wtorek, 21 lipca 2015

MAZURSKI chill

Wróciłam na tory. Te chwilowe wykolejenia są teraz stosunkowo rzadkie.
Obawiam się jesieni i zimy, kiedy objawy zaostrzają się, jednak jeszcze sporo czasu.

Tym czasem podróżuje wkdami na mazury. Uwielbiam je.
Zwykle biorę namiot, bo dzięki temu mogę mieć dowolny widok i dowolne miejsce na odpoczynek.

Ustawiam się w cieniu koron drzew, by móc spać jak najdłużej. Do tego odległość do jeziora jest mniejsza niż 50 metrów, BOSKO! Cieszę się, że choroba nie zrobiła ze mnie cholernego zombi. Choć było z milion razy naprawdę blisko. Cieszę się że na umór zmuszałam się do przełamywania melancholii. Gdy zaczynała się moja gehenna, nie sądziłam że wychodzenie z tego to tak dłuuuugi proces. Jednak od trzech lat, wciąż idę i śmiem twierdzić, że to droga do przodu.

Zdecydowaliśmy się na wyjazd późno, co zaskutkowało dotarciem o 2 w nocy. Rozstawianie namiotu było przezabawne, szczególnie przy braku oświetlenia. Jednak w końcu się udało.
Jako że jestem mistrzynią zapominalstwa, nie wzięłam korka do materaca. Wprosiłam się na salony sis, której wizja spania ze mną i bączućnym psem zwyczajnie się nie spodobała. Jednak zlitowała się nad nami i spróbowałyśmy zasnąć. Akompaniament chrapiącego psiaka, woń jego cichych killerów kosztowały ją kilka soczystych przekleństw, a mnie małe wyrzuty sumienia. Jednak kolejny dzień pozwoli nam o tym zapomnieć, witając nas pięknym słońcem.

W miejskim sklepie kupiliśmy miejscowe przysmaki, które tak dobrze znam z dzieciństwa. Do tego szlagiery kempingowe, czyli pasztetowa, mielonka, soczyste pomidory, ŚNIADANIE mistrzów.

Pływaliśmy, śmialiśmy się i grillowaliśmy. I tak minął wknd.



2 komentarze:

  1. Cześć wpadłam na Twój blog, ponieważ wyszukał się któryś w kolejności o depresji. Sama jej nie miałam, ale chciałabym trochę poznać tę chorobę i może zaczerpnąć informacji, jak sobie z nią radzić. Ktoś mi bliski na nią choruje i chciałabym go jakoś wesprzeć. Jeżeli chodzi o mazury, to mam tam rodzinę i to bardzo ładne miejsce, dlatego nie dziwię się, że tam się wybrałaś :). A mi jakoś się nie zdarzyło jeszcze nocować w namiocie, chyba powinnam to kiedyś nadrobić. Widzę, że dzielnie sobie radzisz w życiu i stajesz na przeciw chorobie. Tak dalej :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Olciu.
    Miło że wspierasz innych. Chyba najważniejsze jest zrozumienie tzn, nie ocenianie negatywne. Można dać pomysły, ale nie krytykować gdy dana osoba, stwierdzi, ze to ponad jego sily. Małymi krokami da się osiągnąć wiele.

    OdpowiedzUsuń