środa, 5 marca 2014

AFTER po spotkaniu z psychologiem...

Ten wczorajszy migrenowy ból głowy to było apogeum. Z drugiej strony, które to już z kolei? Przecież mogłabym się przyzwyczaić w końcu.


Dziś czuję się dobrze, wiec piszę by przeanalizować terapię. Myślę, że podsumowania i ewentualne wnioski powinny mieć miejsce, kiedy jestem "stabilna" (brak dużych spadków nastoju, w których każde rozwiązanie i tak jest złe).

Co przykuło moją uwagę, wszelkie inklinację do tego, że ja mogę mieć rację, bądź być dobra. Nie czuję się w tym naturalnie.  Prawda jest taka, że nie jestem święta, popełniłam dużo błędów, a niektóre z nich pewnie robiłam z premedytacją.

Temat przewodni terapii to były moje stosunki z Jaśńiewielmożnym byłym obecnym. Domyślam się, że nasza sytuacja jest złożoną wielu innych czynników.

Moich problemów z budowaniem zdrowej przyjacielskiej więzi, neurotyczności, pogoni za ambicjami, nieumiejętnym przyjmowaniem krytyki, zmiennością i znalazłoby się jeszcze trochę tego.

*przyjaźń- powiedziałam, że oczekuje przyjaźni, ale czy ja sama ją dawałam? Nawet nie wiem. Chyba nie było takiej możliwości, bo on nie radził mnie się w niczym (był najmądrzejszy przecież), czy pomagałam mu w trudnych chwilach (jak zmarł jego tata, byłam obecna bardzo- nawet jak on był jeszcze w szpitalu to odwiedzałam go czasami nawet sama- bo on nie czuł takiej potrzeby). Zawsze byłam, jak wracał z pracy, jak chciał jechać na ryby, planowałam malownicze wyjazdy, mieszkaliśmy w moim domku, jeździliśmy moim samochodem...

*pieniądze- wstyd o nich mówić, ale niestety też grają swoją rolę. To był jego miecz Trójzębny, miał znaczną przewagę zarobkową, więc często korzystałam z luksusów za tym idących. Nigdy nie dostawałam pieniędzy na moje wydatki, nie otrzymywałam prezentów bez okazji, ale miałam okazję uczestniczyć w trochę że tak powiem rozrzutnym życiu jeśli chodzi o wknd wypady nad jeziora, na baseny, czy nawet goszczenie ludzi z tak zwaną pompą. No i jak dla kontrastu nie poczynił się do dokładania się do rachunków w moim domu rodzinnym, nie miał samochodu, nie lubił kupować mebli, agd, nic co wiąże się z budowaniem ciepła domowego.

*przejawy manipulacji- wiele razy komunikował mi zbliżający się koniec naszego kontaktu, ale później udawał, że nic takiego nie miało miejsca. Naciski na intymność i jeśli spotkał się z odmową, szybko dawał mi do zrozumienia, jak bardzo mu się to nie podoba. Sceny zazdrości i uczestniczenie w prawie wszystkich częściach mojego życia (utrudnianie koleżeństwa, bez niego nie powinnam jeździć, w końcu jesteśmy razem!).

*alkohol- caly czas był obecny w naszym związku. Na oczątku jak go poznałam, byłam na studiach i traktowałam to jako przejaw życia młodych. No ale to trwało i trwa do tej pory, praktycznie każdy wknd. W tygodniu też się zdarza, no ale fakt że pracuje, że nie zatacza się, tylko wygląda normalnie i tylko te dziwne zachowania. Wyjścia podczas spotkań by szukać wrażeń "z kolegami".

Wyszczególniłam rzeczy które miały miejsce, ale chcę zaznaczyć że to się działo na przestrzeni tych wspólnych lat, nie codziennie.




cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz