wtorek, 15 grudnia 2015

CZysto hipotetycznie PLANOWANIE

Po ostatnim oddaniu się chwilowej słabości do seksownych Południowców wracam do mniej euforycznego egzystowania. Cieszę się, że nie poszłam na całość i tą stronę swojego charakteru lubię.
Lubię ją nie dlatego, że nie byłoby to przyjemne, byłoby przecież obłędnie. Jednak charakter mnie chroni przed "syndromem dnia następnego". Otóż moje Bożyszcze wsiada wtedy w samolot i wraca do swego kraju, a ja mam jego wspomnienie i żal, że znaczyło to tyle co nic.

Co się u mnie dzieje teraz? Bardzo dużo, na pewno nie narzekam na monotonię.
Chciałabym kupić mieszkanie, wiec analizuję swoje możliwości co spędza mi sen z powiek dosłownie. Mam zdolność i zostałam poinformowana, że bez problemu przyznają mi kredyt, ale prawdziwą analizę muszę przeprowadzić sama, bo tylko ja wiem jakie mam możliwości,. Oczywiście pesymistyczne głosy z mojej głowy krzyczą na raz: "Ty? Jesteś chora i chcesz wiązać się z bankiem na lata? Nie dasz rady? Co jeśli... (milion ewentualności). " Jednak staram się to jakoś w sobie uspokoić i wyciągnąć dobre wnioski. Nie mam poduszki bezpieczeństwa w postaci pomocy na start lub takiej w razie problemów, muszę liczyć tylko wyłącznie na siebie.

W pracy czas składania podań o podwyżkę, dziś zostawiłam szefowi na biurku swoje oczekiwania. Mam nadzieje, że.... ale nie zapeszam,

W efekcie natłoku emocji oczywiście się rozregulowałam: okres przesunął się o kilka dni, doszły smutki i silniejsza praca serca, no ale w pełni to uzasadnione stres i mniejsza dawka leku robią swoje.

Jestem też dość często zmęczona. Znów muszę prosić o Waszą energię, pomyślcie proszę coś dobrego i szepnijcie w przestrzeń mi dobre słowo. Jestem przekonana, że energia tego działania dojdzie do mnie i poprawi moją kondycję,

Jak zawsze pozdrawiam Was ciepło,



czwartek, 10 grudnia 2015

MĘSKO DAMSKIE historyjki

Ciemne oczy płonące prosto na mnie. Obezwładniły mnie już na holu recepcji Wiktorii. Wiedziałam, że pozamykane szczelnie emocje będą próbowały się wydostać. Znam siebie doskonale i kiedy onieśmielam się nie zaczynając jeszcze rozmowy to jestem na straconej pozycji.
Fobia tańczyła z pożądaniem. Rozum z fikcją. Fantazja ze zdrowym rozsądkiem. Ja gdzieś po środku, kompletnie skazana na ich łaskę.

Mój gość przywiózł ze sobą bryzę morza Śródziemnego, ciepło tamtejszych stron i wspomnienie dawnych lat. Tych zdrowych, pełnych nieskończonych możliwości i beztroskich chwil. Tyle minęło od ostatniego spotkania, dziesięć lat. Jednak pamięć nie zamazała dawnych wspomnień i w jedną chwilę wróciła je do życia. W otchłani lata, przypadkowi ludzie spotkali się i ich wspólna energia przez tę jedną noc tworzyła większą moc, niż suma wszystkich emocji dawkowanych przez lata nudnej egzystencji. Tam była magia, był taniec, była ciepła noc skrapiana morską bryzą i drobinkami piasku. I nawet w najśmielszych snach nie chciałabym dodać wtedy nic więcej, niż jeden pocałunek, który był wtedy jedynym echem tych emocji.

I teraz to stało się znowu, tyle że w mym chłodnym kraju, jednak te zimno nie ostudziło niczego, nasza energia znów wzbiła się na najwyższe fale i znów odczułam wszystko każdą drobinką mej emocjonalnej duszy. Znacznie już dojrzalsi mogliśmy pozwolić sobie na więcej, ale tak się nie stało. Nie chciałam skosztować czegoś co mogłoby mi się spodobać, co jest moralnie zakazane, co drzemie w każdym z nas. Zatrzymałam jednak w sobie te uniesienie i pewnie będę je konsumować przez kilka najbliższych dni.  Nasz wieczór skończył się poprawnie, nie unieśliśmy się na fali naszej energii, może to był błąd? Kto wie. Wpisaliśmy w kalendarzach datę kolejnego spotkania 09.10.2025.

W tych smutkach, walkach, racjonalnościach brakowało mi właśnie dawnych emocji. Te chwila przypomniała mi, że bardzo chcę być w czyiś oczach ważna, chcę by ten ktoś był blisko, chcę żeby ktoś wiedział o tym jak mi ciężko, by pomógł, bym nie musiała się już bać. Być może ten mężczyzna mógł dać mi tylko chwilową uwagę, wiec moje daleko idące pragnienia nie opierały się na niczym realnym, ale nie panuję nad potrzebami, które w takich chwilach krzyczą z mego środka.

Tak chciałabym by ktoś we mnie wierzył, wtedy łatwiej by mi było wierzyć samej. Wiem, że głęboko niepoprawne jest budować poczucie wartości na opiniach innych, ale taka wiara i miłość w mym kierunku nakarmiłaby moją zgłodniałą duszę. Mój pusty dzban emocji.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Odzyskując życie :-)

Oj tak, trochę rzadko tu zaglądam, ale to znaczy, ze mam się dobrze.
Dość długo nie mam objawów depresyjnych i marzę już o tym, żeby powiedzieć, że pojawiła się remisja.
Oczywiście dziś znalazłam chwilę, bo jest mi smutno. Nie jest jednak to nieuzasadniony smutek, wiec jest całkowicie normalny. Moja koleżanka traci teraz mamę, a ja jak gąbka chłonę te jej emocje. Biedna.
Ja wciąż na fali nierozwiązanych konfliktów. Zdaje mi się, że już okiełznałam żywioł , ale wciąż asekuruje się kontaktem z przeszłością.

W pracy jeszcze godzinka, a później lecę do domku w którym czeka na mnie ukochany Psiok.
Jutro będzie lepiej :-)

poniedziałek, 21 września 2015

DIETA Co jeść gdy walczysz z nerwicą i depresją?

5 WAŻNYCH ZASAD ŻYWIENIOWYCH:

1. Kwasy Omega-3

Znajdują się w rybach (szczególnie łosoś, tuńczyk, sardynki), skorupiakach, tofu, migdałach, orzechach włoskich, jak również w niektórych olejach roślinnych, takich jak olej lniany, arachidowy i rzepakowy

 2. Witamin z grupy B (szczególnie niacyna czyli B3 i kobalamina czyli B12, również witaminy C i E oraz kwas foliowy)

Głównym źródłem witaminy B3 w mg/100g produktu w diecie są: 
  • drożdże piwne - 35,5 mg/100g
  • orzechy ziemne - 24,2 mg/100g
  • otręby pszenne - 21 mg/100g
  • rośliny strączkowe, 
  • sery, 
  • masło orzechowe i orzechy, 
  • odtłuszczone mleko, 
  • suszone brzoskwinie - 8,2 mg/100g
  • pełne ziarno zbóż - 5,2 mg/100g 
  • migdały - 4,7 mg/100g
  • kasza gryczana - 4,0 mg/100g
  • soja - 2,9 mg/100g
  • grzyby
  • pomidory - 1,4 mg/100g. 

Na polepszenie wchłaniania witaminy B3 wpływają: kompleks witamin B, witamina B1, witamina B2, witamina B5, witamina C, fosfor, chrom!

Głównym źródłem witaminy B12 jest mięso wołowe, drobiowe, podroby, ryby, owoce morza, mleko, sery oraz jaja.


 3. Minerały (kluczową rolę odgrywa magnez, ważne są też żelazo, selen, wapń oraz cynk)

Magnez znajdziemy w: (mg na 100 gr)

kakao 16%, proszek420
słonecznik, nasiona359
migdały269
kasza gryczana218
fasola biała, nasiona suche169
czekolada gorzka165
orzechy pistacjowe158
orzechy laskowe140
płatki owsiane129
ryż brązowy110
czekolada mleczna97
natka pietruszki69
chleb żytni razowy64
chleb graham62
kasza jęczmienna, perłowa

Żelazo:
Produktymg żelaza w 100 g produktu
podroby (wątroba, nerki)
suche nasiona roślin strączkowych
natka pietruszki
> 4
pieczywo i inne produkty zbożowe
mięso, drób, jaja
1 - 4
mleko i produkty mleczne, ziemniaki, ryby, owoce, ryż, warzywa< 1

Selen

Najbogatsze źródła selenu:
orzechy brazylijskie
tuńczyk
nasiona słonecznika
wątroba, serce, nerki wieprzowe, wołowe i cielęce
owoce morza i ryby (szczególnie śledzie)
czosnek i cebula
brązowy ryż, pieczywo razowe
kiełki pszenicy, otręby pszenne, ziarna kukurydzy
drób (spora ilość w jajach)
drożdże
 
Cynk
ProduktZawartość cynku (mg/100 g produktu)ProduktZawartość cynku (mg/100 g produktu)
Ostrygi16-176Nasiona dyni10
Kiełki pszenicy12Arbuz10
Ziarna sezamu10Gorzka czekolada9,6
Rostbef wołowy10Jagnięcina4,2-8,7
Wątroba cielęca12Orzeszki ziemne6,6


 4. Alkalizujące pożywienie. Przy zakwaszonym pH organizm traci równowagę, również nasz mózg!

Dieta powinna się składać:


W 80 % z produktów zasadotwórczych i obojętnych
W 20 % z produktów kwasotwórczych

Produkty wysoko kwasotwórcze PH 5,9 - 5,0:


  • Mięso i wędliny - szczególnie wieprzowina
  • Cukier i produkty zawierające cukierodkwaszanie-organizmu-acidoza-produkty-zakwaszające-wędliny
  • Sztuczne słodziki
  • Biała mąka pszenna i produkty pochodne
  • Biały ryż
  • Sery żółte
  • Kawa
  • Czarna herbata
  • Kakao i czekolada
  • Sól

Produkty średnio kwasotwórcze PH 6,9 - 6,0:



  • Ryby
  • Jaja
  • Chleb żytni
  • Płatki zbożowe
  • Makaron pełnoziarnisty
  • Ryż brązowy
  • Orzeszki ziemne
  • Piwo

Produkty słabo kwasotwórcze PH do 7,0:


  • Twaróg
  • Orkisz i pełnoziarniste produkty orkiszowe
  • Kasza gryczana
  • Makaron sojowy
  • Orzechy laskowe i orzechy nerkowca
  • Otręby
  • Fruktoza

Produkty neutralne pH 7,0:

  • Masło świeże
  • Śmietana
  • Serwatka
  • Jogurt naturalny
  • Oleje roślinne

Produkty wysoko zasadotwórcze pH 9,0 - 8,1:


  • Warzywa: bakłażany, dynie, cukinie, ogórki, sałaty liściaste, botwina, szpinak (surowy - sałatki), czarna rzodkiewodkwaszanie-organizmu-acidoza-produkty-odkwaszające
  • Soki warzywne świeże bez cukru
  • Owoce: kiwi, arbuz, ananas
  • Soki owocowe świeże bez cukru
  • Owoce: daktyle, figi, rodzynki
  • Grzyby: prawdziwki, kurki

Produkty średnio zasadotwórcze pH 8,0 - 7,1:


  • Warzywa: buraki, brokuły, kapusta, marchew, seler, pomidory, chrzan, fasolka szparagowa, kalarepa, por, szczaw, szpinak (gotowany)
  • Owoce: dojrzałe banany, słodkie brzoskwinie, mandarynki, pomarańcze, cytryny, maliny, truskawki, awokado, dojrzałe winogrona

Produkty słabo zasadotwórcze pH do 7,0:



  • Warzywa: kalafior, cebula, roszponka, kiełki pszenicy i orkiszu
  • Owoce: wiśnie, czereśnie, dojrzałe jabłka, gruszki, śliwki
  • Zielona herbata
  • Oliwa z oliwek
  • Migdały
  • Maślanka

Używki i napoje alkoholowe:

  • Kawa czarna działa silnie zakwaszająco
  • Kawa zbożowa działanie od neutralnego do lekko zasadowego
  • Czarna herbata - działa silnie zakwaszająco
  • Herbata zielona - działanie słabo zasadotwórcze
  • Wytrawne wino - działanie słabo zasadotwórcze
  • Piwo ― działanie lekko lub średnio kwasotwórcze
  • Alkohole wysokoprocentowe


 5. Umiarkowanego ruchu na świeżym powietrzu: spacer minimum 30 minut żwawym krokiem potrafi czynić cuda, poprawia nastrój, dotlenia i alkalizuje.

RUCH RUCH I JESZCZE RAZ RUCH :-)

środa, 16 września 2015

BATERIE NAŁADOWANE powrót do pracy

Jak było?
Cuuudownie. Zwiedziłam prawie wszystkie miejsca, które szczegółowo zaplanowałam. Wysokie klify, zabójczo piękne zamki wiszące nad brzegiem morza, magiczne uprawy winorośli i oliwek. Magia i to nie tylko dla oczu, również dla podniebienia, którą przypłaciłam małą nadwyżką kg.

Karmiłam się słońcem i odpoczywałam od codzienności. To była dobra decyzja i wbrew lękom, że pewnie trafi mi się spadek nastroju lub stany lękowe wszystko wyszło lepiej niż chciałam.

Samopoczucie miałam wspaniałe, choć zdążył się dzień słabszy, ma to raczej więcej wspólnego z kacem niż z chorobom. No ale co tu się dziwić, udałam się do kraju w którym serwuje się wyśmienite wino, a ja przecież kocham ten czerwony trunek. Co by nie było incydent nie warty wspomnienia :-)

Z moją szaloną damską ekipą zrobiłyśmy 3 dniową objazdówkę wypożyczonym samochodem i zaliczyłyśmy najważniejsze MUST BE na wyspie. To był extra czas i cieszę się, że nie spędziłam go na hotelowym basenie.

Teraz siedzę już znowu przy biurku i nadrabiam wakacyjne zaległości. Plan to jak nie dać się jesiennej chandrze, co u osoby depresyjnej oznacza stan myśli ciemnych i nieokiełznanych. Póki co nie czuję go za plecami, ale ile razy już wracał. Milion pięćset.

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę dużo ZDROWIA,

czwartek, 3 września 2015

20 000 DZIĘKUJę, że jesteście



Nie wiem kiedy to się stało, ale weszło Was już 20 000.

Dla mnie to wielkie WOW i nie dlatego, że chcę zostać sławną blogerką z depresją lękową- egh- Jak to brzmi :-/

Czy wyznaczyć nowe trendy w nerwicy i depresji- zgrozo?!

Chodzi o to, że dzięki Wam czuję, że nie jestem sama. Gdy nachodzi mnie parszywy dzień wyrzucam jego ciężar na te strony i wtedy lepiej widzę, co tak naprawdę się pod tym kryje. Jak osiągam sukcesy, zaraz pragnę się nimi podzielić. Dlaczego? Ponieważ zżyłam się z Waszą obecnością, choć wcale nie rozmawiamy, jesteśmy dość blisko z różnych stron monitora.

Dziękuje,

Lena,


wtorek, 1 września 2015

Lato odchodzi... dolegliwości wracają

Byłoby pięknie gdyby mój stan był dobry do urlopu.
Jednak ten tydzień na to nie wskazuje.

Zaczęły się uciski szyi, smutek, lekki niepokój i wielka niechęć do wszystkiego.
Jak wrócę z urlopu poszukam lekarza, bo moja Pani psychiatra z NFZ sama potrzebuje pomocy.

Tymczasem, jeśli macie kogoś sprawdzonego piszcie do mnie na priv.

W najbliższym czasie planuję w końcu zacząć gromadzić oszczędności. Wczoraj bliska mi osoba dostała wypowiedzenie i to mnie zmotywowało do zabezpieczenia się "na wszelki wypadek". To już kolejna zwolniona koleżanka, wiec trochę mi smutno, że taki rzeczy  mają miejsce po tylu latach pracy.

Zastanawiam się co będzie później. Jak już się ma te 45-50 lat, jest co raz ciężej. Rzesza studentów gotowa jest pracować za niskie pensje, a Ty stajesz się nieopłacalna. A przecież w myśl nowych przepisów mamy tyrać do 67 roku życia. Matko jeszcze tyyyyle lat.

Ze wszystkich rzeczy najbardziej boję się że tak już będzie zawsze. Martwię się że depresja zostanie do końca mych dni, a moją rolą jest nauczyć się z nią żyć. To nie wystarczy, muszę mieć motywację że mogę z tego wyjść. Do tego cholerne Państwo nie ma systemu leczenia takich zaburzeń. Psycholog co 3,4 tygodnie to za mało. Dla prawidłowo prowadzonej terapii powinno być minimum raz w tygodniu. Czyli te wszystkie pieniądze wydane przez Państwo na psychologów idą w błoto. Dodatkowo, ludzie z cięższymi lękami powinni mieć jakieś miejsca pracy. Tyle jest takich osób, które mogłyby wykonywać zdalne zawody, a nikt nie chce ich zatrudniać. Myślę, ze wiele z nich dużo szybciej stanęłoby na nogach, gdyby mogły czuć się potrzebne. Nikt o tym nie myśli, wolą zapychać szpitale psychiatryczne i faszerować mało skutecznymi lekami. ABSURD.

Jestem zła na system zdrowia (a raczej niezdrowia). Na moją popiep... rodzinę, na WSZYSTKO.


czwartek, 13 sierpnia 2015

W DRODZĘ...


Upał, ale ciepło jest lepsze od chłodu. Nawet to przesadzone.

Co się dzieje? Ciągle wałkuje się na fotelu u psycholożki. Choć nieraz mam uczucie niechęci, zrezygnowania, czuję, że jakieś pozytywne przebłyski co jakiś czas oświetlają moją słabo widoczną drogę. Czekam, aż jej zarys będzie wyraźniejszy bym mogła pełną piersią powiedzieć, że już wiem dokąd zmierzam.

Ostatnimi czasy bardzo wiele czytam. Książki zabierają mnie w niezobowiązujące tereny, a tam odpoczywam od myśli. Zauważyłam, że zmalała chęć rozpamiętywania moich dolegliwości, co jest dużym sukcesem, bo ileż można? Tak, więc wszelkie fora poszły w odstawkę. Nie chcę mi się już wchodzi emocjonalnie w te rejony. Swoje wykrzyczałam, wycierpiałam, rozpisałam i nasyciłam te wszystkie potrzeby, które wykreowały się na skutek spotkania z zaburzeniami.

Wychodzenie z zaburzeń to proces. Na początku nie wiesz co wybuchło niszcząc wszystko na czym opierał się Twój świat. Naturalnie poznajesz ten materiał pirotechniczny Twoich zaburzeń gdzie każde słowo brzmi jak dożywotni wyrok, a myśli krążą od potrzeby samounicestwienia do ogromnej chęci przetrwania. Sama już nie wiesz co jest silniejsze. Przestajesz sobie ufać, bo przecież coś w Tobie zawiodło. Szukasz winnych- rodziny, partnera, siebie, losu, Boga, psychiatry, psychologa czy nawet czarnej magii. Cała kipisz od złych emocji, uczucia żalu i straty życia.

Dostaje się złej matce, toksycznemu partnerowi, durnemu pracodawcy i Tobie.

Każdy musi przez to przejść, ale ważne by w tym nie zostać. Co da znalezienie czynników sprawczych? Nic, prócz zrozumienia mechanizmów. Budowanie w sobie żalu, nienawiści najbardziej bije w nas samych, gdyż trzeba sporo energii by te uczucia w sobie pielęgnować.

Nie można dopuścić do stania się wieczną OFIARĄ. Błędy przeszłości, nasze i innych nie mają ŻADNEGO PRAWA odebrać nam życia i zdrowia dożywotnie. Dawne emocje należy dojrzale przeżyć na nowo i dać im odejść.

Teraz najważniejszym CELEM mojej podróży jestem JA. Muszę znaleźć swoje miejsca, swoje pasje, swoich ludzi. MUSZĘ ZNALEŹĆ SAMĄ SIEBIE.

Sporo już za mną i sporo przede mną.



Pozdrawiam Was ciepło.

wtorek, 21 lipca 2015

MAZURSKI chill

Wróciłam na tory. Te chwilowe wykolejenia są teraz stosunkowo rzadkie.
Obawiam się jesieni i zimy, kiedy objawy zaostrzają się, jednak jeszcze sporo czasu.

Tym czasem podróżuje wkdami na mazury. Uwielbiam je.
Zwykle biorę namiot, bo dzięki temu mogę mieć dowolny widok i dowolne miejsce na odpoczynek.

Ustawiam się w cieniu koron drzew, by móc spać jak najdłużej. Do tego odległość do jeziora jest mniejsza niż 50 metrów, BOSKO! Cieszę się, że choroba nie zrobiła ze mnie cholernego zombi. Choć było z milion razy naprawdę blisko. Cieszę się że na umór zmuszałam się do przełamywania melancholii. Gdy zaczynała się moja gehenna, nie sądziłam że wychodzenie z tego to tak dłuuuugi proces. Jednak od trzech lat, wciąż idę i śmiem twierdzić, że to droga do przodu.

Zdecydowaliśmy się na wyjazd późno, co zaskutkowało dotarciem o 2 w nocy. Rozstawianie namiotu było przezabawne, szczególnie przy braku oświetlenia. Jednak w końcu się udało.
Jako że jestem mistrzynią zapominalstwa, nie wzięłam korka do materaca. Wprosiłam się na salony sis, której wizja spania ze mną i bączućnym psem zwyczajnie się nie spodobała. Jednak zlitowała się nad nami i spróbowałyśmy zasnąć. Akompaniament chrapiącego psiaka, woń jego cichych killerów kosztowały ją kilka soczystych przekleństw, a mnie małe wyrzuty sumienia. Jednak kolejny dzień pozwoli nam o tym zapomnieć, witając nas pięknym słońcem.

W miejskim sklepie kupiliśmy miejscowe przysmaki, które tak dobrze znam z dzieciństwa. Do tego szlagiery kempingowe, czyli pasztetowa, mielonka, soczyste pomidory, ŚNIADANIE mistrzów.

Pływaliśmy, śmialiśmy się i grillowaliśmy. I tak minął wknd.



poniedziałek, 6 lipca 2015

Wściekła notka

Szlak by to trafił.
Obolała, smutna i zła...
Coś zgrzytnęło w moim samopoczuciu. Za szybko człowiek przyzwyczaja się do dobrego.
Znów ściśnięte mięsnie karku, smutek, senność, lekkie odrealnienie i wszyschowładniający brak chęci na cokolwiek. Czemu nie miałam choć jeden pełnej remisji :-(.

I znów łapię się na tym by analizować swoje błędy. Kurna, każdy popełnia błędy. Czuje co może mieć wpływ, gdzie ten pies pogrzebany, ale boje się odkryć karty, choć znam je na pamięć.
Najbardziej przeraża mnie, że stanę się nicością, bylejakością, a mój stan się jeszcze pogorszy. Boję się, że okażę się najsłabszym ogniwem mojego życia. Nie uniosę tej świadomości i to blokuje mnie w tym miejscu.

Rozmawiam z psycholożką. Mówię jej, że czuję się jakbym się zatrzymała i nie mogła zrobić żadnego kroku z wyjątkiem tych w tył. Co się dzieje we mnie, czemu te konflikty mnie powalają?

Czasami czuję, że należę do innych, bo tak się  boje decydować, że będę z każdym kto zadecyduje że tak ma być. Jakie to durne, płytkie, tchórzliwe i nędzne.

Jak ja paskudnie przesiąkłam tą nieporadnością.

Tym właśnie samobiczującym akcentem kończę tą krótką notkę.

czwartek, 2 lipca 2015

LEKI SSRI i wzrost wagi :-( shit

Bywa, że czuję się odrealniona. Przeczekuje to cierpliwie, ale męczą mnie te stany z kosmosu.
Wczoraj musiałam przespać moje dolegliwości, bo były już nie do zniesienia. Pojawił się okropny ścisk karku, zmęczenie i smutek. Wymęczyło mnie to niesłychanie. Wredne zaburzenia co jakiś czas chcą o sobie przypomnieć. Niech dupki spadają. Nie będę oddawać im mojego życia.

Chciałabym mieć więcej energii. Muszę poszukać jakiegoś sposobu na doładowanie moich baterii. Słyszałam dużo pozytywnych opinii o guaranie, może spróbuje.

Dodatkowym wkurzającym skutkiem ubocznym jest waga. Chyba każdy kto był na lekach zobaczył, że nagle w gratisie dostaje się 8-10 kg, czasami nawet więcej. No do jasnej cholery co to ma znaczyć.
Mamy stanąć na nogi, a nie załamywać się z powodu pączusiowej sylwetki!!!!

Jak macie jakieś pomysły, lub poradziliście sobie z tym medycznym przybieraniem wagi, piszcie. Chciałabym znaleźć na to sposób. Uprzedzam, że nie jem więcej i próbowałam bez skutku zrzucić przez aktywność. Niestety bezowocnie.

Nadchodzi cieplejsza aura, więc trzeba ruszyć gdzieś w plener. W zeszłym tygodniu były mazury, może teraz morze :-)

czwartek, 18 czerwca 2015

MoJA WłaSNa PrzestRZEŃ

Czuję się ostatnio sobą. Może nawet bardziej niż kiedyś. Nie uciekam do innych i cieszę się własnym towarzystwem. Przyjemność mi sprawia robienie rzeczy błahych i odpoczywanie. Nigdy wcześniej nie lubiłam marnować czasu, a za takowe uważałam wszystko co nie było emocjonalnym hajem.
Okazuje się, że czytanie książki przez 4 godziny, nie jest traceniem życia. Delektowanie się zieloną herbatą też nie i nawet drzemka w trakcie dnia to nie zbrodnia.
Nie chcę lecieć do nikogo, nie chcę imprez z morzem alkoholu, nie chcę seksu, ani związku, nie chcę koło nikogo zasypiać. Potrzebuję mojej przestrzeni, czasem samotni, czasem obcego tłumu, ale wszystko ma w końcu zależeć ode mnie.

Egoistka czy nie, trudno. Próbowałam wpasować się w społeczne ramy. To nie wypaliło. Nie było korzyści dla mnie ani dla innych. Lepiej już zostanę sobą z wszystkimi dziwactwami, wadami i tą cholerną nerwicą.

Nie chcę słuchać, że już czas najwyższy na dzieci, że mam się hajtnąć i zacząć spełniać powinności kobiece. Nigdy się w tym nie odnajdywałam i to coś musi znaczyć.

Dodatkowo, nie lubię seksu. Nie wiem czy przez zaburzenia, wychowanie, geny, czy może złe nastawienie, ja cholernie go nie lubię. Próbowałam w długich i krótszych związkach zmienić ten nieakceptowaną społecznie rzeczywistość. Nie udało się. Po prostu coś jest u mnie inaczej i juuu.

Nie wiem o co chodzi dokładnie w aseksualności, ale czuję, że mojej osobie najbliżej do tej mało poznanej orientacji. Chciałabym poznać więcej takich osób i cieszę się, że powstają tematyczne fora na których jest wiele ciekawych historii i dużo praktycznej wiedzy.

Tak więc jeśli masz podobne odczucia napisz do mnie :-)


Pozdrawiam wszystkich,

wtorek, 16 czerwca 2015

POSZUKIWACZE eFek


Od 3 lat nikt mi nie dał żadnej F'ki i dobrze.


Z kolei multum znajomych dostaje etykietki już na starcie. Później dodają następne i nikt nie wie już co właściwie się mu leczy.

Z mojego doświadczenia choroba ma swoje etapy. Na początku miałam nerwicę lękową i bezsenność. Następnie po rozpoczęciu leczenia lęki ustąpiły, za to pojawiła się depresja.
W międzyczasie występowały różne problemy, które wskazywałyby na różne zaburzenia osobowości. Jakbym byłam kolekcjonerką F'ek to miałabym już całkiem fajny zestaw.

Jednak jestem sobą, mam problemy jak każdy człowiek. Nawet Ci zdrowi mają całą paletę zaburzonych poglądów, lęków, uzależnień. U nas o tyle jest inaczej, że jesteśmy bardziej czuli na te ludzki sprzeczności pragnień.

Następną przypadłością jest lekomania. Każdy szuka panaceum i zwiedza tablice psychiatrycznego Mendelejewa. Nie zauważa, że stracił już na tym kontrolę. Daje się wkręcić w rolercoster medyczny do którego zachęcają kampanie farmaceutyczne, fora, lekarze i pragnienie zdrowia.

Nie wiem jak inni, ale ja efekty uboczne leków odczuwałam zawsze nazbyt mocno i nie powiem, że to przyczyniło się do mojego zdrowienia. Mam oczywiście nadzieje, że w końcu znajdą lek dużo lepszy niż te dostępne, ale póki statystyka POMOGŁO- ZASKODZIŁO- NIE POMOGŁO, będzie przy każdym leku niemal identyczna, ciężko mi decydować się na ryzyko.

Pozdrawiam ciepło :-P

piątek, 12 czerwca 2015

PODRÓŻe MAŁE I DUŻE

To był szalony czas. Czerwcówka, wyjazd, impreza urodzinowa. Jedno wielkie OMG. Czułam się jak obserwator z pociągu pośpiesznego, życie działo się za moimi oknami, a ja nie nadążałam się z percepcją. Niosły mnie myśli, emocje, choroba, stres i słabości.
Wszystko było szalenie szybkie, niemal pijane, ale już po.

Stabilizacja kładzie nerwicę na plecy. Póki moje działania są przewidywalne wszystko jest w porządku. Wystarczy jednak zbyt wiele nowych bodźców, a ona wychodzi jak niedźwiedź po zimowym śnie i przeraźliwie ryczy.

Dużo było nowości. Wyjazd, nowe łóżko, więcej ludzi, alkohol, grypa, pogoda i wylądowałam poza sobą, poza nimi w pociągu pośpiesznym na linii Szaleństwo- Normalność.

Już dojechałam, na szczęście tam gdzie chciałam. Nie powiem, że chciałabym być znowu zwerbowana na taki przejazd. Nie, dziękuje. Tylko czy ktoś mnie następnym razem zapyta? Pewnie nie. Czy żałuję? Też, nie.

Dopiero teraz przeżywam radość z tego wyjazdu, z tej bezpiecznej pozycji, jestem zadowolona.
Jak i z tego, że podołałam obowiązkom i pojechałam na wyjazd służbowy dumnie reprezentując pracodawcę. Wszystko wyszło dobrze. Jestem z siebie dumna.

Dodam, że sporo zawdzięczam moim dobrym znajomym. W chwilach zwątpienia pomagali mi przez to przejść. Niesamowite, ze właśnie w obcych ludziach mam tyle oparcia.





wtorek, 9 czerwca 2015

PRZEZIĘBIENIE kontra NERWICA

Znowu złapało mnie jakieś paskudztwo. Wirus zaatakował gardło i płuca, dodatkowo osłabiając mnie do granic możliwości. Mam tyle do zrobienia, a sama podróż do łazienki jest teraz męcząca.
2 tygodnie, skubany wciąż silny.

W trakcie choroby zorganizowałam zaplanowane urodziny i przeżyłam dwie paniki (dawno nie miałam). Wyczerpałam siły do granic, balansując na granicy zdrowego rozsądku. Jednak podjęłam decyzję, że choroba nie pokrzyżuje moich planów choćby nie wiem co. Tak się stało. To miały być najlepsze urodziny i były!

Płacę za to wyższą cenę. Jednak w życiu tak bywa.

Ledwo siedzę w pracy ale muszę, gdyż szef nie ma wyrozumiałości na słabość, a ja odwagi by powiedzieć nie. Za bardzo lubię swoją pracę, by ryzykować.

Proszę jedynie o poprawę samopoczucia. Niech w końcu podda się ta choroba.

Oczywiście jak większość zastanawiam się czym zaatakować virusa, spróbowałam MODAFEN, ale jego skutkiem ubocznym jest bezsenność, mimo że plus na to że zwalcza stan zapalny nie polecam dla lękowców. Do tego VIT C 1000, rutinoskorbin w ilościach hurtowych.

Dziś wezmę Teraflu, który z kolei usypia, ale nie ma działania przeciwzapalnego.
Trzymajcie kciuki, bym wróciła do zdrowia, bo nie jest wesoło.

Jak 3 dni nic nie będzie zmierzało ku lepszemu idę po antybiotyk.



piątek, 22 maja 2015

Toń morza w mojej głowie

Odnajdziesz kiedyś swoją drogę, lub będziesz podążać utartymi ścieżkami. Opcje są zawsze dwie, to Ty musisz zdecydować co jest w zgodzie z Tobą. Wolność, niezależność mają wspaniałą rześką woń, jak bryza morska odświeżają spalone słońcem myśli. To nieskończone przygody, raz dobre, raz złe. To natchnienie do życia i trucizna dla wszelkim przejawów stałości.

Jak bardzo chcę wybrać się nad morze. Zawsze je kochałam. Jego ogrom, dźwięk, zapach. Jego spokój i wzburzenie. Może kiedyś zamieszkam w małej wiosce na południu Europy. Przecież to byłoby takie piękne.

poniedziałek, 18 maja 2015

Mini wpisek

Pisałam co 4 dni, a teraz 3 tygodnie przerwy.
Czuję się lepiej, żywiej i jestem z tego powodu szczęśliwa.

Nie, nie! Nie ozdrowiałam, bywają poranne spadki, ale mniej uciążliwe. Kto wie, może wiosna, może trochę sportu, może zejście z dawki paroksetyny na 15 mg, może przejście na dietę...

Dam znać jak to się będzie układało, ale już sam fakt że nie piszę, znaczy że chwilowo nie walczę w demonami.

Pozdrawiam w ten wiosenny czas.



piątek, 24 kwietnia 2015

ZMIENNOŚĆ moja DROGA

Wstaję zwykle przed budzikiem. Jakbym była zaprogramowana na pobudkę 3,5 minut wcześniej, by tylko nie słyszeć jego denerwującego dźwięku. Na nic zdaję się nastawianie swoich ulubionych piosenek jako jego dźwięk, no chyba że chcesz je znienawidzić. Tak więc nawet Sarah Mclachlan nie jest mile widziana, bo zapowiada konieczność, a konieczności się nie lubi.

Miałam tak od zalania dziejów, jak ja nienawidzę zobowiązań, ram, terminów, dead linów. Znajomi wiedzą, że prędzej zadzwonię 2 minuty wcześniej, ze czekam pod ich domem, niż umówię się na spotkanie dwa tygodnie wcześniej. Jest coś wspaniałego w życiu bez kalendarza i dat, zgodnie ze swoim zegarem chęci i pomysłów. Wsiąść w samochód i jechać na drugi koniec Polski by położyć się na plaży. Teraz mam mniej tych napadów wolności, oczywiście przez dolegliwości, ale wciąż składam się z pragnień, by mnie nikt nie ograniczał. Tak wiem, jestem nędzną partnerką dla większości osób, które żyją w bardziej zorganizowany sposób. Myślę, że daję coś w zamian, coś szalonego da się we mnie kochać. Kto wie, może bycie inną zaprowadziło mnie w szpony zaburzeń. Myślę, że w 70% zrobiły to geny, ale to tylko dumanie.

Czasami myślę, że moje niezdecydowanie to część mojej duszy chorej na pragnienie wolności. Jak już coś określisz żelazną zasadą ciężko będzie to zmieniać. Dla osoby takiej jak ja, zmienność jest krwią życia. Zmienność jest świeża, pozwala uczyć się na nowo, zastanawia, ciekawi i niech to szlag- kocham ją i się jej boję za razem.

Stangnacja, kojarzy mi się ze śmiercią za życia. Jest podobna do lekkiej depresji. Jak możliwe, że ludzie odnajdują się w niej. Domyślam się, że zostali wychowanie wedle norm i zasad. Ja tak nie byłam wychowana, może mam czego żałować. Jednak nie cofnę się już tego. Mogę kreować teraźniejszość i przyszłość.


Nie uważam się za zero, chyba że gdzieś w części nieuświadomionej. Mogłabym bardzo wiele, gdyby mnie tak nie bolało wszystko, gdyby nie zmęczenie i owszem przy warunku braku niezdrowych lęków.

Lecę dalej na łasce/ niesłasce paroksetyny. Niedługo mam wizytę u nowego głowologa, zobaczymy.

Brakuje mi trochę bratnich dusz. Czasami są ludzie, z którymi możesz być cicho i nie czujesz z tego powodu żadnego poczucia winy, wiesz, że to rozumieją.



wtorek, 21 kwietnia 2015

NIE CZYTAJ TEGO! Jeżeli potrzebujesz pokrzepienia.

Nie chcę o niczym myśleć.
Nic analizować, a jak na złość dziś terapia. Szlag by to! Co jej mówić? Dziś do dupy?
Drażnią mnie wszyscy, bolą mnie plecy i chcę krzyczeć ...kuuuu wa.

Dół wku*wienia, tak mogę opisać ten stan. Nawet nie wiem jak to możliwe, że na raz może tak boleć fizycznie i ściągać nastrój tak cholernie w dół. I co znowu moja wina? Co zrobiłam nie tak?

Szybko, niczym Pendolino wciągnęłam trzy lektury:

Szklany klosz- Sylvi Plath,
Jutra może nie być- Gabrieli Gargaś
Najgorszy człowiek na świecie- Małgorzaty Halber

Wszystkie opisujące dramat bycia niedopasowaną do świata. Czemu ja tak cholernie rozumiem takie książki, czemu nie odnajduję się w innych dziełach, tylko w tych o kobietach w dolinach żalu. Jedynie u Gabrieli na koniec zaświtało słońce, choć może to literacko fikcyjne słońce. Te samo co u Sylvi, a kilka miesięcy później popełnia prawdziwe samobójstwo. Prawdziwie zasypia w głową w piekarniku.

Ja nie chcę stanąć nigdy przed tą ostatecznością.
Nie chcę być statystyką o stosunku samobójstw kobiet i mężczyzn w roku 20XX.

Ja tak do cholery chcę znowu żyć. Niczego nie chcę, tylko pomocy, jakiegoś kogoś, kto może mi pomóc z tego wyjść. Rodzice nie dopuszczają do siebie mojej depresji. Stąd moje próby znalezienia oparcia kończą się kąśliwymi uwagami z dupy "Sama sobie wymyśliłaś tą depresję" "Skoro lubisz mieć doła to miej! " Co za dupki! Jak ja ich nienawidzę, ale nie można nienawidzić rodziców. Jednak za lata wywalania ich problemów na mnie, lekceważenia, dyskredytowania, braku chęci i dojrzałości by przyjrzeć się ich własnym działaniom . Mój dziecięcy obraz  został doszczętnie zniszczony. Przecież nawet błądzącym rodzicom coś w tym życiu zawdzięczamy, ale poziom moich pretensji, żalu kilkukrotnie przeważył to co od nich otrzymałam.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet gdybym napisała list i odeszła. Nie zyskałabym tego na czym mi zależy, uznania ich winy. Zaraz by przeinaczyli, winę przełożyli na mnie lub osoby trzecie.

Z takim bagażem żalu lepiej nie kierować się w rejony macierzyństwa. Nie mogłabym dopuścić do sytuacji że moje dziecko pokutowałoby za winy moich rodziców. Wygląda na to, że odebrali mi nawet możliwość posiadania dzieci.

Złość, Smutek, Ból- dziś tylko to czuję.

piątek, 10 kwietnia 2015

CYK!

Co mogłoby być piękniejszym dziełem natury niż wiosna. Słońce cytrynowe odkrywa zamarłą po zimie ziemię. Budzi i nas. Małe marionetki sennie dążące o porankach do swych prac, by w murach przesiedzieć 8 godzin, a po tym wypluci wrócić do domu. Zerknąć na promyki wpadające za okien naszych kredytowych domów i paść na drzemkę.

Kiedyś więcej czasu było na życie w rytm natury. Poranna rozpuszczalna kawa na słońcu smakowała lepiej niż ta z korpo expresu. W głowie rodziły się tysiące pomysłów, gdyż wtedy gdy nie trzeba to się po prostu chce. Jak wracam pamięcią do jeszcze dalszych czasów to jakoś rysują mi się jeszcze milej, rodziny wychodziły przed domy, każdy miał mniej więcej tyle samo pieniędzy, a przez to nie było żadnego wyścigu. Wakacje spędzało się w domkach wczasowych, gdzie panowała przyjazna atmosfera i jakieś takie spokojne szczęście. Dziś radość jest wydmuchana, przesycona, a tak w naprawdę to w ogóle jej nie ma. Każdy zaczął tak namiętnie za nią dążyć, że przestał ją zauważać.

Dziś trzeba pokazać szczęście. Choć wcale go nie ma. Jednak pokazać należy.
W tym celu potrzebny jest dobrej jakość smarfon i konto na fb. Cyk, nikt przecież nie wie, że chodzę do psychiatry. Cyk, nikt nie wie że jestem samotna. Cyk, nie mam już siły. Cyk, rodzina się rozpada. Cyk, zdradzam swoją żonę. Cyk, nie wiem czy mnie nie zwolnią. Cyk, starzeję się. Boom cyk cyk.
Sesja gotowa. Usuwamy to co po każdym przecinku i wychodzi seria zdjęć gotowa by istnieć w sieci jako przykładny szczęśliwy człowiek.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mała notka II

Jestem niespokojnym deszczem. Oceanem pragnień i burzą nierozsądku.
Obrósł mnie bluszcz smutku, a samo ucinanie gałęzi go jeszcze umacnia. Wiem, że trzeba zadziałać głębiej, w korzeniu, ale nie znam jeszcze sposobu.

Wchodzenie w dojrzałość to zwykle zderzenie czołowe z pędzącym tirem. Szczególnie dla idealistów o romantycznych duszach. Jak dodać do tego wieczną bojaźliwość, kompleksy to wyprawka psychiatryczna powinna być szykowana w momencie narodzin. Już ledwo pamiętam co planowałam. Chyba urząd w jednej z europejskich instytucji (skąd ja miałam ten pomysł?). Były też różne plany własnych działalności. Heh. Miał też oczywiście być mężczyzna, bo przecież miałam być intelektualnym wyzwaniem dla mojego wybranka. Heh. Miał mnie cenić za moją niezależność, takie dewizy wygłaszałam przy wieczornych spotkaniach ze znajomymi. Buntownicza feministka, która nie zadowoli się życiem pod dyktando męża. Heh. Zderzając się z rzeczywistością zaczęłam to wszystko widzieć z perspektywy małej myszki, która obserwuje świat ze swojej norki. Oczywiście jest taka odważna, że wychodzi tylko nocą.


Nie mam arcy talentu pisarskiego. Nigdy nie stworzę dzieł o których będzie głośno. Nie mam czegoś co by mnie w jakiejś dziedzinie szczególnie wyróżniało i czuję się szara jak najtańszy papier toaletowy. Wizualnie normalna, a po lekach trochę pulchniejsza. Teraz to już nawet nie chodzi o to, by być w czymś naprawdę dobra. Zwyczajnie moje aspiracje zmalały do zwykłego pragnienia by danego dnia po prostu czuć się lepiej.

W obecnym stanie największe i najpiękniejsze osiągnięcia zwyczajnie by mnie wykończyły. Jakbym czuła się dobrze, powróciłby dawny głód życia. Na razie zaspokajam minimum egzystencjalne.

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc w DOMU wszystkich nieszczęść

Święta. Kiedyś wyczekiwane, dziś chciałabym zniknąć na ten czas.
Siąść wspólnie przy stole i odbyć sztuczne rozmowy z ludźmi, którzy przestali być mi bliscy.
Upadek rodziny to bardzo smutny obraz. Nikt nie chce go oglądać.

Nawet nie wiem kiedy to się zaczęło. Nawet mój dom, wygląda jak ta rodzina. Niedokończony od 15 lat, prowizorycznie okryty szarą papą, każde okno jest inne i w tym domu smutek i nicość. Jakby rodzina wyparowała. Jakby zostały tylko puste ciała, warczące przy byle okazji.

Wszystko jest tu przygnębiające. Niewysterylizowane sunie, które co raz wydają niechciane potomstwo. Złość matki, która nie radzi sobie z życiem. Jej rozstawianie innych, pouczanie, krytykowanie. Próbowałam jej powiedzieć, że przecież nie pracuje, że sama powoduje ten chaos, ale grochem o ścianę. Mechanizm wyparcia to zbyt silne dla mnie narzędzie.  Smutne, matka moja starzeję się, ma długi przez utratne interesy ojca. Kilkukrotnie zaznała nowych miłości ojca, tych dziewczyn w moim wieku, których się konsekwentnie wypierał. Zawsze przyjmowała chore tłumaczenia, czasami nawet wolała je od rzeczywistości. Z drugiej strony na własne życzenie, mogła odejść. Jednak większość kobiet nigdy nie odchodzi.

Ojciec, który jest wiecznie niezadowolony. Ojciec, który o swojej rodzinie wyraża się tylko z pogardą. Jego dotkliwe żarty, poniżające stwierdzenia, jego brak zainteresowania i tchórzliwe podwójne życie. Ten który jest biedny i wszyscy go wykorzystują. Długi, które zbiera w każdym miejscu w którym się pojawi. Zadłużanie matki, teraz brata.

Mam wizję ich niedołężności, kiedy będą dzwonić że nie mają na życie. Ja, co ja będę mogła odpowiedzieć? Dlaczego nie słuchaliście gdy mówiłam? Tyle lat dążyliście do tego bym wpadła w tą depresję. Teraz potrzebujecie dziecka, które przecież całe życie było złe, nie wystarczająco pomocne. Od którego rok w rok pożyczaliście pierwsze zarobione pieniądze, o które musiało żebrać, słysząc jakie jest niewdzięczne. Niezliczone ataki emocjonalne, poniżanie i brak oparcia.

I moja osoba, która ma świadomość, że chwila w której straci możliwość pracy-to będzie chwila jej końca. Nie ma osoby do której będzie mogła się zwrócić, nikogo.

Boję się tej Wielkanocy. Chcę zniknąć, gdzieś się schować.

Jednak Wam życzę Wesołych Świąt. Wiem, że ten czas potrafi być dobry i ciepły.

wtorek, 31 marca 2015

HAPPINESS

z filmu "GODZINY" Meryl Streep:

"I remember one morning getting up at dawn, there was such a sense of possibility. You know, that feeling? And I remember thinking to myself: So, this is the beginning of happiness. This is where it starts. And of course there will always be more. It never occurred to me it wasn't the beginning. It was happiness. It was the moment. Right then"







poniedziałek, 30 marca 2015

ANTYDEPRESANTY bez RÓŻOWYCH OKULARÓW.

Tak wiele mówi się o depresji i nerwicach lękowych, że trzeba się leczyć. Nikt nie mówi o tych niewygodnych kwestiach.


 
ANTYDEPRESANTY bez RÓŻOWYCH OKULARÓW.

Dlaczego nie podaje się informacji o tym, że przez większość leków się tyję. Zwykle nosząc 36-38, przenosisz się do działu 40-42. Próbowałam diet, sportu, nic. Wszelkie wysiłki kończą się 1-2kg mniej. Jak dodać do tego całodzienną ospałość i bóle to mamy bardzo nieciekawy efekt.

Leki wytłumiły lęki, ale przysłały depresję. Nie miałam nigdy wcześniej takich smutnych dni. Nie może ona być efektem nerwicy, jak to zgodnie podsumowują lekarze. Często nie mają oni żadnej praktycznego rozeznania o lekach, które przepisują.

Poty nocne. Ostatnio koleżanka powiedziała że boi się o swoje zdrowie. Spytałam dlaczego. Opowiedziała, że często zdarzają jej się noce w których ciało zalewa jej pot. Musi wtedy zmienić koszulkę, spodnie, a czasami nawet pościel. Oczywiście spytała swoją Panią psychiatrę, czy to od leków, na co doktorka stwierdziła że "tak nie powinno się dziać". Nonsens. To bardzo częsty efekt uboczny.

Przez te rozbieżności dochodzi do sytuacji, że pacjenci studiują psychiatrię na własną rękę o czym można się przekonać odwiedzając fora. Tam najlepsi znawcy tematu posługują się terminami chemicznymi, a 90% uczestników słucha ich jak guru.  Niestety to nie jest dobra droga. Pojawiają się pomówienia i dezorientacja.

Po drugiej stronie sympozja psychiatrów, gdzie toczą się teoretyczne rozważania na temat naszych dolegliwości oparte na wyobrażeniach koncernów.

Dochodzi do tego, że często działanie medykamentów jest równe wynikom placebo. Fajnie, że są osoby, które zdrowieją bo wierzą, że pomaga im lek. Wiara czyni cuda. To będę powtarzać zawsze, bo przecież to najsilniejszy mechanizm samouzdrawiający.

Tak, właśnie siedzę sobie na wpół przytomna w pracy. Z moimi niechcianymi dodatkowymi kilogramami, z silnym bólem stanów i dennym nastrojem.

ETAP WPROWADZANIA LEKÓW- o tym okresie mówi się że jest trudny. Nikt nie mówi, że nagle Twój stan może się pogorszyć o 300% (gdzie przyszedłeś już z lichym). Nikt nie mówi ,że czasami uboków nie da się wytrzymać (ja miałam ciągłą panikę w nasileniu MEGA i uczucie palenia ciała na zewnątrz i wewnątrz). Lekarz uznał, że "TAK NIE POWINNO BYĆ". O super, zrujnował mi lek zdrowie, na co dowiaduję się, że on nie wie co robić. To kto k..wa ma wiedzieć?




piątek, 20 marca 2015

Cudotwórca OSOBISTY :-D

Bujam sobie myślami w zupełnie niezobowiązujących terenach.

Od dawna zauważyłam, że wchodzenie na pola rozpraw egzystencjalnych kosztuje mnie zbyt wiele.
Dlatego myślę o sierocym spojrzeniu mojego psa, którym częstuje mnie co rano. O ciekawym blogu z cytatami, o których nie miałam pojęcia.

Myślę, że mogłabym iść z Freudem na kawę i nie zagiąłby mnie swoimi tezami. Jest nieskończenie wielka ilość rozwiązań problemów, ale dla każdego inna. Choć wolałabym jakieś jedno rozwiązanie, które u wszystkich skutkowałoby uzyskaniem rozwiązania życiowych rozterek.

Będąc chorym, trzeba bardzo uważać. Nie dość że borykasz się z trudnościami, każdy chcę na Tobie zarobić: koncerny farmaceutyczne, psychiatrzy, wydawnictwa psychologiczne, czy też inni cudotwórcy.

Nie dziwne, ze ludzie poddają się. Nikt nie uczy ich najważniejszego. Nie ma cudnej metody, która nie wymaga twojego udziału. Musisz to wszystko przepłakać, przeboleć, zrozumieć i nawiązać kontakt wewnątrz własnej osoby. Jesteś jedynym najważniejszym autorytetem i musisz to pojąć. Jesteś swoim cudotwórcom.

Być może dolegliwości były jak walec drogowy, który zrównał całe Twoje życie z ziemią. Trzeba tej powierzchni nadać nowego kształtu i nasycić innymi kolorami.

 

poniedziałek, 9 marca 2015

poczucie NISKIEJ WARTOŚCI, a MELANCHOLIA WIELKICH

Nazwisk tysiące. Ludzi, którzy doszli na szczyt, spełnili marzenia i wciąż nie nakarmili zgłodniałej duszy.

Marilyn Monroe, piękna i szalenie utalentowana. Nosiła brzemię skrzywdzonego dziecka przed całe życie. Być może jej sukces to wynik pragnienia bycia lepszą. Mimo wielu ról, mimo setek wielbicieli, nigdy nie czuła że zasługuje na uwielbienie.

 Virginia Woolf, Sylvia Plath , Danuta Steńka, Winston Churchil ,Charles Darwin , Stephen Hawkings , Bethoveen, Van Gogh, Franklin Delano Roosvelt , Ernest Hemingway , Albert Einstein , Thomas Edison,  Izaak Newton, Kazik Staszewski, Jolanta Fraszyńska, Paweł Królikowski, Tomasz Lipiński i Kora, Whitney Houston, Robin Williams . Do tej listy można dodać jeszcze wielu innych.





Wszyscy mieli świat u stóp. Wnieśli niesamowity dorobek w historie ludzkości. Jednak nie odczuwali miłości i spełnienia. W duszy wierzyli jedynie w to, że są słabi.







Na napisanie postu natchnął mnie świetny artykuł na gazeta.pl o piłkarzu Zlatanie Ibrahimović'u.
Zwrócono się w kierunku jego melancholii. Na co komentujący odpowiedzieli zdziwieniem. Jak facet jeżdżący najnowszym ferrari, mieszkający w pięknych willach i grający dla najlepszych klubów może mieć melancholie. Może.

W swojej książce opisuje dorastanie. Historia nadaje się na super film o tym jak człowiek z niczym staje się legendą. I jest to niewątpliwie fakt. Jednak to co się toczy w jego duszy, nie nadąża za osiągniętym sukcesem, tam wciąż jest nieszczęśliwym dzieckiem. Otóż w młodości pisane są najważniejsze strony naszego życia i od tego zależy jego późniejsza jakość.

Jako dziecko dorastał z surową matką. Kiedy z płaczem wracał do domu po tym jak spadł z wysokości na pocieszenie dostał po twarzy. Później, gdy odebrano matce prawa do opieki, trafił do ojca alkoholika. Dzięki pasji nie został wchłonięty w świat przestępców i narkomanów, tylko poszybował w górę.

Jednak to szczęście, ten sukces, nigdy nie dał mu zapomnieć. Posądzany o zachowania narcystyczne (dużo osób z deficytem uwagi za młodu przejawia zachowania narcystyczne) wiele razy pokazywał swój bunt w stosunku do współzawodników, trenerów, czy nawet kibiców. Ostatnio wziął udział w kampanii na rzecz dzieci ciepiących z powodu głodu. Pewnie widzieliście przejmujący film, gdzie wymieniane są imiona niedokarmionych dzieci o których Świat nie słyszy. Zlatan wytatuował sobie imiona głodujących na prawie całym ciele.


Dosłownie wiem co musi czuć, choć moje życie nie osiągnęło tego pułapu. Z drugiej strony to może i dobrze, bo jak widać ciężar sławy i osiągnięć, czasami jest nie do uniesienia.

Jak szalenie współczuję ludziom noszącym ten ciężar, wiem tylko ja i ludzie do mnie podobni.
Czasami za bardzo pragniemy uwagi, krzyczymy o nią. Czasem robimy to w absurdalny sposób.

Myślę, że najlepszą terapią byłaby możliwość bycia dzieckiem kogoś o zdrowych emocjach, kto uzupełniłby ten pusty dzban miłości bezwarunkowej. Niestety nie ma takich terapii.

poniedziałek, 2 marca 2015

MOJE BABSKIE DUMANIE poza PATOSEM DOLEGLIWOŚCI

Jestem bardzo przeciwna umniejszaniu pozycji kobiet, ich niższym zarobkom, traktowaniu ich jako zagrożenia dla wysokich stanowisk, patrzeniu na każdą 20-30-35 latkę z wnikliwością testu ciążowego. Lata walki o nasze prawa, a ciągle jesteśmy w średniowieczu.

Odwołując się do ostatniej afery Durczokowiej, pewnie wiele z Was tak jak i ja wróciło pamięcią,  kiedy ostatnio było traktowane w sposób nieprzyzwoity przez (faceta) przełożonego, klienta, współpracownika. Z reguły miało to miejsce dziś, wczoraj, lub w zeszłym miesiącu. Baaa! Nawet do głowy mi nie przyszło nazwać tego MOLESTOWANIEM. Jednak to nie znaczy, że to nie nim nie było, tylko że moje postrzeganie zostało spaczone przez rzeczywistość. Prawda jest niestety taka, że to nasza codzienna rzeczywistość. Kobiety mają przerąbane! Szczególnie te atrakcyjne. Tak jakby miały na piersiach i dupie napisane, "sex, sex, sex". Mam za to żal do Panów. W sumie żal to mało powiedziane. W miejscu pracy, urzędach, szkołach, wynagrodzeniach nie powinno być podziału na PŁEĆ!

Jednak podejście wielu Panów jest krzywdzące :

"kolejna drze jape, że potrzebne równouprawnienie, które się kończy kiedy trzeba wnieść lodówkę na 3 piętro!" :-(

Jak się zagłębić w temat. To widzimy jeszcze gorszą rzeczywistość. Przemoc w domach, gwałt małżeński, znęcanie się psychiczne i bezradność ofiar.

Społeczeństwo i często my same nie jesteśmy świadome, że to co się dzieje nie ma prawa mieć miejsca w XXI wieku. Prawa człowieka NIE MAJĄ PŁCI!

Wiele starszych kobiet naszych rodów uczyło nas, że pewne nieprzyjemne rzeczy trzeba znosić, w imię religii, dzieci, sąsiadów, ale ich przekonania to był błąd. Na pierwszym miejscu jest szacunek do człowieka. Nie ważne czy kobiety, czy mężczyzny. SZACUNEK.

Sama byłam chowana w domu w którym kobiety niby powinny o swoje walczyć, ale matka całe życie swą wartość opierała na akceptacji mężczyzny. Ja też przesiąkłam tym. Mimo pełnej świadomości procesu, ciężko mi oszukać spaczone emocje.

W myślach tworzę obrazy, że nowe pokolenia dziewczynek, będą silniejsze. To jest jedno z moich marzeń.

piątek, 27 lutego 2015

TRZEBA zaakceptować fakt, że ŻYCIE nie może być SPRAWIEDLIWE.

Tak, mogłabym krzyczeć, fuuuck mam najgorzej.

Dlaczego nie urodziłam się w stabilnym domu?
Dlaczego złapała mnie fala lęku i smutku?
Dlaczego nie jestem bogata?
Dlaczego zarabiam mniej niż wielu znajomych?
Dlaczego nie jestem wysoka?

Na te pytania nie będzie racjonalnej odpowiedzi.  Życie nie obdarza wszystkich tak samo i nikt nie wie co go spotka. Musze zaakceptować swoją rzeczywistość i starać się znaleźć w niej jak najwięcej światła.

Zawsze spoglądam na znajomych i widzę jak są szczęśliwi. Uważam, ze maja mniej problemów. Czasami rozmyślam, że chciałabym znaleźć się na ich miejscu. Bzdura. Każdy ma swoją historię i nie ma ludzi bez problemowych. To co jest nam przekazywane to ich silna strona. W większości przypadków noszą własne krzyże.

Ja lubię ludzi przy których mogę mieć skrzywioną minę (choć zwykle jej nie mam).  Osoby, którym mogę przedstawić mój świat, bez upiększania go.

Ludzie walczą o sprawiedliwość. Kobiety o wyrównanie zarobków, względem mężczyzn. Mężczyźni o większe możliwości prawa do dzieci (po rozwodach). Oczywiście, woda drąży skałę i z czasem widać owoce tej walki o sprawiedliwość. Jednak to co nas spotka, zwykle będzie sumą przypadków, szczęścia i tylko od nas zależy czy będziemy się zadręczać o to jak potoczył się nas scenariusz, czy może zaakceptujemy tą cechę życia. Que Sera,  Sera ... Co ma być to będzie....

poniedziałek, 9 lutego 2015

ciocie i wujkowie DOBre RADY

Hehehehe... każdy z nas uwielbia rady bliskich, przyjaciół, lekarzy, złote słowa poradników i TV chłam. Każdy jest co najmniej Freudem w doradzaniu w trakcie choroby, której sobie nawet nie wyobraża.

Ja też się złapałam na to, że na początku brałam to za dobrą monetę. Zaczęłam wyrzekać swojego ja, bo uznałam że to ono doprowadziło mnie do zaburzeń. Nic bardziej mylnego. Mam i miałam dobre własne sposoby radzenia sobie z tą nie najlżejszą sytuacją. Grunt w tym, że nie możemy zwątpić w siebie, bo właśnie w nas jest siła z której powinniśmy korzystać. Rady innych często są kolejnymi ciosami w żebra, by zwątpić do reszty w własny porządek świata. Otóż my latami tworzyliśmy nasz system postrzegania i pewnie zrobiliśmy sporo błędów, które możemy naprawić. Oni Wójkowie i Ciotki dobre RADY, też popełnili wiele błędów, ale nie mieli skłonności do zaburzeń, nie przeżyli traumy, lub innego zdarzenia, które spotkało nas. To właśnie my mamy największą wiedzę w tym temacie, którą musimy odkrywać, choćby nam depra i lęki dowalały z każdej strony.

Nie mówię, że powinniśmy każdej osobie która przyjdzie z kolejnym ...

"Będzie dobrze",
 Weź się w garść",
"Za dużo się skupiasz na swoich dolegliwościach",
"To przez Twojego męża",
"To przez pracę"


...pokazywali serdeczny palec. Wyciągnijmy wniosek z tych rad, ale nie uderzajmy w życie z ciężkiej artylerii, bo ktoś uważa że zna najlepszy sposób na nasze zdrowie. Tak nie jest.


Mój jest ten kawałek podłogi,
Nie mówcie mi więc, co mam robić! (Mr Zoob)



czwartek, 22 stycznia 2015

...taka mała notka

Ciało, któremu przyszło czuć ból. Umysł, który błądzi.
Czuję jakbym ugrzęzła w niebycie. Codziennie ta sama proza, ten sam dział tej samej książki.
Nie wychodzę z matni i kryję się przed starciem i dalszą analizą. Już sam pomysł o zajęciu jakiegoś stanowiska, wybraniu jakiejś drogi przysparza mnie o ból, więc uchylam się przed tym. Zanurzam się w bezsensownych zajęciach, by leciał czas, by oświecenie przyszło samo. Choć dobrze wiem, że nie nastąpi.

To gorszy czas, przejdzie, ale muszę się z nim zmierzyć. Może owoce terapii dojrzewają w bólu? Może nieświadomość jest lżejsza? ...może kiedyś odpowiem na te pytania z pewnością siebie.

MAGNeZ na problemy

Będąc w kręgu osób z deficytami emocjonalnymi przyciągamy osoby, które również je mają. Dla osób zrównoważonych jesteśmy "świrnięci", a oni dla nas nudni.

Analizując mój orszak znajomych widzę to jak na tacy. Nie wybierałam ich ze względu na zaburzenia, po prostu przyciągnęłam je kiedyś i tak zostało. Teraz dwie najlepsze koleżanki ze studiów również lecą na antydepach, dziwicie się? Nie ma czym. Po prostu tylko my mogłyśmy się zrozumieć. Jedna dzieciństwo w domu z ostro pijącym ojcem, druga wychowana w domu niepełnym, trzecia też alkoholowy tata... Jakie fatum, jakiś rok 2 po mnie wybrały się po magiczne pastylki.

Ja, moje rodzeństwo otoczyliśmy się ludźmi, którzy mają drzazgi w systemie emocjonalnym.

Stąd na pytania psycholożki odnośnie moich wyobrażeń związanych z normalnością odpowiadam "nie wiem". Nie mam pojęcia co to znaczy normalne życie, związek, zachowania, ale to nie oznacza że nie mogę się domyślać.

Najchętniej stara osobowość wróciłaby do zazdrosnego partnera i dalej istniała sobie w swojej "niewiedzy". Coś by jej dolegało, ale funkcjonowałaby sobie w niewidocznych sidłach wzorców młodości.

Może jednak normalność nie istnieje podobno nie ma ludzi zdrowych tylko "niezdiagnozowani". Mam pecha, że w genach dostałam skłonności, inaczej przeżyłabym życie bez większych analiz.

Kolejną, gorszą cechą jest to że przyciągamy zaburzonych partnerów. O ile znajomych widujemy sporadycznie, tak parner jest w nim non stop. No i zaczyna się akcja pod tytułem "Jak ślepy prowadził kulawego". Wiadomo, że to nie humorystyczna opowieść dla odtwórców głównych ról. Choć znajomi uwielbiają co jakiś czas oglądać ten teatr to na dłuższą metę jest dość niewesoło.


Z książkach przeczytamy, że powinniśmy wyleczyć naszą duszę, a dopiero brać się za związki. Poczekać, aż nas magnez zacznie przyciągać zdrowych ludzi.


piątek, 16 stycznia 2015

PIĄTEK

Mamy piątek i się zastawiam co robią ludzie bez zmory zaburzeń?
Jadą do kina? Sami?

Idą na piwo ;-) To opcję lubiłam, ale teraz z bagażem lekko pierd...ej serotoniny, lepiej nie mieszać w głowie.

Spędzają czas ze swoją milością? .... aż mną trzęsło na myśl kolejnej batalii pod tytułem "Pokochamy się?" Nie mam już pomysłów na wymigiwanie się, ten dział jest zablokowany, a wszelkie próby przełamania bariery kojarzą mi się z znęcaniem się, zmuszaniem i wszystkim co bee...!!!

Co jeszcze? łyży, basen, sauna, tańce, a na to wszystko potrzebne są pieniądze.

Książka. Tv.

Ah, chyba dziś nic nie wymyślę...

Miłego wkndu,

środa, 7 stycznia 2015

Wieczorową porą rozmyślam

Tak, postanowiłam, że dziś do Was napiszę.
Zwykle pisuję za dnia, ale skoro czuję się dobrze chcę się tym z Wami podzielić.
Co się stalo? Nic szczegolnego, wróciłam na poprzednią dawkę paroksetyny. Spodziewam się więc huśtawek jakie na niej bywały, odpukać!!! Jednak niższa dawka mi nie przysłużyła. Niesamowite napięcie szyi, upierdliwe spadki nastroju i wszystko na NIE!

Nie jestem ani trochę szalona. Moj stan najtrafniej określa przymiotnik "POGUBIONA". Gdzieś w pędzie życia moje ścieżki splątały się w wielki supeł. Łatwiej byłoby wypracować ów stan psychoterapią, gdyby nie genetyczne predyspozycje, która fachowo utrudniają wszelkie działania.

Jednak, jestem zawzięta. I po tysiącach batów, wciąż idę do zdrowia i szczęścia. Może to nie wola życia tylko masochizm? Zwał jak zwał taka jestem.

Jak mogę coś poradzić to powiem jedno. Nie bądźcie aż tak zawzięci by nie dawać sobie pomóc. Mi to się zdarza i to często. To taki stan, gdy już nie dajesz sobie rady, ale za wszelką cenę nie chcesz dać sobie pomóc, bo ... powodów zwykle wynajdujemy milion. Moje to że chcę odstawiać paro. I trzymałam się tej małej dawki chyba na złość samej sobie.

Niezależność to moja chora ambicja. Myślę, że to walka pomiędzy wolnością, a powinnością zaprowadziły mnie w moje położenie. Dałam się owładnąć tym co społecznie wskazane. Tyle lat w związkach, połowa życia pod dyktando nastrojów matki i połowa pod nastroje partnerów. Oczywiście osoby, które nie dorastały w warunkach sejsmicznych uczuć rodzicieli zdołały wejść w dorosłość i związki dojrzale. Ja nie. Z resztą jak wiele innych osób. Jedni nie dostają zaburzeń nastoju i do końca tkwią w nieszczęśliwych dla siebie miejscach, inni dostają i robią rachunek sumienia.

Jak możecie? Wyobraźcie sobie że wysyłacie mi swoją dobrą energię. Coś w stylu "Mała dasz sobie radę!" Podobno energia dociera do ludzi. Będę wiec na Waszą czekać. W tym właśnie momencie, ja Wam śle własną. Taką ciepłą kulę energii, która uwalnia Was od bólów, stresu, napięcia, chorób, zawodów miłosnych i innych życiowych rozterek.

Dobranoc

sobota, 3 stycznia 2015

Mój strach

Nie wiem skąd ta pewność. Nie wiem czemu w największych smutkach it tak jestem przekonana że wygram. Tłumaczę sobie, ze odcinając się od rodziców i chorych miłości odzyskam swoje życie. Z drugiej strony boję się, że dochodząc to tego celu nic się nie zmieni. Co wtedy? Upadnę i się nie podniosę, bo zrobiwszy te wielkie rzeczy wciąż będę okaleczona? Boję się że to nic nie da. Boję się, że to zwykła ucieczka, że problem jest już tak głęboko osadzony w mojej duszy, że każdy z kim będę w jakiejkolwiek relacji będzie dla mnie "niszczycielem" Boję się że jestem "ofiarą" i nie umiem przestać nią być.

Po wykonaniu drogich inwestycji w domu rodzinnym. Zrobieniu osobnej łazienki i kuchni, wciąż jestem celem ataków frustracji matki i ojca. Gdybym mogła cofnąć czas, to te pieniądze przeznaczyłabym na kupno mieszkania. Żal mi zostawić im to wszystko, przecież nic od nich nie dostałam to z jakiej racji mam im coś dawać.I tak nikt tego nie doceni, a przecież to mnie kosztowało tak wiele.

Zaczęłam oglądać mieszkania. Mogłabym spróbować. Jednak na kolana kładzie mnie obowiązkowy od tego roku wkład własny 10%. Skąd ja mam je wziąć? Nie mam babć, które mogłyby pomóc. O rodzicach nie wspomnę.Nie sprzedam nerki, nie zacznę się prostytuować, co za czasy, ze mieszkania kosztują tyle co w zamożnych Państwach UE, a zarobki są 5 razy mniejsze. Jak dodać do tego fakt, ze mam depresję i mogę paść na kolana, a wtedy nie będzie pomocy rodziny, jak w innych normalnych domach to mogę powiedzieć że nie jest cukierkowo. Kurdeee, ale muszę uciec, oderwać się od nich. Ah, wyzdrowieć.