środa, 16 września 2015

BATERIE NAŁADOWANE powrót do pracy

Jak było?
Cuuudownie. Zwiedziłam prawie wszystkie miejsca, które szczegółowo zaplanowałam. Wysokie klify, zabójczo piękne zamki wiszące nad brzegiem morza, magiczne uprawy winorośli i oliwek. Magia i to nie tylko dla oczu, również dla podniebienia, którą przypłaciłam małą nadwyżką kg.

Karmiłam się słońcem i odpoczywałam od codzienności. To była dobra decyzja i wbrew lękom, że pewnie trafi mi się spadek nastroju lub stany lękowe wszystko wyszło lepiej niż chciałam.

Samopoczucie miałam wspaniałe, choć zdążył się dzień słabszy, ma to raczej więcej wspólnego z kacem niż z chorobom. No ale co tu się dziwić, udałam się do kraju w którym serwuje się wyśmienite wino, a ja przecież kocham ten czerwony trunek. Co by nie było incydent nie warty wspomnienia :-)

Z moją szaloną damską ekipą zrobiłyśmy 3 dniową objazdówkę wypożyczonym samochodem i zaliczyłyśmy najważniejsze MUST BE na wyspie. To był extra czas i cieszę się, że nie spędziłam go na hotelowym basenie.

Teraz siedzę już znowu przy biurku i nadrabiam wakacyjne zaległości. Plan to jak nie dać się jesiennej chandrze, co u osoby depresyjnej oznacza stan myśli ciemnych i nieokiełznanych. Póki co nie czuję go za plecami, ale ile razy już wracał. Milion pięćset.

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę dużo ZDROWIA,

2 komentarze:

  1. A mnie jesień nastraja pozytywnie (choć to słowo to i tak spore nadużycie). Zdecydowanie gorzej czuję się wiosną i latem, kiedy wkoło tyle wyluzowanych, aktywnych ludzi. Nie lubię słońca, bo raz, że źle go znoszę, a dwa - przypomina mi o własnych ograniczeniach. Mnie klify kojarzą się z krajami skandynawskimi i jeśli wakacje, to tylko na północy Europy. Takie zboczenie ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety ale jesienna pora sprzyja depresji. Przed nami długie wieczory, które zmuszają do wielu refleksji. Staram się wypełniać ten czas, jak tylko mogę - i dzięki temu znalazłam idealne lekarstwo - aktywność fizyczną :)

    OdpowiedzUsuń