środa, 19 listopada 2014

Moja brudna dusza ;-P

Depresja to choroba duszy?

W takim razie moja dusza jest bardzo chora. Czuję, że jest brudna. Tak jakbym codziennie używała tego samego niemytego talerza. Oczywiście jem mój posiłek, który jest świeży jednak na tym talerzu i tak wszystko przyprawia mnie o mdłości. Wszystko rozchodzi się o to że nie potrafię go umyć, niczym.



Wczoraj byłam u psycholożki, biedna znowu słuchała moich historii. Czasami nie lubię do niej chodzić, bo opowiadam o problemach i mi się zdaję, że moje życie to tylko śmierdzące skarpetki, które leżą za łóżkiem od dzieciństwa i powodują straszny odór. Czuje, ze moje historie to dla niej jakieś since fiction. Tylko dla mnie to chleb codzienny. Jak może mi pomóc osoba, która żyje normalnie? Wierzę ze może.

Jak zwykle padło pytanie, "Co byś powiedziała sobie, jako przyjaciółce?" Odpowiedziałam: "Masz pecha!" co rozbawiło moją Panią Kasię ;-). Nie wiem co poradziłabym najlepszej koleżance, która miałaby takie problemy. Pewnie zasugerowałabym skorzystanie z psychologa, psychiatry, ale to już robię. Doradziłabym, odciąć się od tych patologicznych ludzi. Oznacza to wyprowadzić się z wyremontowanego za własne pieniądze mieszkania. Tyle, że do sierpnia mam zaciągnięty kredyt na hydraulikę, którą sobie zrobiłam i samochód. Do tego czasu nie mam szans na utrzymanie się z mojej pensji.

Nie ukrywajmy, ze czarny obraz przed moimi oczami to wina mojego spadku i upierdliwej somatyzacji. Gdybym czuła się dobrze to mogłabym coś wymyśleć, z kimś zamieszkać, sprzedać samochód, nie wiem coś pomyśleć. Obecnie wybieram bezpieczne rozwiązania, by oszczędzić sobie stresu. Jak mój stan wróci do normy to znowu rozłożę karty w oczekiwaniu na lepsze rozdanie.

Marzenie, mój własny kąt. Moje sanktuarium. No i zdrowie oczywiście ;-).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz