wtorek, 11 lutego 2014

MIKSER emocjonalny...

No i stało się.

Dowiedziałam się, że luby spotyka się z inną koleżanką i zabiera ją na romantyczne wyjazdy w rodzinne strony. Wiadomo, że nic w mojej głowie nie dzieje się teraz na płaszczyźnie racjonalnej, tylko zakrzywionej emocjonalnej  ślizgawce w dół. Tak! nie ważne gdzie prowadzi, zjeżdżam, by potem znów wchodzić na górę.

Nie dziwi mnie fakt, że nie umiem ocenić własnego położenia, bo po tylu przejściach każdy by miał problemy z zaufaniem własnej osobie. Szczególnie znane prawidło jest takie, że jeśli nie szanujesz siebie to inni też Ciebie nie będą szanowali. Tak samo z miłością, zaufaniem i wieloma innymi uczuciami które w pierwszej kolejności powinieneś skierować w swoją stronę.

Ja jestem tym przypadkiem, który nauczony został, że trzeba szanować innych, kochać innych, wybaczać innym, zadowalać innych i ogólnie wszystko by "inni" mnie lubili.

Panuje we mnie przekonanie, że fakt tego, że zostałam urodzona jest wystarczający, by do końca życia czuć się za to zobowiązana moim rodzicom.

Wracając do analogicznej sytuacji z moim byłym/obecnym terminatorem.
Spotyka się ze swoją koleżanką, którą znam i z którą nie chciał kiedyś być. No, ale owa dama daje mu samochód (pożycza), pochodzi z zamożnej rodziny (tak, tatko przelał 500 000 zł by dziecinka kupila mieszkanie). To by pasowało. Myślę, że zadziała tu motyw materialny.

No i w żywe oczy mi się wypiera, że łączy z nią go coś więcej niż przyjaźń. Po czym wspólni znajomi informują mnie o jego czułościach do nowej wybranki serca.

Co czuję? Wiecie co ja czuję? Wiem, że on jest równie mocno ode mnie uzależniony jak ja od niego. Nie lubię definiowania, ale dobraliśmy się pod względem swoich DYSFUNKCJI.

Widzicie? Ja nie analizuję tego "jak on mógł" z nią gdzieś jechać i Bóg wie co razem robić. On pewnie też nie. Nasz związek to nasza choroba. Oboje zstąpiliśmy już ze zdrowej drogi i zmierzamy w niewiadomym kierunku, a każde z nas boi się powiedzieć, że koniec już jest.


No coż, Pani psycholog już niebawem. Nie mogę się doczekać.




2 komentarze:

  1. Trafiłam na Twojego bloga przez Netkobiety. Przeczytałam raz a i tak znalazłam wiele elementów, które mogłabym uznać za swoje. Jest chyba taka prawidłowość, że silne emocjonalnie wydarzenie w naszym życiu powoduje w nim rewolucję. Takim wydarzeniem w moim życiu była zdrada męża po wieloletnim wspólnym życiu. Moje stany emocjonalne sprawiły, że zaczęłam więcej czytać, poszukiwać, analizować i zastanawiać się nad przyczynami i skutkami. I cóż zamiast oczekiwanego ukojenia mam mętlik w głowie, przysłowiowe "wiem, że nic nie wiem". I to ciągłe poszukiwanie, brak zdecydowania, chcę a może nie chcę powoduje, że przestaję walczyć, obojętnieję, nie widzę sensu. Czasami, bo nie jest to stan permanentny. Też chciałabym wiedzieć czego chcę, jak ma być, ale cały czas szukam.
    Będę tu zaglądać. Trzymam kciuki za spotkanie z psychologiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za odwiedziny.
    Prawda jest taka, że czytając zaczynamy rozumieć, że na wszystko znajdzie się teoria. Na to by wrócić, wybaczyć, zerwać i zapomnieć. Za długo staramy się znaleźć perfekcyjne wyjście z sytuacji, ponieważ takiego nie ma- gubimy się. Domyślam się, że powinnyśmy zaakceptować niedoskonałość dwóch wyborów i zdecydować się na jeden z nich, lub żaden z nich. Też czekam na psychologa. ;-)

    OdpowiedzUsuń