czwartek, 19 grudnia 2013

DziŚ MAM odwagę opowiedzieć o początku- TAK TO się ZACZEŁo!!!! (po przeczytaniu maila krukruki na net kobietach)

Skłamałabym mówiąc, że od początku było źle. Żyłam pełnią życia mimo predyspozycji rodzinnych do większych nerwów. mimo to ciągnęło mnie w ogień i nie stawiałam sobie poprzeczek. Chyba dzięki temu, skończyłam studia, pracowałam za granicą i przeżyłam tysiące wspaniałych przygód.

Pojawił się mężczyzna. Imponował mi jako, że studiował jeden z prestiżowych kierunków i na dodatek pracował już w zawodzie. Myślę, że to właśnie było moje lustro. Uważałam, że jeśli on mnie zechce to jestem coś warta. Sarkastyczne poczucie humoru, tajemniczość (choć myślałam, że jest wynikiem nieśmiałości), strasznie martwiłam się ,co o mnie pomyśli i kontrolowałam swoje zachowania by się przypodobać. Był zazdrosny- uznałam to za dobrą monetę i tak lata mijały, zaręczyny, podróże i życie w szybkim i dość imprezowym tempie. Mężczyzna nie stronił od alkoholu, gdzieś pojawiał się hazard, no i tendencja do kategorycznych sądów. Oczywiście osądzana byłam ja, on wiedział zawsze wszystko najlepiej.



   Mieliście uczucie, że nie wiecie już czy macie racje czy może już zwariowaliście. Ja zaczęłam co raz częściej łapać się na tym, że to co do tej pory myślałam, może być nie prawdą. Ten proces nazwałabym powolną eliminacją mojego ja. Teraz wiem, że czasami to najgorsza z możliwych rzeczy jaka może spotkać człowieka to stracić własną osobowość. Ja straciłam. Mimo, iż ciągle walczyłam powoli nie wiedziałam o co już walczę i jaki jest tego powód.

   7 lat związku w którym cały czas stawiałam granice, ale kosztowało mnie to sporo nerwów, bo on był bardzo mało układnym człowiekiem. Jednak póki dawałam sobie radę, nie kalkulowałam tylko żyłam w tym związku. Kłótni było wiele, o wszystko, ale nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje co takiego jak nerwica. Nie wiedziałam i do tej pory nie wiem co to związek bez kłótni , gdy partner Cię szanuje i wspiera.
 
No i stało się. Ah te koleżanki z pracy ;-). Byliśmy u jednej na imprezie i wpadł mi w ręce jakiś telefon, całkiem przypadkiem, w miejscu publicznym. Chciałam znaleźć właściciela, więc zajrzałam do środka. Fala gorąca, zimna-- odebrane sms, imie mojego narzeczonego. Sms niejednoznaczne, ale treść lekko erotyczna, no i stało się, pomyślałam to koniec. Zapytałam jej co to ma znaczyć. Nic nie odpowiedziała.
 
Na drugi dzień to znajoma powiedziała mi co przeczytałam w owych sms, bo ja nie mogłam sobie przypomnieć <silny stres wykasował szczegóły> . On dzwonił, płakał, przepraszał i wymyślił wszystko tak, że uwierzyłam, że były to tylko żarty. Ja uwierzyłam.

Nerwica pojawiła się tydzień później. Choć nie wiedziałam, że to jest ona. Myślałam, że coś mi innego dolega, dostałam jakiegoś krwawienia w okresie między miesiączkowym. Później zawroty głowy i w końcu lęk. W trakcie napadów i początków choroby było bardzo źle. Mogłam liczyć tylko na mamę, ale jakoś po miesiącu ciężkich stanów, udało mi się to ustabilizować. Przez ten czas luby dalej realizował swoje pasje, wracał późno z pracy, spotykał się ze znajomymi, a nawet nie wrócił na noc.



Od tamtej pory nic już nie było tak samo.
Staram się skupiać właśnie na własnym spokoju. Pisanie pozwala wyrzucić emocje, więc jak jest gorzej piszę w wirtualny świat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz