poniedziałek, 29 grudnia 2014

MAŁY WPIS

Rozumienie moich problemów, nie odsłoniło mi ścieżki zdrowia. Myślę, że te dochodzenie do prawdziwości siebie to długi proces. Początkowo może sie zdawać, że lepiej było odciąć się od wszystkiego i iść dalej. Bez analizy powtarzać stare schematy i trwać. Jednak nie umiem. Chcę odnaleźć siebie choćby ta droga była najgorszą z możliwych.

Mam nadzieję,że święta upłynęły Wam radośnie. Ja miałam jak zwykle schody, bo mama odmówiła uczestniczenia w nich. Musiałam schować dumę do kieszenie i pójść porozmawiać z nią jak z dzieckiem. Jednak jestem z tego dumna. Tata dzień przed świętami powiedział, że on już nie ma siły i jest na granicy. To nie był zwykły patetyczny apel, on naprawdę chciał dać do zrozumienia, że powinnam się bać o jego. Oczywiście nie zwrócił uwagi na mój monolog odnośnie zaostrzenia się moich stanów depresyjnych. Jak zawsze najważniejszy jest on. Wszak przetracił już taki majątek, oszukał tak wielu ludzi, zdradzał mamę z moimi rówieśnicami i zaczął ryzykować już na koszt brata wpędzając go w długi. Tak nie powinno być, a jednak w naszym domu panuje ciche przyzwolenie na wszystko co jest jego dziełem.

Pozdrawiam wszystkich Was, życząc zdrowia i szczęśliwego Nowego Roku

piątek, 19 grudnia 2014

LABIRYNT w którym przyszlo nam żyć.

Zaburzenia to labirynt naszych pragnień.



Nagle uświadamiasz sobie że nie wiesz czego chcesz, kim jesteś i gdzie chcesz się znaleźć. Diagnoza "zaburzenia osobowości". Co to jest? Kilka artykułów, spotkania u psychologa, książki i powoli rozumiesz.  Zaczyna się więc droga do własnego "JA". Zdajesz sobie sprawę, że Twoje pragnienia ustąpiły miejsca czyimś, że stałaś się ofiarą moralności. Karcisz się za to. Toniesz w poczuciu winy. Proces uświadamiania boli.

Zaczynasz widzieć jak wiele oddałeś dla akceptacji. Hehe, której nigdy nie uzyskałeś.
Tak, robiłeś to w dobrej wierze. Czas jednak przyznać się, że oszukiwałeś samego siebie.
Wyparcie tego faktu jest tak silne, ze mimo wielu przebłysków, wciąż się gubisz. Wiele razy łapiesz się na tym, że szukasz powodu by pozostać w dalszej iluzji. Chcesz być tą żoną z reklamy płatków śniadaniowych. Chcesz być bizneswoman, supernianią, extra laską, błyskotliwą anielicą, sexi diablicą, arcymądrą i pewną siebie Kobietą. STOP! STOP! STOP! Wystarczy, nie kombinuj, zwolnij!

Co jest takiego złego w Tobie, że nie chcesz być sobą? Kto wyznaczył Ci wzorce do których tak gorączkowo dążysz? Czy znasz osobę, która ma wszystkie te cechy?

Niektórzy ludzie decydują się na farmakologię i uzyskują poprawę, po czym odstawiają leki i dalej żyją w niewygodnych wizjach innych.

Czy masz odwagę żyć zgodnie z sobą?


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Sen.

Dziś piszę z bolami. Postanowiłam, że opiszę swój sen.

Miałam sen. Kolejny raz z mężczyzna, taki jakiego chciałabym mieć. Jednak mieć, nawet we śnie nie mogę. To już któryś sen z tą samą postacią, mężczyzny który szalenie mnie pociąga. Nie pokazuję mu żadnej uległości, jednak muszę znosić jego odtrącenie. Tak, więc we śnie przyglądam się jak adoruje inne, a mnie odsuwa na boczny tor. Jestem nieważna, niewystarczająca. Tego właśnie boję się w relacjach i to nie tylko związkowych, również rodzinnych. Tylko czemu mi się to śni? Teraz gdy zdecydowałam się nie popełnić już tego samego błędu i nie przechodzić z jednego w drugi. Wiem, że to moje marzenia, połączone z odwiecznym strachem przed odrzuceniem.

Miało być lekko, bo już miałam nie mieć dylematów. Jednak, nie widzę jeszcze owoców. Widzę może bardziej na jak wiele się godzę. Jak wiele znoszę, w imię uzależnienia.

Pogubiłam się. Mała dziewczynka zabłądziła i o tyle te zagubienie byłoby lżejsze, gdyby wiedziała gdzie chce dotrzeć.



środa, 10 grudnia 2014

WE ARE Beautiful in OUR way !!!







I'm beautiful in my way,

'Cause God makes no mistakes



Jestem piękna na swój sposób
Ponieważ Bóg nie popełnia błędów




Rodzimy się tacy jakimi mieliśmy się urodzić. Jesteśmy piękni, a piękno to cos więcej niż utarte plastikowe schematy z Vouge. Miłość to my, piękno to my i na litość wypiszmy to sobie na nadgarstkach. By pamiętać, ilekroć przyjdzie moment gdy znów zaatakujemy SIEBIE!



Jesteśmy istotami wspaniałymi, które zasługują na miłość, szacunek i szczęście. Czas zrzucić betonowe plecaki z młodości. Niech sami sobie noszą swoje kompleksy, złość i problemy!!!!



 



 









wtorek, 2 grudnia 2014

WKNDwe szaleństwo

Co to był za wknd ;-).

Odwiedziła mnie koleżanka z Poznania. Nasze pierwsze spotkanie in real :-).
Były babskie ploty przy winie, a do tego przystawki z oliwek, fety, brie i kabanosów. Na pobudzenie sił witalnych przyszedł nam z pomocą kapuśniak na żeberkach ;-). No i ruszyłyśmy na wawę do dzielnicy klubowej wybierając jeden z bardziej znanych. Obie chciałyśmy zrobić psychiczny delete.
Była muzyka Kings Of Leon, wykonana przez muzyków na żywo. Były natrętne podrywy rodem z poradnika bravo girl, ale my przyszłyśmy tańczyć. I tańczyłyśmy, śpiewałyśmy, śmiałyśmy się i nawet nie wiem kiedy wybiła 4.00.


Na drugi dzień sightseening przy dość dużym mrozie uwieńczony dużo porcją grillowanego mięsa i świeżym sokiem z pomarańczy.


Bajka nie? Pewno przyjdzie Wam na myśl, że to już zdrowie. Jednak nie obyło się bez spadku nastroju i małych perypetii somatycznych. Jednak suma zysków i strat zdecydowanie na korzyść.

Myślę, ze warto przenosić znajomości do życia prawdziwego, by nie wpaść w jedną z pułapek Internetu. To nasza cecha wspólna, będąc osadzonym w zaburzeniach izolujemy się od ludzi. Często robimy sobie zastępczy mini świat w Internecie. Dołączamy do for tematycznych, często tych o zaburzeniach i prawie całe życie zaczyna się toczyć właśnie tam. Zaczynamy lubić naszą niewolę, a to pierwszy znak, że nie jest dobrze.

Wiem, że stąpam po cienkim lodzie. Jednak to właśnie nasza mała społeczność jest miejscem w którym mogę napisać o tym, że danego dnia czuję się naprawdę źle. Dyskutowałam o tym z psycholożką i wywnioskowałyśmy, ze zaspokajam potrzebę wsparcia i zrozumienia. Odbywa się to kosztem przywoływania wspomnień i przeżywania złego samopoczucia innych. Tak, więc wszystko dobre, ale z umiarem. Trzeba mieć zdrowy dystans.

Dziś spotkanie z psycholożką ;-)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Walcz!


Trzeba w słabości znaleźć siłę,
Z mokrej od łez poduchy,
Zbudować swoją tarczę,
Z bólu fortecę,
Cierpieniem wzmocnić wrota,
Lękiem naostrzyć czekan,

Stanąć do walki,
Z całej swej siły,
Wygrać
.

piątek, 21 listopada 2014

CZĘŚĆ BOLESNA, POEZJA

CZĘŚĆ BOLESNA

Tylko we śnie ginie ból,
stąd pragnienie snu wiecznego,
Za dnia schodami w dół,
Wśród ognia piekielnego,

Wkoło papierowe miasta,
Lukrem obsypane,
Tak bardzo nierealne,
Tak bardzo zapomniane.

Odcięci od realizmu,
Zmierzamy bez celu,
Szukając obiektywizmu,
W chorych myśli tunelu



BÓLe moje bolące ;-(

Dziś obrysowałam swój bólowy stan.
Po całej nocy spędzonej w czeluściach dolegliwości, chciałam jakoś to usystematyzować.
Wiadomo, że to promieniuje i w zasadzie boli mnie wszystko.

Moje plany to rtg kręgosłupa, zmniejszenie bądź zmiana leków od psychiatry.

środa, 19 listopada 2014

Moja brudna dusza ;-P

Depresja to choroba duszy?

W takim razie moja dusza jest bardzo chora. Czuję, że jest brudna. Tak jakbym codziennie używała tego samego niemytego talerza. Oczywiście jem mój posiłek, który jest świeży jednak na tym talerzu i tak wszystko przyprawia mnie o mdłości. Wszystko rozchodzi się o to że nie potrafię go umyć, niczym.



Wczoraj byłam u psycholożki, biedna znowu słuchała moich historii. Czasami nie lubię do niej chodzić, bo opowiadam o problemach i mi się zdaję, że moje życie to tylko śmierdzące skarpetki, które leżą za łóżkiem od dzieciństwa i powodują straszny odór. Czuje, ze moje historie to dla niej jakieś since fiction. Tylko dla mnie to chleb codzienny. Jak może mi pomóc osoba, która żyje normalnie? Wierzę ze może.

Jak zwykle padło pytanie, "Co byś powiedziała sobie, jako przyjaciółce?" Odpowiedziałam: "Masz pecha!" co rozbawiło moją Panią Kasię ;-). Nie wiem co poradziłabym najlepszej koleżance, która miałaby takie problemy. Pewnie zasugerowałabym skorzystanie z psychologa, psychiatry, ale to już robię. Doradziłabym, odciąć się od tych patologicznych ludzi. Oznacza to wyprowadzić się z wyremontowanego za własne pieniądze mieszkania. Tyle, że do sierpnia mam zaciągnięty kredyt na hydraulikę, którą sobie zrobiłam i samochód. Do tego czasu nie mam szans na utrzymanie się z mojej pensji.

Nie ukrywajmy, ze czarny obraz przed moimi oczami to wina mojego spadku i upierdliwej somatyzacji. Gdybym czuła się dobrze to mogłabym coś wymyśleć, z kimś zamieszkać, sprzedać samochód, nie wiem coś pomyśleć. Obecnie wybieram bezpieczne rozwiązania, by oszczędzić sobie stresu. Jak mój stan wróci do normy to znowu rozłożę karty w oczekiwaniu na lepsze rozdanie.

Marzenie, mój własny kąt. Moje sanktuarium. No i zdrowie oczywiście ;-).

czwartek, 13 listopada 2014

Co słychać? Paris, doktorka i senne istnienie.

Oh, calkiem sporo.

Byłam w delegacji w Paryżu, jakiś tydzień. Jak tylko wylądowałam czułam się cudownie, wdychałam Paryż całą sobą. Wielonitkowy system metra , rozległe kamienice, aromatyczne posiłki i ludzie. Rzeczywiście społeczeństwo jest mieszanką wielu narodowości, w tym sporej jego części ciemnoskórej. Jako, że żyje w Polsze, gdzie widok kogoś "innego" budzi nie mniejszą sensację, niż człowiek z dwiema głowami. Eh, no comment.

Na szczęście trafiłam na swoje lepsze dni, wiec nadawałam się do funkcjonowania.
Niestety miałam na tyle dużo pracy, że jak dojeżdżałam do hotelu, padałam jak pchełka. Pewnie gdyby nie fakt, że jestem w ścisłym związku z paro znalazłabym jeszcze pokłady energii na więcej.
Jednak moja rzeczywistość jest teraz zupełnie inna i muszę zacząć się w niej odnajdywać.
Tym razem nie rozchorowałam się po powrocie, co było miłym zaskoczeniem. Nie wiem jak Wy ale ja po dalszych podróżach łapię alagrypę, czy cuś podobnego. Jak to oczywiście bywa, po przyjeździe wróciły bóle głowy, szyi, nie wiem, w sumie wszystkiego.

Zdjęcie wykonałam sama ;-)
 
Wczoraj odbyłam rozmowę ze znajomym, który zdiagnozował u siebie Fibromialgię. Oczywiście wszystkie objawy pasują również do mnie, eh, ale cóż nikt o tej chorobie nic nie wie. Tak samo nikt nie wie nic o migrenie i trzeba z nią żyć. Zmęczenie, dotyczy wielu osób na SSRI jach. No a moja paro to senny pochłaniacz. Nie pamiętam kiedy się czułam wypoczęta.

Śmieje się więc w głębi duszy, że muszę mieć cholernie dużo instynktu samozachowawczego. Mam wciąż taką samą chęć powrotu do zdrowia jak dwa lata temu.

Pewnie dobrze byłoby gdybym napisała, że już jestem zdrowa. Każdy kto z tym walczy chciałby słuchać właśnie takich historii. No jeszcze nie jestem, ale dużo już dzieje się po mojej myśli.

Obecnie moim przeciwnikiem będzie: zmęczenie, senność, bóle somatyczne i spadki nastroju.
Pierwszym krokiem, jakżeby inaczej był lekarz 1 kontaktu. Pani doktor powiedziała, że zaczynamy od sprawdzenia kręgosłupa. ok. Tylko skubaniutka dała mi skierowanie na RTG, a jak każdy dobrze wie, badanie to służy jedynie sprawdzeniu czy ktoś w ogóle posiada kręgosłup. Nie da się wykryć niczego, co jest mniejsze niż złamania z przemieszczeniem.

I lofe POLSKA służba zdrowia!!!! <3 <3

piątek, 3 października 2014

Tak w międzyczasie...

Nieokreślone szczęście ogarnia mnie w takie stabilne i dobre dni jak ten dzisiejszy. Oddech jest pełny, głowa lekka, ciało nieskrępowane bólem. Myśli nie wiją się jak splątane węże. Ile bym dała by ten stan trwał w nieskończoność. Jak lekko mogłabym biec, jak wysoko skakać, ah... rozmarzyłam się.


Nic nie boli, nie jestem naładowana złością, sztucznym szczęściem, ani smutkiem. To jest ten constans który chciałbym osiągnąć. To tak jakby przemierzać gęsty las we mgle i co jakiś czas natrafiać na piękna rozświetloną polanę. Jednak wciąż na horyzoncie widzisz kolejna gęstwinę i wiesz że musisz iść, że to jeszcze nie czas, że droga się nie skończyła.

Może gdybym została na polanie to byłoby lepiej. Jednak lepiej nie znaczy dobrze, więc idę dalej.

Niezliczone błota, ciernie, owady to wszystko jeszcze nie raz będzie tworzyło mój krajobraz. Do momentu, gdy otaczający mnie świat nie zacznie robić się coraz jaśniejszy.

 
Jak każdy czasami się zastanawiam się czy ten czas w ogóle nadejdzie? Czy nie zataczam kółek?  Może to świat się przemieszcza, a ja stoję w miejscu?. Wolę jednak nie puszczać wodzy fantazji i trzymam się wiary w lepsze dni.  

wtorek, 30 września 2014

BEZCZELNY BOCIEK!














BEZCZELNY BOCIEK!

Uśmiały się żaby,
Uśmiały całe,
Że bocian chciał,
Wylewać im żale,
Ano, śniadaniem,
Miały być wczoraj,
Dziś już z oddaniem,
Zatruwał im życie
Swoim paplaniem
Niech więc zapomni,
I to całkowicie!
O wszelkiej przysłudze,
Kto innych życie,
Traktuje jak cudze,
Niech żyje sam sobie,
Jak do tej pory,
I trzyma się z dala
Od żabiej sfory.

piątek, 26 września 2014

WIERSZE DUSZY
















ON

Znów zmarznięta w posągów świecie,
Nakazano zapomnieć o lecie,
Srogo boli owa zmiana,
Psychika kark zmęczony chyli,
Ku stopom swego Pana,
Na ulgę nie daje chwili,
Władca mego świata,
I tylko cień bata,
Odgłos nieprzyjemnej ciszy.
Milknę, bo On wszystko słyszy
Wciąż wzrokiem przeszywa,
Na polu uczuć mych,
Urządził już żniwa.
Odpływam w świat niemych,
Oddaję daninę,
Ogromie ciepiąc,
Cichutko płynę...

wtorek, 23 września 2014

RZECZYWISTOŚĆ CZUBA ;-p

Stygmatyzowanie ludzi z zaburzeniami.

Tak, tak ... przecież wszyscy są teraz bardziej liberalni, okazują współczucie, o depresji i innych zaburzeniach mówi co raz więcej ludzi. Jednak w życiu codziennym spotykamy się wciąż z krzywdzącymi stereotypami. Oczywiście, ludzie nie zdają sobie sprawy, że te "śmieszne" określenia są krzywdzące i nie pozwalają zmienić "stylu myślenia" na temat chorób, które nie wiele mają wspólnego z ich poniżającymi przydomkami.

 
 


Sami widzicie. W żaden sposób mnie to nie uraziło, ale staram się zabierać głos w takich sprawach inaczej to się nigdy nie zmieni.

Miłego dnia,

L.

czwartek, 18 września 2014

JESIEŃ dla NERWICOWCA- TO JAK UPAŁ dla PINgiwna ;-P

Piękna pogoda tej jesieni. Bajeczne słońce, tryskające energią kolory.


No i lasy, ich zapach, wyrośnięte dorodne grzyby. Do tego wrzosowiska, piękne fioletowe dywany przeplatane gdzieniegdzie mchem. Od małego kochałam las, mimo kleszczy, pająków, komarów. Las to była moja baśniowa kraina. Czuję mocny związek z naturą. Uwielbiam wszystko co z nią związane, a nie umiem zachwycać się żadną urbanizacją. Miasta, nie stanowią dla mnie nic szczególnego.

Wracając do serca tematu.

Jesień, czas na zmianę pory roku. Mój związek z naturą jest równie silny jeśli chodzi o pogodę. Często czuję ją bardzo w swym ciele. Niestety z jesienią przyszły bóle. Tył głowy, kości szczęki, kark, nadgarstki, kostki, plecy- no 70 latka ma chyba lepsze samopoczucie. I tak dzień w dzień, No rzesz ty! Oczywiście mogłabym zwiedzić milion specjalistów. I dojść do kilkunastu leków dziennie jak moja dobra koleżanka. Po czym wrócić do punktu wyjścia i męczyć się z odstawianiem każdego z nich z powodu braku działania.

Psychosomatyzacja! Twój mózg, sprawia ci łomot bejsbolem! Nie widać, a jednak boli.


DOszłam już do etapu, ze wiem o tym że to na bank nie jest ciężka choroba. Tylko mój stres, moje złe mechanizmy poznawczo behawioralne, moje slimki mentolowe, moje dzieciństwo, geny, doświadczenia i wiele innych czynników.

Zdarza się, ze jakaś osoba mająca nerwicę dowiaduję się o chorobie fizycznej. Myślę, ze rozwija się ona przez ten stres, podobno 95% chorób wynika z nerwów. Z drugiej strony słyszałam, że hipochondrycy żyją najdłużej, co potwierdza się w przypadku moich umierających od 30 lat babć. Oczywiście, wciąż nie umarły z czego się bardzo cieszę. Natomiast wiecznie zdrowi dziadkowie, niestety już nas opuścili. Na życie nie ma sztywnych reguł i zasad, życie jest życiem.

Staram się więc, nie myśleć o tym co będzie i co było, ale o tym co jest.
I od razu pomyślałam o piosence:

Co ma być, to będzie
Patrzenie w przyszłość
nie jest naszym zajęciem
Co ma być, to będzie


wtorek, 16 września 2014

Ah, trochę męczące dołki... DOŁEczkI

Nie mogę dokończyć mojego wpisu o Mamuni. Nie w tym stanie.
Czasami jest tak, że jest spadek. Depresja, lub jak zwał tak zwał. Zwyczajnie ŹLE.

Wtedy analizy życiowe należy odłożyć na bok. Jak jest źle to wszystkie myśli są złe. Po co więc planować "złą" przyszłość. Wtedy trzeba poczekać, dbać o siebie, otulać się miłością i cierpliwością.

W żadnym wypadku nie podejmować tematów, przez kogo, co, dlaczego czy moje życie jest do d...py. To jest stan chorobowy i nic nie dzieje się racjonalnie.

Tulę się wiec w myślach. Okrywam ciało pluszowym kocem pachnącym kwiecistym płynem do płukania, układam się w stosie swoich poduch i zaparzam Earl Greya. Włączam muzykę, spokojną, niezobowiązującą i czekam na lepszy moment.

Zastanawiam się czy kiedyś w końcu ustąpi? Już tyle razy cieszyłam się, zbyt szybko. Może tak już zostanie, nie będę płakać, ale oczywiście jestem dobrych myśli. Wierzę w postęp medycyny, we własną determinację i ludzi.

czwartek, 11 września 2014

JEJ siła niszczenia jest wielka, Mamo!

Piękna i pewna siebie. Zdawało mi się, że jest najlepszą osobą na świecie. Przynajmniej ona tak o sobie zawsze mówiła. Jako dziecko darzyłam ją miłością bezwarunkową.

Poranki zależały od jej humoru. Bywało tak, że bez powodu wszyscy byliśmy najgorszymi istotami świata. W okuł szalała tylko histeria, a cały świat winien był wtedy ją przepraszać.

Czy miałeś kiedyś uczucie, że jesteś nienawidzony? Szczególnie za własną tożsamość. Co wtedy się robi? Ja chowałam swoje "ja", by nie zostać za nie stępioną, choć i tak byłam.

Bo przecież "całe życie kreci się tylko wokół ciebie". Mnie? Przecież miałam 5, 7, 10 lat. "Wpędzicie mnie do grobu!" mama przez nas umrze? Jakie musimy być złe.

Ah, to boli, choć wtedy jak byłam mała nie bolało aż tak jak teraz.
Były zmiany mieszkań, wchodzący do domu komornicy, wyjazdy zagraniczne, samochody, chaos, chaos i brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.

"Taki jest życie" non stop słyszałam. Wtedy gdy pożyczyłam pierwsze zarobione pieniądze. Wtedy gdy prosząc kilka lat o ich zwrot, czułam się winna. Zakaz zamykania pokoju, wieczne naruszenia mojej prywatności, krzyki, oznaczanie mojego zachowania "jak dziwki".

Później praca w ich firmie i nie dostawanie pensji. "Przecież i tak nic nie robisz"

Później, wiele wiele innych zdarzeń. Wtedy nie wiedziałam, że psychika ma datę ważności.

I splasz. Rozpadłam się na wiele marnych kawałków. Nawet nie wiem, czy to ja się rozsypałam , czy to moja konstrukcja, którą tworzyłam dla matki. Ałaaa znów boli.

Pojawiły się leki i znów stałam się niewolnicą. Przypływy miłości na przemian z odtrącaniem, tak chciałam tych przypływów. Traciłam pracę, traciłam związek, traciłam... sen. Traciłam to bo byłam winna. "Sama sobie takie życie zafundowałaś" , "Nie dziwie się że cię to spotkało", "oj daj mi już spokój z tymi lękami"

Furie na przemian z pseudo miłością. Ałaaa wspomnienia bolą.

Cholera...ale to było uwłaczające.

Teraźniejszość boli jeszcze bardziej. CDN

piątek, 5 września 2014

CHCĘ ŻYĆ, bo ten jeden dzień spokoju wart jest swojej ceny.

Pewnie nie raz myślicie. Czemu ja?

Jak możliwe, że u startu życia los rzuca nam taką kłodę pod nogi. Przecież planowaliście mieć rodzinę, pracować i żyć jak inni. Też się nad tym zastanawiam. Są dni gdy przeklinam rodziców, za dzieciństwo tak daleki od ideału. Przeklinam psychiatrów, leki z którymi miałam wiele niemiłych doświadczeń.

Jednak co daje ta złość, do której oczywiście mam prawo. Nic. Zjada od środka i tylko utrzymuje mnie w pozycji ofiary. Ja ofiarą jednak nie jestem. Już nie. Od dwóch lat w końcu wiele rzeczy zależy ode mnie. Odzyskuje władzę nad własnym życiem.

Wyrzucam złość pisząc, krzycząc w trakcie jazdy samochodem, wyrzucam ją podczas spotkań z psychologiem. Nawet nie wiedziałam, że tak dużo mam jej w sobie.

Nie szukajmy sprawiedliwości. Jej nie ma na świecie i z tym trzeba się pogodzić. Wiele zależy od szczęścia, od kolei losu. Nie narzekajmy, że tak źle potraktował nas los. Choć nie wątpliwie jest nam ciężko. Jak już pisałam, człowiek powinien pogodzić się z tym, że los może przynieść wszystko. Jak przestaniesz równać się do innych, będziesz w końcu wolnym.

Nikt nie wie, czemu śmiertelne choroby przytrafiają się i biednym i bogatym, nikt nie wie czemu ludzie giną w wypadkach, nikt nie wie, czemu na świat przychodzą chore dzieci. Jednak uznając, że wszystko może się zdarzyć, że wszystko może dotyczyć również nas, będzie łatwiej.  Trzeba próbować odnaleźć się w otaczającej nas rzeczywistości.

Jak się za czymś goni to będzie się to robić cale życie. Gonitwa stanie się obsesją i jedynym sensem. Usiądź na trawie w ten słoneczny poranek i pomyśl co widzisz. Co widzisz tu i teraz!
Czy czujesz jakiś zapach? Słyszysz coś? Co czujesz? Wylej wszystkie przechowywane emocję w tę przestrzeń i bądź wolny. Choćby to miała być chwila.





środa, 27 sierpnia 2014

W okopach SPOKOJNEGO INTROWERTYZMU



Jak widzę siebie, swoją osobowość, od razu kojarzy mi się z psem typu Husky.

Rasa stworzona, by żyć z ludźmi, a jednak autonomiczna. Domowa, a jednak dzika. Czyjaś jednak wolna psychicznie. Wiele razy słyszałam o tym jak właściciel szuka swojego Husky, bo ten chciał posmakować wolności i uciekł. Natury człowieka nie zmienisz, a jeśli nawet więc, że będzie musiał odchorować coś co nie godzi się z nim samym.

Mam dni w których uwielbiam być w tłumie, ale mam też takie gdy zamykam się w mojej introwertycznej części, w moich okopach spokoju. Jak bardzo je lubię odkryłam w momencie choroby, tak naprawdę wtedy sobie o nich przypomniałam. Do tamtej pory moje życie składało się z "muszę", "powinnam", "poświęcę się", aż na koniec. :"Gdzie do cholery jestem?" "Kim jestem?".

Nie chcąc ranić innych. lub nie potrafiąc się sprzeciwiać doprowadzałam do sytuacji w której uszczęśliwiałam innych, kosztem siebie.

Ta moja "potrzeba" to coś strasznie dziwnego. Nie lubię planować spotkań z 2 tygodniowym wyprzedzeniem, nie lubię zegarków, zobowiązań, umów- chcę móc po pracy pojechać nad morze. Nawet jeśli nie pojadę, chcę wiedzieć że mogę to zrobić.

"Tak naprawdę owce wcale nie sądziły, że bieganie pomoże na weterynarza, ale przynajmniej dobrze się z tym czuły. "   Leonie Swann z książki Triumf owiec.

Wiem, że większość ludzi nie ma takiej potrzeby, ale co ja poradzę że nie urodziłam się większością. Wyjścia jak zawsze dwa, udawać "większość", lub być szczęśliwą mniejszością.

Tak, więc trudno. Nie idę już utartymi ścieżkami powinności....! Staję się buntowniczką!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

ATAK na moją prywatność!

Niemiłosierne bóle głowy, spadek nastroju na 5 dni spowiły moje bycie. Oczywiście jakby tego było mało, nastąpiło kolejna fala uderzeniowa.

Tym razem moja prywatność stała się szmatą do podłogi. Dzięki znajomością ktoś może bezkarnie śledzić moją korespondencję telefoniczną i rozliczać mnie z niej.

Taka rzecz mogła się zdarzyć tylko w moim świecie. Taka przyzwolenie mogę dawać tylko ja. Jestem chłonną gąbką toksycznych ludzi, najdokładniej w świecie wchłaniam każdą zatrutą kroplę. Napełniona po brzegi, wciąż chłonę więcej.

W imię chorych wzorców.
Gorzkiego poczucia winy.
Strachu przed samotnością.

Oj, pracuję nad zdrowiem, ale czasami zdaje mi się że w jednej minucie cofam się znów do początku. Moje donkichockie wiatraki to moja psychika.



wtorek, 5 sierpnia 2014

Taki przedpsychologowy dzień ;-)

Już za godzinkę ruszam do Pani psycholożki.

Co ja jej powiem, może to że terapia państwowa jest trochę pomyłką?. No z naszych wizyt raz na 2 tygodnie, mają być już tylko raz na trzy. Nie zależy to od niej ale tak właśnie wygląda chore państwo. Improwizacja bezpłatnej służby zdrowia. Skoro by terapia odniosła skutek potrzebne są spotkania raz w tygodniu, to jaki sens jest w tych moich?

No dobra, może mam jakieś super zdolności nadrobienia tych luk, dzięki pracy własnej.

O czym ja jej powiem? O tym, ze lepiej się czuję. No dobrze, nie zmienia to faktu że wciąż mam sporo do zrobienia. Wciąż uwikłana jestem z niezdrowe relacje z matką i moim Armando.

Co się działo do tej pory? Trochę pozytywnych zdrowych reakcji było w Armando. Tak jakby coś zaskoczyło, ale nie cieszę się na zapas. Chyba to już ostatnia próba przemówienia do rozsądku. Mamka wciąż ma napady złości, wciąż wyżywa się na nas za własne problemy. Gdybyście widzieli tą wściekłość w jej oczach, to byście wiali co sił... Ja nie wieje... choć może powinnam. Wciąż bronie swojego ja i patrzę na te ataki z perspektywy współczucia dla niej samej. Oczywiście zaznaczam, że nie zgadzam się na to i daje jej do zrozumienia, że postępuje źle. Wszystko jest przewidywalne, jej jakaś impreza, wyjazd poprzedza wypływ furii. Po czym następnego dnia przyjdzie jakby nigdy nic opowiedzieć o nowych butach które kupiła... ;-P

Chcę, bardzo chcę, by jak najszybciej się wyprowadzić. Niestety ceny mieszkań w mazowieckim nie ułatwiają mi tego. Pozostaje opcja zrobienia oddzielnego wejścia, ale to będzie tylko odgrodzenie się, a nie całkowite odcięcie. Jednak coś zawsze to da, więc może warto.

Armando, ah, pięćset razy już sobie w myślach krzyczałam "Idź już do domu, chcę byś sama". Jakoś dewocieje chyba, skoro uwielbiam przebywać sama. Dzielenie pokoju, a co gorsza mojego łóżka staje się wielką męczarnią. W sumie co złego jest w tym, że tak się czuję? Czy mam z tym walczyć?

Może nie kocham, może nawet nie lubię już go... Co mam sobie zrobić w związku z tym?

Związek przechodzi różne etapy. W którymś momencie zaczął się problem, którego nie zauważyliśmy lub zwyczajnie zignorowaliśmy, by udawać że go nie ma.


środa, 30 lipca 2014

Po DŁUŻSZEJ PRZERWIE... jest DOBrze ;-)

Jakie upalne dni nam się  trafiły. Cała Polska tonie w upale. Ja też, ale wraz w względnie dobrym samopoczuciem. Co się dzieje? Nie ma spadków nastroju ;-) Nie wiem czy to zasługa leków, czy może mojej jakże intensywnej pracy nad pogodzeniem rozerwanych części osobowości. Leki miałam już na tej dawce, a jednak wcześniej nie było takiej ciągłości dni dobrych jaką mam teraz.

Nie zmuszam się do niczego co może być wbrew mnie. Żyję oderwana od dawnych przymusów, skupiając się na tych rzeczach, których chcę. Wiadomo, że nie wszystko jest jeszcze naprawione, a niektóre chcenia chwilowo przewyższają moje możliwości, ale mam czas.

Są ludzie, których obserwuję, ale nie czuje z nimi jedności. Czuję się oderwana od ich rzeczywistości, ale to nic złego, że moja rzeczywistość jest inna. Mam inne doświadczenia, przechodzę przyśpieszony kurs radzenia sobie z kataklizmem, więc po prostu mam inne priorytety.

Czy zazdroszczę im, tym zdrowym? Hymm kiedy miewam spadki nastoju, tak. Oczywiście, ze względu na to, że ostatnio jest ich coraz mniej to wolę być sobą. Dlaczego? Myślę, że nikt tak jak ja nie spojrzy na alabastrowe morze, nikt nie zachwyci się w taki sam sposób wzrokiem mojego psa.
Po co chciałabym być kimś innym? Jestem sobą, a to moja historia, moje życie i moje emocje.

Dzięki temu, że jestem uparta i ambitna doświadczyłam wielu niesamowitych rzeczy. Latałam samolotem, pracowałam w Grecji, latam zawodowo po świecie, mówię biegle po angielsku, tańczyłam wiele lat i wciąż to robię, poznałam świat psychologii, kocham ludzi, kocham muzykę i naturę. I jeszcze milion innych rzeczy, które są mną a ja nimi. Wiem, że bolało wiele razy, nawet w trakcie tych najpiękniejszych momentów, ale to objaw choroby, którą można pokonywać. Choćby trzeba było do końca życia, to warto, bo jeden wspaniały dzień wynagradza 10 złych, baa! nawet 100 złych!!!!

Co jest dla mnie ważne teraz? Moi znajomi, moja siostra i w końcu powoli nawet JA.

Muaaa, buziaki przyjaciele.

;-*

poniedziałek, 14 lipca 2014

NIE! dla pesymizmu!!!

Muszę się wyżalić. Jak to ch...ry można cały czas narzekać? Jaki jest w tym sens by gloryfikować cierpienie. Są ludzie, którzy od rana do wieczora są nieszczęśliwi. Jak jeszcze coś robią by to zmienić to rozumiem, miałam załamania i wiem jak to jest. Niestety kiedy na wszystko mówią NIE, bo NIE to opadają mi ręce.

Mam taką chęć życia, że absurdalne dla mnie jest to bym mogła non stop upajać się swoją beznadziejnością. Oczywiście chorując na depresję lekową mam serie dni, poranków, kiedy w mojej głowie czai się jedynie czarnowidztwo. No, ale traktuję je jako dni ze spadkiem nastroju i czekam aż przejdą. Nie siedzę z założonymi rękami, wciąż mam tysiąc planów.

Kocham życie, kocham słońce i wierzę w swoją szansę na szczęście.

Apel: Jak nie radzisz sobie z poczuciem wartości udaj się do psychologa. Jak to za mało idź do psychiatry, ale rób coś by sobie pomóc. Zawsze i za wszelką cenę walcz. Jest o co.

My kobiety jesteśmy silne w tym że umiemy przyznać się do słabości. Faceci powinni się tego od nas uczyć. ;-D

Jeśli już mamy zły dzień to nie obwiniajmy się oczywiście o to, że to przez naszą beznadziejną beznadziejność, tylko przez chorobę, z której wyjdziemy!




czwartek, 10 lipca 2014

ANalizy.... MĘCZĄCE analizy... dylematy... praca nad sobą.

Tak, jak każdy mam wątpliwości. Czy praca nad sobą to było dobre wyjście? Siostra i mama wzięły leki i niczego nie analizowały. No i po dwóch latach odstawiły i zapomniały.
Siostra miała nawrót i leczy się znowu. Kolejny raz w ten sam sposób.

Ja mam wciąż pierwszy epizod. Minęły dwa lata i wciąż nie jest na tyle dobrze by móc odstawić.
Myślę, że głównie przez bóle głowy, jak ktoś non stop cierpi bólowo, to nie może radować się z życia.

MÓJ PLAN na BÓL.
We wtorek idę do neurologa.
Dodatkowo rozmyślam nad RM szyi, a raczej kręgów szyjnych.

Obstawiam migreny. No ale zdrowy rozsądek karze wykluczyć inne ceregiele.

czwartek, 3 lipca 2014

SERIA DNI DOBRYCH

Po krótce o leczeniu:

Lamitrin mnie uczulał i odstawiłam.
Dawka paro 40 mg była zbyt mocna, zeszłam do 30 i jest odpukać dobrze.

Cudownie jak nie ma bólów głowy, jak nie ma lęku i spadków nastroju.

W tym momencie docenia się życie i jasno patrzy na sprawy które w 'tych stanach" wydawały się nierozwiązywalne. Gdyby tylko utrzymało to się dłużej to wyszłabym szybko na prostą i zapomniałabym o tej parszywej nerwicy.

Mam w sobie wielką siłę. To nie jest choroba słabych ludzi jakby się zdawało. Oj nie.

Moi mili, niebawem psychoterapia i znów wałkowanie dzieciństwa. Okazało się że właśnie ten obszar wywołał we mnie największą burzę, więc wiemy gdzie grzebać. ;-P

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Najukochańsi wrogowie...

No i drżącym tonem znów wyleję siedzące na mej szyi emocje.

Pierwsza, to oczekiwania. Matka moja , współsprawicielka mych lęków, niegdyś ofiara własnej matki jest dla mnie umęczeniem. W jej oczach widzę kocioł emocji i co rusz podchodząc do niej następuje ulanie części prosto na moje ciało. No i co, że pragnę być blisko, skoro to mnie pali, powoduje blizny. Jak zdecyduje się trwać przy jej miłości, nigdy się nie zagoję.

 No, ale ja ją kocham.

Przekładając na język dnia codziennego. Otóż jest mi ostatnio ciężko, bo stan nieco się rozstroił. Stąd czasami przychodzę do niej, żebrząc o wsparcie. Niestety scenariusz jest zwykle dla mnie niekorzystny, bo:

  • za mało robię by z tego wyjść
  • to przez to że jestem egoistką, bo mogłabym więcej myśleć o niej
  • i miliony innych powodów czemu to mam

jak dodamy do tego jej humory, wychodzi toksyczna mieszanka.

Żeby nie było, nie kulę głowy w kolanach, tylko po takich jakże męczącym kopie emocjonalnym i tak głośnym odzewie znowu uświadamiam sobie, że TO JA MUSZĘ zadbać o siebie. Wyobrażam sobie więc sytuację, że tulę sama siebie (znaczy siebie jako małą dziewczynkę), uspokajam, wspieram i choć jeszcze nie widać dużych efektów to wierzę, że jak zacznę polegać na sobie to zakończy się moja pogoń za jakimkolwiek opiekunem, wsparciem ect.

Jak to przekłada się na moją relację z mężczyzną? Identycznie,  też staram się zbliżyć i też dostaję gorącym wywarem emocji.

Problem w tym, czy moja wizja ich podejścia do mnie nie jest zbyt wykarykaturzona. Oni też są ludźmi, którzy popełniają błędy. No, widzę to. Oczywiście.
Zadaję sobie pytanie? Dlaczego słabość jest przez nich tak tępiona. Odpowiedź zdaje się być prosta, sami są słabi i nie chcą widzieć się we własnym lustrze. Tak jak ja nie lubię patrzeć na swoje słabe strony. To bardzo zła nauka. Nie można żyć tylko doskonałą częścią siebie, ukrywając z całych sił swoją słabszą stronę. TRZEBA DĄRZYĆ DO INTEGRACJI.





wtorek, 17 czerwca 2014

UMĘCZONA, ale żyję.

Czuję się tak jakbym była torturowana i nie mogła się z tego otrząsnąć. W sercu niepokój, w głowie sto milionów myśli i nie da się ich zaszufladkować. Jestem zmęczona po bitwie, muszę, a raczej powinnam zregenerować siły. Pozwalam sobie na ten stan, choć nie jest on ani dobry, ani przyjemny.

Dziś psycholog odwołała zajęcia, nad czym ubolewam, bo tak dużo się dzieje, ze nie nadążam. Znów moment w którym jestem małą przerażoną myszką, która w panice szuka wyjścia. Nie ważne jakiego, ale wyjścia. Dla odzyskania równowagi jestem gotowa złapać się brzytwy.

To jest taki moment, gdy każdy jest wrogiem. Wszystko co wywołuję jakiekolwiek emocje to zagrożenie. Rodzina, farmakologia, psycholog, partner, praca, a nawet pies.  Człowiek chciałby mieć swoje ciche miejsce i odizolować się. Jednak nikt jeszcze wycofując się nie wyzdrowiał, choć pozornie to jest dla nas synonim spokoju.

Niech ten czas przepłynie, a ja niech odzyskam równowagę.




poniedziałek, 9 czerwca 2014

GDY SPADASZ I LECISZ drugi RAZ to wiesz że w końcu się zatrzymasz.

Refleksję postanowiłam napisać w trakcie mojego stanu pogorszenia.

Jak dzisiaj siadłam w pracy to myślałam tylko o jednym. Żeby uciec i odizolować się od ludzi.
Z drugiej strony nawet chwili spokoju bym nie miała w domu, bo to uczucie byłoby ze mną i tam. Tak to, moja uwaga skupia się na czynnościach związanych z wykonywanym zawodem. Choć nie ukrywam, lamo dekoncentruje, co pewnie zauważycie w moich postach. Non stop się łapię na błędach, innym szyku zdań. No oczywiście, żałuję, że cierpi na tym mój intelekt. No, ale pamiętam, że przy rozpoczęciu przygody z lekami ten stan trwał i unormował się.

Powoli godzę się z tym, że te zaburzenia ma różne fale. Jak widać nie może być zawsze bajkowo.
W domu panuje wciąż chaos, jestem zdana tylko na siebie w tym centrum egoistów, ale z drugiej strony mam duże szansę zobaczyć jaki drzemie we mnie potencjał.  Znam osoby, które przechodzą przez to z opieką i wsparciem, wcale nie szybciej.

Dużo przecież już zrobiłam. Nie gorzej, nie lepiej, tak jak potrafiłam. Wiem, że mam dużo siły.

Co mnie teraz męczy najbardziej zdecydowanie bóle głowy i spadki nastroju. Lekarz zastanawia się czy przypadkiem to nie są napięciowe, też tak uważam. Niemniej jednak mam zrobić kontrolnie tomografię. Historia moich bólów głowy to już ok 5-6 lat. Zaczęły się nagle wiosną, nie wiem skąd. Wiem, że wtedy się odchudzałam. Wiem, że 4 lata temu założyłam aparat (często słyszy się o tym ze nie za ból odpowiedzialne są wady zgryzu). Wiem, że 7 lat temu zaczęłam swój związek. Wiem, że miewam też migreny z aurą, średnio raz na 3 m-ce. Wiem, że wiele razy miałam już kleszcze. Nie jestem wolna od nałogów, bo wciąż lubuję się w cienkich papierosach. Kiedyś jak miałam 13 lat, wypadłam przez okno z samochodu podczas wypadku. No i pewnie jeszcze 101 innych rzeczy, które mogły mieć na to wpływ.

Spadki nastroju, męczą mnie od skorzystania z atrakcji sertraliny. Wcześniej miałam tylko lęki. Shiiitttt!!!!

Jest dużo gorzej, ale wiem że jak już raz wstałeś, możesz wstać i drugi.
Ja tak kocham życie, tak bardzo.

Oto piosenka The Cure- Lullaby- gdzie Robet Smith moim zdaniem doskonale opisuje te nasze stany, a przy tym piosenka jest naprawdę BOOOSKA. Robert też miał depresję i lęki. Oczywiście żyje do tej pory.



PS: Pamiętajmy, że żyję. Tzn. nie cały mój świat to nerwica. Szukam samochodu, planuję, pracuję, a nawet tańczę.

Samochód. Hymm myślę, żeby było to małe ekonomiczne autko. Mimo, że podobają mi się bardziej burżujskie to nie chcę by celem mojej egzystencji było pokazanie się w fajnym aucie. Poza tym chce zrobić oddzielne wejście, a to też pieniądze. Wciąż dużo we mnie mieć to być. Popracuję nad tym.

Wczoraj pojechałam ze szwagrem i siostrą obejrzeć samochód do Rawy. Fiesta 2007 rok jako jej pierwszy samochód. I dobrze niech kupuje. Jak zwykle okazało się że koledzy z pracy zapomnieli zostawić kluczyków. No i wycieczka okazała się podróżą bez celu.. ale obiad był znośny i wypiłam sobie Radlera 0%.

Jestem i kocham siebie taką jaką jestem. Nie będę już znęcać się nad moją słabą stroną. Postaram się zintegrować ją z tą silniejszą.

 






piątek, 6 czerwca 2014

OBECNOŚĆ NA forach internetowych


Najbardziej znanym forum o tematyce moich zaburzeń jest www.nerwica.com. Byłam już na tym forum psychologicznym nerwicy i zniknęłam jak się polepszyło.

Ludzie pytają czy od tego można się uzależnić?

Może to nie uzależnienie, a bardziej zagrożenie. Na forum są różne przypadki i niekiedy informację są błędne i wprowadzają ludzi w niepotrzebną panikę. Poza tym z choroby trzeba wyjść a nie ją przeżywać, wsłuchiwać się w organizm, skakać po lekach i dawkach. W końcu odchodzi do tego że depresja i nerwica staje się naszym stylem życia, metodą na przyjaciół (bo wielu tu wspaniałych ludzi), metodą by w niej pozostać.

Więc co czasami tam robię? Jak mam pogorszenie. Tak jak teraz, potrzebuję świadomości, że nie tylko ja jestem naznaczona przez to cywilizacyjne piekło. No i jak już ustabilizuję swój stan, znikam. Staram się ufać najbardziej lekarzowi, bo wierzcie, że zdając się na tamtejszych specjalistów można nieźle zbzikować. Chciałabym tam zostać wśród tych fajnych ludzi gdybym wiedziała, że to mi pomoże. 

Jeżeli każdego dnia wstajesz i wpisujesz w google nerwica, później czytasz o tym jak działa dany lek na innych, dzielisz się dniem lepszym i gorszym, zaczynasz żyć już życiem JA=choroba. Nie pozwalasz jej odejść, bo jest Twoim sposobem na życie.

Życzę wszystkim zdrowia, efektywnych psychoterapii i działających leków

Biegłam i przewróciłam się, by znowu wstać.

Mamy już tydzień nowego mixu paro i lamo. Mam wielką nadzieję, że nie skończę z 6 lekami i renta. Ah, jak to możliwe że pelna radości kobieta, wykształcona, pracująca w ciekawym miejscu...jest zdana na szczęście w psychoterapii.

Nie mimo tego wszystkiego nie będę narzekać. Mam w sobie pokłady optymizmu, że uda mi się wyjść z tego mokradła. Niespodziewanie życie podcielo mi znów nogi. Po części znowu wplątałam się w stresującą dla mnie sytuację. Wyjechałam z obcymi mi ludźmi i wpadłam w kilkudniową panikę- co się odbiło na pojawieniu się lęku po zakończeniu wyjazdu. Na lęk złożyło się to, ze tak naprawdę chciałam rozpocząć z kimś nową relację. Przekazać się z rąk do rąk. Jak już dobrze wiem były/obecny jest w moim życiu i nie powiedziałam mu że to koniec. Naiwnie czekając na pozytywny obrót sprawy. Jednak czekam już na tyle długo, ze druga część mnie potrzebuje uczucia. Na chwilę zapominam się, a nawet zdaje mi się że już pora na nową reację, bo brak uczuć trwa już dość długo. Brak intymności od pół roku, na moje własne życzenie. Jednak jak już robię ten krok ku nowemu, znów się cofam i wpadam w paranoje, że powinnam wracać do starego, bo to przynajmniej znam, bo czasami zostanę przytulona, bo przyrośliśmy do siebie jak huba do drzewa. Zaczyna się wojna dwoch światów i nic nie przemawia na żadną ze stron. Ja głupieje od rozdarcia, od własnej niedojrzałości i od potrzeby by oddać się w ręce Opiekuna. Nie ważne jest nic, oprócz tego by nie być odrzuconą. Dochodzi do sytuacji,  ze nie chcę być odrzucona przez byłego i potencjalnego, ta sytuacja zaczyna trwać w nieskończoność. Ciach,... leże.

Muszę wyciągnąć wnioski. Tym razem konsekwentnie.

Postanowiłam, że ostatni raz postaram się zbliżyć do byłego. By jeszcze raz zobaczyć, czy da się coś zrobić. Nie wejdę w żadną następną relację, póki nie posprzątam swoich spraw.

Wiem, że poruszam się po cienkiej linii, bo może to toksyczny taniec z którego za nic w Świecie nie chcę się wyrwać.  Być może ... czarne jest jednak białe, a myśli mnie okłamują.






środa, 4 czerwca 2014

DUŻO sie działo, oj dużo- odratowana, ale tak też bywa....

Pojechałam na wyjazd, niestety były rozpętał małe piękno, stąd na owym wyjeździe pojawiły się paniki. Bałam się i chciałam się przed nim tłumaczyć. Trwało to kilka dni, więc mój organizm się rozstroił. Jestem TYLKO lub AŻ człowiekiem i popełniłam pewien błąd. W sumie wciąż go popełniam, nie powiedziałam konsekwentnie KONIEC! Chęć pozostawienia otwartej furtki, strach przed trafnością własnej decyzji, strach przed przyznaniem się, że 7 lat poszło na marne.

Kilka faktów medycznych, dostałam dawno zapomnianych stanów paniki. Wziełam w pracy wolne i udałam się do psychiatry. Ten zwiększył mi dawkę paro do 40 mg i dodał Lemitrin. Oczywiście doradził przez miesiąc wspomóc się clonozepamum, ale nie jest to potrzebne bo od trzech dni lęków brak. Teraz walczymy ze spadkami nastroju, ot i koniec faktów medycznych.

Kilka faktów z psychoterapii. Obwiniałam się o to, że nie dałam rady i znów psychiatra, że sama sobie jestem winna itd. Psycholożka Kasia stwierdziła, że szybko zareagowałam i nie licząc na nikogo poszłam do lekarza. Czyli mam w sobie pokłady silnej osoby, która jak K. stwierdziła powinna się zaopiekować to słabszą częścią mnie. Hymm...mam w sobie część silną ;-))))!
No i znowu: Nie przyklejaj sobie łatki nerwica, nie utożsamiaj się z nią, nie chowaj się za nią. To pewnie daje poczucie pewnej ochrony, ja słaba więc KTOŚ musi się mną opiekować.

Na szczęście lub nieszczęście w moim domu reakcja jest jak zawsze "aj tam dostałaś paniki, przejdzie i papa". Sama w pokoju, nikt nie rozmawia, w głębokiej d...pie. Nie ma "nie martw się", "jesteśmy z Tobą", a nawet pojawiają się teksty w stylu "Nie dziwie się że tak masz, sama sobie sprawiasz takie sytuacje", "Ja to miałam was na głowie i nie miałam czasu na takie zagłębianie się w siebie", "przestań się na sobie skupiać"


Wiem, że czas się odciąć od tych emocji. Odciąć się od problemów innych, bo dźwigać tego nikt nie jest w stanie. Boję się, ale muszę, bo spokoju nie znajdę.

Nie jestem ofiarą, przecież ja mogę uratować siebie.
Zawsze będę się wspierała.
Pokocham tą samotną małą dziewczynkę.

PS: BARVO dla Justyny Kowalczyk. KONIEC ZE STYGATYZACJĄ ZABURZEŃ EMOCJONALNYCH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

wtorek, 13 maja 2014

JESTEM fajterką...

Dni przeszły w miesiące, a miesiące w lata. Otóż to już drugi rok mojej podróży z ową nieznajomą. Myślę, że wiele się nauczyłam, choć wciąż dużo przede mną. Ten czas to była walka. Oj skłamie jeśli powiem, że udało mi się lekką ręką pokonać strach i smutek. Czuję, że stałam się fajterką, taką pewnego rodzaju wojowniczką.

 
Wiem, że zdarzy się jeszcze mnóstwo gorszych dni. Dzielnie stawiam im czoła. Czuję, że mam duszę wojowniczki, że z tym moja nerwica nie wygra.
Spotykam dużo osób, które walczą. Na forum i w życiu. Każdy z nich to dzielny wojownik.
 
Podziwiam Was i podziwiam samą siebie. Nikt nie wie, jak trudno walczyć z niewidzialnym wrogiem. Nie ważne jakie drogi wybieracie, ważne by celem było zdrowie.
 
Denerwuje się gdy ktoś szydzi z psychoterapii, bądź psychiatrii. Najbardziej w świecie mnie krew zalewa, gdy osoba która nie ma o niczym pojęcia stwierdza, że po lekach ludzie stają się inni, a psycholodzy to mafia, która żeruje na ludzkiej naiwności. Oczywiście słyszałam nie raz o tym, że obie dziedziny nie są bez wad. Brak profesjonalizmu, błędy, współpraca w koncernami itd. Tak jak wszędzie się zdarzają takie rzeczy, ale to nie powód by stanąć okoniem i odmawiać sobie pomocy.
 
To my mamy obowiązek walczyć o sobie. Wizyta u specjalisty nie jest objawem słabości, lecz aktem odwagi. Otóż my decydujemy się użyć wszelkich możliwych środków, by odzyskać zdrowie.
 
Powodzenia Kochani...
 

wtorek, 6 maja 2014

BEFORE psycholog

Wyobrażam sobie, że mój partner będzie moim przyjacielem.
Przyjaciel to osoba, która akceptuje Ciebie taką jaką jesteś. Do tej pory byłam sobą w związku, ale zwykle kosztowało mnie to sporo, bo ciągle musiałam walczyć o te prawo. Tak nie powinno być.

Czy ja go kocham? Kurczę, ja nie wiem. Zdaje mi się że nie pamiętam co znaczy kochać kogoś. Jestem w takiej sytuacji, że nie wiem nawet co bym czuła, gdyby rzeczywiście nastąpiły zmiany w zachowaniu ex. Czy przypadkiem nie oddaliliśmy się już za bardzo?

Jest mi dobrze samej, ale nie wiem czy to nie przez fakt, że ex ciągle gdzieś jest. Nie wiem co byłoby gdyby on zdecydował się przestać być zawsze gdzieś obok.

Czy wtedy bym zrozumiała? No ale trochę żałosne by to było gdybym nagle zaczęła umierać z miłości.

Pozwalam mu na to istnienie obok. Nie powiedziałam koniec, jak i on nie zrobił tego. Tak właśnie doprowadziliśmy do powstania toksycznej relacji.

Chciałabym mieć w związku swoją przestrzeń (pasje, znajomi). Mam znajomych i pasję. Brakuje mi jednak wspólnych zainteresowań. Tzn. nie wyjeżdżamy razem, chyba że ja coś zorganizuje. Nie budujemy niczego, bo on ma straszną blokadę jeśli chodzi o takie inwestycje. Z uporem maniaka starałam się byśmy kupili wspólnie mieszkanie, dom, cokolwiek niestety nic z tego nie wynikło, prócz mojej frustracji.
Samochód, też mój tylko i jeszcze Jaśniewielmożny miał pretensje, że za mało mu pożyczam.
Pieniądze- każdy sobie. Próbowałam wspólnego odkładania, ale szybko stało się to przedmiotem kłótni.
Ciepło- niestety ex to człowiek szalenie zimny i wyniosły, a nawet zarozumiały. Nie stać go na czułe gesty. Zwraca się do mnie jak do 'swojej podopiecznej", a nie partnerki. Nagminnie poucza i podważa moje słowa.

Słowa w stylu Kochanie, Słońce i inne nie przechodzą mu przez usta.
Nasz dzień to jego nieszczęśliwa mina, niezadowolenie, oczekiwania, a czasami złość.
Inaczej jak wypije alkohol, nagle humor ma dobry i "deklaruje mi miłość". Oj tak, po alkoholu ma takie momenty. Jak również ma też momenty, że jestem 'całym złem jego świata'.

W rodzinie mojej czy jego, nigdy nie postawił się po mojej stronie, za to często szukał sprzymierzeńców w 'natarciu na mnie'. Z resztą teraz podobno tak zobrazował sytuację, że ja zachowałam się najgorzej na świecie odchodząc do innego. Tylko, że ja odeszłam i nie prowadziłam dwóch związków na raz. Odeszłam w pełni świadoma końca mojego związku, a to przecież on walczył, rozmawiał, tłumaczył, prosił i obiecywał. Po co? Oczywiście by odzyskać kontrolę. By mnie mieć, by móc znowu czuć się lepiej, że on dobry wciąż jest z tą złą. Czy go to dowartościowuje? Taaak z pewnością. Czy to zdrowe zachowanie? Nie.

No i kolejną sprawą jest fakt, ze nie tylko do mnie brak mu czułości. Dzieci mojego brata wciąż są pouczane, straszone, a jego opinia o nich jest dość surowa. Nie powinno tak być. Chyba? No ale, może się czepiam.

Czemu więc wcześniej nie widziałam rzeczy, które widzę teraz?
Uznałam go za Wyższy Autorytet, lepszego ode mnie, wykształconego, człowieka sukcesu, który zwrócił uwagę na małą, niepewną siebie, wierzącą w jego wyższość dziewczynę.

...a może moje postrzeganie jest złe?


piątek, 25 kwietnia 2014

"grzeczne dziewczynki" ZAKŁADNICZKI czyjegoś zdania ;-P

Wszystko jest dobrze, jak jesteś sama ze sobą?

Tak ja tak mam. Choć wbrew temu uczuciu jestem uwikłana w miliony zobowiązań.

Czemu?

Proste... w dzieciństwie musiałam rezygnować z siebie. Zdanie i wizje innych były mi narzucane. Moje zawsze to były te głupie, niedojrzałe, złe i tyle. Nie mogłam nigdy sprawdzić tego sama, bo przecież wiedziano co jest dla mnie lepsze. Później w miejsce rodziców pojawili się inni- partnerzy, koleżanki, pracodawcy, a "grzeczna dziewczynka" to idealny grunt do orania.


Co dalej?

Dalej zanim się nie obejrzysz pojawiają się ludzie, którzy narzucają Ci własne poglądy, a Ty nawet nie wiesz, że znów wpadasz jak śliwka w tak dobrze znany kompot.

Następnie?

Czujesz, że coś nie tak. Organizm się buntuje. Najważniejsza jest przecież spójność emocjonalna. Ta część Ciebie i mnie nie dojrzała, nie miała ku temu możliwości.

Może to dlatego kolejny związek cię dusi i znowu wszystko nie jest tak jak być powinno?
Może nie radzisz sobie z własnymi dziećmi- bo czujesz że nie liczą się z Twoim zdaniem?
Może kochasz za bardzo?


Tak właśnie się dzieje. Pamiętam podstawówkę, kiedy moim głównym celem było bycie lubianą. Dla mnie oznaczało to bycie dobrym, by nikt nie miał mi nic za złe. Teraz wiem, że lubianymi są osoby, które maja własne zdanie. Ponieważ oni są prawdziwi ze swoim ja. My "grzeczne dzieci" jesteśmy zaprogramowani na bycie dobrymi i wciąż niewystarczająco dobrzy.


Jak żyłam te prawie 30 lat w takim mechanizmie to na pewno będzie mi niezmiernie ciężko to zmienić. Czuję jednak całą sobą, ze to jedyna droga. Muszę dojrzeć w tej części mojej osobowości.





środa, 23 kwietnia 2014

AFTER kwietniowy po spotkaniu z psychologiem

Czuje się jakaś spięta, natłok myśli nie daje mi spokoju. Spotkanie odbyło się.
Mam nadzieje, że powiedziałam o wszystkim. Starałam się być szczera, choć strasznie boję się krytyki, ale mimo przyznania się do kilku błędów nie zostałam pouczona.

Nie umiem jeszcze korzystać  w pełni z terapii, bo wciąż oczekuje nauki, poprawiania i oceniania. Psycholog dała mi znać, że to nie szkoła.

Pierwsza nauka- Pracuj nad samostanowieniem, nie szukaj potwierdzenia swoich przekonań. Czasy, że nie miałaś nic do powiedzenia minęły, teraz możesz się już tego zacząć uczyć.

Druga nauka- Próbuj budować poczucie bezpieczeństwa sama. Tutaj będzie mi ciężko bo nie wiem jak to się robi.

Poruszyłyśmy temat "Co by było gdyby... byłam sama- co bym robiła? "

Nadzieje: Spokojnie mogłabym się położyć po pracy i nikt nie mówiłby że jestem leniwa, jeździłabym na wyjazdy, miałabym czas na zrobienie prania i nikt nie bałaganiłby w moim pokoju. Nikt by mnie nie krytykował, ah.  Oczywiście kontynuowałabym zajęcia tańca. Spotykałabym się ze znajomymi, robiłabym zakupki do lodówki na to na co mam ochotę.

Strachy: bałabym się spadków nastroju i nawrotów gorszych stanów lękowych. Bałabym się że taką naruszoną (znaczy się z zaburzeniami nastroju nikt już nie zechce)

Oczywiście opowiedziałam jej również o stanie w jakim od dłuższego czasu jest mój związek. Nikt nie wie czy jesteśmy ze sobą czy nie. Utrzymuję stan "na rozdrożu" ze względu na fikcyjne korzyści, które z tego mam. Tzn. otwarta furtka. Ta sytuacja jest dla mnie męcząca, bo nie da się iść dalej bez ex, ani odbudować związku. Moim profitem jest uniknięcie przejęcia odpowiedzialności za swój los. Tylko nie umiem przetłumaczyć sobie, że owe wzięcie odpowiedzialności byłoby dla mnie wybawieniem. Oczywiście poniosłabym konsekwencje decyzji:

A) odejście- konsekwencja (możliwość bezpowrotnej straty ex, przekreślenie wspólnych lat, smutek)
B) pozostanie- konsekwencja (zaakceptowanie złych wspomnień, możliwość że się nie zmieni nic, brak satysfakcji intymnej, walka o wspólnie działanie, znoszenie humorów)

Co jeszcze się na terapii wydarzyło? Powiedziałam, że partner mnie mocno ściska, przyciska, przytula, kładzie na mnie w sposób taki że nie mogę się ruszyć lub na mym ciele pozostają siniaki. Ja tam nie wiem czy to jest przejaw toksycznych relacji, bo nie bardzo rozumiem gdzie jest granica. Tutaj powstaje problem taki, że w sumie odburknęłam zawsze coś po takim przyciskaniu, ale może moja reakcja była jednak za słaba i stała się świadomym przyzwoleniem.

No Pani psycholog raczej nie uznała tego za zdrowy objaw.

Ja widzę siebie w postaci BAGS'a z forum net kobiet. Świetnie rozumie sytuacje w której się znajduje, tłumaczy innym mechanizmy, wszystko piknie. Jednak inni słabiej rozumiejący własny problem, podejmują szybciej decyzje o zakończeniu związku, niż on. Ja się pytam dlaczego?
Heh, no przecież wiadomo, łatwiej się kieruje życiem innych niż własnym. Baa, to nawet może dawać złudzenie, ze o czymś się decyduje i że nasze zdanie jest ważne. TYLKO TO JEST ZŁUDZENIE. Buuuu. No, ale w świecie Internetu mamy wielu mądrych, najmądrzejszych i myślę, że dużo osób mogłaby się dopisać do naszej grupy.

Uwielbienie- uwaga- padło pytanie czy potrzebuję uwagi? Oj tak szalenie. Potrzebuje jej bo zdaje mi się że jej nie mam. Pamiętam, że za dziecka pragnęłam żeby mnie słuchano, chciałam żeby rodzice mnie lubili, rozśmieszałam ich. Tu zastanawiam się jednak, nad kwestią o której psycholog nie wspomniała. Pytała, więc nad czymś się zastanawiała. Egocentryzm? Tak, tego też się boję.... Ja bardzo bym chciała żeby mnie wszystko tak nie dotykało bym mogła się skupić na rzeczach innych.

Ostatnia kwestia: powiedziałam o spotkaniu ze znajomym. Ah jak jest lekko być w towarzystwie kogoś kto nie obwinia mnie o cale zło tego świata. Wiadomo jednak, ze pewnie działa tu mój zawodny mechanizm przechodzenia z rąk do rąk. Tutaj też pojawiają się niemile emocje. Czuję się jakbym zdradzała ex, boję się ...i to cholernie się boję.

No więc, pierwsze podsumowanie spotkania już jest.
Będę jeszcze wertowała mój bałaganik.




piątek, 18 kwietnia 2014

DZIWNE SNY, NAPIĘCIE i takie uczucie złosci

Tak, dziś dla odmiany stan nadpobudliwości, namiaru negatywnej energii, napięcia szyi i złości.
Zaczęło się rano, znowu sny o dziwnej puencie, jak zawsze katastroficzne. Znów jakaś zaraźliwa choroba i widmo nań zachorowania: bezradność, lęk, ucieczka i jakiś dziwny romans w tle.

Nie rozumiem sensu tych moich snów, ale czemu ciągle dzieje się coś złego? Wiem, że podstawą moich nocnych koszmarów jest brak kontroli nad życiem. W snach ciągle coś mi grozi, a ja nie umiem się temu przeciwstawić, z mojej perspektywy nie ma nawet takiej możliwości.

Te ciągłe niebezpieczeństwo to lęk będący ze mną od dziecka. Ciągłe życie w stresie rodziców. Oni nigdy nie wiedli spokojnego życia, ah. wyjazdy 200 km w jedną stronę kilka razy w tygodniu z małymi dziećmi, komornicy i napięcia wewnątrz małżeńskie. Nasze zdanie nie miało znaczenia, nie mieliśmy nad tym kontroli. Tak mamy już dzień dzisiejszym i mogłabym już tą kontrole odzyskać, ale nie nauczyłam się jak. Nie umiem sterować własnym życiem.

Wszyscy, którym przyszło się borykać z nerwicą niech wiedzą, ze choćby na rzęsach po błocie "wyjdziemy z tego". Te głupie gorsze stany przyjmujmy z pokorą i uśmiechajmy się do piekielnej koleżanki, nawet gdy daje nam w kość.

Nie będzie larwa miała kontroli nad moim życiem, bo nigdy się nie poddam.

!!!!!!!


Drodzy przyjaciele, obcy i wszyscy, którzy tu zabłądzili. Życzę Wam Wesołych Świąt Wielkanocnych i duuuuużooo zdrowia!!!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Calkiem mały wpis ;-P

Samopoczucie wciąż dobre, ah, byleby jak najdłużej.
Za tydzień kolejna wizyta u psycholożki, a póki co pod moim dywanem wciąż wiele spraw, które tam zamiotłam. Teraz po kolei muszę wyjmować i przeżywać je na nowo.

Pojawiła się w moim życiu nowa koleżanka. Dzwonimy do siebie często i stworzyłyśmy małą grupę wsparcia. Myślę, że świadomość istnienia ludzi o podobnej wrażliwości jest podbudowująca. Mam nadzieje, ze obie wyjdziemy na prostą.

W życiu emocjonalnym wciąż bałagan. Ahhhhh nie wiem czego chcę- straszne uczucie. Jednak czasami nawet z tym trzeba się pogodzić i nie zmuszać do decyzji szybkich. Tak więc nie krzyczę już na siebie, tylko czekam na rozwój sytuacji i sprawdzam jakie są moje prawdziwe pragnienia.

Przesyłam ciepłe pozdrowienia z drogi do zdrowienia.

;-)

czwartek, 3 kwietnia 2014

My LOVELY feeling. I feel GOOD!

Znów dzień znakomitego samopoczucia. ;-)
Myślę, że duży wpływ na mnie ma pogoda. Normalnie zmiany pogody to dla mnie informacja o pogorszeniu nastroju. W sumie to nawet nie mam ochoty pisać o nerwicy dziś.


Muszę przedsięwziąć jakiś plan na siebie.

A) MATERIALNE PLANY

  • Mam ochotę wyspecjalizować się w mojej nowej dyscyplinie tańca który uprawiam. 3 miesiąc za mną i duże postępy.
  • Chcę zrobić oddzielne wejście lub wyprowadzić się z domku, by odizolować się troszkę od rodzinki.
  • No i przychodzi czas zamianę samochodu. Opcja 1 odłożyć pieniądze (u mnie zwykle z tym ciężko), opcja 2 znów wziąć kredyt na 2 latka np. we will see.
  • Wyjechać na wakacje.

B) EMOCJONALNE PLANY

  • Ustabilizować swoją sytuację uczuciową w stosunku do byłego-obecnego
  • Kontynuować psychoterapię
  • Wprowadzać co raz więcej relaksu w moje życie
  • Odstawić paroksetynkę!


Muszę polubić siebie.

No i trudna sprawa. Czyli rozpoczęcie etapu lubienia siebie. Przez 1,5 roku błąkania się dopiero teraz zaczynam to trochę rozumieć. Lubię siebie za co raz więcej rzeczy, powoli, ale ku lepszemu.

Jestem fajną osobą, choć czasem wolę siedzieć cicho i już nie martwię się że ktoś się ze mną będzie nudził. Taka jestem. Bliźniak 100% raz dusza zamieszania, raz szara myszka.
Lubię pisać o swoich myślach tu na blogu i już nie będę się katowała, że ktoś pomyśli jaka egocentryczka. To mój prywatny sposób radzenia sobie z natłokiem myśli, wątpliwości i ogólnie pamiętnik, który kiedyś był ze mną zawsze na papierze, a teraz mam go wszędzie gdzie jest internet i nie muszę chować przed rodziną po kątach, bo o tym nie wiedzą.

Lubię też swój wygląd. Mój wzrost, uśmiech, lekką seksowną nadwagę, wysportowaną sylwetkę, niebiesko-szare oczęta i nawet lekko krzywe nóżki. Wszystko w zestawieniu wygląda naprawdę dobrze.

Lubię swój charakter. Lubię to, że nie chodzę sfochowana na wszystkich, ze mam szalone pomysły, że czasami odpływam zamyślona, że jestem romantyczką, że śmieje się za głośno.

Do zmiany: analizowanie czy komuś się podobam, czy mnie lubi, czy dobrze coś powiedziałam, czy za trzęsły mi się ręce i wiele innych niepotrzebnych rzeczy.




czwartek, 27 marca 2014

DLACZEGO piszę ten PAMIĘTNIK?

Powstały setki tysięcy poradników uczuciowych, nerwicowych, depresyjnych i w każdym z nich jest sporo wartościowych rad. Po co piszę? Ano po to, żeby przeanalizować siebie i doprowadzić do wewnętrznej zgody. Nikt nie jest taki sam i nic tego nie może zmienić. Nawet jeśli w jakiejś publikacji naukowej, ktoś zaleci Ci 10 zasad dobrego samopoczucia. Uważaj, bo jedna z nich może nie być zgodna z Tobą.

Wracając do dnia dzisiejszego. Doszłam do pewnej stabilności po moim przewrocie nerwicowym. Unikam sytuacji w którym miałabym się zmuszać do czynności, bądź zachowań, które nijak się mają do mojej osobowości.

Każdy z nas jest indywidualnym przypadkiem i nie ma prostej reguły na zdrowienie. Szkoda! Z drugiej strony zadziwiająca jest świadomość, że jesteśmy tak złożoną konstrukcją.

Składają się na to geny, wychowanie, znajomi, przypadkowe sytuację i ludzie.
Wypracowujemy swój własny mechanizm i naprawa może się odbyć jedynie przy naszej pomocy.

Od dwóch lat miotałam się panikując i nie wiedziałam czego się mam złapać. Cóż nawet teraz zdarzają mi się takie sytuację.  Jest ich jednak zdecydowanie mniej i widzę już jak buduję się na nowo. To był długi proces i często myślałam, że drążenie tego wpędzi mnie głębiej w chorobę. Jednak jak już pojawiają się prześwity samoświadomości, widzę ile ja wykonałam pracy. Nie poddałam się i dzielnie znosiłam wiele przeciwności. Dzięki temu otworzyłam oczy na dobre rzeczy wokół mnie, których wcześniej nie widziałam.

Nie sądziłam, że w moim świecie otworzą się drzwi, których wcześniej nie było. Często te nowe pomieszczenia zdają się być pełne przerażających mnie rzeczy. Jednak wchodzę, obserwuję, dotykam, otwieram i co raz więcej wiem. Wcześniej miejsce doświadczenia zajmowały domysły i wyobrażenia. Z dwojga złego wolę jednak wiedzieć z czym się zmagam, niż chować to pod dywan.

Jedynie jestem trochę zła, że za dużo teraz myślę o sobie. Mam nadzieje, że z czasem będzie to się zmieniać. Uważam, że taki stan rzeczy wynika z przerażenia tym co się wydarzyło, więc nie jest do końca przesłanką egocentryzmu tylko działaniem instynktu samozachowawczego.

Buzi, buzi mali i duzi. ;-)





środa, 26 marca 2014

BEFORE przed wizytą u Pani psycholog

W następnym tygodniu kolejna wizyta u Pani psycholog.

Nie mogę się doczekać, choć mam głębokie przekonanie, ze znowu będę jej mówiła o tym samym. W tym czasie ona uśnie i spadnie z krzesła. Mam nadzieje, że za jakiś czas coś zaskoczy i będzie wyłaniał się jakiś objaw samoświadomości, bo na razie chciałabym by mi powiedziała co mam zrobić. Nie od tego jednak są psycholodzy, to nie są zastępczy rodzice, którzy pokierują . Oni pomagają nam zrozumieć co my chcemy zrobić.

Ja chcę żyć, rozwijać się, zdrowieć z nerwicy, kochać, być kochaną, szanować i być szanowaną.
Tylko nie umiem obrać właściwej drogi, ze strachu, z konfliktów, z niepewności uczuć i dość długo stoję na najgorszym możliwym położeniu, czyli "rozdrożu".

Droga A- zakończyć i iść dalej.
Droga B- kontynuować i pracować nad związkiem.
PUNKT C- moje rozdroże.

Punkt C- to najlepsza pozycja dla dziecka, a ja właśnie widzę ten brak dojrzałości w swoich poczynaniach. Oddać innym prawo do kierowania własnym życiem i egzekwowanie czy oni dobrze to robią. Trochę przesadzam, ale po części to tak jest. Tak właśnie żyje moja rodzicielka, za jej samopoczucie w dużej mierze odpowiedzialny jest tata. Jak nie ma na nowe ubrania, kosmetyki to jest zła na niego. Jak coś nie idzie w firmie dobrze to również winny jest on. Oddała mu prawo do gospodarowania pieniędzmi, mimo że on najzwyczajniej w świecie nie potrafi tego robić i wpędza firmę i ją w długi. No, ale przynajmniej ma świadomość że to jego wina, a nie jej. Co jest gorsze? Poczucie winy czy poczucie odpowiedzialności? Ona też jest niedojrzała, jak ja.

Kwestie taty przesunęłam na osobny wątek. On wcale nie jest idealny. No, ale póki co na terapii skupiamy się na jednym temacie, a jest nim moja relacja z moim partnerem.

Również zdaję sobie sprawę z wad mojego partnera. Duża ilość alkoholu w jego życiu, brak troskliwości, ciepła, wygodnicki tryb życia (mieszkać u mnie i jeździć moim samochodem), zazdrość, brak zaufania do mnie, naciski na intymność, pesymizm, malkontenctwo.

Ja również mam tych wad trochę.

Zastanawiam się na ile jego wady, nie pozwalają mi być z nim szczęśliwą? Odpowiedź znam, gdyby był życzliwy, szanował mnie, był dla mnie wsparciem to mogę znieść niektóre wady. Chciałabym, by nie wpędzał mnie w poczucie winy, za to że odeszłam. Chciałabym żeby zaczął być bardziej samodzielny (samochód, wspólne plany mieszkaniowe), a nie życie w moim domu rodzinnym.

Czy możliwe jest by był taki jakim chciałabym? To mnie trzyma w moim rozdrożu. Nie wiem czy to co pragnę jest możliwe do osiągnięcia z moim partnerem.



wtorek, 25 marca 2014

ZADUMA.... bezemocjonalne rozważania.

Czuję się jak statek.
Jak statek bez sterów zdany na łaskę wiatrów. Przyjmuję wszystko co przynosi los.
By kierować statkiem, trzeba ciężko pracować, a i tak można rozbić się o skały. Dlaczego za młodu nikt mnie nie nauczył sterowania statkiem? Żyliśmy sobie w naszej spokojnej zatoce, co jakiś czas ktoś naruszył konstrukcję naszych łodzi, ale mieliśmy naszą zatokę, więc wiedzieliśmy, ze mamy czas na naprawę.

Nawet nie wiem, kiedy w zatoce pojawiły się inne statki, okręty, a spokojna zatoka stała się tłocznym portem. Tak mocno kochałam to miejsce, ale teraz mój statek jest już mocno poobijany. Mogę znaleźć inną spokojną przystań, niestety to nie będzie moja dawna zatoka. Z drugiej strony ta dawna też już nie jest taka sama. Mogę harować, odbudować okręt i nauczyć się chronić go przed kolejnymi kolizjami. Boję się że celem przestanie być spokój, a stanie się walka.


Pewnie ten mój stan zawieszenia jest chroniony przez podświadomość. Dlatego nie widzę sensu w zmianach, bo lepszy ten stary znany, niż nowy będący niewiadomą. Wciąż w mojej głowie pytanie. A co jeśli będzie jeśli gorzej?

środa, 19 marca 2014

RZUCAM PALENIE!!!! Matko Boska, ale będzie trudno!

Ja palaczka od sławetnego LO biorę się za rzucanie. To już 13 lat nałogu ;-P Sama nie wiem jak to szybko minęło. Chcę rzucić palenie ze względu na bóle głowy, zapachy, pieniążki. Czego się najbardziej boję? Przytycia! Już doszło 5kg ze związku z paro i nie mogę sobie pozwolić na więcej. Baaa! Ja chcę nawet schudnąć!

Nie pomaga mi fakt, że jestem zodiakalnym bliźniakiem, a tylko one same wiedzą jak ciężko jest im trwać w postanowieniach. Tak sama z wielkimi postanowieniami, co dzienne nowe postanowienie lepsze od poprzedniego.

Najlepszy w rzucaniu jest pierwszy dzień. Kiedy dumni ze swojej decyzji, pewni siebie trzymamy się z dala od dymka. Hę? Co będzie dalej? Okaże się...

wtorek, 18 marca 2014

Taki ZMĘCZONY DzIEŃ

Życie na paroksetynie to nieustająca senność. No, ale ten skutek uboczny wolę od lęku.
Prawda jest taka, że ostatnie dwa lata bardziej egzystuję niż żyję.


Przeanalizowałam już tak wiele. Wciąż czuję się taka zagubiona. Podejrzewam u siebie już wszystkie zaburzenia psychiczne. Może mam Border, może alkoholizm, może zaburzenia aspołeczne, może silna depresja, może narcyzm, może jestem wariatką? Może coś po prostu się u mnie źle wykształciło.

Dlatego moje wnioski i analizy poddaje kolejnemu odcedzeniu przez piętno zaburzeń emocjonalnych. Boję się zaufać sobie samej i poddaję każdą zdrową lub chorą myśl kolejnym rozważaniom. Krótko mówiąc myślenie mnie już boli.

Byłam w ten wknd u byłego-obecnego. Jak ja chciałam się z stamtąd wyrwać. Oczywiście od razu żal do siebie za takie chęci. Nie wiem co się stało? Ja nie mogę już się do niego zbliżać, czuję blokadę, nie imponuje mi w żaden sposób. Nie zależy mu na niczym co jest dla mnie ważne. Ja już przestałam nalegać, straciłam zapał. Wszelka intymność kojarzy mi się z jego niezadowoloną miną. Z tym że "mało", "mało"... z kłótniami, z jego zwierzęcym wzrokiem, z przymusem. AAAAAA!

I jadę raz, drugi, trzeci i nie wiem nawet na co czekam. Na to, że w oczach błyśnie nam iskra? Samo nic nie błyśnie. Jestem miła i staram się uśmiechać, ale nie czuję ciepła, nie czuję chęci działania, tylko wieczne oczekiwania. Ja chcę dziecko, ja jadę na ryby, "nie chce mi się" i brak jakiegokolwiek działania. No co mam skrzywionemu mężczyźnie dziecko urodzić, bo on tak chce? Wyjść za niego, bo przez to on nie jest zadowolony.

A ja, ja już też przesiąkam tą niechęcią, a miałam tyle werwy. Teraz nie chce mi się nawet mówić.

Dwa wojujące okręty tej samej floty. No jaki to ma cel? JAKI PYTAM SIĘ!.
W wielu rzeczach mogę pójść na ustępstwa, ale przecież dla ustępstwa dziecka nie urodzę. Co za PAT!

Zła jestem, wściekła, jak to możliwe? Jak to możliwe, że znalazłam się w tym miejscu?

Jaki miał być mój mąż? Miał być ambitny- jest, miał być ciepły- nie jest, miał być inteligentny- jest, miał pociągać fizycznie- nie pociąga, miał być pomocny- nie jest, zaradny- jest po części i to małej!.





piątek, 14 marca 2014

KŁAMSTWO moje własne niezmuszone...

Jestem człowiekiem, a kłamstwo jest elementem człowieczeństwa. Grunt by nie stało się ono kwintesencją naszego życia i samousprawiedliwieniem wielu rzeczy. Intencje kłamstw są różne, czasami robimy to by kogoś nie zranić. Przecież nie powiemy koleżance, że wygląda źle i powinna schudnąć. Nie o tym będę jednak pisała. Bardziej skupię się na kłamstwie w stosunku do samego siebie, czyli życiu wbrew sobie.



Pamiętam, jakoś w 8klasie, mama pierwszy raz zauważyła że skłamałam odnośnie obecności w szkole. "przecież Ty nigdy nie kłamałaś". Chyba pierwszy raz zaprosiłam kłamstwo do swojego życia właśnie w okresie dojrzewania, powodem było to że czasami bałam się prawdy. W sumie to wciąż się jej boję.

Mogłabym opisać Wam moją historie tak, że ja niewinna była wiecznie krzywdzona przez los. Mogłabym napisać, że przez swoje złe postępowanie wylądowałam w miejscu w którym jestem.
Jestem już zmęczona kłamstwami, dla tego nie mogę napisać, że moje nerwicowe życie jest owocem jednej z założonych wersji. Moja nerwica ma wiele odcieniów szarości i taka jest prawda. Wpływ mam jednak na to co będzie w przyszłości, mogę tak żyć by być fer w stosunku do innych, ale również do samej siebie.

Czym objawiało się kłamstwo w moim życiu. Często obrazowałam siebie jako idealną, a wiązało to się z lękiem przed odrzuceniem. Najśmieszniejsze, że nie ma nic bardziej mylnego. Jak pozujesz na kogoś kim nie jesteś popełniasz najgorszy błąd. W pewnym momencie jesteś już tak wykończony tym, że odbija to się na Twojej psychice. Patrząc w drugą stronę, zazwyczaj pociągają mnie ludzie świadomi swoich wad i nie kryjący się z nimi pod płaszczem "idealnego" wizerunku. Tak właśnie dwa wieloletnie związki, były po części fikcją. Ja okłamywałam partnera. Nie robiłam wielu rzeczy na które miałam ochotę, bo nie chciałam sprawić przykrości, bo wstydziłam się, bo nie wypadało, bo chciałam podkreślić moja lepszość nad nimi- otóż ja przecież mogłam być nieskazitelna. Co za absurd. Jednak długo w to wierzyłam.

Trzeba się nauczyć siebie, by móc siebie kochać. Ja nie kochałam siebie z wadami, więc kochałam osobę wymyśloną. Teraz uczę się siebie od początku. To jest długie, mozolne i strasznie trudne. Nie zaakceptuje jednak innych póki nie zaakceptuje siebie.

Często zdarza się, że ludzie myślą "ona ma depresję? przecież ona zawsze szczęśliwa, uśmiechnięta, z dobrego domu, po studiach"

Tak ona grała najlepszą rolę życia. Rolę lepszej siebie.








czwartek, 6 marca 2014

Moja prywatna PŁAKALNIA

Nie sądziłam, że kiedyś zrozumiem dlaczego ludzie z wiekiem stają się bardziej zgnuśniali, izolują się i nie korzystają z życia jak Ci młodzi. Teraz rozumiem, że zapał studzi dojrzałość i kolejne lata.

Zawsze marzyłam o tym, że będę uśmiechniętą staruszką w modnej czerwonej chuście na głowie i domu pełnym życia i ludzi. Miał być drewniany, słoneczny, bo ja miałam być tą inną staruszką.
Z dziadkiem mieliśmy podróżować po Świecie i spędzić wspaniałą starość.



Nic. Życie doświadcza człowieka, a elastyczność powrotu do pierwotnego kształtu wiotczeje z wiekiem.

Jak mogłam nie przewidzieć, że już u progu 30roku  życia, plany me pokrzyżuje zaburzenie nastroju. No mnie? Uśmiechniętą, aktywną? Dobrze. Przyjęłam co przyjąć miałam, ale jestem już zmęczona brakiem siły, bólami głowy, ściskami i dodatkowymi kilogramami wraz z moim SSRI. Dopiero co się zaczęło, a ja już walczę 2 lata, jak ten czas leci!

Czy przegrywam, nie. Dużo robię w kierunku zdrowienia, aktywność, psychoterapia, odizolowanie się od pewnych problemów, blog, nowi ludzie, wyzwania zawodowe, ale jestem potwornie zmęczona. Po prostu mój sen nie daje mi odpoczynku i jest wynikiem sztucznie stworzonej dawki odpowiednich substancji aktywizujących moje leniwe neuroprzekaźniki do życia.

Nie jestem jakimś unikatem, różne pogłoski mówią że stany depresyjne ma 20 % społeczeństwa, no wiec na tle światowych rankingów jestem jedną z wielu. Tylko fakt, że nasilenie depresji też jest różne. Co jakiś czas nowa gwiazda robi comming out ze swojej walki z depresją czy nerwicą, tak te piękne bogate osoby też. No i to trochę pomaga, ale wraz z ich wojami dochodzą mnie również słuchy o tych którzy przegrali. Wszędzie roi się od informacji, które już mnie męczą.

Najchętniej wyjechałabym na południ, a życie ograniczała do wyjść na plażę i do miejscowych knajpek. Czytałabym książki i uśmiechała się do obcych ludzi. Kompletnie bym ich nie rozumiała, więc nie słyszałabym, że mogą mieć jakiekolwiek problemy. Taki odpoczynek mógłby mieć miejsce gdybym nie była szarym żuczkiem, który musi pracować.

No i w krwi mojej gen psychicznej zarazy płynie sobie i niszczy kobietą naszej rodziny życie. Jeśli przyjdzie mi mieć dziecko, błagam niech będzie to chłopiec.

Siedzę i myślę, że gdyby odjąć ucisk, napięcie i ból to byłoby mi lżej.