środa, 19 lutego 2014

Wypuszczanie smutku... mój prywantny cleaning.

Czas leci tak wolno. Miewam lepsze nastroje, ale nie dziś.
Dziś wracam myślami do moich fantazji, do uczucia które nie miało prawa być.



Tak bardzo tęsknie za miłością, ciepłem...ahhhh
Czemu nie mogło się udać? Przecież tyle się już nacierpiałam. Przecież nie popełniłam błędów, wiec jak to możliwe? Wszystko jest niestety możliwe.

I tak myślami wracam do momentów w którym objęta byłam ramionami w których było mi dobrze. Ciągle jednak to było zbyt mało. Tak bardzo chciałabym, więcej... bardzo.

Uśmiech, dotyk, ciepło... bezpieczeństwo.
Nie chce mi się nic i nie mam motywacji.

Czasami tak też musi być, a ja muszę ten fakt zaakceptować.
Poznałam wolnego ptaka, więc musi być wolny.

Co mnie tak szalenie ciągnęło? Może to zazdrość, że można żyć samemu sobie? Powiedział, że zawsze wszystko tak się kończy. Zasmucił się, że nie dałam rady być wypełnieniem luki jego bogatego życia. No, ale twardo i męsko skłonił się ku mojej słabości i zgodził na zaprzestanie. Cieszę się, że w żaden sposób się nie poniżyłam tylko przyznałam się przed samą sobą, że to dla mnie za wiele. Istnieje szansa, że byśmy podołali, przeszli najgorszy okres, gdy czasu było mniej niż mało. Te może jednak za wysoką cenę miało. Za wysoką dla mnie. Może jednak on też cierpi, bo wolność kosztuje go drogo. Nie ma stałej przystani i osoby, która o nim myśli.



Tak właśnie sami sobie urządzamy ten świat. Jak ktoś mądry powiedział nie można mieć wszystkiego, skoro nie , to trzeba mieć to co najważniejsze. Tutaj już nasze priorytety się rozjeżdżają.

Jak mogłam to przeoczyć. Mogłam, bo jestem na głodzie najgorszego narkotyku świata.
Miłość potrafi budować i niszczyć.

Nic nie doda mi teraz skrzydeł. Ciepło którego brak, zimno, którego pełno, a pośród tych strug moich łez, czai się lęk i niepewność. Co będzie jutro?

Każdy dzień niesie ten sam schemat, każdy cel zdaje się być bez celu.

Jak to możliwe, że zgubiłam się aż tak.

Czekam na dzień w którym będę się czuła jakbym była tam gdzie trzeba, z kim trzeba i żeby ten dzień był moim dniem już do końca życia.

Jestem największą egoistką świata, jak można myśleć o swoich uczuciach tyle co ja. Dlaczego nie widzę, rzeczy z boku. Inni ludzie dowiadują się że został im jeszcze rok  życia, a ja czuję że już nie żyję. Wiem, że dzisiejszy stan poprzedziły dwa cudowne dni, że dzisiejsza pogoda jest zdecydowanie grobowa, ale to mnie nie podnosi na duchu, bo kiedy są te straszne dni, kasują wszystkie pozytywne osiągnięcia tych poprzednich.

Do kogo mam pójść po pracy? Nikt mnie nie zrozumie. Za wcześnie by pójść spać. Chcę schować się przed  światem. W jakimś miejscu pełnym ciszy i płakać łzami których już  nie ma.

Dlaczego doszło do tego? Dlaczego nie mogłam normalnie żyć? Od zawsze stres i niepewność, zawsze czułam się na boku, taka niedopasowana. Zawsze chciałam by mnie akceptowano, bo nie czułam się akceptowana. Czułam się nudna, wycofana i bez własnego ja.

Teraz, widzę że nie lubię już jechać do ludzi i grać szczęśliwej i fajnej. Chcę być sobą, nawet jeśli w tym momencie jestem szaro bura to jestem ja.

Kończąc dzisiejszy post, chcę powiedzieć, ze trochę się uspokoiłam. Musiałam wylać te zatrute emocje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz