wtorek, 13 grudnia 2016

Z PUSTEGO i Salomon nie naleje- nasze puste naczynka

Co zaprowadziło nas w to miejsce?



Wyobraźcie sobie, że mamy w sobie naczynia. Nie sa to zwykłe naczynka tylko bardzo ważne zbiorniki, które kiedyś będą nam służyły jako wewnętrzna energia.
W zdrowych domach, naczynia te napełniane są odpowiednią dawką miłości, uwagi, wsparcia, motywacji i zainteresowania. Dream balance :-), zdradzę Wam, że tak naprawdę rzadko kto dostaje taki perfekcyjny pakiet startowy. Niestety  te słabsze mają również różne stopnie nienasycenia.
Jednak ok, pamiętajmy- to nie nasza wina. Nie ważne czy działania opiekunów były zamierzone, czy też wynikały z braku świadomości, nie zdefiniują naszej przyszłości jeśli w porę się ockniemy.

Pierwsze działanie to dopuszczenie do siebie prawdy. Zostałam/ em zaniedbany, a zasługiwałam/ łem na pełne zaspokojenie moich podstawowych potrzeb. Co poczujecie? Zapewne złość i macie do niej pełne prawo. Dopuśćcie ją do siebie i przeżyjcie jako dorosłe już osoby. Kiedys spychaliście to w nieświadomość i nie radziliście sobie z tym, ale teraz jesteście już dorosłymi ludźmi, będzie łatwiej to przeżyć i pozwolić odejść.

Kolejnym etapem jest zaprzestanie zaspakajania potrzeb innych, a wysunięcie swoich na miejsce priorytetu. NIE, nie staniecie się egoistami, tylko pierwszy raz zadbacie w odpowiedniej kolejności o siebie. Nie myślcie, ze łatwo mi powiedzieć. Znajdziecie milion powodów dlaczego tego nie zrobić. Np: Ona/ On sobie beze mnie nie poradzi
On/ Ona mnie odtrąci, gdy przestanę zaspokajać narzucone mi działania
Ja sobie nie poradzę,

W kazdym z tych przykładów, tak naprawdę nie dajecie innym i sobie samym dojrzeć.

Co dalej? Pewnie zauważycie, że sami nieświadomie wchodziliście w niepoprawne relacje ze swoimi dziećmi, partnerami, znajomymi ect. Czasami, a nawet często okaże sie, ze wy byliście nie poprawni w dawaniu i braniu, a właściwe w nalewaniu i odlewaniu zawartości zbiorniczków. Spokojnie to nie powód do poczucia winy. Proces ten mimo, że ciężki pozwoli Wam wyzwolić sie ze szponów niszczącego mechanizmu współuzależnienia.

DROGA UZDROWIENIA


Podsumowując . Ucinasz innym możliwość pobierania Twojej energii.

Nie uzupełniasz energii ze źródeł Twoich bliskich.

Deficyty zaczynasz uzupełniać przez pracę własną: nad poczuciem wartości, treningi relaksacyjne, pasje, afirmacje, zmiany schematów myślowych.

To zajmie sporo czasu i wiele razy się potkniesz, ale praca nad sobą popłaci. Jak jesteśmy mali powoli uczymy się różnych rzeczy i nie jesteśmy świadomi, ze ten proces dzieje się płynnie. Teraz też będziemy się tego uczyć. Nasza świadomość powoli nauczy się nowego programu.

Co to nam da? Bardzo wiele, będziemy wchodzić w relacji z wyboru, a nie z przymusu. Poprawią się stosunki z rodziną i z samym sobą. Będziemy szczęśliwi i zaczniemy uzdrawiać nasze dusze.

To nie tylko teoria, kroczę ścieżką uzdrowienia. Moja praca nad sobą przynosi efekty.

Wy i ja zasługujemy na naszą bezpieczną miłość, na spokój, na szczęście, żadne dzieciństwo nie może nam tego zabrać. NIE!


piątek, 25 listopada 2016

POGOŃ poczucie winy i ROZPRAW SIĘ z wewnętrznym krytykiem!

Wstajesz jak zwykle, dopada Cię niepokój.

Myśli same wkręcają się w spirale samoistnej zagłady. Choc zdaje się że zaczyna się niewinnie to one stanowią najsilniejszą autodestrukcyjną moc i to z nimi będzie rozprawiać sie przez najbliższe miesiące, a nawet lata. Są na tyle sprytne, że czasami zdaje Ci sie że mają na celu chronić Cię, ale w większości to zgudne przekonanie, które właśnie Ty powinnaś zmienić! Nie, nie musisz, Ty chcesz, to zrobić, by żyć w zgodzie, zaufaniu i pewności samego siebie.
Najcenniejszym darem jesteśmy my sami. Mówią, że nie można być egocentrykiem, tak niektórzy powinni nad tym pochylić czoło, ale nie my. Mnie uczono od samego początku, że ważniejsi są inni, że jak ktoś chce moją zabawkę powinnam ją oddać, jak ktoś się na mnie złości to znaczy że coś nabroiłam, że ja w ogóle nie powinnam się złościć. Póżniej że jak rodzice potrzebują wieloletniego wpracie powinnam je dawać, jak ktoś ma zły nastrój nie powinnam się cieszyć, jak u mnie dzieje się dobrze to oni sa na mnie źli i co nie wystarczy już tego? Wystarczy! Na Boga, wystarczy do końca życia.
Mam wyrobioną, aż nadto empatię i nie ma tu pola do dalszego jej pogłębiania. Z resztą zostałam tak wydrenowana, że nie mam już z czego dawać, bo pojemniki są wyczerpane. "Z pustego i salomon nie naleje" pamietajcie. Stąd te uczucie że już nie macie siły współistnieć z innymi, którzy zawsze czegoś chcą. Nie macie siły, bo nie rozumiecie, ze nie powinniście odpowiadać za innych w żaden sposób. Nie izolacja jest rozwiazaniem, a twarde postawienie granic i szczera praca nad pozytywnym egoizmem.

Wracając do poranka, gdy niekontrolowane mysli wiją swoją nic niepewności. Dam własny przykład, bo kazdy ma swoje demony.

1. Jest dobrze, ale zaczynam się bać. Jest dobrze, a przecież wiem ze dobrze nie trwa długo, niedługo coś się stanie. Muszę być gotowa. Pamietasz? już było dobrze, a nagle twoja bliska osoba prawie odebrała sobie zycie. Było dobrze, a nagle rodzice popadli w kolejne tarapaty fianansowe. Matka była długo miła, aż nagle zaatakowała silną bronią emocjonalną. Było dobrze, a nagle Twój wieloletni wiązek przestał istnieć. Zycie to żywioł, to natrua. Jedni żyją na spokojnych ziemiach, inni na terenach sejsmicznych. Choc nawet na spokojnych ziemiach może zdarzyć się klęska.

Skąd są te wnioski. Mocno pracujesz na swoje zdrowie, masz lepszy wgląd w siebie i czujesz większą kontrolę nad swoim życiem. Dzieki temu jesteś w stanie fukcjonować ufając sobie samej i nie bacząc na okoliczności zewnętrzne. Ta pewność będzie się umacniać i niedługo nie będziesz już patrzyła na to z taką niepewnością. Nie odpowiadasz za życie innych jak inni nie odpowiadają za Twoje.

2. On nie myśli o Tobie na poważnie, nie zakocha się w takiej głupiej dziewczynie. Przecież jesteś gorzej wykształcona, mniej zamożna, masz zaburzenia lekowo depresyjne, no dziewczyno opanuj się co Ty sobie myślałaś.

Zasługujesz na najlepszą miłość. Jesteś mądrą kobietą, niejeden czlowiek by sobie nie poradził z przeciwnikiem, któremu Ty stawiłaś czoła. Ludzie Cię uwielbiają. Masz ukończone dobre studia, stabilną pracę, grono przyjaciół.

3. Nie myśl o mieszkaniu na kredyt, przecież nie masz szans by przez 20 lat miec pewność zatrudnienia, a na rodziców nie możesz liczyć. Nie masz też męża i nie wiesz czy mieć będziesz.

Bzdura. Tej pewności nie ma nikt, a i tak większość korzysta z kredytów, gdyż nie ma możliwości odłożenia tak zawrotnej kwoty.

4. Przez to że miałaś takie życie już na zawsze będziesz żyła ze skazą. Będziesz przyciągać nieodpowiednich ludzi, nie uwolnisz się od toksycznych rodziców, a z czasem bedzie z Tobą coraz slabiej  i albo zjedzą Cię dolegliwości, albo staniesz się taka jak oni.

Bzdura. Już żyjesz inaczej. Nie wpadasz w długi, nie spóźniasz się, nie wyrzywasz na innych, jako jedyna poszłaś na terapię. Przecież już zeszłaś z ich drogi, tak wiec dalej podążać będziesz już własną.

itd itp,

Ciężkie prawda? No jasne, cholernie cięzkie i przygębiające. Jeszcze skubane mają taką siłe.

Jak już kilka postów wcześniej wspomniałam mamy narzędzia do ich naprawy:

1. 5 zasad zdrowego myślenia:

2. trening uważności

3. Są różne aktywności dodatkowe i warto znaleść coś swojego: ja wybrałam tango, taniec solo w odosobnieniu, jogę, TBC, saunę i jogging.

4. Afirmację: ja polecam Paul McKenna - Grunt to Pewność Siebie.

5. Zwracanie uwagi na "dobre rzeczy" zamiast tych złych.

Ile to potrwa? Długo moi mili. Jednak z każdym miesiącem będziecie je czuli coraz mocniej.


Hehe może zdaje się to głupie, ale trening przynosi efekty.

czwartek, 3 listopada 2016

MOJE ŻYCIE nowymi oczami ;-)

Idę do przodu. Tak chciałam, wiec tak sie dzieje. Zaczynąc bloga nadałam mu tytuł, który miał mi przypominać, że blog ma służyć zdrowiu, a nie ekspresji cierpienia, ahedonni i lęków.
Znam wiele blogów o depresji i nerwicy, dużo z nich ma bardzo ciemne tytuły. Coś na kształt "moje życie w otchłani", " cierpienie nie ma końca" i powiem Wam, że na takiego bloga nie wchodzę.
W całej tej chorobie należy sobie postawic za cel zdrowie. Nikt nie ma pewności czy i jak z tego g..wna wyjdzie i nie oszukujmy się to nie prosta sprawa.

Jedno jest potrzebne CEL do którego dążysz. Moim celem jest zdrowie i szczęście.

Dlatego:
Gdy pojawiała sie depresja- wiedziałam, ze minie. Pozwalałam jej być, przyglądałam się co chce mi powiedzieć, ale nie traktowałam jej jako stanu permanetnego.

Z czasem nauczylam się wychodzić z mojego zachwianego obrazu rzeczywistosci. Po pierwsze, czasami sami się w tym nastroju trzymamy przez złe mechanizmy. Zauważcie, że na początku żyjemy tymi stanami, nie ma nic innego tylko to jaki stan choroby mam dzisiaj. Przejawia się to tym, że podobają nam się smutne piosenki, przypdako sięgamy po ciężkie artykuły, a jeśli nagle zaczynamy wczuwać sie w literaturę Jakuba Żulczyka to już znak, że czas zmienić nazwisko na Depresja. Moi mili, oczywiscie to ma na początku pomóc, chcecie zrozumieć, że należycie do jakiejś grupy, gdyż z Waszej zostaliście wykluczeni. Jednak co dam Wam w dluższej perspektywie przyłączenie się do świata Lęku i Cieni? Bedziecie tam mieli znajomych z forum psychologicznych, może nawet nawiążecie związki z "waszymi" ludźmi, tymi którzy rozumieją tą nieskończoną nostalgię i walkę. By to zrozumieć musiałam tego doświadczyć, nikt mi nie opisał tego w sposób fachowy, a nawet mniej fachowy, trzeba było zanurzyć się w tym co stanowiło jakiś dłuższy czas część mnie. Teraz wiem, ze to nie byłam ja. To był stan chorobowy. Wiem, że wtedy próbowałam toczyć do moich żył zdrową krew, a jednak wciąż mieszała się z tą zatrutą, a ja nie wiedziałam co się dzieje i jak to zatrzymać. Jak każdy z Was. Nagle masz inną rzeczywistosć i jak każdy człowiek próbujesz się w niej odnaleźć. Popelniłam trochę błędów. Po pierwsze, szukałam osób równie mocno cierpiących, by poczuć przynależność do jakiejkolwiek grupy. Jednak jak ślepy mógłby prowadzic kulawego? To wartościowi ludzie, tak jak ja. I mam z niektórymi kontakt do tej pory, trzymam mocno za nich kciuki, ale droga każdego z nas tak naprawdę nie powinna się skupiać na wspólnym przeżywaniu choroby, tylko na wyjściu z niej.
W tym momencie, gdy pojawia się trochę słabsza kondycja psychiczna nie szukam kompanów cierpienia. Wiem, że to czkawka po zaburzeniach i czasami mogą się pojawiać, a nie jestem przez nie określana. Są gdzieś z boku mnie, kiedys znikną, lub stracą juz całkowicie moc oddziaływania.
Kolejnym ważnym punktem jest skupianie się na codziennych małych i większych osiagnięciach oraz na dostrzeganiu pozytywnych wydarzeń danego dnia, tak buduje się swój bezpieczny pozytywny świat. Tak zaczyna sie kontakt z samym sobą, budowanie poczucia własnej wartości i tym samym powrót do zdrowia. Czy to jest trudne, tak! Ponieważ by dojść do tego momentu teba wywrócić się tysiac razy.

Moje sukcesy:

Zakończyłam toksyczną relację.
Mam lepszy kontakt z samą sobą.
Nie odwiedzam for o ciezkiej tematyce.
Nie oglądam i nie czytam dramatów.
Zdecydowanie zwiększyła sie moja doza optymizmu.
Dostrzegam piękno otaczającego mnie świata.
Jestem dojrzalsza.
Czuję, ze decyduje o swoim życiu.
Rozwijam pasje.
Jestem bardziej autentyczna.


Tych sukcesów bedzie wiecej w tempię dla mnie własciwym.
Pozdrawiam Was ciepło.

czwartek, 27 października 2016

DETOKS 6 miesiecy after

Dawno mnie nie było to sie przypominam.
U mnie przełom w terapii. Co nie oznacza, ze wyzdrowiałam, tylko że weszłam na lepszą ścieżkę.
Mija właśnie ok 6 miesięcy od rozstania, a myślałam że tego nie przeżyję, jednak sie udało :-P

Kluczowe w rozstaniu było zastosowanie zasady zero kontaktu.

Usunęłam naszą znajomość z fb, zablokowałam komunikator, telefon, maila. Poprosiłam znajomych by nie mieszali nas w wspólne tematy i znikłam. Oznacza to, że nie wyłamujesz sie gdy dostajesz 10 sms, ani 150, a tym bardziej 2000. Nie umawiasz na przypadkowe spotkania w celu oddania XX, YY, ZZ a już tym bardziej na przyjacielskie rozmówki.

Was już nie ma. Zegnasz ten związek na amen. Próbowałaś milion razy i nie wyszło, wiec kolejna próba jest o kant d....

Wtenczas przechodzisz wszelkie najobrzydliwsze fazy cierpienia. Nie ma K... lekko, ale nie dzwonisz by wrócić na stare emocjonalne śmieci. Jak czujesz że wyrzygujesz już wnętrzności i że umierasz bez niego, idziesz do psiapsiółki ryczeć, na terapie ryczeć, lub do psychiatry po leki, ja wybrałam ostatnią opcję i bardzo dobrze zrobiłam. Pomogły mi to ustrojstwo przetrwać. ALE UWAGA, nie mają pomagać przetrwać w chorej relacji!!!!!!!! NIE NEIN NIET!

I na przykladach koleżanek, pamiętajcie nie ma wytłumaczenia na pomysły "pozostania przyjaciółmi", wysłania go na terapie, wytłumaczenia tego jak nas to wszystko bolało i najgorsze w fazie gdy luby będzie na uszach stawał by wrócić macie być na szczególnej baczności. Was już nie ma... zapisz zakoduj i trzymaj się tego choćby umysł mamił cię na wszelkie sposoby. Tutaj ceną jesteś TY, a chyba zrozumiałaś już że nie da się bardziej skopać własnego poczucia wartości, nie da się! Te panie co wybrały inaczej po 6 miesiącach odchodzenia, musiały od nowa odchodzić nie raz po kilka razy.


Do tego dalej praktykuję tango, a nawet chodzę na randki. Powoli się otwieram, popełniam błędy, czasami sie lekkam, ale żyję i to na własnych warunkach. Zdaję sobie sprawę z czasu jaki mi trzeba na stworzenie swojej solidnej tożsamości i to robię. Powoli, sukcesywnie, ale robie.

Milion tłumaczeń czemu nie odeszłyście, UWAGAnie jest Wam potrzebne! Na to nie ma żadnego wytłumaczenia, jak ktoś ratuje życie nie patrzy czy wychodzi na dwór w smych majtkach. Ja miałam nerwicę i depresję i wychodzę z tego gówna. Nie spałam, straciłam połowę włosów, przeszłam piekło, ale trwałam w decyzji. Chwytałam sie wszystkiego!!!!

Po pół roku dalej wychodzę, ale teraz to juz z tych resztek w głowie. To będzie jeszcze trwało i nie można rzec, że po pół roku to już frruuu z górki. Nie to zaje... ciężka praca.

A co po drugiej stronie? K... jak w każdym przypadku, olśnienie. I niech sobie bedzie z tym olśnieniem sam, a najlepiej dla niego samego niech przejdzie terapię.

Zmniejszyłam dawki leków, stosuje treningi i afirmacje, żyję.



czwartek, 1 września 2016

ZAUFANIE do siebie i TRENING UWAŻNOŚCI

Dzieci mają wyjątkową zdolność do uważności na tu i teraz. Nie mają wdruków (utartych opinii), doświadczają wszystko w teraźniejszości to od nich powinniśmy się uczyć spokoju wewnętrznego.



Zaufanie do siebie.

Temat pomijany, a jednak ważny. W moim przypadku bardzo ważny, brakrakowało mi zaufania do samej siebie. Szukałam potwierdzenia większości prawd w otoczeniu, które przecież ma swoje wizje niekoniecznie zbieżne z moimi. Następstwem tego było budowanie tożsamości wielorakiej i łatwe odchodzenie od wcześniejszych przekonań. Teraz pracuję nad tym by opierać sie na sobie, mimo że mogę popełnić błędy, będą to MOJE BŁĘDY. Na nich zbuduję własne przekonanie, a nie udam sie do "doradcy", który wypełni moje wątpliwości.
Tutaj od razu zaznaczę, by nie popadać w absurdy, czasami warto sie kogoś poradzić, ale wszystko z umiarem. Uwierzcie, że sami znamy odpowiedzi.
Oczywiście to wszystko zdaje się trudne, gdy nie posiadamy uważności, nasze umysły zaprzątają utarte schematy, a podświadomość wciąż pracuje na wysokich obrotach.

"Karolina wciąż rozważała swoje życie. Co się stanie jak spotka się z Piotrem, czy będzie oczekiwał od niej czegoś więcej? Jest przerażona tym, że jej poprzedni związek nie wyszedł, wiec stara sie wymyśleć sposób, by nie popełnić tych samych błędów. Wpada w pułapkę perfekcyjności, wypiera swoje słabsze ja, bo teraz musi postarać sie jeszcze bardziej, by tym razem wszystko się udało. Nie sposób zapomnieć, że Karolina martwi się wieloma rzeczami i jej umysł ciągle pracuje na wysokich obrotach"

Jak widać po powyższym przykładzie. Dziewczyna nie ma w ogóle odpoczynku, który jest przecież tak ważny, by móc efektywnie oceniać rzeczywistość. Cały czas stara sie być lepszą wersją samej siebie. Kryzys skłonił ją do wglądu w swoje emocje i odkryła mechanizmy, które ją tu zaprowadziły, a to obudziło niepokój (a miało uspokoić). Chce wiec znaleźć odpowiedzi na większość pytań i dręczących ją wątpliwości. Jednak istnienie mechanizmów oznacza dla niej to, że nie może sobie ufać. Chodzi więc do psychologa, czyta książki, ulepsza swoje działania, ale te myśli galopują jak wystraszone stado koni. STOP. Trochę myślenia, jest nam potrzebne, ale nie niekończąca sie debata wewnętrzna. Zaraz pewnie zauważycie, że wszystko fajnie, ale nie mam nad tym kontroli!!!

Masz, jeśli nie nad myślami to nad zachowaniem. Uważność można praktykować dzięki różnym formą medytacji (zarówno tych prostych, jak i bardziej zaawansowanych). Organizmowi powinno się również dostarczać odpowiednią dawkę, wysiłku. Jeśli nie masz siły zrób 10 minutowy spacer! Staraj się robić go regularnie. Trening uważności to też zwracanie uwagi na rzeczy dziejące się teraz. Promienie słońca, praca, znajomi, myśli o tym co mam już teraz, za co mogę być wdzięczna, w czym czuję się dobrze i dojrzenie tego, że właśnie teraz jestem najwspanialsza, jestem kurna zajebista, a tego nie widziałam.

Mój obszar pracy na ten moment będzie ofiarowanie ludziom siebie (mogą być to porady, drobne prezenty, wsparcie), dla samej przyjemności dania i nie oczekiwanie niczego w zamian. Postaram sie skierować swoją uważność właśnie na to!

Dziękuje za Waszą chwilę uwagi, moge popełniać błędy w tekście, gdyż publikuję tekst zaraz po napisaniu, by czysto wyrzucić myśli, które we mnie się dzieją. Oczywiście, mam też skłonności do dysleksji, wybaczcie.

wtorek, 30 sierpnia 2016

ŻYCIE DZIEJE SIĘ TERAZ, zawsze tak było



I pamiętaj, że jesteś piękna. Bo masz w sobie tę wyjątkowość, talent i serce. I mimo że czasem rozsypujesz się na drobne kawałki, to i tak jesteś piękna. Bo każda łza jest oznaką wrażliwości, emocji. Nieważne, że czasem krzyczysz do lustra, tupiesz nogą, gryziesz dolną wargę do krwi. Nieważne, że posolisz herbatę przez pomyłkę. Niedoskonałość sprawia, że kocha się jeszcze bardziej i pomimo.

- Kaja Kowalewska / Siedem grzechów głuchych

Ten cytat skłonił mnie do napisania dzisiejszego wpisu.
Tyle się mówi o akcetacji siebie, o miłości własnej i przyznam że przeczytałam sporo publikacji na temat tego "Świętego Grala", który ma mi otworzyć wrota lepszego świata.
Wszystko to co było tam napisane, było takie oczywiste, a zaraz takie niedostępne. Czasami myślałam, że po prostu za dużo sie już wydarzyło, bym mogła odkryć ten magiczy stan.
Wtedy powiedziałam sobie "pal licho", nie uda mi się to, poddaje się, jestem jaka jestem i mam rozlegulowane emcoje, wiec jakakolwiek kontrola nad nimi nie ma sensu. Brzmi jak kapitulacja? Tak. Jednak to nie była przegrana. Nawet nie zauwazyłam, że dążenie do miłości własnej stalo się dla mnie tak ważne, że momenty słabsze traktowałam z wielkim rozczarowaniem. Nie to nie wewnętrzna miłość, to kolejne oblicze persekcjonizmu.
Miłość własna to zrozumienie dla siebie samej, pozwolenie sobie na te smutne, lękowe momenty, otoczenie się wtedy należytą troską, ale nie pięnowanie. Nie musimy się kurna 24 h cieszyć.

Obecnie zapoznaję sie z własnymi slabościami, pozwalam im ujrzeć światło dzienne i nawet nie wiecie jak to działa oczyszczająco. Szkoda, że tyle lat je chowałam. Mój nowy proces trwa.
Cieszę się !

Myślę, że pojawiła się zgoda wewnętrzna na to co mi się przytrafilo (nerwica, depresja) Na to co mogę z tym zrobić. Odwaga cywilna by mimo lęków brać odpowiedzialność za swoje życie. Wziełam! To sukces!

Już teraz jestem calkowita. Nie muszę czekać na ten moment "Oświecenia", on się dzieje, a ja przez brak uważności na tu i teraz szukałam go w przyszłości.

Przeszłość już była, a przyszłość nie jest znana. Nasze zycie toczy sie teraz.
Własnie dziś świeci słońcę, w tle gra muzyka, a moja zielona herbata smakuje jakby intensywniej.

czwartek, 25 sierpnia 2016

PRZEŁOM i kontrolowany zakręt :-P

 
Myślałam, że nie przeżyję tych kolejnych miesięcy, a żyję, czyż to nie wspaniałe?
I nadal tarzam sie w stanach lęku i smutku, ale tym razem świadomiej i z poczuciem wzięcia odpowiedzialności za własne życie.
Latami zastanawiałam się nad tym by mieć kogoś na kim mogłabym polegać, a ten ktoś jest we mnie tylko muszę go trochę odkopać z wielu warstw kurzu. Jestem całością już teraz. Daję czas podświadomości na nauczenie się nowej roli, potrzebuje go, a że w tym czasie dolegliwości się nasilają jest to zupełnie normalne. Niedługo znowu wejdę na ścieżkę zdrowia, tym razem będę miała świadomość, że jestem w zgodzie z samą sobą.
Na terapi również zostałam poinformowana o przełomie, o nowej drodze na którą weszłam i duma rozlała się z moim sercu. Ja weszłam, ja podjęłam decyzję, JA to podobno słaba z dolegliwościami lękowo depresyjnymi.... tak w każdym jest wewnętrzna siła, ta która pozwoliła mi przejść przez pierwsze, ciężkie czasy z nerwicą i smutkiem! Wiedziałam, że chcę iść do przodu, mimo tego jak bardzo umysł chciał pozostać w stanie pokrzywdzonej.
Przeczytałam niedawno, żeby nie utożsamiać się z nerwicą ani depresją. Dolegliwości nie świadczą o nas, to stan chorobowy, a nie dowód na to że jesteśmy "psychiczni". Nasza tożsamość nie opiera się na nich, choć rzeczywiście czasami błądzimy i nadajemy sobie etykiety, po co? By wejść w najgorszą z ról? Ofiary.
Odzyskiwanie kontroli nad swoim życiem to ważny proces. Będzie nas przerażał, ale równolegle będziemy czuli, że jednak sporo leży w naszych rękach, a strach przed tą odpowiedzialnością był na wyrost.
Jakie teraz mam plany... Chcę popracować trochę nad "współuzależnieniem" oraz mechanizmami DDD (Dorosłe Dziecko rodziny Dysfunkcyjnej) to moja praca domowa.

Mam nadzieje, że wy również podążacie do PRZODU. Nie bójcie się towarzyszących temu emocji, nie ulegajcie stanom zrezygnowania, Wasza droga jest ważna, Wy jesteście ważni, a dla samych siebie NAJWAŻNIEJSCI i nie ma w tym nic egoistycznego.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Moje pozytywności

Wróciłam do tańca
Kupiłam cudowne buciki
Odważyłam się wziąć odpowiedzialność za własne życie
Postawiłam granice
Uczęszczam na terapię
Lubię moich znajomych
Daje wsparcie
Pomagam
Jestem wspaniałą kobietą
Jestem atrakcyjną kobietą
Mam bogate wnętrze
Mam marzenia
Mam wolę walki o lepsze jutro
Kocham zwierzęta i mam cudownego psiaka
Lubię naturę
Lubię pracę
Kocham świat
Otwieram sie na ludzi
Dziś jest piękna pogoda

Mogę tyle rzeczy, wiec mogę też kochać siebie. Tą małą wystraszoną dziewczynkę, która nie musi się już bać. Opiekuję się nią. Moich skarbem, samą sobą,

BĄDŹ autentyczny dla siebie samego, nawet w bólu.

Moich drodzy,

Mogłabym powiedzieć, że tonę w depresji i nie wiem co mi jest.
Jednak pozwalam sobie na ten smutek, żal i rozpamietywanie. Jestem wciąż w trakcie żałoby po wieloletnim związku. Jeden z ostatnich elementów mojej skomplikowanej układanki.

Tyle lat ile czułam, że nie chcę tego związku i mieszało mi się to z potrzebą bycia w nim. Niektórzy ludzie pozostają w zwiazkach bez milości i porozumienia, gdyż nie chcą opuścić swojej strefy komfortu. Nie chcą też zmierzyć sie z uczuciami, które pojawiają się po zakończeniu głębokiej emocjonalnie relacji. Czemu? Oczywiscie dlatego, że jest to trudna droga w której nie brakuje poczucia winy, przekonania że coś z nami nie tak skoro nam nie wyszło, że musimy zmienić mechanizm, który nas tam zaprowadził, pokochać siebie, zrozumieć siebie, spojrzeć na braki z dzieciństwa, które być może kurczowo nas w tym poprzednim związku trzymały. To ciężki bagaż, ale czy wyobrażałam sobie życie w czymś w czym nie czułam się dobrze. Jak to odbiłoby się na mnie w dalszym życiu? Czy znowu wachałabym się pomiędzy dobrymi stanami i złymi? Cel od początku bloga był jasno sprecyzowany, droga w stronę słońca. Gdy nie wiesz co jest Twoim celem podąrzaj za słońcem, za jasnym punktem, czymś co intuicyjnie jest dla Ciebie dobre. Tylko nie utożsamiaj słońca z kimś kto ma Cię teraz uratować, na kim możesz zawisnąć by nie poczuć tych emocji. Przyjaciele, tak to wartość ponadczasowa, takimi ludźmi się otaczaj, oni wyciągną rękę w tych trudnych momentach. Jednak szukanie plastra na ból w postaci kogoś kto Cię uzupełni to droga do nikąd, nieprzepracowane emocje wrócą, kiedyś. Trzeba być autentycznym, cierpisz i masz do tego prawo, to oznacza że Twoje serce jest jeszcze czymś zajętę. Być może wiele lat nie dopuszczałeś do siebie prawdy, stąd teraz ciężko się Tobie z nią zmierzyć, ale prawda to jedyny droga do pogodzenia się z swoimi demonami. I wierzcie to będzie nieprzyjemne, ale autentyczne i to jest wartość sama w sobie.

Straraj się w tym wszystkim jednak unikać wchodzenia w negatywne wizje:
(MOJE)
Już nikogo sobie nie znajdę
Nie poradzę sobie z tym
Zawsze będę zablokowana uczuciowo
Będę przyciągać niewłaściwych ludzi
Leczę się z zaburzeń depresyjno lękowych, wiec jestem skazana na życie w samotności,

(MOJE PO PRZEKSZTAŁCENIU)
Kiedyś wejdę związek, który jest zdrowy, bo pozwoliłam sobie na prawdę i uzdrowienie swoich emocji
Radzę sobie od 4 miesięcy, jestem silną kobietą.
Blokady zaczną odpuszczać, pozwolę sobie na otworzenie się na nowo
Gdy jesteś autentyczny, przyciągasz autentycznych ludzi. W momencie gdy będę miała poczucie własnej wartości, zdrową miłość własną, przyciągnę takie same osoby i wejdę w relacje,
Zaburzenia lękowo depresyjne to choroba cywilizacyjna, nie wykluczają z życia. Inni ludzie mają cukrzycę, a ja mam lęki.

Takie przekształcenie trzeba wykonywać codziennie, póki nie zaczną pojawiać sie automatycznie. Zmieniajmy te złe schematy, dla siebie.

Trzymajcie się ciepło i walczcie o siebie, bo warto.




piątek, 24 czerwca 2016

ZGORZKNIENIE to dla nas trudny temat.

Jestem pewna, ze czujecie nieskończony żal na to co Was spotkało. Ja tak mam, często się na tym łapie, ale wiem, że to trujący żal. Napiszę o kilku ważnych pracach, które musimy wykonać, by nie obudzić się w stanie, w którym złość zacznie rozlewać sie na inne sfery naszego życia. Znacie pewnie ludzi, którzy uważają wszystkich i wszystko za zło wcielone. Ja znam i boli mnie ich dramat.

Są to osoby podobne do nas, które kiedyś ktoś mocno skrzywdził. W tej wojnie o siebie pogubili się. Każda wojna, która trwa zbyt długo nie służy osiągnięciu żadnego celu i staje się stylem życia.
Ostatnio trafilam na artykuł w charakterach, który opisuje sposoby na unikniecie zgorzknienia.

1. PRZEBACZ

SOBIE- My wychowani w zbyt dużym poczuciu krzywdy, winy i niskiej wartości zaczeliśmy walkę o siebie. Na początku na oślep, popełniając wiele błędów, które skutkowaly tym, że byliśmy podobni do tych od których uciekaliśmy. Spokojnie. Teraz to wiemy, a wtedy targały nami emocje i stare schematy, wiec dlaczego nie mielibyśmy sobie w końcu wybaczyć?

Wybaczenie sobie nie oznacza, że zwalniamy się z odpowiedzialności za nasze działania. Dopuszczamy do siebie prawdę o nas samych i przyznajemy się, że my też popelniamy błedy, bo jesteśmy tylko ludźmi. Wpływa to na nas uwalniająco, bo te ciążące niedopuszczone prawdy o nas samych nie pozwalały nam się zintegrować. Opuszczamy mity i perfekcjonizm- nie musieliśmy być nieomylni, by nie popełnić tych błedów.

Kiedy wiesz jakie masz słabe strony, możesz zacząć nad nimi pracować. Nie ma nic złego w wadach, ale trująco złe jest wypieranie ich.

INNYM- Nasi oprawcy też byli czyimiś ofiarami, lub ludzmi chorymi na psychopatie, socjopatie, alkoholizm. W momencie w którym uświadomiliśmy sobie naszą krzywdę  nasze serca i umysł zapragnęły ZADOŚĆUCZYNIENIA. Jednak to, ze my poznaliśmy ich ciemny świat, nie oznacza, że oni wyzdrowieli, dalej to chorzy ludzie. Zdarzają sie wyjątki, że rzeczywiście dostajemy zrozumienie, przeprosiny i przynanie się do niewygodnej prawdy. Niesty w większości oprawcy dożywotnio stosują mechanizm wyparcia, a nasze oczekiwania, tłumaczenie, domaganie się prowadzi nas tylko do frustracji.

Wybaczam choremu człowiekowi. Nadal wiem że to co uczynił było złe, ale juz wiem że na to nie zasłużyłem i godzę sie by dać temu odejść.

2. BLACK & WHITE- W naszym życiu, ale ktoś jest oddanym przyjacielem, albo wrogiem. Topimy się w szczęściu, lub stoimy w obliczu katastrofy. Jesteśmy kochani, lub krzywdzeni. Doceniają nas w pracy, lub mamy przeswiadczenie, ze zaraz nas zwolnią. DOŚĆ KRZYCZĘ!

Życie nie jest czarne lub białe, jest milion odcieni szarości. Odejdźmy od schematu wszystko albo nic, odganiajmy katastrofalne wizje, nie wchodźmy w spiralę nakręcania się. Dystans, dystans, dystans.

Coż moi rodzice nie byłi obliczem samego zła, dali mi też dużo dobrego. Strali się jak potrafili. To że szef ma do mnie pretensję nie oznacza że jestem złym pracownikiem. Gdy ktoś zwraca mi uwagę nie ma zamiaru mnie skrzywdzić. Gdy wstaje rano z depresją nie oznacza, że wchodzę w gorsze stadium choroby. Gdy partner się mnie czepia nie znaczy że chce mnie krzywdzić. Jeśli decydujemy się na rozstanie, nie oznacza to końca świata, tylko wybór innej drogi.

W całym tym życiowym pędzie skupiamy się na tym co złego nas spotkyka. Nie zwracamy uwagi na tym co nam się udaje. Pracujmy nad nieumniejszaniem swoich osiągnięć, zalet i odczuwajmy życie w prawdziwym obrazie. Nie postrzegajmy katastrofy w każdym życiowym błędzie. Myślę, że tu pomocne będzie 5 zasad zdrowego myślenia http://depresjalekowa.blogspot.com/2016/05/szklanka-do-poowy-pena-piec-zasad.html


3. KIEDY SPOKTAM NORMALNYCH LUDZI?

Zdarza się, że widzimy w okól siebie samych nieżyczliwych, głupich, zagubionych ludzi, którzy wszystko robią inaczej niż trzeba. Szanse na to, że wszyscy ludzie są tacy jest nikła. Bardziej prawdopodobne, że nasze wymagania są za wysokie. Otóż, nieakceptujemy u innych cech, których nieakceptujemy u siebie. Budujemy mur wokół siebie, co znacznie zawęrzą nasze postrzeganie.
Oczekujemy, że inni będą nieomylni, perfekcyjni bądź nie będą mieli słabości. Wrecz zalewa nas złosć jak widzimy te cechy obok i tracimy szacunek do takiej osoby, a jednocześnie zazdrościmy, że ich to tak nie trawi jak nas.

4. PESYMIZM i GENERALIZOWANIE- "Nigdy nie bedę tym kim chce być", "Nigdy nie stworzę zdrowej relacji", "Zawsze już będę miała depresję", "Nie uda mi się nigdy schudnąć", Jestem gorsza niż inni"

Jak masz mieć siłę do pracy i odczuwać szczęście, jeżeli nastawiłeś się do życia w taki sposób. Byś może jako młody czlowiek uznałeś, że jeśli założysz najgorsze to unikniesz rozczarowania. Nieświadomie zbudowałeś mechanizm, który Cię ograniczał.

Również w małych wydarzeniach, poszukujmy pozytywów. Jeżeli dłuzej czekamy na posiłek w restauracji, zwróćmy uwagę że przecież siedzimy w fajnym towarzystwie i pijemy wyśmienite wino, czy warto odbierać sobie radość, bo czegoś w danym momencie jeszcze brakuje?

5. UCZUCIE BRAKU KONTROLI

Być może dorastaliśmy w domu, gdzie "dzieci i ryby głosu nie mają".lub byliśmy w zwiazku w którym nie mogliśmy być sobą. Konsekwencją tego stanu jest uczucie, że nasze życie zależy od innych. Zdaje nam się, że nie umiemy podjąć decyzji o nas samych, ale to też jest fałszywe przekonanie. Droga do opuszczenia modelu wyuczonej bezradności nie jest czymś co stoi poza naszym zasięgiem. Zacznijmy nią iść, każdy we własnym tempie, z podknięciami i bledami, ale próbujmy poznać siebie na nowo i prawdziwie.


6. MITOLOGIA CODZIENNA-

Bywamy przekonani, że kiedy: wygramy w totaka, kupimy mieszkanie, znajdziemy odpowiedniego parnera, wygramy z chorobą nasze problemy w końcu się skończą. Uzależnianie szczęścia od bliżej nieokreślonych zdarzeń prowadzi do tego, że wciąż nie dajemy sobie prawa by go odczuwać teraz.

Uwielbiam Grecję, chciałabym do niej jeździć jak najczęściej, ale jeśli nie mam takiej możliwości jadą na pobliską rzekę i odczuwam prawie ten sam stan zadowolenia jak przy wyjeżdzie zagranicznym. Cieszmy się z tego co mamy już teraz. Wieczny bieg za marchewką to tortura.



środa, 15 czerwca 2016

INFORMACJA techniczna

Witajcie,

Ponieważ trochę zbaczam z tematu samej depresji lękowej, kwestie wychodzenia  ztoksycznej relacji będę rozważała na drugim blogu: http://tangozwampirem.blogspot.com/

Jeśli dotyczy WAS problem współuzależnienia od partnerów, bycia w toksycznej relacji to zapraszam tam.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

NOWA CODZIENNOŚĆ wraz z ODWYKIEM

ODWYK nie będę Was bajerować to fatalna sprawa.

Musiałam się za to wziać, to był ostatni najgorszy punkt układanki. Z jakis powodów najgorsze zostawiłam na koniec, choć podejrzewam, że właśnie w tym należało się doszukiwać przyczyn mojej drogi przez lęki i depresję. Uzależnienie od bycia w związku jest niemiłe w skutkach. Przetrenowałam to na sobie wzdłuż i wszerz. Maluje mi sie tutaj rys osobowości zależnej na pograniczu zaburzenia osobowości (dyskutowałam z psycholożką).

Skad to się bierze? Otóż moja rodzina sklada się praktycznie całkowicie z kobiet lub mężczyzn zależnych. To nasz wielopokoleniowy schemat, którego jeszcze nikt tak na dobre nie przerwał. Hymm może z wyjątkiem jednej cioci, która zdecydowała się na pozostanie wolna po bolesnym w skutkach rozstaniu.

W moim domu mama jest praktycznie całkowice uzalezniona od taty, choć dla oszukania samej siebie steruje nim i przy okazji nami. Wiecie jak to jest, gdy radzicie komuś w trudnej sytuacji? "Na twoim miejscu ........." Tylko w przypadku mojej rodzicielki, nigdy sama nie uczyniła niczego co tak zacięcie radzi nam i ojcu. Z jednej strony cieszę się, że nie byłam zależna od partnera finansowo, czy też nie urwałam kontaktów z otaczającym mnie światem, ale byłam i jestem uzależniona emocjonalnie. Schemat rodzinny kiedyś wszedł w moje życie, a ja wtedy nie uznałam go za groźny bądź niewłaściwy.

Co to właściwie jest? Otóż są ludzie, którzy opieraja swoje poczucie wartości na innych. Tak, pamiętam ja studentka złapałam Pana Boga za nogi- ON nie może chcież ze mną być. On pracuje i to jeszcze jako /lekarz / prawnik/ <wstaw dowolne>, a ja chodze na studia i mam w kieszeni 20 zl.
On może mieć te elitarne dziewczyny, które zawsze wiedzą co powiedzieć, a do tego wyglądają jak milion dolarów, przecież on nie zostanie ze mną.

Skoro czujesz się jak masa zbudowana z (jestem nieśmiała, mam krótkie nogi, dużą pupę, małą pupę, nie jestem przebojowa, mam krzywe zęby, i co tam sobie jeszcze wymyślisz ) to wchodzisz w związek na zasadzie:

1) Załuż maskę. Pokazuj same superlatywy bycia z Tobą. Uśmiechnięta, wyrozumiała, przebojowa, BEZ WAD.

2) Zrób z siebie ofiarę. Opowiedz jak ciężko Ci w życiu, a tu pojawił się wspaniały on, który uwolni Cię od problemów.

Na krótką metę może i działa, a później staje się tak niewygodne, że osobowość co rusz pragnie wydostać sie z zaciśniętego gorsetu. Dlateczego? Bo jej nigdy do cholery nie spytałaś o zdanie. Liczyło się by ktoś Cię chciał, a nie to kim jesteś i kogo Ty byś chciała.

Coż, wstyd, że ja dopiero po 9 latach siadam do rozmowy z moim ja, które wygląda jak wymiksowana bryja i coż trzeba zobaczyć co tam się zmieszało. Kim jestem, co lubię, czego się boję, czy wady można pokazywać, co znaczy zintegrowana osobowość, czy można mówić nie, jak mówić nie, jak nie popełnić błędu i nie popaść w rolę ofiary (złego wychowania, toksycznego partnera).

Dodatkowo stoisz teraz bez protezy (był nią partner) i musisz nauczyć się chodzić.
Co myślisz? Ano pewnie kilka rzeczy :

"pierdzielę już wolę żyć w związku z toksykiem, ciapą, niekochanym mężczyzną- niż przejść przez to wszystko samej"
" zdrowe przez to nie przechodzą, a ty masz już nerwicę i deprę"
" gdzie jest pistolet"
"to nigdy się nie zmieni- po co ja mam to robić"

Zwykle robisz krok wtecz. Następnie w Twoim życiu wydarza się jeszcze kilka sytuacji, aż sięgasz dna:

Np. on zdradza cię znowu, manipuluje tobą, ty nim, dzieci mają problemy, masz załamanie nerwowe lub leżysz zasmarkana w łazience i nie masz ochoty już nigdzie wstawać. Do tego można dopisać milion stron mozliwych upodleń, które kładą Cię na dnie jakiegoś szamba, że już gorzej to być nie może.

Wtedy już nie analizujesz, czy dam radę, wtedy nie masz wyboru. Oczywiscie nie skłaniam do doprowadzenia do fazy dna, są kobiety wielkie, które zbierają w sobie siłe dużo wcześniej, lub np tuż przed dnem, jednak coż- ja musiłam w na nie spaść, by się poddać, by przestać zmieniać to czego zmienić nie mogę, by nie budować szcześcia- nie mając o nim bladego pojęcia.

CDN





Wtedy już myślisz, tylko jedno.

poniedziałek, 23 maja 2016

SZKLANKA DO POŁOWY PEŁNA - pięć zasad zdrowego myślenia.



Jako certyfikowany nerwicowiec, wiem, że szklanka jest u mnie zwykle do połowy puste.

1. Dostałam samochód firmowy do dyspozycji, a przeżywam fakt, że muszę sprzedać swój, zamiast cieszyć sie obniżeniem kosztów. Dodatkowo zaczęłam się martwić, że rodzice od razu przywłaszczą sobie mój samochód, wiec szybko zaplanowałam sprzedaż.

POZYTYWNIE: Super, będę miała samochód firmowy i dodatkowe środki ze szprzedaży swojego.
Jestem doceniana. Jestem dobrym pracownikiem.

2. Rozstanie- cała gama strat. Myślę, że nie muszę opisywać jak bardzo mnie to boli.

POZYTYWNIE: Daję sobie szansę na nowe życie, będę mogła więcej czasu poświęcic sobie. Skończą się przykre zachowania, których nie mogłam akceptować.

3. Generalizowanie: przez rodziców nie wyjdę z tego, dostarczają mi swoich problemów, a ja nie mam teraz siły na walke na tym froncie.

POZYTYWNIE: Rodzice wychowali Cię i Cię kochają, mimo swoich mechanizmów, które wynikają z ich braków. Nie miałaś skrajnie toksycznych rodziców, pamiętaj że między białym, a czarnym jest cała gama odcieniów szarości.

4. Zostanę już na zawsze sama. każdy związek będzie wyglądał tak samo, bo tyle lat budowałam te mechanizmy, że nie sposób ich zmienic.

POZYTYWNIE: Ta myśl nie jest oparta na faktach, nikt nie wie co będzie w przyszłosci. Poradzisz sobie z tym zakrętem, który przechodzi bardzo dużo osób. Wyciągniesz z tego wnioski, bo umiesz patrzeć w głąb siebie.

To tylko kilka myśli, z tysięcy o podobnym schemacie.
To niezdrowe myślenie.
By zobrazować ten schemat, trzeba skupić się na 5 zasadach zdrowego myślenia opracowanych na
potrzeby terapii behawioralno poznawczej:



Nasze emocjonalne reakcje, nigdy nie kłamią, zawsze są prawdziwe i logiczne, ale tylko wobec tych przekonań, które je wywołały. Ludzie działają w oparciu o tylko te przekonania i reakcje emocjonalne w które świadomie czy nieświadomie wierzą i o których są przekonani, że na dany moment są słuszne.


5 ZASAD ZDROWEGO MYŚLENIA

1. Są oparte na oczywistych faktach.
2. Chronią nasze życie i zdrowie.
3. Pomagają osiągać bliższe i dalsze cele.
4. Pomagają unikać najbardziej niepożądanych konfliktów z innymi lub je rozwiązywać.
5. Pomagają nam się czuć tak jak chcemy, bez nadużywania leków, alkoholu i innych substancji.



ZDROWE MYŚLENIE - spełnia co najmniej 3 z 5 zasad;
– zdrowe myślenie dla jednej osoby nie musi być zdrowe dla drugiej;
– co jest zdrowe teraz nie musi być zdrowe w innym czasie;
- wszystkie zasady są równoważne;
- niektóre zasady mogą nie mieć zastosowania w pewnych sytuacjach.

Zdrowe myślenie = Racjonalne myślenie

NIEZDROWE MYŚLI PRZEKONANIA spełniają najwyżej 2 z 5 Zasad Zdrowego Myślenia

To nie fakty mnie denerwują, złoszczą, zasmucają, radują, lecz to ja sam/a denerwuję się, złoszczę, przerażam, czy raduję poprzez moje przekonania o tych faktach.


Do każdego z niezdrowych przekonań po prawej stronie zapisz nowe, zdrowsze przekonanie, które będzie niekompatybilne (przeciwstawne lub nie dające się równocześnie myśleć) z niezdrowym przekonaniem.
Sprawdź każde z nowych przekonań upewniając się czy wszystkie one spełniają co najmniej trzy z Pięciu Zasad Zdrowego Myślenia.

>Zatrzymaj się i sprawdź jak się czujesz – zapisz w skali od 1 do 10
natężenie bólu emocjonalnego.

>Trzymaj tę listę zawsze przy sobie. Kiedy ponownie poczujesz ból
emocjonalny lub inne stresujące uczucie, wyciągnij kartkę i czytaj prawą stronę
listy. Czasami będziesz potrzebował wyciągać tę kartkę wiele razy każdego
dnia.

>Dodatkowo, kilka razy w ciągu dnia, zrelaksuj się i spokojnie oddychając
wyobrażaj sobie zdrowsze przekonania. Przeznacz minimum 30 sekund na
wyobrażanie sobie lub myślenie o każdym zdrowym przekonaniu. Rób to tak
długo, aż nie będziesz czuł już bólu emocjonalnego, od którego ta praca
z przekonaniami pomaga ci się uwolnić. Zgodnie ze standardową teorią uczenia
się, jeśli będziesz postępował w opisany sposób, typowo zajmuje to od czterech
do sześciu tygodni, aby nowe przekonania stały się twoimi nieświadomymi,
„automatycznymi” postawami.

>Jeżeli wciąż odczuwasz ból emocjonalny lub inne dystresujące (stresujące
w sposób nieprzyjemny) uczucie nawet wtedy, kiedy wyciągasz listę lub starasz
się wyobrazić sobie zdrowsze przekonania, oznacza to, że wciąż istnieją jakieś
niezdrowe przekonania, które powodują ten dyskomfort. Tak więc weź wtedy
kawałek kartki i zacznij raz jeszcze ten proces, zaczynając od pierwszego kroku
Pracy z Przekonaniami.

>Przynieś swoją pracę z przekonaniami na następną sesję, aby przedyskutować
ją z twoim terapeutą.

>Pamiętaj: aby czuć się lepiej – trzeba myśleć zdrowiej.

>Pamiętaj: Zdrowe myślenie to nie jest to samo, co pozytywne
myślenie.
Najważniejsza różnica pomiędzy zdrowym a pozytywnym myśleniem jest
związana z oparciem o fakty. Na przykład:
Negatywne: „Nie mogę wyzdrowieć”.
Przywiązanie do rezultatu: „Muszę wyzdrowieć”.
Pozytywne: „Na pewno wyzdrowieję”.
Zdrowe: „Mogę wyzdrowieć niezależnie od tego, jak bardzo jestem chory”.

piątek, 4 marca 2016

MYŚLi

Najgorsze są poranki, przebudzają mnie korowody zmiennych myśli. Toczących nieustający konflikt. Od wizji prawidłowości rozstania po wizję szczęścia, które można odbudować. W tym wszystkim elastycznie dopasowuje się do każdej z nich, a to godzi w mój system percepcji. Nie można chcieć dwóch rzeczy na raz, o tym głośno pisała już Sywia Plath, a później usnęła na wieki. Nie chcę podzielić jej losu i stoczyć się w otchłań depresji.

Jak możliwe, że inni normalnie decydują się na rozstania i żyją dalej, a ja toczę powieść o swoim nieszczęściu. Już tak dobrze się czułam, a tu znów przyszło mi się zmierzyć w zakrętem. Istnieje możliwość, że panikuje, a moja sytuacja nie potoczy się żadną z moich tragicznych wizji. Przecież to może być szansa by wyjść na zdrową drogę w pełni i w końcu być szczęśliwą. Tylko rzecz jasna, ciężar rozstania będzie trzeba przetrawić.

Zdaje mi się że dałabym radę, jeśli nie zbije mnie z nóg choroba. Już raz pokazała kły, co byłoby teraz, nie wiem. Zawsze mogę sterować dawką leku i na cięższe chwilę podnieść, a później obniżać i powoli dopuszczać do siebie emocje, które i tak trzeba przeżyć.

Co może się stać? Mogę zostać już na zawsze sama, kto chciałby nerwicowo depresyjną kobietę?
Czy odnalazłabym się w roli singielki?



niedziela, 14 lutego 2016

leżąc na PLECACH w panice

To było najgorsze 5 dni od dawien dawna.
Poranki łamały mi serce, psychikę i wciąż jadę na tej kolejce bez hamulców.

Dnia 3 popełniłam już nawet pierwszy błąd, pojechałam do niego. Cel był tylko jeden uspokoić się i wrócić na te dobre fale, na których byłam już dość długo. Głupie to, ale zadziałałam jak typowa uzależniona kobieta. Na początku mordował mnie jego dystans i jego beztroskie podejście, jak to jest cholernie niesprawiedliwe, że ja wykręcam się w pół, a on żyje normalnie. Pił wino i opowiadał o swoich wspaniałych planach. Chwilami wlepiony w telefon.
Nagle obrót sytuacji i zbliżył się, próbując zainicjować zbliżenie. Spowodował niesamowity dysonans poznawczy u mnie, z resztą to nie pierwszy raz. Nie raz już zastanawiałam się czy czarne nie jest przypadkiem białe. Nawet nie wiecie jak to obciążało moją psychikę. Jednak nie tak jak te ostatnie dni, w których tracilam świadomość przez panikę.

Dawkę wrzuciłam na 20 mg, i pierwszy raz skosztowałam bezno, by zakończyć tą serie złego samopoczucia. Tak mi szkoda, tego że znów muszę walczyć.

Wstaliśmy rano, po czym poinformował mnie że w czasie naszego rozstania spał z kobietą (dla rozrywki), bo przecież nie byliśmy razem. Wprawdzie był wolny i mógł to zrobić, jednak skoro deklaruje mi uczucia to po jakiego uja o tym wspominał i to na zakończenie spotkania? By mnie zabolało. Bym zobaczyła, że nie mogę być pewna że będzie przy mnie, bo potrafi uprawiać niezobowiązujący seks.

Na koniec znów elaborat o tym jak bardzo on chce dzieci, a ja przecież mu dziecka nie urodziłam.
Znów dysonans, on chcial dzieci, ale zachowuje się jakby nie potrafił odpowiadać za czyjeś uczucia. Przecież dziecko potrzebuje dojrzałego ojca. W głowie zaczeły bić się myśli- urodzę i wtedy dopiero dożywotnio zwiążę go z sobą. Dziewczyno, opamiętaj się.

W tym wszystkim najgorsze jest jedno, ja wciąż uważam, że może rzeczywiście on jest dobry, a ja działam prewencyjnie. Może to ja jestem winna tego stanu rzeczy.

Takie myśli strzelają we mnie teraz, gdy on wyjechał daleko do jakiegoś zamku, z jakimś kolegą w jakimś celu, oczywiście załatwiać "sprawy"

czwartek, 11 lutego 2016

EWAKUACJA step 1

Pierwszy był szok.
Zdziwiło mnie, że całkiem dobrze znoszę to wyjście ze związku. Po tylu latach, obawiałam się serii bolesnych ukłuć serca. Jednak to była bomba z opóźnionym zapłonem, która wycelowała we mnie miesiąc później.

Cóż do tej pory obwiniam się, że moje zaburzenia doprowadziły do tego stanu rzeczy. Mój cały organizm nie chciał już tego związku i to jak się buntował było bardzo widoczne. W moim przypadku, świadomość nie porozumiewa się z podświadomością, wiec ciężko było dojść do wewnętrznego consensusu. Czyli nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę. Nastąpiła blokada systemu, po czym? Zapewne po serii nie dobrych wspomnień. Do tego dołączyła susza emocjonalna, wpierw z jego strony, następnie z mojej.

O związki trzeba dbać, a nasz nie miał żadnych supportów. Choć próbowałam porozumieć się w jakiś sposób, moje słowa były nie zrozumiane i ja nie rozumiałam co do mnie mówiono. Niestety występował też częsty brak szacunku, a o przyjaźni nie wspomnę. Nie tak to planowałam i pewnie stąd ten bunt wewnętrzny. Jak można cały czas ze sobą rywalizować i powodować chorą atmosferę współzawodnictwa? Można :-(

Do tego należy dopisać alkoholowe wknd-y. Jednym planem na wieczór był alkohol, a zmieniało się tylko gdzie i z kim.

Kolejne niedomówienia- to zabranie pseudoprzyjaciółki na Święta, zamiast mnie. Tłumaczenie tego napiętą w sytuacją w domu przez moje złe i nieodpowiedzialne zachowanie z przeszłości. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, wtedy na drugi dzień byłam namawiana do spędzenia czasu wspólnie. Dobrze, że w ferworze emocji i złości nie dałam się zaprosić na te audiencje. Pytam więc, jak można tak postępować? Dodam jeszcze, że boli jak cholera. Czasami zdaje mi się, że czekam aż wymyśli jakąś historię, która podziała na moją naiwność i zwiąże nas znowu (mechanizm toksyczny).

Moja nadzieja to wyjść z tego zdrowo. Mam nadzieje, że to była moja ostatni gwóźdź emocjonalny oddzielający mnie od zdrowia. Zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko, ale błagam bym nie przypłaciła tego pogorszeniem stanu.

Na dzień dzisiejszy, paniczne poranki rozlewające się do godziny ok 11.00. Dawno ich nie było, wiec cierpliwie czekam aż znikną. Do tego depersonalizacja, czuję jakby moje życie było z boku mnie.

W całym nieszczęściu sytuacyjnym widzę nadzieję. Mam nadzieje, że niedługo nastąpi przełom.
Póki co żal mi tych dobrych dni, których było już tak wiele. Póki co podwyższyłam dawkę na 15 mg, by przejść cierpienie świadomie, ale bez większych szkód dla mego zdrowia,


poniedziałek, 8 lutego 2016

Toksyczne NIEMIŁOŚCI- odchodzenie w nieskończoność

3 lata odchodzenia to długo. Szczególnie, że się przez ten czas wcale nie odchodziło. Stroszyłam się, stawiałam warunki, których nie przestrzegałam, baa ja ich nawet nie rozumiałam. Moje granice przypominały Lyrcrę, rozciągliwą, elastyczną i pękającą na szwach.
Cóż, chciałabym być bez winy, jednak z pewnością taka nie byłam. Mam wbity toksyczny model w układ myślenia, gdzie kobieta to ofiara systemu, męża, życia, szkoły, zdrowia i na koniec samej siebie. Nikt mi nie powiedział, że taka kobieta przyciąga wszystko czego się boi.

Nie chcę już w tym się mazać. Doszukiwać, analizować, walczyć, poddawać się - to nie prowadzi do celu.  W związku powinno być uczucie bezpieczeństwa, zrozumienia, zaufania, których ja nie odczuwałam. Chcę dążyć właśnie do tego, ale muszę być gotowa na otworzenie mojej skorupy. Jak wchodzi się w związek prewencyjnie i ma się oczy dookoła głowy to przez czas jego trwania sprawdza się partnera, nie tworząc głębokiej relacji.

Mój plan to odpuścić przeszłość. Nadgarstki już nadto są poranione od trzymania tych lin iluzji. Jeśli coś nie przynosi Ci szczęścia, nie uczynisz go takim swoją wolą. Odpowiadamy tylko za siebie, inni mając wolną wolę mogą nas uczynić szczęśliwymi, bądź nie. Popełniłam milion błędów, teraz je wszystkie sobie wybaczam, postaram sie być lepszą osobą, ale nie będę już więcej tonąć w poczuciu winy. Oddaje sobie prawo do zadowolenia z siebie, do bycia ważną, do decydowania o swoim losie i do miłości.



czwartek, 14 stycznia 2016

CZArne skrzyNIE

Najbardziej neuralgicznym punktem moich zaburzeń są emocje. Najbardziej dziką częścią, której nie umiem okiełznać i zrozumieć. Specjalnie nie piszę o miłości, tak jakbym była na nią zamknięta.
Od lat nie umiem powiedzieć czy kogoś kocham. Nie przychodzi do mnie to uczucie bezpieczeństwa i pewności, że to jest ten mężczyzna. Za to czuję dużo niepokoju, odrzucenia, niespełnienia czyiś oczekiwań, niedopasowania, wykorzystywania mnie, normalnie zalewają mnie te emocje i w nich tonę.

Efektem powyższych stanów jest obrona. Boję sie małżeństwa, dzieci i okazywania czułości wyimaginowanemu przeciwnikowi ( którym staje się partner). Czekam na cios, zle intencje i toczę bój o swoje granice, mimo że nawet nie wiem czy słusznie.

Chciałabym być nauczona zdrowych interakcji międzyludzkich. Jednak poruszam się po omacku z głęboką prewencją i wyczuleniem na krzywdę, która może mnie spotkać.

Jak to się odbija na związkach.

Czuję, że wiąże się z niewłaściwymi ludźmi, choć moje związki są wieloletnie to potrafię latami sprawdzać, czy dany mężczyzna jest dobry. Mimo, że zdaje mi się że mnie nie szanuje, nie jestem tego pewna, zwalając winę na moją małostkowość. I takie stanie w rozkroku obciąża mnie psychicznie i nie pomaga wyjść z tych emocjonalnych dywagacji, a co za tym idzie- zaburzeń.

Czego bym chciała. Mieć pewność, że mogę polegać na drugiej osobie. Mieć w niej przyjaciela, opiekuna i kochać, bez bólu. Ja, jednak czuję się krytykowana, testowana, oceniana.

Magazynuję wiec dane na czarnych skrzynkach, gdzieś głęboko w umyśle i kiedy dochodzi do sytuacji krytycznych odtwarzam je, co wcale nie przynosi ukojenia.