poniedziałek, 9 czerwca 2014

GDY SPADASZ I LECISZ drugi RAZ to wiesz że w końcu się zatrzymasz.

Refleksję postanowiłam napisać w trakcie mojego stanu pogorszenia.

Jak dzisiaj siadłam w pracy to myślałam tylko o jednym. Żeby uciec i odizolować się od ludzi.
Z drugiej strony nawet chwili spokoju bym nie miała w domu, bo to uczucie byłoby ze mną i tam. Tak to, moja uwaga skupia się na czynnościach związanych z wykonywanym zawodem. Choć nie ukrywam, lamo dekoncentruje, co pewnie zauważycie w moich postach. Non stop się łapię na błędach, innym szyku zdań. No oczywiście, żałuję, że cierpi na tym mój intelekt. No, ale pamiętam, że przy rozpoczęciu przygody z lekami ten stan trwał i unormował się.

Powoli godzę się z tym, że te zaburzenia ma różne fale. Jak widać nie może być zawsze bajkowo.
W domu panuje wciąż chaos, jestem zdana tylko na siebie w tym centrum egoistów, ale z drugiej strony mam duże szansę zobaczyć jaki drzemie we mnie potencjał.  Znam osoby, które przechodzą przez to z opieką i wsparciem, wcale nie szybciej.

Dużo przecież już zrobiłam. Nie gorzej, nie lepiej, tak jak potrafiłam. Wiem, że mam dużo siły.

Co mnie teraz męczy najbardziej zdecydowanie bóle głowy i spadki nastroju. Lekarz zastanawia się czy przypadkiem to nie są napięciowe, też tak uważam. Niemniej jednak mam zrobić kontrolnie tomografię. Historia moich bólów głowy to już ok 5-6 lat. Zaczęły się nagle wiosną, nie wiem skąd. Wiem, że wtedy się odchudzałam. Wiem, że 4 lata temu założyłam aparat (często słyszy się o tym ze nie za ból odpowiedzialne są wady zgryzu). Wiem, że 7 lat temu zaczęłam swój związek. Wiem, że miewam też migreny z aurą, średnio raz na 3 m-ce. Wiem, że wiele razy miałam już kleszcze. Nie jestem wolna od nałogów, bo wciąż lubuję się w cienkich papierosach. Kiedyś jak miałam 13 lat, wypadłam przez okno z samochodu podczas wypadku. No i pewnie jeszcze 101 innych rzeczy, które mogły mieć na to wpływ.

Spadki nastroju, męczą mnie od skorzystania z atrakcji sertraliny. Wcześniej miałam tylko lęki. Shiiitttt!!!!

Jest dużo gorzej, ale wiem że jak już raz wstałeś, możesz wstać i drugi.
Ja tak kocham życie, tak bardzo.

Oto piosenka The Cure- Lullaby- gdzie Robet Smith moim zdaniem doskonale opisuje te nasze stany, a przy tym piosenka jest naprawdę BOOOSKA. Robert też miał depresję i lęki. Oczywiście żyje do tej pory.



PS: Pamiętajmy, że żyję. Tzn. nie cały mój świat to nerwica. Szukam samochodu, planuję, pracuję, a nawet tańczę.

Samochód. Hymm myślę, żeby było to małe ekonomiczne autko. Mimo, że podobają mi się bardziej burżujskie to nie chcę by celem mojej egzystencji było pokazanie się w fajnym aucie. Poza tym chce zrobić oddzielne wejście, a to też pieniądze. Wciąż dużo we mnie mieć to być. Popracuję nad tym.

Wczoraj pojechałam ze szwagrem i siostrą obejrzeć samochód do Rawy. Fiesta 2007 rok jako jej pierwszy samochód. I dobrze niech kupuje. Jak zwykle okazało się że koledzy z pracy zapomnieli zostawić kluczyków. No i wycieczka okazała się podróżą bez celu.. ale obiad był znośny i wypiłam sobie Radlera 0%.

Jestem i kocham siebie taką jaką jestem. Nie będę już znęcać się nad moją słabą stroną. Postaram się zintegrować ją z tą silniejszą.

 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz