wtorek, 25 marca 2014

ZADUMA.... bezemocjonalne rozważania.

Czuję się jak statek.
Jak statek bez sterów zdany na łaskę wiatrów. Przyjmuję wszystko co przynosi los.
By kierować statkiem, trzeba ciężko pracować, a i tak można rozbić się o skały. Dlaczego za młodu nikt mnie nie nauczył sterowania statkiem? Żyliśmy sobie w naszej spokojnej zatoce, co jakiś czas ktoś naruszył konstrukcję naszych łodzi, ale mieliśmy naszą zatokę, więc wiedzieliśmy, ze mamy czas na naprawę.

Nawet nie wiem, kiedy w zatoce pojawiły się inne statki, okręty, a spokojna zatoka stała się tłocznym portem. Tak mocno kochałam to miejsce, ale teraz mój statek jest już mocno poobijany. Mogę znaleźć inną spokojną przystań, niestety to nie będzie moja dawna zatoka. Z drugiej strony ta dawna też już nie jest taka sama. Mogę harować, odbudować okręt i nauczyć się chronić go przed kolejnymi kolizjami. Boję się że celem przestanie być spokój, a stanie się walka.


Pewnie ten mój stan zawieszenia jest chroniony przez podświadomość. Dlatego nie widzę sensu w zmianach, bo lepszy ten stary znany, niż nowy będący niewiadomą. Wciąż w mojej głowie pytanie. A co jeśli będzie jeśli gorzej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz