sobota, 3 stycznia 2015

Mój strach

Nie wiem skąd ta pewność. Nie wiem czemu w największych smutkach it tak jestem przekonana że wygram. Tłumaczę sobie, ze odcinając się od rodziców i chorych miłości odzyskam swoje życie. Z drugiej strony boję się, że dochodząc to tego celu nic się nie zmieni. Co wtedy? Upadnę i się nie podniosę, bo zrobiwszy te wielkie rzeczy wciąż będę okaleczona? Boję się że to nic nie da. Boję się, że to zwykła ucieczka, że problem jest już tak głęboko osadzony w mojej duszy, że każdy z kim będę w jakiejkolwiek relacji będzie dla mnie "niszczycielem" Boję się że jestem "ofiarą" i nie umiem przestać nią być.

Po wykonaniu drogich inwestycji w domu rodzinnym. Zrobieniu osobnej łazienki i kuchni, wciąż jestem celem ataków frustracji matki i ojca. Gdybym mogła cofnąć czas, to te pieniądze przeznaczyłabym na kupno mieszkania. Żal mi zostawić im to wszystko, przecież nic od nich nie dostałam to z jakiej racji mam im coś dawać.I tak nikt tego nie doceni, a przecież to mnie kosztowało tak wiele.

Zaczęłam oglądać mieszkania. Mogłabym spróbować. Jednak na kolana kładzie mnie obowiązkowy od tego roku wkład własny 10%. Skąd ja mam je wziąć? Nie mam babć, które mogłyby pomóc. O rodzicach nie wspomnę.Nie sprzedam nerki, nie zacznę się prostytuować, co za czasy, ze mieszkania kosztują tyle co w zamożnych Państwach UE, a zarobki są 5 razy mniejsze. Jak dodać do tego fakt, ze mam depresję i mogę paść na kolana, a wtedy nie będzie pomocy rodziny, jak w innych normalnych domach to mogę powiedzieć że nie jest cukierkowo. Kurdeee, ale muszę uciec, oderwać się od nich. Ah, wyzdrowieć.

2 komentarze:

  1. mimo wszystko jesteś bardzo silna!
    Faktycznie najlepszym wyjściem byłoby uwolnić się od toksycznych rodziców...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje za wpis, mam nadzieje, że plany moje zostaną spełnione.

    OdpowiedzUsuń