czwartek, 28 listopada 2013

UPAJAM SIĘ SPOKOJEM ;-)

To już któryś dzień z rzędu, kiedy czuję się dobrze. Nie martwi mnie fakt, że jestem w większości czasu sama, ani nie mam niechęci do pracy, nie ma leków i niezadowolenia z siebie.

Do tej pory traktowałam się w sposób dość surowy. Cały czas liczyłam rzeczy, których jeszcze nie udało mi się zrobić. Nie potrafiłam celebrować mniejszych osiągnięć, bo cały czas ktoś był lepszy. Tak właśnie umierałam każdego dnia i trwoniłam czas na rozmyślaniu o tym co będzie, gdy stracę pracę, o tym, że może powinnam ją zmienić, o tym, że ktoś ma lepiej. O tym, że boję się wziąć 30 tniego kredytu, bo co będzie dalej, o tym ze gdy jest niezręczna cisza to ja powinnam mówić i o każdej najmniejszej rzeczy którą robię źle, stracę, lub nigdy nie zdobędę. W międzyczasie zazwyczaj chorowałam na przewlekłe śmiertelne choroby.  Tak, a tego było tak dużo. Teraz nie myślę o braku własnej nieruchomości, a jeżeli już to że kiedyś będę ją miała. Idę do pracy spokojna, wracam i nie gonię nigdzie tylko zwyczajnie wykonuje codzienne czynności.

Fakt, że chciałabym mieć troszkę więcej motywacji, które paroksetyna zmieniła w lenistwo, ale porównując to z lękami to jest ok. SZKODA, ŻE TAKIE UCZUCIe NIE TRWA WieCZNIE ;-P

TA jesień była ciężka. Bardzo CIĘŻKA, a wraz z zimą przychodzi spokój i znów chce się żyć.

http://www.swiatobrazu.pl/zdjecie/artykuly/266900/fotografia-na-swiecie-niemcy-unwerth3.jpg

czwartek, 21 listopada 2013

CZASAMI SĄ TEŻ DOBRE DNI

Wiem jak ważna jest nadzieja na lepsze i ten czas od kilu dni mam. Idę do pracy i nie uciekam myślami w zakazane dla mnie rejony strachu i niepewności. Dni mijają spokojnie, ale na dłuższą metę nie chciałabym tak żyć. Paroksetynowa egzystencja jest tylko w kolorze szarym i mimo, że nie przejmuje się już tak jak wcześniej, to i nie odczuwam chęci i motywacji, których wcześniej miałam dostatek. No i te +7kg ;-(. Dobrze, że medycyna idzie do przodu, może w końcu skończą się te nasze problemy i nerwowe rozstroje będzie się leczyć jak przeziębienie.

Byłam u psycholog po raz drugi. Ciężko powiedzieć coś przy początkach terapii, kiedy jedynym nawijającym jesteś Ty sam. No, ale robię dużo w celu lepszej egzystencji przy moim problemie, wiec chyba za ten fakt należy mi się plus.

Nie mam spadków nastroju, jedynie pojawiąjące się i znikające bóle głowy. Pewnie przechodzę w fazę zimową, która z tą letnią jest dla mnie lżejsza.

Wierzę, że wywalczę sobie spokój własną pracą i stawianiu czoła przeciwnością losu. Łapię się ta tym, że czasami za wiele od siebie i innych wymagałam. Patrząc na innych ludzi są z siebie zadowoleni w pracy i przez samą wiarę w to że rzeczy które wykonują są ważne prą do przodu. U mnie całe życie uważałam, że są ludzie lepsi ode mnie i starałam się im dorównać nie doceniając własnych osiągnieć. Zawsze był ktoś kto ma lepiej, jest lepszy lub niedługo będzie.  Jestem dobra w tym co robię i zaczynam to zauważać, choć faktem jest że to trudna praca.

Dużo mi daje spokój. Nie ma już kłótni z mężczyzną z którym żyłam, bo nie mieszkamy razem. Widuję się z nim raz na jakiś czas i jest ok. Oczywiście nie dla niego, bo przekonuje mnie, że jeżeli za rok nie będzie miał dziecka to koniec. Ja uważam, że zdecyduje się na dziecko kiedy nasze relacje będą odpowiednie i nie zamierzam tego przyśpieszać dla dobra sprawy, dla niego, ani dla jego matki.

Poradniki krzyczą, że nie będziesz szczęśliwy z kimś póki nie będziesz szczęśliwy sam ze sobą. Myślę, że jest w tym dużo prawdy, ale nie można uznać czegoś za lek na całe zło, jeśli spokój ducha to suma tak wielu elementów. To tylko jeden z elementów układanki.

Kobiety kochające za bardzo, toksyczni mężczyźni ludzie niedojrzali emocjonalnie. Pewien psycholog powiada, że nie ma na świecie ludzi zdrowych psychicznie, że są tylko źle zdiagnozowani ;-D. Zgadzam się. Patrząc poza pryzmat własnego nosa, widzę, że każdy ma swoje problemy, a siłą sprawczą decydującą o tym czemu inni nie borykają się z tym co ja , jest ich odporność na problemy. Ja od dziecka się wszystkim przejmowałam i nie było jednego zapalnika, który uruchomił proces.

Mama moja cierpiała jak ja. Ponieważ nie pracowała wtedy u nikogo, tylko u samej siebie z tatą to uznała, że on będzie jej oporą. Sama powtarza, że się od niego uzależniła wtedy. Do tej pory wszystko robią razem i czasem mają już siebie dość. No, ale idą razem dalej. Mimo, kilku prób mojego taty zawierania znajomości z moimi rówieśniczkami, mimo długów, mimo życia na wariackich papierach. Ja nie mogłabym być z mężczyzną podobnym do niego, ale ja to nie ona.

Ja podczas wybuchu choroby, byłam wspierana przez mamę, ale to się opierało na tym że do znudzenia mówiła mi, że miała to samo. Czasami była już bardzo wkurzona i wyżywała się na mnie, że sama jestem sobie winna. Hymm, nieciekawie, ale ciężko jest się dziwić, że ktoś się zmieni na raz. Faktem jest również to, że większość czasu była jednak dla mnie wsparciem.



czwartek, 14 listopada 2013

WiEM, że nic nie wiem ;-D Jakże to prawdziwe

Nic tak nie podważa swoich dotychczasowych poglądów jak nerwica lękowa. Chcesz się na to przygotować, wiec starasz się zmienić swoje myślenie. To nie jest do końca tak. Po roku analizowania siebie, wiem mniej niż wcześniej. Dlaczego? Bo podważyłam cały mój system wartości, by zbudować go na nowo. DO jakich wniosków doszłam? Ano do takich, że mam poukładane w głowie i wcale nie miałam spaczonych wzorców rozumowania. Mało brakowało, a ufając definicjom psychologii zrobiłabym miszmasz z własnego rozumu. Teorii wzajemnie się wykluczających jest tak wiele, że można stracić zdrowy rozsądek.


Mam zaburzenia emocjonalne, gdyż z natury zawsze byłam bardzo wrażliwa. No i przesilenie pewnych emocji wywołało genetycznie zakodowaną chorobę. Nie ma na to logicznego wytłumaczenia, więc nie sposób jest temu skutecznie przeciwdziałać. Wiem, że nie można się poddać i choćbym musiała czołgać się po najgorszym błocie muszę wstać znowu. Życie nie jest proste i nigdy nie będzie, więc zabezpieczanie się na przyszłość by znów nie być ofiarą czyjejś głupoty odizoluje nas od wszystkich ludzi. Każdy człowiek może popełnić błąd w tym i ja. Niestety koszty tego często ponoszą inni.

Leki są niedoskonałym wymysłem ludzkości. Sama to doświadczyłam, gdyż na pierwszych 3rzutach pogorszyły mój stan. No i co? Do kogo mogę mieć pretensje? W ulotkach powypisywane są wszystkie możliwe skutki uboczne łącznie ze śmiercią samobójczą WOW! Lepiej nie czytać!

No,ale był lek 4rty i działa. Ma dużo skutków ubocznych, ale po części się sprawdza. Wiele ludzi stara się walczyć bez leków, ale gdy masz pracę i musisz ją utrzymać to nie ma za bardzo możliwości na "relaks i odpoczynek" w celu powrotu do równowagi. Takie jest życie i nawet jeśli pochodzisz z zamożnej rodziny też nie ma gwarancji, że  odpoczynek jest tym czego tak na prawdę potrzebujesz.

Puenta:   Nie szukajmy odpowiedzi na wszystkie pytania, bo nie ma jej w rzeczywistości i trzeba zaakceptować niedoskonałość świata, leków i nas samych.

środa, 13 listopada 2013

BAŃKA WSTAŃKA-

Zastanawiałam się do czego by przyrównać moje samopoczucie i od razu pomyślałam o zabawce z dzieciństwa. Bańka wastańka to ja ...
 
No ile razy prawie leżałam podczas tej choroby to tylko ja wiem. No, ale ciągle wstaje. Te spadki nastroju stają się już wielce nudne. Ciągle to samo! Chcę wrócić do poziomu zero, a ja ciągle się bujam od depresji do nerwicy.
 
 
Pewnym jest fakt, że ludzie bez dolegliwości emocjonalnych nie wiedzą co się z nami dzieje. W domach mamy różne scenariusze. Jesteśmy uważani za chorych z lenistwa. Rodzina nie rozumiejąca problemu wścieka się na nasz stan. Durne istoty!
 
Bywa, że rodzina panikuje i rozczula się nad nami jak niepełnosprawnymi. "Co teraz z Tobą będzie?". Czasami proponują pobyt w szpitalach psychiatrycznych lub rozpoczęcie starania o rentę. Bardzo durne istoty.
 
 
Czasami mają nas w głębokim poszanowaniu. To chyba mój przypadek. Nie rozmawiamy o mnie i tyle. Zamykamy oczy i idziemy dalej. Durne istoty ciąg dalszy!
 
Uważam, że nie należy dramatyzować. Choroba jak każda inna. TO NIE JEST CHOROBA PSYCHICZNA!!!!
 
 
 
 


poniedziałek, 4 listopada 2013

Cudownie jest być nieszczęśliwym mając FAJNE ŻYCIE! Ironia losu ;-(

Jestem w Niemczech.

Nie było napadów paniki ani w małym ciasnym samolocie, ani na terminalu, no i w halach targowych również nie zjawił się. Wiadoma sprawa, być pod osłoną paroksetyny jest pod tym względem ok. I to byłoby na tyle jej pozytywów. Męczy mnie ostatnio depresja, choć uważam że to jest efekt uboczny brania leków to w kwestiach psychiki niczego nie można być pewnym. Smutek kumuluje się w mojej głowie, niosąc umysłowi jedno przesłanie- WEGETUJ. To co czuje nie można nazwać życiem. Niemoc w głowie, sercu, oczach, dłoniach- wszędzie. W okół sporo uśmiechniętych ludzi, a ja nie mogę sobie przypomnieć jakie to uczucie. Wiem, że będę walczyć dzielnie. Znam swoje siły, ale tę frustrację muszę gdzieś wyrzucać i robię to w moim wirtualnym cierpiętniku.

Kochani. Praca jaką sobie wymarzyłam (no może prócz wynagrodzenia ;-P), a ja bardzo się męczę. Boli mnie każda godzina, minuta, a nawet sekunda życia. Szkoda, ze depresja to nie osoba, której można skopać tyłek. Szkoda!

Głęboki wdech i robię to co umiem najlepiej: pozoruje! Uśmiechnięta dziewczyna, zdecydowana, jak na ironie odważna, czarująca i nikt nie wie, że żadna z wymienionych cech nie jest odzwierciedleniem prawdziwego rozbicia. Tak ma wiele osób! Jednak ludzie wolą sprzątać niewygodne sprawy pod dywan- szczególnie w Polsce! Tak więc jeśli na cokolwiek chorujesz to już po Tobie... Piff paff!