wtorek, 13 maja 2014

JESTEM fajterką...

Dni przeszły w miesiące, a miesiące w lata. Otóż to już drugi rok mojej podróży z ową nieznajomą. Myślę, że wiele się nauczyłam, choć wciąż dużo przede mną. Ten czas to była walka. Oj skłamie jeśli powiem, że udało mi się lekką ręką pokonać strach i smutek. Czuję, że stałam się fajterką, taką pewnego rodzaju wojowniczką.

 
Wiem, że zdarzy się jeszcze mnóstwo gorszych dni. Dzielnie stawiam im czoła. Czuję, że mam duszę wojowniczki, że z tym moja nerwica nie wygra.
Spotykam dużo osób, które walczą. Na forum i w życiu. Każdy z nich to dzielny wojownik.
 
Podziwiam Was i podziwiam samą siebie. Nikt nie wie, jak trudno walczyć z niewidzialnym wrogiem. Nie ważne jakie drogi wybieracie, ważne by celem było zdrowie.
 
Denerwuje się gdy ktoś szydzi z psychoterapii, bądź psychiatrii. Najbardziej w świecie mnie krew zalewa, gdy osoba która nie ma o niczym pojęcia stwierdza, że po lekach ludzie stają się inni, a psycholodzy to mafia, która żeruje na ludzkiej naiwności. Oczywiście słyszałam nie raz o tym, że obie dziedziny nie są bez wad. Brak profesjonalizmu, błędy, współpraca w koncernami itd. Tak jak wszędzie się zdarzają takie rzeczy, ale to nie powód by stanąć okoniem i odmawiać sobie pomocy.
 
To my mamy obowiązek walczyć o sobie. Wizyta u specjalisty nie jest objawem słabości, lecz aktem odwagi. Otóż my decydujemy się użyć wszelkich możliwych środków, by odzyskać zdrowie.
 
Powodzenia Kochani...
 

2 komentarze:

  1. Zgadam się z tym co piszesz. Widzę, że podobnie myślimy. Cóż, też mam znajomą i mówią na nia depresja.

    Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieje, że niedługo stanie się obcą Ci postacią. Niech idzie won! Łajza!

    OdpowiedzUsuń