czwartek, 11 lutego 2016

EWAKUACJA step 1

Pierwszy był szok.
Zdziwiło mnie, że całkiem dobrze znoszę to wyjście ze związku. Po tylu latach, obawiałam się serii bolesnych ukłuć serca. Jednak to była bomba z opóźnionym zapłonem, która wycelowała we mnie miesiąc później.

Cóż do tej pory obwiniam się, że moje zaburzenia doprowadziły do tego stanu rzeczy. Mój cały organizm nie chciał już tego związku i to jak się buntował było bardzo widoczne. W moim przypadku, świadomość nie porozumiewa się z podświadomością, wiec ciężko było dojść do wewnętrznego consensusu. Czyli nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę. Nastąpiła blokada systemu, po czym? Zapewne po serii nie dobrych wspomnień. Do tego dołączyła susza emocjonalna, wpierw z jego strony, następnie z mojej.

O związki trzeba dbać, a nasz nie miał żadnych supportów. Choć próbowałam porozumieć się w jakiś sposób, moje słowa były nie zrozumiane i ja nie rozumiałam co do mnie mówiono. Niestety występował też częsty brak szacunku, a o przyjaźni nie wspomnę. Nie tak to planowałam i pewnie stąd ten bunt wewnętrzny. Jak można cały czas ze sobą rywalizować i powodować chorą atmosferę współzawodnictwa? Można :-(

Do tego należy dopisać alkoholowe wknd-y. Jednym planem na wieczór był alkohol, a zmieniało się tylko gdzie i z kim.

Kolejne niedomówienia- to zabranie pseudoprzyjaciółki na Święta, zamiast mnie. Tłumaczenie tego napiętą w sytuacją w domu przez moje złe i nieodpowiedzialne zachowanie z przeszłości. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, wtedy na drugi dzień byłam namawiana do spędzenia czasu wspólnie. Dobrze, że w ferworze emocji i złości nie dałam się zaprosić na te audiencje. Pytam więc, jak można tak postępować? Dodam jeszcze, że boli jak cholera. Czasami zdaje mi się, że czekam aż wymyśli jakąś historię, która podziała na moją naiwność i zwiąże nas znowu (mechanizm toksyczny).

Moja nadzieja to wyjść z tego zdrowo. Mam nadzieje, że to była moja ostatni gwóźdź emocjonalny oddzielający mnie od zdrowia. Zdaję sobie sprawę, że będzie ciężko, ale błagam bym nie przypłaciła tego pogorszeniem stanu.

Na dzień dzisiejszy, paniczne poranki rozlewające się do godziny ok 11.00. Dawno ich nie było, wiec cierpliwie czekam aż znikną. Do tego depersonalizacja, czuję jakby moje życie było z boku mnie.

W całym nieszczęściu sytuacyjnym widzę nadzieję. Mam nadzieje, że niedługo nastąpi przełom.
Póki co żal mi tych dobrych dni, których było już tak wiele. Póki co podwyższyłam dawkę na 15 mg, by przejść cierpienie świadomie, ale bez większych szkód dla mego zdrowia,


4 komentarze:

  1. Trzymam mocno kciuki, aby Twoje samopoczucie jak najszybciej wróciło do normy. Warto całkowicie oderwać się od tego co jest dla nas toksyczne, choć kosztuje to mnóstwo siły i trzeba dużo cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze,że widzisz nadzieję - to prawdziwy cud i szczęście.Ja nie widzę nadziei na lepsze jutro. Póki masz nadzieję i wiarę wszystko Ci się uda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Efko- nadzieje ma każdy. Ty również, nawet w najgorszych koszmarnych chwilach nie można się poddawać. Za wszelką cenę trzeba iść do przodu,
    Aleksandro- dziekuje, choć nie jest lekko. Co ja gadam jest beznadziejnie. Mam nadzieje, ze niedługo odnajdę spokój. Zależy mi na tylu rzeczach i nie chcę stracić marzeń.

    OdpowiedzUsuń
  4. Również zmagam się z depresją. Jestem z Tobą. Pamiętaj!

    OdpowiedzUsuń