poniedziałek, 24 lutego 2014

Kolejny dobry dzień ;-)

Jak ja lubię czuć się jak dziś. Nic nie ściska, nic nie denerwuje, po prostu chce się żyć.
Potrzebuje takich dni jak dziś, czuję jak ładują moje akumulatory.


Fajnie, że po tylu złych dniach pojawiają się te lepsze, czuję się jakbym była zdrowa.

Jakby słońce przyniosło mi życie ;-)
Wiem, wiem, że to tylko chwilowe, ale to pozwala mi przypomnieć sobie jak to jest być zdrowym. Pozwala zobaczyć jak to jest kiedy nic nie boli.

Wiem, że z tego wyjdę. Wiem, że inni również to tylko emocje, które się rozchorowały.

Buzi, buzi ;-)

środa, 19 lutego 2014

Wypuszczanie smutku... mój prywantny cleaning.

Czas leci tak wolno. Miewam lepsze nastroje, ale nie dziś.
Dziś wracam myślami do moich fantazji, do uczucia które nie miało prawa być.



Tak bardzo tęsknie za miłością, ciepłem...ahhhh
Czemu nie mogło się udać? Przecież tyle się już nacierpiałam. Przecież nie popełniłam błędów, wiec jak to możliwe? Wszystko jest niestety możliwe.

I tak myślami wracam do momentów w którym objęta byłam ramionami w których było mi dobrze. Ciągle jednak to było zbyt mało. Tak bardzo chciałabym, więcej... bardzo.

Uśmiech, dotyk, ciepło... bezpieczeństwo.
Nie chce mi się nic i nie mam motywacji.

Czasami tak też musi być, a ja muszę ten fakt zaakceptować.
Poznałam wolnego ptaka, więc musi być wolny.

Co mnie tak szalenie ciągnęło? Może to zazdrość, że można żyć samemu sobie? Powiedział, że zawsze wszystko tak się kończy. Zasmucił się, że nie dałam rady być wypełnieniem luki jego bogatego życia. No, ale twardo i męsko skłonił się ku mojej słabości i zgodził na zaprzestanie. Cieszę się, że w żaden sposób się nie poniżyłam tylko przyznałam się przed samą sobą, że to dla mnie za wiele. Istnieje szansa, że byśmy podołali, przeszli najgorszy okres, gdy czasu było mniej niż mało. Te może jednak za wysoką cenę miało. Za wysoką dla mnie. Może jednak on też cierpi, bo wolność kosztuje go drogo. Nie ma stałej przystani i osoby, która o nim myśli.



Tak właśnie sami sobie urządzamy ten świat. Jak ktoś mądry powiedział nie można mieć wszystkiego, skoro nie , to trzeba mieć to co najważniejsze. Tutaj już nasze priorytety się rozjeżdżają.

Jak mogłam to przeoczyć. Mogłam, bo jestem na głodzie najgorszego narkotyku świata.
Miłość potrafi budować i niszczyć.

Nic nie doda mi teraz skrzydeł. Ciepło którego brak, zimno, którego pełno, a pośród tych strug moich łez, czai się lęk i niepewność. Co będzie jutro?

Każdy dzień niesie ten sam schemat, każdy cel zdaje się być bez celu.

Jak to możliwe, że zgubiłam się aż tak.

Czekam na dzień w którym będę się czuła jakbym była tam gdzie trzeba, z kim trzeba i żeby ten dzień był moim dniem już do końca życia.

Jestem największą egoistką świata, jak można myśleć o swoich uczuciach tyle co ja. Dlaczego nie widzę, rzeczy z boku. Inni ludzie dowiadują się że został im jeszcze rok  życia, a ja czuję że już nie żyję. Wiem, że dzisiejszy stan poprzedziły dwa cudowne dni, że dzisiejsza pogoda jest zdecydowanie grobowa, ale to mnie nie podnosi na duchu, bo kiedy są te straszne dni, kasują wszystkie pozytywne osiągnięcia tych poprzednich.

Do kogo mam pójść po pracy? Nikt mnie nie zrozumie. Za wcześnie by pójść spać. Chcę schować się przed  światem. W jakimś miejscu pełnym ciszy i płakać łzami których już  nie ma.

Dlaczego doszło do tego? Dlaczego nie mogłam normalnie żyć? Od zawsze stres i niepewność, zawsze czułam się na boku, taka niedopasowana. Zawsze chciałam by mnie akceptowano, bo nie czułam się akceptowana. Czułam się nudna, wycofana i bez własnego ja.

Teraz, widzę że nie lubię już jechać do ludzi i grać szczęśliwej i fajnej. Chcę być sobą, nawet jeśli w tym momencie jestem szaro bura to jestem ja.

Kończąc dzisiejszy post, chcę powiedzieć, ze trochę się uspokoiłam. Musiałam wylać te zatrute emocje.

piątek, 14 lutego 2014

Uff lepiej

Dziś już lepiej.
Wczoraj popłakałam sobie i wyrzuciłam te trujące emocje.

Daleka droga jeszcze do przebicia, ale liczą się małe sukcesy.

Po pierwsze, miałam odwagę by powiedzieć co myślę w jednej ze spraw prywatnych, to bardzo dobrze umieć wyrażać emocje, zamiast w ciszy czekać na obrót zdarzeń. Jest o wile lżej, no ale przy okazji czuję się również zmęczona tymi dwoma dniami.

Uff, jednak mam wknd i to mnie trzyma w pionie ;-)
Będzie dobrze, bo fajna ze mnie kobieta i poradzę sobie z tą próbą, która na mnie zeszła.

Dziś muzyka i miłe towarzystwo.
Jutro taniec.

I tak do przodu będę szła, tup tup tup... ;-)

czwartek, 13 lutego 2014

UWAGA KRYZYS- ludzki przejaw, ale szalenie trudny.

Ból głowy i duszy dokucza mi dziś silniej.
Wczoraj miałam ciężki dzień. BRADZO CIĘŻKI.



Jak to możliwe, że zdaje się nam że kogoś znamy, a później jak wchodzimy na back stage okazuje się, że znów oglądałyśmy dobrą sztukę, ale to była gra. Na prawdę życie wygląda inaczej.

Znów doszukuje się winy w sobie. Co zrobiłam źle? Cieszę się, że byłam szczera. Mimo że mój ból jest teraz dość silny, to nie skazałam się na długie, powolne cierpienie, tylko zrobiłam to w sposób ekspresowy.

Ja zagubiona i on zagubiony, gdzieś w swoim życiu umieszczeni chcieliśmy by druga osoba rozwiązała nasze problemy. COś co zbieraliśmy całe życie na barkach drugiej osoby? Nie, nikt tego nie zniesie. Chyba że jest masochistą. Ja byłam masochistką, ale dłużej nie dam rady.

Ja spragniona zainteresowania, bezpieczeństwa i miłości.
On "wolny ptak", któremu doskwierała samotność, ale na własne życzenie.

Każdy kieruje swoim życiem, otóż on też własnym pokierował tak, że podjął decyzję, które rzeczy są ważniejsze. No i znów te przewijające się JA, JA i JA.

Jestem uwikłana w swoje sidła. Żyję dla bycia z kimś. Jestem uzależniona.
85% życia poświęcam na myśleniu drugiej osobie, a to nie jest zdrowe.

Cieszę się że w końcu psychoterapia.
Tego potrzebuję.

Coś czuję, ze jak wybuchnę płaczem, który siedzi we mnie to w końcu wyleją się te zamknięte emocje i pójdą lawiną z moich oczu. Szczerze tego pragnę.


wtorek, 11 lutego 2014

TROCHĘ smiechu ;-P

Z dystansem o nerwicy.

Kiedy wiemy, że nerwica jest blisko? Po pierwsze gdy znamy rozstaw wszystkich publicznych toalet na naszych najpopularniejszych trasach. Szkoła, dom, praca i inne. Oczywiście jeżeli chcecie wiedzieć jak objechać korek, to nasz chleb powszedni. Zrobimy wszystko by nie stanąć pomiędzy samochodami. Nawet jeśli oznacza to pozostawienie samochodu w tunelu bez kierowcy. No sorry, wy nie zrozumiecie a nam się nie chce tłumaczyć.

 
Supermarkety ;-))))) To lubimy najbardziej. Jak chcesz sprawdzić, czy Twoja partnerkę nie ma nerwicy zabierz ją np. do Ikei i powiedz, że zapomniałeś gdzie jest wyjście.
 
 
Jeśli mina będzie taka, cóż ...
 


Tak, po tak ciężkim dniu to już tylko do domu i spać. Hehe żartujesz?
Poziom wtajemniczenia 2- bezsenność.
Nie ma co jak po kilku nieprzespanych nocach, mieć kolejną nieprzespaną noc.


Na szczęście zawsze możemy liczyć na rodzinę i bliskich.
Nie ma co jak sławne "weź się w garść", "sama sobie to wymyślasz"





MIKSER emocjonalny...

No i stało się.

Dowiedziałam się, że luby spotyka się z inną koleżanką i zabiera ją na romantyczne wyjazdy w rodzinne strony. Wiadomo, że nic w mojej głowie nie dzieje się teraz na płaszczyźnie racjonalnej, tylko zakrzywionej emocjonalnej  ślizgawce w dół. Tak! nie ważne gdzie prowadzi, zjeżdżam, by potem znów wchodzić na górę.

Nie dziwi mnie fakt, że nie umiem ocenić własnego położenia, bo po tylu przejściach każdy by miał problemy z zaufaniem własnej osobie. Szczególnie znane prawidło jest takie, że jeśli nie szanujesz siebie to inni też Ciebie nie będą szanowali. Tak samo z miłością, zaufaniem i wieloma innymi uczuciami które w pierwszej kolejności powinieneś skierować w swoją stronę.

Ja jestem tym przypadkiem, który nauczony został, że trzeba szanować innych, kochać innych, wybaczać innym, zadowalać innych i ogólnie wszystko by "inni" mnie lubili.

Panuje we mnie przekonanie, że fakt tego, że zostałam urodzona jest wystarczający, by do końca życia czuć się za to zobowiązana moim rodzicom.

Wracając do analogicznej sytuacji z moim byłym/obecnym terminatorem.
Spotyka się ze swoją koleżanką, którą znam i z którą nie chciał kiedyś być. No, ale owa dama daje mu samochód (pożycza), pochodzi z zamożnej rodziny (tak, tatko przelał 500 000 zł by dziecinka kupila mieszkanie). To by pasowało. Myślę, że zadziała tu motyw materialny.

No i w żywe oczy mi się wypiera, że łączy z nią go coś więcej niż przyjaźń. Po czym wspólni znajomi informują mnie o jego czułościach do nowej wybranki serca.

Co czuję? Wiecie co ja czuję? Wiem, że on jest równie mocno ode mnie uzależniony jak ja od niego. Nie lubię definiowania, ale dobraliśmy się pod względem swoich DYSFUNKCJI.

Widzicie? Ja nie analizuję tego "jak on mógł" z nią gdzieś jechać i Bóg wie co razem robić. On pewnie też nie. Nasz związek to nasza choroba. Oboje zstąpiliśmy już ze zdrowej drogi i zmierzamy w niewiadomym kierunku, a każde z nas boi się powiedzieć, że koniec już jest.


No coż, Pani psycholog już niebawem. Nie mogę się doczekać.




środa, 5 lutego 2014

small blue thing ...TODAY I AM

Dziś uświadamiam sobie jaka jestem malutka i zagubiona. Odkrywam te przerażone dziecko i już nie martwi mnie świat zewnętrzny, tylko ruiny mojego wnętrza. Jak mogłam dawać wszystkim chodzić po moim Królestwie i pozwalać niszczyć co piękne. Chciałam by mogli widzieć mnie taką prawdziwą, ale nie założyłam że ludzie są różnie i nie koniecznie dobrzy. Teraz otwieram oczy na to, że ludzi ceniących wartości jest bardzo mało.

Siedzę więc w pokoju w tle leci "In the arms of an angel" i wyobrażam sobie że jestem właśnie w tych ramionach anioła, który chroni mnie w moich ciemnych czasach. Błąkam się po omacku poznając kształty na nowo, mimo że idę tak długo czuję że to dopiero początek.

My ludzie o ponadprzeciętnej wrażliwości widzimy świat w dodatkowym wymiarze. Mimo że tylko nam znane jest odczuwanie szczęścia w największym możliwym poziomie, to tak samo przeżywamy i nieszczęście.

Nie ma nic złego w tym że jesteśmy inni, tylko Świat w którym wygrywają najsilniejszy nie pozwala nam żyć z nim w harmonii. Dlatego chrońmy nasze wartości...

Dziwne, ale nie uważam się za słabą. Nie dużo osób dałoby temu radę, a ja idę do przodu choć nie widać nawet horyzontu.

Latricja będzie szła póki starczy tchu i nawet bez niego.