środa, 27 sierpnia 2014

W okopach SPOKOJNEGO INTROWERTYZMU



Jak widzę siebie, swoją osobowość, od razu kojarzy mi się z psem typu Husky.

Rasa stworzona, by żyć z ludźmi, a jednak autonomiczna. Domowa, a jednak dzika. Czyjaś jednak wolna psychicznie. Wiele razy słyszałam o tym jak właściciel szuka swojego Husky, bo ten chciał posmakować wolności i uciekł. Natury człowieka nie zmienisz, a jeśli nawet więc, że będzie musiał odchorować coś co nie godzi się z nim samym.

Mam dni w których uwielbiam być w tłumie, ale mam też takie gdy zamykam się w mojej introwertycznej części, w moich okopach spokoju. Jak bardzo je lubię odkryłam w momencie choroby, tak naprawdę wtedy sobie o nich przypomniałam. Do tamtej pory moje życie składało się z "muszę", "powinnam", "poświęcę się", aż na koniec. :"Gdzie do cholery jestem?" "Kim jestem?".

Nie chcąc ranić innych. lub nie potrafiąc się sprzeciwiać doprowadzałam do sytuacji w której uszczęśliwiałam innych, kosztem siebie.

Ta moja "potrzeba" to coś strasznie dziwnego. Nie lubię planować spotkań z 2 tygodniowym wyprzedzeniem, nie lubię zegarków, zobowiązań, umów- chcę móc po pracy pojechać nad morze. Nawet jeśli nie pojadę, chcę wiedzieć że mogę to zrobić.

"Tak naprawdę owce wcale nie sądziły, że bieganie pomoże na weterynarza, ale przynajmniej dobrze się z tym czuły. "   Leonie Swann z książki Triumf owiec.

Wiem, że większość ludzi nie ma takiej potrzeby, ale co ja poradzę że nie urodziłam się większością. Wyjścia jak zawsze dwa, udawać "większość", lub być szczęśliwą mniejszością.

Tak, więc trudno. Nie idę już utartymi ścieżkami powinności....! Staję się buntowniczką!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz