środa, 23 kwietnia 2014

AFTER kwietniowy po spotkaniu z psychologiem

Czuje się jakaś spięta, natłok myśli nie daje mi spokoju. Spotkanie odbyło się.
Mam nadzieje, że powiedziałam o wszystkim. Starałam się być szczera, choć strasznie boję się krytyki, ale mimo przyznania się do kilku błędów nie zostałam pouczona.

Nie umiem jeszcze korzystać  w pełni z terapii, bo wciąż oczekuje nauki, poprawiania i oceniania. Psycholog dała mi znać, że to nie szkoła.

Pierwsza nauka- Pracuj nad samostanowieniem, nie szukaj potwierdzenia swoich przekonań. Czasy, że nie miałaś nic do powiedzenia minęły, teraz możesz się już tego zacząć uczyć.

Druga nauka- Próbuj budować poczucie bezpieczeństwa sama. Tutaj będzie mi ciężko bo nie wiem jak to się robi.

Poruszyłyśmy temat "Co by było gdyby... byłam sama- co bym robiła? "

Nadzieje: Spokojnie mogłabym się położyć po pracy i nikt nie mówiłby że jestem leniwa, jeździłabym na wyjazdy, miałabym czas na zrobienie prania i nikt nie bałaganiłby w moim pokoju. Nikt by mnie nie krytykował, ah.  Oczywiście kontynuowałabym zajęcia tańca. Spotykałabym się ze znajomymi, robiłabym zakupki do lodówki na to na co mam ochotę.

Strachy: bałabym się spadków nastroju i nawrotów gorszych stanów lękowych. Bałabym się że taką naruszoną (znaczy się z zaburzeniami nastroju nikt już nie zechce)

Oczywiście opowiedziałam jej również o stanie w jakim od dłuższego czasu jest mój związek. Nikt nie wie czy jesteśmy ze sobą czy nie. Utrzymuję stan "na rozdrożu" ze względu na fikcyjne korzyści, które z tego mam. Tzn. otwarta furtka. Ta sytuacja jest dla mnie męcząca, bo nie da się iść dalej bez ex, ani odbudować związku. Moim profitem jest uniknięcie przejęcia odpowiedzialności za swój los. Tylko nie umiem przetłumaczyć sobie, że owe wzięcie odpowiedzialności byłoby dla mnie wybawieniem. Oczywiście poniosłabym konsekwencje decyzji:

A) odejście- konsekwencja (możliwość bezpowrotnej straty ex, przekreślenie wspólnych lat, smutek)
B) pozostanie- konsekwencja (zaakceptowanie złych wspomnień, możliwość że się nie zmieni nic, brak satysfakcji intymnej, walka o wspólnie działanie, znoszenie humorów)

Co jeszcze się na terapii wydarzyło? Powiedziałam, że partner mnie mocno ściska, przyciska, przytula, kładzie na mnie w sposób taki że nie mogę się ruszyć lub na mym ciele pozostają siniaki. Ja tam nie wiem czy to jest przejaw toksycznych relacji, bo nie bardzo rozumiem gdzie jest granica. Tutaj powstaje problem taki, że w sumie odburknęłam zawsze coś po takim przyciskaniu, ale może moja reakcja była jednak za słaba i stała się świadomym przyzwoleniem.

No Pani psycholog raczej nie uznała tego za zdrowy objaw.

Ja widzę siebie w postaci BAGS'a z forum net kobiet. Świetnie rozumie sytuacje w której się znajduje, tłumaczy innym mechanizmy, wszystko piknie. Jednak inni słabiej rozumiejący własny problem, podejmują szybciej decyzje o zakończeniu związku, niż on. Ja się pytam dlaczego?
Heh, no przecież wiadomo, łatwiej się kieruje życiem innych niż własnym. Baa, to nawet może dawać złudzenie, ze o czymś się decyduje i że nasze zdanie jest ważne. TYLKO TO JEST ZŁUDZENIE. Buuuu. No, ale w świecie Internetu mamy wielu mądrych, najmądrzejszych i myślę, że dużo osób mogłaby się dopisać do naszej grupy.

Uwielbienie- uwaga- padło pytanie czy potrzebuję uwagi? Oj tak szalenie. Potrzebuje jej bo zdaje mi się że jej nie mam. Pamiętam, że za dziecka pragnęłam żeby mnie słuchano, chciałam żeby rodzice mnie lubili, rozśmieszałam ich. Tu zastanawiam się jednak, nad kwestią o której psycholog nie wspomniała. Pytała, więc nad czymś się zastanawiała. Egocentryzm? Tak, tego też się boję.... Ja bardzo bym chciała żeby mnie wszystko tak nie dotykało bym mogła się skupić na rzeczach innych.

Ostatnia kwestia: powiedziałam o spotkaniu ze znajomym. Ah jak jest lekko być w towarzystwie kogoś kto nie obwinia mnie o cale zło tego świata. Wiadomo jednak, ze pewnie działa tu mój zawodny mechanizm przechodzenia z rąk do rąk. Tutaj też pojawiają się niemile emocje. Czuję się jakbym zdradzała ex, boję się ...i to cholernie się boję.

No więc, pierwsze podsumowanie spotkania już jest.
Będę jeszcze wertowała mój bałaganik.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz