piątek, 25 kwietnia 2014

"grzeczne dziewczynki" ZAKŁADNICZKI czyjegoś zdania ;-P

Wszystko jest dobrze, jak jesteś sama ze sobą?

Tak ja tak mam. Choć wbrew temu uczuciu jestem uwikłana w miliony zobowiązań.

Czemu?

Proste... w dzieciństwie musiałam rezygnować z siebie. Zdanie i wizje innych były mi narzucane. Moje zawsze to były te głupie, niedojrzałe, złe i tyle. Nie mogłam nigdy sprawdzić tego sama, bo przecież wiedziano co jest dla mnie lepsze. Później w miejsce rodziców pojawili się inni- partnerzy, koleżanki, pracodawcy, a "grzeczna dziewczynka" to idealny grunt do orania.


Co dalej?

Dalej zanim się nie obejrzysz pojawiają się ludzie, którzy narzucają Ci własne poglądy, a Ty nawet nie wiesz, że znów wpadasz jak śliwka w tak dobrze znany kompot.

Następnie?

Czujesz, że coś nie tak. Organizm się buntuje. Najważniejsza jest przecież spójność emocjonalna. Ta część Ciebie i mnie nie dojrzała, nie miała ku temu możliwości.

Może to dlatego kolejny związek cię dusi i znowu wszystko nie jest tak jak być powinno?
Może nie radzisz sobie z własnymi dziećmi- bo czujesz że nie liczą się z Twoim zdaniem?
Może kochasz za bardzo?


Tak właśnie się dzieje. Pamiętam podstawówkę, kiedy moim głównym celem było bycie lubianą. Dla mnie oznaczało to bycie dobrym, by nikt nie miał mi nic za złe. Teraz wiem, że lubianymi są osoby, które maja własne zdanie. Ponieważ oni są prawdziwi ze swoim ja. My "grzeczne dzieci" jesteśmy zaprogramowani na bycie dobrymi i wciąż niewystarczająco dobrzy.


Jak żyłam te prawie 30 lat w takim mechanizmie to na pewno będzie mi niezmiernie ciężko to zmienić. Czuję jednak całą sobą, ze to jedyna droga. Muszę dojrzeć w tej części mojej osobowości.





3 komentarze:

  1. Cześć, też choruję na depresję. Ostatnio mam dosyć poważny nawrót.
    "Grzeczna dziewczynka"... Brzmi bardzo znajomo. Robienie wszystkiego, by tylko się komuś przypodobać, nawet wbrew sobie. By choć przez chwilę poczuć się lubianą, kochaną...
    Cieszę się, że odkrywasz siebie i walczyć, by wyrażać prawdziwą siebie. Mocno trzymam kciuki! I będę tu częściej zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu dziękuje za komentarz.
    Czuj się tu jak u siebie...!
    Mam nadzieje, że szybciutko staniesz na nogi. Razem staniemy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń