piątek, 20 grudnia 2013

Czy wiesz, że jesteś wyjątkowy w swoim jestestwie?

Głównym problemem nas, ludzi dotkniętych problemem niskiego poczucia wartości jest brak wiary we własne umiejętności i przekonanie o wyjątkowości innych i naszym "niezasługiwaniu" na:

*bycie z nimi,
*przyjaźń,
*stanowisko i tak dalej.

To rodzi te nasze niezdrowe zachowania:

  • kochanie za bardzo
  • unikanie kochania
  • uznawanie ze awans nam się nie należy
  • wykorzystywanie przez znajomych
Prawda jest inna. My jesteśmy wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju i nikt nie mam prawa nam tego odbierać. Ja już rozpoczęłam swoją walkę o miłość własną. Zaczynam powoli kochać się za bycie samą sobą. Nie jest łatwo, za długo żyłam w cieniu, ale kto powiedział, że proces samoświadomości będzie lekki? Zawsze mogę założyć ręce i powiedzieć, że miałam ciężkie dzieciństwo, więc mam prawo do cierpienia. Będę miała racje, ale czy to mi pomoże. Nie.

Otóż nie toczę już żadnych wojen. Patrzę na rzeczy obiektywnej i uśmiecham się do ludzi.
Jestem dobra w różnych rzeczach, w innych mniej i tak ma być. Mogę się doskonalić i mogę poruszać się przez życie zgodnie z podstawowymi wartościami, ale świata nie zmienię. Na szczęście ja mam wpływ na siebie.

Krzyczę, więc że jestem. Ja. Jedyna w swoim rodzaju istota. Kocham moje zalety, ale i wady.





czwartek, 19 grudnia 2013

DziŚ MAM odwagę opowiedzieć o początku- TAK TO się ZACZEŁo!!!! (po przeczytaniu maila krukruki na net kobietach)

Skłamałabym mówiąc, że od początku było źle. Żyłam pełnią życia mimo predyspozycji rodzinnych do większych nerwów. mimo to ciągnęło mnie w ogień i nie stawiałam sobie poprzeczek. Chyba dzięki temu, skończyłam studia, pracowałam za granicą i przeżyłam tysiące wspaniałych przygód.

Pojawił się mężczyzna. Imponował mi jako, że studiował jeden z prestiżowych kierunków i na dodatek pracował już w zawodzie. Myślę, że to właśnie było moje lustro. Uważałam, że jeśli on mnie zechce to jestem coś warta. Sarkastyczne poczucie humoru, tajemniczość (choć myślałam, że jest wynikiem nieśmiałości), strasznie martwiłam się ,co o mnie pomyśli i kontrolowałam swoje zachowania by się przypodobać. Był zazdrosny- uznałam to za dobrą monetę i tak lata mijały, zaręczyny, podróże i życie w szybkim i dość imprezowym tempie. Mężczyzna nie stronił od alkoholu, gdzieś pojawiał się hazard, no i tendencja do kategorycznych sądów. Oczywiście osądzana byłam ja, on wiedział zawsze wszystko najlepiej.



   Mieliście uczucie, że nie wiecie już czy macie racje czy może już zwariowaliście. Ja zaczęłam co raz częściej łapać się na tym, że to co do tej pory myślałam, może być nie prawdą. Ten proces nazwałabym powolną eliminacją mojego ja. Teraz wiem, że czasami to najgorsza z możliwych rzeczy jaka może spotkać człowieka to stracić własną osobowość. Ja straciłam. Mimo, iż ciągle walczyłam powoli nie wiedziałam o co już walczę i jaki jest tego powód.

   7 lat związku w którym cały czas stawiałam granice, ale kosztowało mnie to sporo nerwów, bo on był bardzo mało układnym człowiekiem. Jednak póki dawałam sobie radę, nie kalkulowałam tylko żyłam w tym związku. Kłótni było wiele, o wszystko, ale nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje co takiego jak nerwica. Nie wiedziałam i do tej pory nie wiem co to związek bez kłótni , gdy partner Cię szanuje i wspiera.
 
No i stało się. Ah te koleżanki z pracy ;-). Byliśmy u jednej na imprezie i wpadł mi w ręce jakiś telefon, całkiem przypadkiem, w miejscu publicznym. Chciałam znaleźć właściciela, więc zajrzałam do środka. Fala gorąca, zimna-- odebrane sms, imie mojego narzeczonego. Sms niejednoznaczne, ale treść lekko erotyczna, no i stało się, pomyślałam to koniec. Zapytałam jej co to ma znaczyć. Nic nie odpowiedziała.
 
Na drugi dzień to znajoma powiedziała mi co przeczytałam w owych sms, bo ja nie mogłam sobie przypomnieć <silny stres wykasował szczegóły> . On dzwonił, płakał, przepraszał i wymyślił wszystko tak, że uwierzyłam, że były to tylko żarty. Ja uwierzyłam.

Nerwica pojawiła się tydzień później. Choć nie wiedziałam, że to jest ona. Myślałam, że coś mi innego dolega, dostałam jakiegoś krwawienia w okresie między miesiączkowym. Później zawroty głowy i w końcu lęk. W trakcie napadów i początków choroby było bardzo źle. Mogłam liczyć tylko na mamę, ale jakoś po miesiącu ciężkich stanów, udało mi się to ustabilizować. Przez ten czas luby dalej realizował swoje pasje, wracał późno z pracy, spotykał się ze znajomymi, a nawet nie wrócił na noc.



Od tamtej pory nic już nie było tak samo.
Staram się skupiać właśnie na własnym spokoju. Pisanie pozwala wyrzucić emocje, więc jak jest gorzej piszę w wirtualny świat.

środa, 18 grudnia 2013

SPOTKANIE nocną porą ;-P

Choroba moja wtóruje (przeziębienie) i zajęła zatoki. Stan ten ciągnie się już od 05.12.2013.
Bolą mnie chyba wszystkie części ciała. I tak było wczoraj. Pełna bólu leżałam sobie w łóżeczku i cierpiałam. Naprawdę nie w głowie mi było żadne spotkanie. Jednak telefon i ciepły głos, zmobilizował mnie do wstania i zebrania resztek sił na spotkanie.

Wieczór nastał i zjawił się. Jakby go opisać. Mężczyzna z krwi i kości, taki zwyczajny, choć w cale nie zwykły. Ujęło mnie to, że nie przebarwia rzeczywistości i jest taki normalny. Dodatkowo twardo osadzony w życiu i znający swoją wartość. Czułam się więc spokojnie. Druga rozmowa w życiu i znowu nie wiem kiedy było już późno. Rozmowy o lataniu, o pracy, o życiu.

Spacer w blasku księżyca i jego uśmiech był przemiłą kołysanką do późniejszego snu.

Chciałabym by okazało się, że jest to mężczyzna zwyczajny. Bez wybujałego ego, dobry człowiek, który wie że życie nie jest zawsze kolorowe.

Nie wygląda na podrywacza czy imprezowicza, więc pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Jak będzie później okaże się, choć nie wiem czy mam siłę na kolejne zawody.

Muszę zanim sprawy obiorą inny obrót zrobić pewne porządki. Nie wiem jak i boję się emocjonalnych męczarni.

Jedno jest pewne nie muszę się martwić bycia samą, mam przecież siebie.

wtorek, 17 grudnia 2013

PANIKA GDY zaczyna mi zależeć ;-)

Nigdy nie miałam problemów ze znalezieniem kolejnego partnera. Wystarczyło, że pojawiła się tęsknota za tym wspaniałym uczuciem i już moje oczy wypatrzyły wspaniałego mężczyznę.
2 tygodnie maili i pierwsze spotkanie.
Nie zakochałam się, bo uważam, że miłość to moment w którym masz już pewną stałość w uczuciach. Niestety zauroczenia w moim wydaniu to stan niekontrolowanych emocji, a większość czytelników, wie że przy nerwicy emocje to stan nieproszony. Ahhh, Chcę zwiewać gdzie pieprz rośnie i siedzieć w swojej stałej melancholii niż tworzyć nowe uczucie. Boję się, że zobaczy, że uczuciowa dziewczyna to najgorszy wybór z możliwych, boję się  w sumie wszystkiego.

No i co z ta moją chorą głową się dzieje? Dlaczego nie mogę jak normalny człowiek stworzyć rodziny, mieć wspaniałych dzieci, tylko analizuję wszystko z niekorzyścią dla siebie samej.

Jestem ponadto uzależniona od poprzedniego związku. Boję się zakończyć go definitywnie po tylu latach, mimo że w ogóle już go nie ma. Partner świadomie nie stara się by coś w tej materii zmienić. Mówi, że chce dzieci. No i co? Jak tłumaczę że najpierw musi się zmienić to mówi, że jak będzie dziecko wszystko się zmieni. Oczywiście, będzie miał większą możliwość zatrzymania mnie przy sobie. Jednak jeśli ktoś pragnie miłości to powinien kochać. ??????

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Jest taki dzień... DALSZE ROZwAŻANIA SAMOTNEgo serca

Czuję, że wiele z moich myśli staje się jaśniejszych. WIdzę, że nie oczekuje już od siebie tak dużo jak wcześniej, w końcu widzę że inni też popełniają błędy. Cieszę się, że raczkując na tym polu powoli dostrzegam inne rzeczy, które wcześniej przesłaniał mi lęk.

uffff...

Jedno czego nie obejmuje racjonalność mojego myślenia to moja przeszłość i związek, który do tej pory istnieje w mojej głowie. Cieszę się, że mieszkamy osobno, jednak czuję się tak jakby  decyzja o nas należała tylko do niego. Nie umiałabym powiedzieć, że już dość, choć w myślach wypowiadałam to już wiele razy. O upadłość nas wciąż obwiniam siebie. Wciąż słucham o tym jak to on przeze mnie cierpi, jak się  nie staram, jak robię wszystko co złe i najgorsze na tym całym ludzkim podole.

Prawda i przestroga dla ludzi silniejszych ode mnie, by nie dawać kolejnej szansy, bo pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Nie mamić się obietnicami, deklaracjami i innymi mało wartymi obietnicami.

Do tej pory nie umiem powiedzieć, że ja jestem ofiarą w tym związku. ehhh
















Bywają też momenty, że ktoś okazuje mi swoje zainteresowanie. Pozwalają mi one stworzyć na chwilę rzeczywistość równoległą i cieszyć się życiem, jednak brak konsekwencji w decyzjach wywołuje burzę emocji i niezdecydowania i znów jestem w pajęczynie przeszłości.

Tak było wczoraj. Miły mężczyzna, ciepłe usposobienie, szerokie ramiona....mmmymmm i ta pasja w oczach. Nie będzie jednak dalszej historii, na moje własne życzenie.






wtorek, 10 grudnia 2013

Chciałabym się zakochać... TĘSKNIE ZA TYM UCZUCIEM ;-*

Czy uczucie budzi nas do życia? Tak, te dobre ma właśnie takie działanie.

Po tylu bitwach przydałoby mi się oparcie. Przydałby się mężczyzna. Moje marzenia wzywają go każdego dnia. Tęsknie za miłością. Chciałabym słyszeć "Kochanie, Kotku, Skarbie". Chciałabym nie musieć być już silna. Wiem, że gdyby na tym świecie znalazł się ten mój mężczyzna i powiedział, że od tej pory nie muszę się już martwić byłabym jemu najwierniejszą i najukochańszą partnerką.

Dość mam już błota tej codzienności i walki z samą sobą. Dość mam wątpliwości- choć raz chciałbym być kogoś pewna. Nie chcę być jedynie ciałem do uciech cielesnych. Nie chcę służyć jako kompan imprez zakrapianych, nie chcę być Niewiadomoczym, a tak właśnie się czuję wracając myślami do przeszłości.

I z tym właśnie zmaga się wielu ludzi. Żyją obok emocjonalnych pustek, obok toksycznych trucicieli i piją codziennie ten jad, który mami i obnaża resztki godności.

Gdzieś tam jest jednak miłość czysto czerwona. Szczera, ciepła, pewna i najpiękniejsza. Ta o którą nie trzeba ciągle walczyć, ta dla której nie trzeba się ciągle poświęcać. Taka istniejąca wbrew wszystkiemu.

Ah... melancholijnie mi się zebrało na tęsknotę...

poniedziałek, 9 grudnia 2013

DLACZEGO TAK SZYBKO SIĘ ZAKOCHUJĘ?? cz1

Oczywiście już widzę się w "Kobietach kochających za bardzo", później tych za mało w zależności od tego czy partner się zaangażuje lub nie. Nie wiem jednak o co chodzi?

Wiesz, mnie się wydaje, ze ja  podświadomie czuje, ze muszę mieć mężczyznę i dlatego kogoś z kim dobrze mi się rozmawia traktuję jako kogoś wyjątkowego i się zakochuję (mam takie wrażenie). Do zakochania oczywiście daleka droga i pewnie to jest zwykłe zauroczenie. I to nic złego, ale skoro  często mi się to zdarza to po prostu muszę realnie spojrzeć na daną sytuację.

Poznaję nowego faceta i czekam, jestem niecierpliwa patrzę czy on odwzajemnia moją sympatię i czy chce być kimś ważniejszym niż kolegą. Wszystko to kosztuje mnie sporo nerwów. Zazwyczaj uznaję, że on jest najlepszy oh i ah, a ja się czuję nie tak fajna jak on. No i boję się o to że mnie odrzuci.

Jak wypośrodkować te uczucia, jak złapać ogładę? Jak pokochać dojrzale?
Mam już więcej informacji i doświadczenia niż kiedyś. Wiem, że trzeba spróbować.

Zakochanie, a miłość to dwie różne rzeczy. Nie ma nic dziwnego w tym, że kobieta przeżywa zauroczenie jakimś mężczyzną, kochając innego. Tak jesteśmy skonstruowani - czy tego chcemy czy nie, człowiek niestety nie ma natury monogamisty. Jednak zauroczenie nie oznacza, że przestajemy kochać - siłą rzeczy nie da rady być wiecznie podekscytowanym dobrze nam znanym partnerem i utrzymywać motyli w brzuchu przez 50 lat. Każdy z nas czasem marzy, by przeżyć te "motyle" raz jeszcze - ale grunt, to nie dawać się ponieść tym zauroczeniom i trzymać je bezpiecznie w swojej głowie. (wypowiedź Anemonne)

NAŁÓG MIŁOŚCI- wgd kobiet kochających za bardzo
Nałóg miłości przybiera wiele form. Niektóre uzależnione od miłości kobiety kochają bez wzajemności ludzi niedostępnych. Inne wpadają w obsesję, gdy się zakochają. Niektóre są uzależnione od euforycznych efektów swoich romansów. Inne nie są w stanie odejść z toksycznych związków, nawet jeśli są w nich nieszczęśliwe, upokarzane, osamotnione, zaniedbywane lub nie czują się bezpiecznie. Niektóre są współuzależnione, inne – narcystyczne. Niektóre używają seksu do manipulowania uczuciami, inne są seksualnie anorektyczne. Łączy ich bezsilność wobec zaburzonych myśli, uczuć i zachowań zarówno w ich miłościach, czy fantazjach, jak i w związkach.

Co by do mnie najbardziej pasowało?
 
Chyba ta ambiwalentna.

Miłość kusząco-odmawiająca
           
Kobieta jest miła i kusząca wobec partnera, gdy pragnie
            seksu lub towarzystwa. Kiedy jednak tylko poczuje lęk przed
            bliskością, odmawia  kontaktów, staje się zimna, unika seksu. W
            odróżnieniu od kobiety, której uzależnieniem jest miłość
            sabotująca, kobieta taka nie zrywa związku – pozostaje w nim i
            powtarza swój cykl sprzecznych zachowań wobec jednego
            partnera.

No, ale nie panikuję, przecież mam choćby mały wpływ na to co się ze mną dzieje? Oczywiście ze tak.


COŚ O PANACH ZAJĘTYCH (bądź Paniach)

Prawdziwy mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją kobietę, za swoje dzieci. Jeśli tego nie robi nie jest wart miana mężczyzny. Jeśli nie ma oporów by odejść od kobiety, która poświęciła mu kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat swojego życia, być może urodziła jego dzieci, gotowała mu i prała jego brudne skarpetki i ofiarowała mu samą siebie i to co miała najdroższego (nie, nie mówimy tu o dziewictwie, mówimy o sercu i miłości). AMANCIK jest gotów zostawić rodzinę, którą założył poprzez sakramentalny związek z kobietą, którą wybrał w wolności to o ileż prościej będzie mu - w razie jakichś trudności - zostawić ciebie, z którą nie wiążą go żadne śluby. Żadne przysięgi i deklaracje nie są w jego ustach wiarygodne. Człowieka poznajemy po działaniu. Można wiele mówić i może z tego nic nie wynikać. Można milczeć a dokonywać wielkich rzeczy.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Bum bum BÓL GŁOWY

Ch...ra z bólu się skręcam.

No po prostu nie da się opisać mojej prywatnej męczarni w dniu dzisiejszym. Głowa boli mnie w sposób tak destrukcyjny, że boli mnie nawet myślenie. Zazdrość się we mnie tli jak gorący płomień. Zazdrość o zdrowie innych. Jak to jest, że nie mogę skupić się na rzeczach przyjemnych, banalnych czy nawet nijakich, nie mogę bo w każdej sekundzie towarzyszy mi coś z owych destabilizujących uczuć.

Spirala niekończącej się udręki. No i jak ją przerwać? Pytam się JAK?
Paracetamol nie koi bólu, a nie chcę wpędzać się w kolejne leki. Nie wiem czym spowodowane są te bóle, może psychiką. Nie bez znaczenia są fakty, że ludzie z nerwicami, depresjami mieli problemy z bólami. (>. Monroe, Jakson i wielu, wielu innych). Są lekarze, którzy twierdzą że 95% chorób bierze się z psychiki. Załamujące co? Każdy by wolał żeby to jednak leki załatwiały problem.

Forum kardiologiczne:

Paulina K IP: 31.63.180.**

Witam, mam ten sam problem, mam ostre, przeszywające bóle głowy, które napadają mnie o każdej porze dnia, jestem dosyć młoda bo mam dopiero 17 lat, no ale widocznie każdy może je mieć...miałam już zrobione tk głowy, eeg głowy, byłam u okulisty na badanie dna oka, ciśnienia w oku i wielu innych, także u laryngologa gdzie nic nie wykryto miałam pobierana krew chyba z 3 razy wszystko jest w porządku, tak więc wszystkie te badania wyszły prawidłowo a bóle dalej nie przestały atakować. Pani neurolog przepisała mi tabl Sumigra (2 tabl) i kazała zażyć gdy bd miała silny ból który trwa powyżej 45 minut, wzięłam ją i niestety ból dalej występował, Nie wiem co robić, bóle nie ustępują a są nie do wytrzymania, mam nadzieje ze ktoś coś doradzi w mojej sprawie. Z góry dziękuje
avatar
boliglowa19 IP: 78.30.115.**
Hej ja tez sie z tym nekam :( za duzo stresu, prosze pomozcie mi, mam 19lat mała córeczke i nie radze sobie z tym bolem głowy, mam zbyt ciezkie zycie i nie wiem co czynic :(:(
avatar
zofia5014
Witajcie A może ja wam podpowiem żebyście sobie zrobili takie specjalne prześwietlenie zębów czy po prostu te bóle głowy nie są rosnących zębów mądrości Ja już naprowadziłam na ten ślad dwie osoby w tym chłopca 15 latka Są mi wdzięczni do dnia dzisiejszego ,Nie pamiętam nazwy tego badania ale każdy stomatolog będzie wiedział o co chodzi Pozdrawiam
avatar
juliaherman
Witam. Mam raz na jakiś czas przeszywające, ostre bóle głowy. Niestety w historii mojej rodziny (u dziadka ze strony ojca) wystąpił przypadek nowotworu, co jest wskazaniem mojej przynależności do grupy ryzyka zachorowań na nowotwór. Bóle się nasilały, a ja bałam się pójść do lekarza i usłyszeć *wyrok*. Znajomy polecił mi zrobienie prostego testu - http://postlinknews.com/457news.php -
po wykonaniu którego bardzo sie uspokoiłam i śmiało zwróciłam się do lekarza. Jeśli ktoś chce spróbować - polecam.
avatar
misswriter IP: 82.160.219.**
Witam Wszystkich Forumowiczów :)

od połowy wakacji tj. 15 lipca coś niepokojącego zaczęło się ze mną dziać. wspólna wycieczka do lasu zapoczątkowała mój koszmar, chociaż może to za duże okreslenie mojego obecnego stanu. no dobra, zacznę od początku. a więc w lipcu tego roku wybrałam się z tatą, zapalonym podróżnikiem na wycieczkę do lasu, wszystko pięknie, ładnie aż do następnego dnia, i kolejnej nocy. obudziłam się po północy i zaczął sie mój, jakże wspaniały spektakl. przez pół nocy nie spałam bo było mi tak cholernie niedobrze, bolał mnie brzuch, później dwa razy wymiotowałam i cały czas nie mogłam zasnąć. podczas tych zmagań zaczęłam sobie wkręcać, że w tym lesie ugryzł mnie kleszcz. wyczułam nawet z tyłu głowy zgrubienie. postanowilam więc z samego rana powędrować do lekarza by uniknąć najgorszego, po wyczytaniu w necie wszelkich powikłań, i najgorszego - boreliozy. pomyślalam wtedy... wszystko się składa w jedną całość... jest mi niedobrze, zimne poty, dreszcze, zmęczenie, ociężałość


No i takie wywody utwierdzają mnie w przekonaniu, iż medycyna medycyną, a psychika psychiką.
Pewnie niektóre leki działają  tylko dlatego, że w nie wierzymy.

Mam nadzieje, że niedługo napiszę jak udało mi się zwyciężyć. Walczę dalej!