czwartek, 17 października 2013

W MOIM ŻYCIU pojawił się KTOŚ NOWY. Niechciany gość.

Od zawsze coś było nie tak.

Pierwsze problemy zaczęły się już w szkole podstawowej. Dużo gorzej niż inni przeżywałam, krytykę i to wpływało na mój styl bycia. Ciągnęło mnie do ludzi z racji charakteru, ale bałam się ich na wskutek fobii społecznej o której istnieniu nawet nie wiedziałam. Lata leciały, a ja zaliczyłam swoje lękowe momenty: okres obawy o śmierć rodziców, o własną chorobę (a nawet kilka- oczywiście śmiertelnych) . Nie utożsamiałam tego z nerwicą, byłam zbyt młoda by kojarzyć fakty, a moja mama chyba uznała, ze lepiej zostawić to losowi. Tak dotrwałam do końca studiów. I później jeszcze dwa lata.

Myślę, że nie istnieje jeden czynnik włączający. To szereg zdarzeń, uwarunkowań, a czasami nawet czynników pośrednich tj alkohol i inne środki wpływające na neuroprzekaźniki. Moim korowodem nerwicy była: dysfukcyjna rodzina, a dokładnie mama DDA, tata o osobowości narcyzstycznej, moje nieuświadomione błędy poznawcze i ślepe szukanie wybawienia w związkach (Kobiety Kochające Za Bardzo) . Czułam ją pod skórą. Czaiła się w dolegliwościach somatycznych, które były nie do wyjaśnienia z medycznego punktu. To zapętlało dezorientację. Dawny sprzymierzeżeniec stał się stałym gościem w mojej lodówce, ah nerwica cieszyła sie z każdym momentem w którym znajdowałam chwilę relaksu w burgundowym trunku. Wtedy byłam taka jaką chciałam się widzieć. Jednak to był efekt krótkotrwały i nie wiedziałam, ze był też jednym z czynników mobilizujących nerwicę do uaktywnienia. Któregoś poranka po cudownym wieczorze ze znajomymi obudziłam się już z nią.

Nerwica zataczała koła jak drapieżny ptak. Oserwowała mnie, swoją ofiarę z dystansu i zakradała się w coraz więcej obszarów mojego życia. Znikąd pojawiły sie wielomiesięczne migreny, dziwne widzenie, nad związkiem zawisły potężnie czarne chmury, rodzina zaczęła rozpadać sie we wzjemnych pretensjach, a w pracy czuć już było tylko wypalenie.

Było jeszcze chłodno. Marzec dawał nadzieje, na wiosnę, ale ciągle było zimno. Pojechałam z narzeczonym na spotkanie w jego firmie. Upoiłam się i coś mnie tknęło na wzięcie zostawionego w łazience telefonu. Boom, fala gorąca przeszła mnie od stóp do głowy, bo były w nim wiadomości od mojej miłości do właścicielki telefonu. Wyszłam z imprezy i chciałam tylko końca tego związku.

Tydzień później krwawienie, zawroty głowy, lęk.

Cześć nazywam się NERWICA LĘKOWA i będę się z Tobą przyjaźniła czy tego chcesz czy nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz