środa, 30 lipca 2014

Po DŁUŻSZEJ PRZERWIE... jest DOBrze ;-)

Jakie upalne dni nam się  trafiły. Cała Polska tonie w upale. Ja też, ale wraz w względnie dobrym samopoczuciem. Co się dzieje? Nie ma spadków nastroju ;-) Nie wiem czy to zasługa leków, czy może mojej jakże intensywnej pracy nad pogodzeniem rozerwanych części osobowości. Leki miałam już na tej dawce, a jednak wcześniej nie było takiej ciągłości dni dobrych jaką mam teraz.

Nie zmuszam się do niczego co może być wbrew mnie. Żyję oderwana od dawnych przymusów, skupiając się na tych rzeczach, których chcę. Wiadomo, że nie wszystko jest jeszcze naprawione, a niektóre chcenia chwilowo przewyższają moje możliwości, ale mam czas.

Są ludzie, których obserwuję, ale nie czuje z nimi jedności. Czuję się oderwana od ich rzeczywistości, ale to nic złego, że moja rzeczywistość jest inna. Mam inne doświadczenia, przechodzę przyśpieszony kurs radzenia sobie z kataklizmem, więc po prostu mam inne priorytety.

Czy zazdroszczę im, tym zdrowym? Hymm kiedy miewam spadki nastoju, tak. Oczywiście, ze względu na to, że ostatnio jest ich coraz mniej to wolę być sobą. Dlaczego? Myślę, że nikt tak jak ja nie spojrzy na alabastrowe morze, nikt nie zachwyci się w taki sam sposób wzrokiem mojego psa.
Po co chciałabym być kimś innym? Jestem sobą, a to moja historia, moje życie i moje emocje.

Dzięki temu, że jestem uparta i ambitna doświadczyłam wielu niesamowitych rzeczy. Latałam samolotem, pracowałam w Grecji, latam zawodowo po świecie, mówię biegle po angielsku, tańczyłam wiele lat i wciąż to robię, poznałam świat psychologii, kocham ludzi, kocham muzykę i naturę. I jeszcze milion innych rzeczy, które są mną a ja nimi. Wiem, że bolało wiele razy, nawet w trakcie tych najpiękniejszych momentów, ale to objaw choroby, którą można pokonywać. Choćby trzeba było do końca życia, to warto, bo jeden wspaniały dzień wynagradza 10 złych, baa! nawet 100 złych!!!!

Co jest dla mnie ważne teraz? Moi znajomi, moja siostra i w końcu powoli nawet JA.

Muaaa, buziaki przyjaciele.

;-*

poniedziałek, 14 lipca 2014

NIE! dla pesymizmu!!!

Muszę się wyżalić. Jak to ch...ry można cały czas narzekać? Jaki jest w tym sens by gloryfikować cierpienie. Są ludzie, którzy od rana do wieczora są nieszczęśliwi. Jak jeszcze coś robią by to zmienić to rozumiem, miałam załamania i wiem jak to jest. Niestety kiedy na wszystko mówią NIE, bo NIE to opadają mi ręce.

Mam taką chęć życia, że absurdalne dla mnie jest to bym mogła non stop upajać się swoją beznadziejnością. Oczywiście chorując na depresję lekową mam serie dni, poranków, kiedy w mojej głowie czai się jedynie czarnowidztwo. No, ale traktuję je jako dni ze spadkiem nastroju i czekam aż przejdą. Nie siedzę z założonymi rękami, wciąż mam tysiąc planów.

Kocham życie, kocham słońce i wierzę w swoją szansę na szczęście.

Apel: Jak nie radzisz sobie z poczuciem wartości udaj się do psychologa. Jak to za mało idź do psychiatry, ale rób coś by sobie pomóc. Zawsze i za wszelką cenę walcz. Jest o co.

My kobiety jesteśmy silne w tym że umiemy przyznać się do słabości. Faceci powinni się tego od nas uczyć. ;-D

Jeśli już mamy zły dzień to nie obwiniajmy się oczywiście o to, że to przez naszą beznadziejną beznadziejność, tylko przez chorobę, z której wyjdziemy!




czwartek, 10 lipca 2014

ANalizy.... MĘCZĄCE analizy... dylematy... praca nad sobą.

Tak, jak każdy mam wątpliwości. Czy praca nad sobą to było dobre wyjście? Siostra i mama wzięły leki i niczego nie analizowały. No i po dwóch latach odstawiły i zapomniały.
Siostra miała nawrót i leczy się znowu. Kolejny raz w ten sam sposób.

Ja mam wciąż pierwszy epizod. Minęły dwa lata i wciąż nie jest na tyle dobrze by móc odstawić.
Myślę, że głównie przez bóle głowy, jak ktoś non stop cierpi bólowo, to nie może radować się z życia.

MÓJ PLAN na BÓL.
We wtorek idę do neurologa.
Dodatkowo rozmyślam nad RM szyi, a raczej kręgów szyjnych.

Obstawiam migreny. No ale zdrowy rozsądek karze wykluczyć inne ceregiele.

czwartek, 3 lipca 2014

SERIA DNI DOBRYCH

Po krótce o leczeniu:

Lamitrin mnie uczulał i odstawiłam.
Dawka paro 40 mg była zbyt mocna, zeszłam do 30 i jest odpukać dobrze.

Cudownie jak nie ma bólów głowy, jak nie ma lęku i spadków nastroju.

W tym momencie docenia się życie i jasno patrzy na sprawy które w 'tych stanach" wydawały się nierozwiązywalne. Gdyby tylko utrzymało to się dłużej to wyszłabym szybko na prostą i zapomniałabym o tej parszywej nerwicy.

Mam w sobie wielką siłę. To nie jest choroba słabych ludzi jakby się zdawało. Oj nie.

Moi mili, niebawem psychoterapia i znów wałkowanie dzieciństwa. Okazało się że właśnie ten obszar wywołał we mnie największą burzę, więc wiemy gdzie grzebać. ;-P