poniedziałek, 27 stycznia 2014

WYBACZENIE SOBIE I INNYM =WYZWOLENIE SIĘ Z SYNDROMU OFIARY

Spokój mała. Spokój, o co Ci chodzi?
Nie wiem, boję się już wszystkiego
Przestań się mazgać tylko popatrz co jest sednem Twoich problemów.
No, ale ja nie wiem,
Tyle już myślisz o tym wszystkim i nie wiesz.
To się chyba nazywa konflikt.
Pewnie tak ale co on Ci daje.
Pozwala nie podejmować decyzji. Nie brać odpowiedzialności.
Czy lepiej Ci tak?
Nie. Co raz gorzej.
Pomyśl więc czego pragniesz?
Spokoju i partnerstwa, przyjaciela,
No więc czemu się nie przyjaźnicie.
Bo on mnie nie rozumie, nie jest ciepły, ma non stop pretensje.
Wiesz, to też człowiek.
Tak tylko to trwa już zbyt długo. Całkowity brak porozumienia.
...
A zastanawiałaś się kiedyś nad tym, że powinnaś wybaczyć.
Co powinnam wybaczyć i komu?
Sama wiesz najlepiej.
Znowu jakieś psychologiczne brednie i pranie mózgu.
Nie... Powinnaś wybaczyć sobie i innym.

Czym jest wybaczanie?
Ćwiczenie

Sprawdź, czy masz osobiste powody, by zainteresować się zagadnieniem wybaczania. Na kartce papieru zrób w punktach listę doznanych krzywd. Istotne mogą być zarówno krzywdy doznane od innych ludzi, jak i wyrządzone sobie samemu (niektórzy ludzie stwierdzają bowiem, że największą krzywdę zrobili sobie sami). Długość listy jest sprawą dowolną - może ona liczyć od kilku do kilkunastu pozycji. Poszczególne pozycje powinny być ujęte w sposób lakoniczny - każdy punkt powinien być wyrażony w najwyżej kilku słowach (np. "przemoc ze strony ojca w dzieciństwie", "opuszczenie przez matkę", "zawód ze strony przyjaciela"). Nie chodzi tu bowiem o szczegółowe opisy krzywd, lecz tylko o ich przypomnienie, wyliczenie i subiektywną ocenę ich wagi.
 
 

Wyobraź sobie, że każdego dnia dźwigasz ciężki bagaż. Nawet nie jesteś tego świadom, bo robisz to od wielu lat, jednak nasz organizm nie przywykł do takich obciążeń. Czy chciał byś się w końcu rozpakować i poukładać rzeczy w szafie?

Zróbmy mały eksperyment. Skala obciążenia poszczególnym problemem to jednostki od 1-10. W tym 7-10 oznacza krzywdy które wpłynęły i dalej wpływają na Twoje życie. jeżeli istnieje, krzywda z którą już się pogodziłeś wpisujesz zero.
 
MÓJ BAGAŻ

Brak szacunku ojca 7
Brak wsparcia ojca 8
Wyżywanie się matki 7
Brak realizacji celów przez narzeczonego (dom, samochód) 6
Brak ciepła od narzeczonego i wsparcia 8
Nie mogę zapomnieć, ze odeszłam od narzeczonego do innego 7
Nerwowość partnera 7

Czym jest wybaczenie?

Jest to rezygnacja z pielęgnowania urazy
  • zrezygnować z zemsty (w tym karania samego siebie)
  • zrezygnować z "drewnianej nogi"
  • pogodzić się z tym, że nie będzie rekompensaty za doznane krzywdy
  • pogodzić się z tym miejscem w życiu, w którym jest się teraz

  • Wybaczenie to nie: 

    * zapomnieć
  • zrozumieć
  • usprawiedliwić
  • udawać, że nic się nie stało
  • zbagatelizować krzywdę
  • znów zaufać
  • zaprzyjaźnić się
  • być blisko z osobą, która nas skrzywdziła
  • zrobić niezasłużony prezent sprawcy krzywdy
  • zrezygnować ze sprawiedliwej kary
  • zrezygnować z obrony przed ponownymi krzywdami


  • Wybaczyć nie oznacza - zapomnieć. Tylko pogodzić się np. z tym że matka nie potrafi nie sprawiać mi przykrości,więc akceptuje ten fakt i pozostaje mi szukać bliskości gdzie indziej. Mam prawo do niegodzenia się na takie traktowanie i nie muszę jej już pokazywać moich słabości, bo przecież wiem że ich nie uszanuje. Pozostaje kontakt na mniej zażyłych stosunkach.

    Nie wszystko da się zrozumieć.
    Chcesz zrozumieć motyw, którym działa osoba która Cię skrzywdziła. Przecież czasami nie musi być nic konkretnego ludzie kierują się czasami negatywnymi czynnikami, a niekiedy zwykłą głupotą. Jeśli już długo analizujesz jak coś mogło się zdarzyć. Może czas pogodzić się z tym, że rzecz miała miejsce i dać temu odejść.

    Odeszłam do innego, ale nie mogę ciągle uginać się z poczucia winy. Zrobiłam to, bo mój związek był pozbawiony szacunku, ale nie chcę się tłumaczyć. Nie rozumiem co się stało i pewnie wpłynęło na to sporo rzeczy. Koniec z analizowaniem. Stało się, ale wyciągnęłam wnioski. Pozwalam temu odejść.

    Nie musisz znaleźć usprawiedliwienia.

    Nie prawda, że mamy kogoś usprawiedliwiać to będzie nam lżej. To, że moja rodzicielka dorastała w mocno patologicznym domu nie powinno działać na zasadzie " miała trudne dzieciństwo dlatego ma prawo taka być". Każdy ma wolną wolę. Ona też.

    Nie udawaj, że nic się nie stało

    Udawanie, że nic się nie stało, może doraźnie pomóc poradzić sobie z urazą i poczuciem krzywdy, ale grozi tym, że w przyszłości Ty mógłbyś w ten sam sposób krzywdzić innych ludzi, w przekonaniu, że nic złego się nie dzieje.

    Nie wyolbrzymiaj, ani nie bagatelizuj

    Z tych samych powodów, nie należy bagatelizować doznanej krzywdy (ani jej nie wyolbrzymiać). Staraj się widzieć ją we właściwych proporcjach.

    Nie musisz znów ufać.

    Nie wierzysz, że dana osoba będzie już inna niż przed skodą, którą Tobie wyrządziła. Masz do tego prawo i póki nie poczujesz, że Twoje ja zaufało nie musisz tego robić.

    Nie musisz się zaprzyjaźniać


    Niektóre osoby wyobrażają sobie, że wybaczenie wiąże się z koniecznością zaprzyjaźnienia z osobą, która kiedyś ich skrzywdziła. Nie mają zaś ochoty na zaprzyjaźnianie się z nią, co może utrudniać im wybaczenie. Tymczasem wybaczenie nie musi mieć nic wspólnego z przyjaźnią - przyjaciele to dla nas ważne osoby, wybaczamy zaś niekiedy ludziom, którzy nigdy nie byli i być może nigdy nie staną się dla nas ważni. 

    cdn.

    czwartek, 23 stycznia 2014

    SMUTEK mojego dnia

    Spałam w objęciach swoich lęków i śniłam o lepszych dniach. Kiedyś stan spokoju był dla mnie dniem powszednim, więc kiedy to się zmieniło?

    Zmęczona bólem, niezdecydowaniem nie wiem czy nie odrzucić wszystkiego i nie zacząć być samej dla siebie. Wstawałabym dla siebie, kładłabym się dla siebie i zamknęłabym się na wszelkie zewnętrzne bóle. Oddałabym się samotności w której i tak jestem. Na siłę nie stworzę niczego i choć bardzo potrzebuję pomocy nie potrafię jej przyjąć. Uczucia kojarzą mi się z bólem.

    Nie chcę już bólów głowy i uśmiechu do którego się zmuszam. Chcę nie musieć, chcę chcieć.
    Nie ma rady na moje stany. Z tym poniekąd się urodziłam i muszę zaakceptować to co dostałam w krwi. Rozumiem to co się ze mną dzieje. Mam jednak tego dość. Nie ma gorszej choroby, niż ból istnienia i strach. Los zadrwił sobie ze mnie dając mi predyspozycję do życia jak w bajce. Skosztowałam wszystkich najpiękniejszych rzeczy, po to by teraz wiedzieć co tracę. Smutne to. Nawet żałosne.

    Nie ma takich miejsc w których życie jest lżejsze. Każdy chce przetrwać, każdy chce być z silnymi, a ja nie mam już ochoty starać się być wśród nich. Nie mogę być słaba? Mogę.

    Zazdroszczę Wam zdrowia i spokoju. Mam nadzieje, że sobie kiedyś taki spokój wypracuję.

    środa, 22 stycznia 2014

    Wahania nastroju SO TIRED TO BE STRONG

    No więc wstaje i zmuszam się do działania. Jestem na etapie, że samo myślenie o powodach mojego stanu boli już samo w sobie. Najgorszy jest poranek, ścisk szyi, uczucie tj.kaca uczuciowego i głowy w imadle. Tak to właśnie wygląda ;-(. Shit, shit shit!


    Najgorszy w mojej przypadłości jest stan zawieszenia, niezdecydowania, lub jakby to nazwać dwoistości chęci. Przez to, że zwykle byłam dość liberalna we własnych poglądach, widzę wiele rozwiązań. To przy nerwicy jest nie dobre.
    Dla przykładu:  Tak więc widzę możliwość życia w domu rodzinnym i wyprowadzki, bycia w przeszłym związku i związania się na nowo, pracy w mojej firmie i wyjazdu na dłużej za granicę. Nienawidzę tego, ale odkąd pamiętam tak miałam, przez co umiałam się dostosowywać do zmieniających się warunków. Wspomnę, że jako młoda osoba musiałam się dość często wyprowadzać i zmieniać środowisko szkolne i poza szkolne. Jedyną stałą rzeczą było rodzeństwo. Na szczęście ;-). Na stworzyłam sobie granic , bo nie mogłam. Moje zdanie nie liczyło się.

    No i efektem tego wykształtowała się właśnie moja osobowość. Mega elastyczna osobowość, która nauczyła się zmieniać jak kameleon. Tak właśnie. To ja zmienna Lena z nerwicą ;-P.

    Teraz skrupulatnie analizuje własne pragnienia, by zrozumieć czego chcę i jaki obrać sobie cel.
    Nie mogę już iść z flagą "jakoś to będzie". Muszę wiedzieć czego tak naprawdę pragnę i wtedy będzie mi łatwiej. Chcę realizować swoje pasję, mieć prawdziwych znajomych i w końcu być sobą- całkowicie. W dalszych planach chcę mieć mężczyznę 2 in 1, czyli najlepszego przyjaciela i namiętnego kochanka. Oj poszalałam :-P.  DO tej pory wybierałam raczej typy stręczyciel, narzekacz, dupek, egoista, mamęła i wiele wiele innych.
    Ostatni trafił się pesymista i dyktator, OMG. Masakra. Nie można było przy nim być słabym. Musiałam błyszczeć i pokazywać się z jak najlepszej strony. Następnie przyjąć uwagi, godnie z pokorą. Atfuuu. Of course zawsze się stawiałam i tak wałkowaliśmy te toksyczne tango długimi latami. Na początku uważałam, że dla mnie to nie jest wyzwanie, że radzę sobie świetnie. NIE wzięłam pod uwagę tego, ze wystawiając się na przewlekły stan wkur... (big nerw) będę wprowadzała depresję lękową na salony mojego wnętrza.

    Przykro mi, ale ten temat w moim pamiętniku, będzie przewijał się do znudzenia. Widzę u siebie pewne elementy uzależnienia, ale raczej jako osoby unikającej bliskości. Nie kocham za bardzo, ale raczej boję się pokochać. Oszukuję siebie że jeśli będę chłodna emocjonalnie, to tak partner będzie chciał ze mną być. W rezultacie, rzeczywiście możecie przytrzymać przy sobie partnera wiele lat, ale NIGDY nie zbudujecie prawdziwej więzi. Jedyne co można tak otrzymać to mechanizm uzależnienia od niszczących emocji. Tzn. ja dążę do tego, by on chciał ze mną być.  On dąży do tego samego. Żadne z nas nie dąży do stworzenia więzi przyjacielskiej, mimo, że każde bardzo jej pragnie. Jednak strach przed pokazaniem czułości jest silny, to dla nas jak pokazanie się z tej słabej strony. Przecież my jesteśmy mocni, zrównoważeni, my wiemy, że nie można,że silny ma łatwiej. To nasze fałszywe kody. Tak właśnie nauczyliśmy się w młodości funkcjonować, może ja DDD on DDA, tworzymy naszą CHORĄ MIŁOŚĆ.



    niedziela, 19 stycznia 2014

    Ufff wczoraj było ŹLE, ale dziś jest już lepiej

    Dziś nie będę panikowała bo czuję sie nawet dobrze. Dlatego mogę trochę pomyśleć ;-)

    Stres to mój wróg z którym muszę się przyjaźnić. Stres objawia się w wielu sytuacjach, ale w niektórych jest dla mnie znośny w innych bardzo uciążliwy. Z tego co się u mnie teraz dzieje, widać że nie wiem czego chcę. Mam do siebie o to żal, bo inni wiedzą. Ja nie jestem inni i powinnam to w koncu zrozumieć. Pawlikowska pisze o szczęściu i niewątpliwie je realizuje, ale ona też nie jest idealna tylko że chyba pogodziła się z tym. Myślałam sobie o tym, że jak to możliwe że ona jest już na innym poziomie swych emocji, a też boryka się z samotnością. Jej nowe ja związało sie związkiem małżeńskim z Cejrowskim i co? Rozwód.

    Ja przeżywam klęskę. A tu połowa świata się rozstaje i rozwodzi i jakoś żyją. Pewnie gdybym podjęła decyzję KONIEc to w koncu bym poczula się lepiej, ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Są ludzie, którzy ufają swoim przeczuciom i jest im łatwiej, a ja przecież jestem w konflikcie w wewnętrznym ja i mam przez to problem.

    Hymmm, krzyczę na siebie, a nie powinnam.

    Mam prawo mieć dylematy. Z czasem się wszystko ułoży.


    piątek, 17 stycznia 2014

    MIŁOŚĆ tak trudno ją zrozumieć...


    Miłość. Słodko, radośnie, beztrosko i bezpiecznie. Ah bajeczki kochane...
    Nie wiem, co oznacza miłość. Chyba nie ten stres, który panował w moim życiu od ostatnich miesięcy. Chyba nie...Tak bo nie wiem czym ona jest. W koło ludzie, którzy są z innymi, choć wcale się nie kochają. Wśród nich i ja. Wystraszona, odziana tylko w płaszcz wspomnień, boso idę po lodowatej drodze. Idę, ale nie wiem gdzie i po co.

    No i co z tego, że minęło lat wiele. Wspólnych lat. Miłość poddana była próbie, której nie zdała.
    Nie trudno nam było śmiać się gdy było śmiesznie. Co się z nami stało później?

    Mój koszmar choroby przewartościował moje życie. Gdzie był ukochany, gdy dławiłam się ze strachu, gdy oddana zostałam jemu bezbronna. Jedyne o czym myślałam to by znikł póki nie wrócę do siebie. Bałam się jego złości. Wknd urozmaicone w alkohol, wyjazdy ze znajomym, wyjście nocne, bez uprzedzenia. Krzyk i pretensje. Nie odbieranie telefonów. Taka jest miłość?

    Mówią, by nie żyć iluzjami. Czy to jest takie bajkowe, że człowiek potrzebuje kogoś w problemach? Wszystko chciałam tłumaczyć. Bronić go przed tym, że nie wiem co to jest, stąd tak reaguje.

    No, ale przecież ten jeden raz nie mogłam wziąć tego na siebie. Ten jeden raz.
    On, jak zawsze spokojny żył sobie swoim życiem.

    Czy ja wiem czego oczekiwałam od mojego partnera?
    Powiedziałam, że ten czas jest dla mnie trudny i by ograniczył złość do minimum, by wspierał i pomógł mi przez to przejść. Bezsenne noce w panicznym lęku spędzałam sama, lub przy mamie. Jedyną zasługą było to, że nie zostawił mnie. No, ale to trwało 3 miesiące. To nie dużo, najgorzej było tylko 1. Co to jest 30 dni poświecenia, na 7 wspólnych lat?

    Później już była tylko równia pochyła. Oddalałam się od niego i oddalałam, aż wyprowadziłam się i związałam z kimś innym. Po czym cierpiał, zmieniał się, prosił o powrót, a ja wróciłam.

    Na twarzy jego malował się tylko żal do mnie o to, że odeszłam. Przekształcał rzeczywistość tak, by jego sumienie było spokojne. Nie mógł przecież przyjąć odpowiedzialności na siebie, wina była moja.

    AAAAAAAAAAAAAAAA pozwoliłam sobie krzyknąć.







    piątek, 10 stycznia 2014

    Dezorientacja w ŚWIECIE ZA SZYBĄ

    Osoby biorące paro i inne SSRI czują się jakby ich życie toczyło się za szybą. Szyba ma ich chronić, ale chroni je przed dobrym i złym jednocześnie.



    Dawno nie czułam się tak zdezorientowana jak ostatnimi czasy. Oczywiście dzisiejszy dzień spędzony w necie zaowocował kolejnymi odkryciami. Otóż podobno obliczono wartość liczbową stresu przy poszczególnych sytuacjach życiowych. No i u mnie to chyba WIN SCORE by się zrobił. również podobno wysokie sumy dają wyższy procent powstania różnych chorób. SUPER ;-( co? Właśnie że nie super. Czasami jak czytam ten stos psychologicznych zasad i porad co raz mniej wiem. Czyli cel dojścia do ładu z własnymi emocjami zdaje się być co raz dalej i dalej.

    No i siedzę za moją szybą i obserwuję na przemian deszcz i słońce. Przy czym i jedno i drugie jest mi obojętne. Chcę tylko spokoju, już nie chcę radości, tylko spokoju. Jak wiecie nerwica męczy, ale cholerna z niej jędza. Ja już jestem tak zmęczona, że nie chce mi się już nic naprawiać, analizować i zmieniać. Chcę, pragnę i żądam- spokoju. Marzę, że przyjdzie dzień kiedy zapomnę o tym wszystkim. Jednak wiem, że tylko jakaś neurobiologiczna amnezja dałaby żądany efekt. Czyli pozostaje nauczyć się żyć z tym niewiadomoczym schowanym w mojej głowie. Wiecie co? Ja znam wielu ludzi, którzy mają większy bałagan w głowie niż ja, ale oni nie mają nerwicy. Dlaczego to ja muszę być krystalicznie idealna, by uwolnić się od lęków i melancholii? Nie chcę już być idealna i szukać najlepszej drogi. Zmęczyłam się. Chcę odpocząć, tak bardzo tego pragnę.

    Dobijają mnie rady, oczekiwania, wymagania, które powinnam spełniać, bo jestem chora. Jaka to zasadność? Czy nie powinno być tak że skoro człowiek źle się czuje to powinien przez ten czas odpocząć a nie jeszcze bardziej się nadwyrężać. Nie jednak prawidłowość jest odwrotna, jak masz problem musisz starać się bardziej niż zwykle. F.U.C.K

    JEDEN Z NAJPOPULARNIEJSZYCH TEMATÓW. UZALEŻNIENIE OD MIŁOŚCI

    zaczerpnięte z http://www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/wzorce/

    Uwodzenie

    Uwodzenie może stać się dla kobiety sposobem na podniesienie swojej wartości, zdobywanie władzy nad mężczyznami, zdominowanie partnera, uzyskanie potwierdzenia dla swojej kobiecości. Wtedy mówimy właśnie o uzależnieniu od „miłości” poprzez uwodzenie. Kobieta potrzebuje mężczyzny nie do związku, a raczej do uzyskania od niego akceptacji, podziwu czy adoracji. Traktuje go raczej jak obiekt, którego używa do zaspokojenia swoich potrzeb. Zazwyczaj poprzestaje na samym zdobyciu męskiej uwagi czy fascynacji. Jeżeli często idzie za tym kontakt seksualny to jest prawdopodobieństwo równoczesnego występowania uzależnienia od seksu. Jest to oczywiście pewne uproszczenie - kwestia współistnienia obu nałogów jest bardzo złożona. Wzorzec uwodzenia może przejawiać się poprzez:
    • zainteresowanie jedynie zdobyciem mężczyzny bez chęci związania się nim
    • przymus obracania się w męskim towarzystwie i „karmienia się” męską uwagą i adoracją
    • nakierowywanie rozmowy na seksualne tematy, żarty, dwuznaczności
    • flirty i utrzymywanie nieokreślonych relacji z mężczyznami (pomiędzy kolegą a kochankiem)
    • mierzenie swojej atrakcyjności poprzez poziom zainteresowania mężczyzn
    • wykorzystywanie swojej kobiecości do zdobywania władzy nad mężczyznami – wyzywający strój, zachowanie o podtekście seksualnym
    • poprawa samopoczucia dzięki kolejnym „podbojom”
     

    „Miłość ” obsesyjna

    „Miłość” obsesyjna oznacza, że kobieta pomimo świadomości swojego cierpienia w związku, pomimo ciągłych kłótni lub ustawicznej obojętności, nie potrafi definitywnie odejść od partnera. Potrzeba bycia w tym związku jest dla niej silniejsza od niej samej. Toczy permanentną walkę o to, aby partner się zmienił, skupia całą swoją uwagę na nim i na związku, zaniedbując często inne sfery swojego życia – prywatnego bądź zawodowego. Nie zważając na straty, nadal prowadzi swoją wojnę w nadziei, że kiedyś jednak odniesie zwycięstwo. „Miłość” obsesyjna może przejawiać się poprzez:
    • nieumiejętność zerwania związku, który wiąże się głównie z cierpieniem
    • pozostawanie przy partnerze, który jest niedostępny emocjonalnie, utrzymuje dystans, unika zaangażowania w związek, ucieka w aktywności poza związkiem
    • pozostawanie przy partnerze, który stosuje przemoc fizyczną, psychiczną bądź seksualną
    • wybaczanie partnerowi ciągłych  zdrad
    • pozostawanie w związku, w którym partner jest uzależniony (od alkoholu, seksu, hazardu itp.) i nie leczy się ze swojego nałogu
    • permanentne kontrolowanie partnera - sprawdzanie telefonu, poczty elektronicznej, kieszeni, niezapowiedziane odwiedziny w miejscu pracy, szpiegowanie
    • ustawiczne krążenie myślami wokół swojego partnera – wyczekiwanie na kontakt, zastanawianie się nad tym, co aktualnie robi, nad sposobami naprawy związku itd.

    Współuzależnienie

    Jeszcze kilka lat wstecz współuzależnieniem nazywano w Polsce sposób funkcjonowania żon alkoholików. Pomimo iż nadal trwają spory dotyczące tego terminu, niemal wszyscy są już zgodni, że problem ten jest znacznie szerszy. Ja traktuję go jako ten wzorzec uzależnienia od „miłości”, który może występować nie tylko w związku kobiety i mężczyzny, ale również może dotyczyć rodziców i dzieci, przyjaciół czy rodzeństwa. Definicja, która według mnie najlepiej oddaje ten problem, została stworzona przez M. Beattie: „Współuzależnioną jest osoba, która pozwala na to, by zachowanie innej osoby oddziaływało na nią ujemnie i która obsesyjnie stara się kontrolować zachowanie oddziałującej na nią w ten sposób osoby”. Kontrola ta często przyjmuje postać wchodzenia w rolę opiekunki, poświęcania się, „stapiania się” z partnerem. Zdarza się również, że przejawia się agresywnym dążeniem do tego, aby partner się zmienił, obwinianiem go o swoje nieszczęście. W skrócie można te dwie sytuacje opisać  zdaniami – „Kiedy ty będziesz szczęśliwy, ja również będę” oraz „Zmień się, a wtedy ja będę szczęśliwa.” Jest to oddanie klucza do swojego szczęścia w ręce innej osoby. Współuzależnienie może przejawiać się poprzez:
    • jeśli partner jest uzależniony – uporczywe koncentrowanie myśli, uczuć i postępowania wokół partnera i jego nałogu
    • poczucie odpowiedzialności za partnera, nadmierna troska o niego, nieustanne dbanie o to, aby był zadowolony
    • przejmowanie zdania i poglądów partnera, podporządkowanie się mu
    • stawianie potrzeb partnera na pierwszym miejscu, ponad swoimi
    • uzależnianie swojego samopoczucia od nastroju i zachowania partnera
    • skierowanie swoich wysiłków na to, aby partner się zmienił
    • oczekiwanie bezwarunkowej miłości ze strony partnera, ciągłych komplementów i dowodów uznania
    • obwinianie partnera za własne nieszczęście

    Unikanie bliskości

    Wydawać by się mogło, że unikanie bliskości to przeciwieństwo  uzależnienia od „miłości”. Niestety jest to jedynie druga strona tego samego medalu. Najłatwiej wytłumaczyć to zjawisko na przykładzie zaburzeń związanych z jedzeniem. Uzależnienie od jedzenia może przejawiać się  w dwóch skrajnych wzorcach – kompulsywnym jedzeniu (obżarstwo) oraz kompulsywnym unikaniu pożywienia (anoreksja). Unikanie bliskości jest właśnie takim nałogowym unikaniem przyjmowania i dawania „pokarmu” uczuciowego lub przymusem sabotowania prawdziwie intymnych więzi. Osobami o tym wzorcu uzależnienia od „miłości” kieruje lęk przed bliskością oraz, paradoksalnie, lęk przed odrzuceniem („zanim ty odrzucisz mnie – ja zrobię to pierwsza”). Unikanie bliskości może przejawiać się poprzez:
    • zakochiwanie się bez wzajemności w nieosiągalnych partnerach
    • wchodzenie w relację z niedostępnym emocjonalnie partnerem
    • kończenie relacji, kiedy zaczyna rodzić się prawdziwa intymność
    • unikanie otwarcia się przed partnerem z obawy przed byciem omotaną i osaczoną przez niego
    • preferowanie przelotnych romansów nad poważane zaangażowanie w związek
    • pozostawanie w relacji z więcej niż jednym partnerem, tak aby uniknąć głębszego zaangażowania z którymkolwiek z nich
    • zaangażowanie w aktywności poza związkiem (w hobby, pracę, inne uzależnienie, znajomych itd.) tak, aby uniknąć zaangażowania w związku
    • trzymanie partnera na dystans

    „Toksyczne tango”

    Kiedy osoba uzależniona od obsesyjnej „miłości” zwiąże się z osobą unikającą bliskości zdarza się, że rozpoczynają oni charakterystyczny cykl wzajemnego uzależnienia  zwany „toksycznym tangiem” (zob. P. Mellody „Toksyczna miłość”). Nałogowiec „miłości” obsesyjnej często zostaje uwiedziony przez osobę unikającą bliskości, która po zdobyciu go, zaczyna się odsuwać. Ta pierwsza rozpoczyna wtedy intensywną walkę o zdobycie uczucia partnera, próbuje go zmienić, całą swoją energię skierowuje na związek. Unikający bliskości z każdym dniem zamyka się coraz bardziej, staje się niedostępny i ucieka w aktywności poza związkiem. Tak się dzieje jednak do czasu, gdy nałogowiec „miłości” obsesyjnej zdecyduje o rozstaniu i wycofa się ze związku. Wtedy role się zamieniają. Osoba unikająca bliskości robi wszystko, aby odzyskać partnera. Zaczyna zachowywać się tak jak tamten tego  zawsze oczekiwał, obiecuje poprawę, uwodzi i nakłania do powrotu. Nałogowiec „miłości” obsesyjnej przyjmuje wtedy role unikającego bliskości – dopóki walka partnera nie przekona go i nie podejmie decyzji o powrocie do związku, wracając przy tym do swojej poprzedniej roli. Po krótkim „miodowym miesiącu” sytuacja wraca do stanu sprzed rozstania – osoba unikająca bliskości robi zwrot i znowu ucieka od zaangażowania. Po jakimś czasie sytuacja się powtarza. Cykl taki może odbywać się z różną częstotliwością, różnym natężeniem i różnymi zamianami ról. Najczęściej charakteryzują go:
    • częste rozstania i powroty
    • intensywność i namiętność odbierana jako prawdziwa i wyjątkowa miłość
    • jednoczesne przyciąganie i odpychanie siebie nawzajem
    • charakteryzowanie swojego partnera zdaniem – „nie mogę z nim żyć, ale nie mogę też żyć bez niego”
    • wysoka temperatura uczuć w związku – cykle pozytywnej i negatywnej intensywności emocji
    • jeden z partnerów zawsze „goni” drugiego – partnerzy często zamieniają się w tej roli