piątek, 14 marca 2014

KŁAMSTWO moje własne niezmuszone...

Jestem człowiekiem, a kłamstwo jest elementem człowieczeństwa. Grunt by nie stało się ono kwintesencją naszego życia i samousprawiedliwieniem wielu rzeczy. Intencje kłamstw są różne, czasami robimy to by kogoś nie zranić. Przecież nie powiemy koleżance, że wygląda źle i powinna schudnąć. Nie o tym będę jednak pisała. Bardziej skupię się na kłamstwie w stosunku do samego siebie, czyli życiu wbrew sobie.



Pamiętam, jakoś w 8klasie, mama pierwszy raz zauważyła że skłamałam odnośnie obecności w szkole. "przecież Ty nigdy nie kłamałaś". Chyba pierwszy raz zaprosiłam kłamstwo do swojego życia właśnie w okresie dojrzewania, powodem było to że czasami bałam się prawdy. W sumie to wciąż się jej boję.

Mogłabym opisać Wam moją historie tak, że ja niewinna była wiecznie krzywdzona przez los. Mogłabym napisać, że przez swoje złe postępowanie wylądowałam w miejscu w którym jestem.
Jestem już zmęczona kłamstwami, dla tego nie mogę napisać, że moje nerwicowe życie jest owocem jednej z założonych wersji. Moja nerwica ma wiele odcieniów szarości i taka jest prawda. Wpływ mam jednak na to co będzie w przyszłości, mogę tak żyć by być fer w stosunku do innych, ale również do samej siebie.

Czym objawiało się kłamstwo w moim życiu. Często obrazowałam siebie jako idealną, a wiązało to się z lękiem przed odrzuceniem. Najśmieszniejsze, że nie ma nic bardziej mylnego. Jak pozujesz na kogoś kim nie jesteś popełniasz najgorszy błąd. W pewnym momencie jesteś już tak wykończony tym, że odbija to się na Twojej psychice. Patrząc w drugą stronę, zazwyczaj pociągają mnie ludzie świadomi swoich wad i nie kryjący się z nimi pod płaszczem "idealnego" wizerunku. Tak właśnie dwa wieloletnie związki, były po części fikcją. Ja okłamywałam partnera. Nie robiłam wielu rzeczy na które miałam ochotę, bo nie chciałam sprawić przykrości, bo wstydziłam się, bo nie wypadało, bo chciałam podkreślić moja lepszość nad nimi- otóż ja przecież mogłam być nieskazitelna. Co za absurd. Jednak długo w to wierzyłam.

Trzeba się nauczyć siebie, by móc siebie kochać. Ja nie kochałam siebie z wadami, więc kochałam osobę wymyśloną. Teraz uczę się siebie od początku. To jest długie, mozolne i strasznie trudne. Nie zaakceptuje jednak innych póki nie zaakceptuje siebie.

Często zdarza się, że ludzie myślą "ona ma depresję? przecież ona zawsze szczęśliwa, uśmiechnięta, z dobrego domu, po studiach"

Tak ona grała najlepszą rolę życia. Rolę lepszej siebie.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz