piątek, 12 czerwca 2015

PODRÓŻe MAŁE I DUŻE

To był szalony czas. Czerwcówka, wyjazd, impreza urodzinowa. Jedno wielkie OMG. Czułam się jak obserwator z pociągu pośpiesznego, życie działo się za moimi oknami, a ja nie nadążałam się z percepcją. Niosły mnie myśli, emocje, choroba, stres i słabości.
Wszystko było szalenie szybkie, niemal pijane, ale już po.

Stabilizacja kładzie nerwicę na plecy. Póki moje działania są przewidywalne wszystko jest w porządku. Wystarczy jednak zbyt wiele nowych bodźców, a ona wychodzi jak niedźwiedź po zimowym śnie i przeraźliwie ryczy.

Dużo było nowości. Wyjazd, nowe łóżko, więcej ludzi, alkohol, grypa, pogoda i wylądowałam poza sobą, poza nimi w pociągu pośpiesznym na linii Szaleństwo- Normalność.

Już dojechałam, na szczęście tam gdzie chciałam. Nie powiem, że chciałabym być znowu zwerbowana na taki przejazd. Nie, dziękuje. Tylko czy ktoś mnie następnym razem zapyta? Pewnie nie. Czy żałuję? Też, nie.

Dopiero teraz przeżywam radość z tego wyjazdu, z tej bezpiecznej pozycji, jestem zadowolona.
Jak i z tego, że podołałam obowiązkom i pojechałam na wyjazd służbowy dumnie reprezentując pracodawcę. Wszystko wyszło dobrze. Jestem z siebie dumna.

Dodam, że sporo zawdzięczam moim dobrym znajomym. W chwilach zwątpienia pomagali mi przez to przejść. Niesamowite, ze właśnie w obcych ludziach mam tyle oparcia.





2 komentarze:

  1. Doskonale Cie rozumiem. Tez nie znosze gdy robi sie tloczno i zbyt emocjonujaco, czy jak to nazwac... Pozdrawiam i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń