by kojarzyć fakty, a moja mama chyba uznała, ze lepiej zostawić to losowi. Tak dotrwałam do końca studiów. I później jeszcze dwa lata.

    Myślę, że nie istnieje jeden czynnik włączający. To szereg zdarzeń, uwarunkowań, a czasami nawet czynników pośrednich tj alkohol i inne środki wpływające na neuroprzekaźniki. Moim korowodem nerwicy była: dysfukcyjna rodzina, a dokładnie mama DDA, tata o osobowości narcyzstycznej, moje nieuświadomione błędy poznawcze i ślepe szukanie wybawienia w związkach (Kobiety Kochające Za Bardzo) . Czułam ją pod skórą. Czaiła się w dolegliwościach somatycznych, które były nie do wyjaśnienia z medycznego punktu. To zapętlało dezorientację. Dawny sprzymierzeżeniec stał się stałym gościem w mojej lodówce, ah nerwica cieszyła sie z każdym momentem w którym znajdowałam chwilę relaksu w burgundowym trunku. Wtedy byłam taka jaką chciałam się widzieć. Jednak to był efekt krótkotrwały i nie wiedziałam, ze był też jednym z czynników mobilizujących nerwicę do uaktywnienia. Któregoś poranka po cudownym wieczorze ze znajomymi obudziłam się już z nią.

    Nerwica zataczała koła jak drapieżny ptak. Oserwowała mnie, swoją ofiarę z dystansu i zakradała się w coraz więcej obszarów mojego życia. Znikąd pojawiły sie wielomiesięczne migreny, dziwne widzenie, nad związkiem zawisły potężnie czarne chmury, rodzina zaczęła rozpadać sie we wzjemnych pretensjach, a w pracy czuć już było tylko wypalenie.

    Było jeszcze chłodno. Marzec dawał nadzieje, na wiosnę, ale ciągle było zimno. Pojechałam z narzeczonym na spotkanie w jego firmie. Upoiłam się i coś mnie tknęło na wzięcie zostawionego w łazience telefonu. Boom, fala gorąca przeszła mnie od stóp do głowy, bo były w nim wiadomości od mojej miłości do właścicielki telefonu. Wyszłam z imprezy i chciałam tylko końca tego związku.

    Tydzień później krwawienie, zawroty głowy, lęk.

    Cześć nazywam się NERWICA LĘKOWA i będę się z Tobą przyjaźniła czy tego chcesz czy nie.

    PRZYWITAM SIĘ ;-P




    Nazywam się Latricja,

    Mam 29 lat, skończyłam studia, pracuję i od 2 lat choruję na nerwicę lękową.
    Na moim blogu będę opisywała moją drogę przez życie, chorobę, ale nie tylko. 

    Uważam, że w żadnym momencie życia nie można się poddawać. Czasami zdaje nam się, że nie ma już rozwiązań, ani najmniejszej szansy na bycie szczęśliwym. Znam to uczucie, bo doświadczam go średnio dwa razy w tygodniu. Nie będę jednak gloryfikowała tej choroby, bo ona na to nie zasługuje. Dlatego nie będę nazywała ją nerwicą lękową, depresją i innymi pojęciami medycznymi.

    Ku przekorze nazwę ją nieproszoną przyjaciółką o imieniu. Hymm? Co by do niej pasowało? Jakoś cisną mi się na usta same obraźliwe słowa... Lęk, zwątpienie, słabość, płacz, panika, depresja- wiem, niech więc będzie Anika.


    Jeśli macie nerwicę, depresję, jeżeli ktoś Wam bliski choruje, to tu zobaczycie jak to wszystko wygląda z perspektywy osoby przyjaźniącej się z Aniką.

    Pozdrawiam,

    Latricja