niedziela, 14 lutego 2016

leżąc na PLECACH w panice

To było najgorsze 5 dni od dawien dawna.
Poranki łamały mi serce, psychikę i wciąż jadę na tej kolejce bez hamulców.

Dnia 3 popełniłam już nawet pierwszy błąd, pojechałam do niego. Cel był tylko jeden uspokoić się i wrócić na te dobre fale, na których byłam już dość długo. Głupie to, ale zadziałałam jak typowa uzależniona kobieta. Na początku mordował mnie jego dystans i jego beztroskie podejście, jak to jest cholernie niesprawiedliwe, że ja wykręcam się w pół, a on żyje normalnie. Pił wino i opowiadał o swoich wspaniałych planach. Chwilami wlepiony w telefon.
Nagle obrót sytuacji i zbliżył się, próbując zainicjować zbliżenie. Spowodował niesamowity dysonans poznawczy u mnie, z resztą to nie pierwszy raz. Nie raz już zastanawiałam się czy czarne nie jest przypadkiem białe. Nawet nie wiecie jak to obciążało moją psychikę. Jednak nie tak jak te ostatnie dni, w których tracilam świadomość przez panikę.

Dawkę wrzuciłam na 20 mg, i pierwszy raz skosztowałam bezno, by zakończyć tą serie złego samopoczucia. Tak mi szkoda, tego że znów muszę walczyć.

Wstaliśmy rano, po czym poinformował mnie że w czasie naszego rozstania spał z kobietą (dla rozrywki), bo przecież nie byliśmy razem. Wprawdzie był wolny i mógł to zrobić, jednak skoro deklaruje mi uczucia to po jakiego uja o tym wspominał i to na zakończenie spotkania? By mnie zabolało. Bym zobaczyła, że nie mogę być pewna że będzie przy mnie, bo potrafi uprawiać niezobowiązujący seks.

Na koniec znów elaborat o tym jak bardzo on chce dzieci, a ja przecież mu dziecka nie urodziłam.
Znów dysonans, on chcial dzieci, ale zachowuje się jakby nie potrafił odpowiadać za czyjeś uczucia. Przecież dziecko potrzebuje dojrzałego ojca. W głowie zaczeły bić się myśli- urodzę i wtedy dopiero dożywotnio zwiążę go z sobą. Dziewczyno, opamiętaj się.

W tym wszystkim najgorsze jest jedno, ja wciąż uważam, że może rzeczywiście on jest dobry, a ja działam prewencyjnie. Może to ja jestem winna tego stanu rzeczy.

Takie myśli strzelają we mnie teraz, gdy on wyjechał daleko do jakiegoś zamku, z jakimś kolegą w jakimś celu, oczywiście załatwiać "sprawy"

1 komentarz:

  1. Tak bardzo Ci współczuję, że musisz przez to przechodzić :(

    OdpowiedzUsuń