czwartek, 22 stycznia 2015

MAGNeZ na problemy

Będąc w kręgu osób z deficytami emocjonalnymi przyciągamy osoby, które również je mają. Dla osób zrównoważonych jesteśmy "świrnięci", a oni dla nas nudni.

Analizując mój orszak znajomych widzę to jak na tacy. Nie wybierałam ich ze względu na zaburzenia, po prostu przyciągnęłam je kiedyś i tak zostało. Teraz dwie najlepsze koleżanki ze studiów również lecą na antydepach, dziwicie się? Nie ma czym. Po prostu tylko my mogłyśmy się zrozumieć. Jedna dzieciństwo w domu z ostro pijącym ojcem, druga wychowana w domu niepełnym, trzecia też alkoholowy tata... Jakie fatum, jakiś rok 2 po mnie wybrały się po magiczne pastylki.

Ja, moje rodzeństwo otoczyliśmy się ludźmi, którzy mają drzazgi w systemie emocjonalnym.

Stąd na pytania psycholożki odnośnie moich wyobrażeń związanych z normalnością odpowiadam "nie wiem". Nie mam pojęcia co to znaczy normalne życie, związek, zachowania, ale to nie oznacza że nie mogę się domyślać.

Najchętniej stara osobowość wróciłaby do zazdrosnego partnera i dalej istniała sobie w swojej "niewiedzy". Coś by jej dolegało, ale funkcjonowałaby sobie w niewidocznych sidłach wzorców młodości.

Może jednak normalność nie istnieje podobno nie ma ludzi zdrowych tylko "niezdiagnozowani". Mam pecha, że w genach dostałam skłonności, inaczej przeżyłabym życie bez większych analiz.

Kolejną, gorszą cechą jest to że przyciągamy zaburzonych partnerów. O ile znajomych widujemy sporadycznie, tak parner jest w nim non stop. No i zaczyna się akcja pod tytułem "Jak ślepy prowadził kulawego". Wiadomo, że to nie humorystyczna opowieść dla odtwórców głównych ról. Choć znajomi uwielbiają co jakiś czas oglądać ten teatr to na dłuższą metę jest dość niewesoło.


Z książkach przeczytamy, że powinniśmy wyleczyć naszą duszę, a dopiero brać się za związki. Poczekać, aż nas magnez zacznie przyciągać zdrowych ludzi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz