piątek, 24 czerwca 2016

ZGORZKNIENIE to dla nas trudny temat.

Jestem pewna, ze czujecie nieskończony żal na to co Was spotkało. Ja tak mam, często się na tym łapie, ale wiem, że to trujący żal. Napiszę o kilku ważnych pracach, które musimy wykonać, by nie obudzić się w stanie, w którym złość zacznie rozlewać sie na inne sfery naszego życia. Znacie pewnie ludzi, którzy uważają wszystkich i wszystko za zło wcielone. Ja znam i boli mnie ich dramat.

Są to osoby podobne do nas, które kiedyś ktoś mocno skrzywdził. W tej wojnie o siebie pogubili się. Każda wojna, która trwa zbyt długo nie służy osiągnięciu żadnego celu i staje się stylem życia.
Ostatnio trafilam na artykuł w charakterach, który opisuje sposoby na unikniecie zgorzknienia.

1. PRZEBACZ

SOBIE- My wychowani w zbyt dużym poczuciu krzywdy, winy i niskiej wartości zaczeliśmy walkę o siebie. Na początku na oślep, popełniając wiele błędów, które skutkowaly tym, że byliśmy podobni do tych od których uciekaliśmy. Spokojnie. Teraz to wiemy, a wtedy targały nami emocje i stare schematy, wiec dlaczego nie mielibyśmy sobie w końcu wybaczyć?

Wybaczenie sobie nie oznacza, że zwalniamy się z odpowiedzialności za nasze działania. Dopuszczamy do siebie prawdę o nas samych i przyznajemy się, że my też popelniamy błedy, bo jesteśmy tylko ludźmi. Wpływa to na nas uwalniająco, bo te ciążące niedopuszczone prawdy o nas samych nie pozwalały nam się zintegrować. Opuszczamy mity i perfekcjonizm- nie musieliśmy być nieomylni, by nie popełnić tych błedów.

Kiedy wiesz jakie masz słabe strony, możesz zacząć nad nimi pracować. Nie ma nic złego w wadach, ale trująco złe jest wypieranie ich.

INNYM- Nasi oprawcy też byli czyimiś ofiarami, lub ludzmi chorymi na psychopatie, socjopatie, alkoholizm. W momencie w którym uświadomiliśmy sobie naszą krzywdę  nasze serca i umysł zapragnęły ZADOŚĆUCZYNIENIA. Jednak to, ze my poznaliśmy ich ciemny świat, nie oznacza, że oni wyzdrowieli, dalej to chorzy ludzie. Zdarzają sie wyjątki, że rzeczywiście dostajemy zrozumienie, przeprosiny i przynanie się do niewygodnej prawdy. Niesty w większości oprawcy dożywotnio stosują mechanizm wyparcia, a nasze oczekiwania, tłumaczenie, domaganie się prowadzi nas tylko do frustracji.

Wybaczam choremu człowiekowi. Nadal wiem że to co uczynił było złe, ale juz wiem że na to nie zasłużyłem i godzę sie by dać temu odejść.

2. BLACK & WHITE- W naszym życiu, ale ktoś jest oddanym przyjacielem, albo wrogiem. Topimy się w szczęściu, lub stoimy w obliczu katastrofy. Jesteśmy kochani, lub krzywdzeni. Doceniają nas w pracy, lub mamy przeswiadczenie, ze zaraz nas zwolnią. DOŚĆ KRZYCZĘ!

Życie nie jest czarne lub białe, jest milion odcieni szarości. Odejdźmy od schematu wszystko albo nic, odganiajmy katastrofalne wizje, nie wchodźmy w spiralę nakręcania się. Dystans, dystans, dystans.

Coż moi rodzice nie byłi obliczem samego zła, dali mi też dużo dobrego. Strali się jak potrafili. To że szef ma do mnie pretensję nie oznacza że jestem złym pracownikiem. Gdy ktoś zwraca mi uwagę nie ma zamiaru mnie skrzywdzić. Gdy wstaje rano z depresją nie oznacza, że wchodzę w gorsze stadium choroby. Gdy partner się mnie czepia nie znaczy że chce mnie krzywdzić. Jeśli decydujemy się na rozstanie, nie oznacza to końca świata, tylko wybór innej drogi.

W całym tym życiowym pędzie skupiamy się na tym co złego nas spotkyka. Nie zwracamy uwagi na tym co nam się udaje. Pracujmy nad nieumniejszaniem swoich osiągnięć, zalet i odczuwajmy życie w prawdziwym obrazie. Nie postrzegajmy katastrofy w każdym życiowym błędzie. Myślę, że tu pomocne będzie 5 zasad zdrowego myślenia http://depresjalekowa.blogspot.com/2016/05/szklanka-do-poowy-pena-piec-zasad.html


3. KIEDY SPOKTAM NORMALNYCH LUDZI?

Zdarza się, że widzimy w okól siebie samych nieżyczliwych, głupich, zagubionych ludzi, którzy wszystko robią inaczej niż trzeba. Szanse na to, że wszyscy ludzie są tacy jest nikła. Bardziej prawdopodobne, że nasze wymagania są za wysokie. Otóż, nieakceptujemy u innych cech, których nieakceptujemy u siebie. Budujemy mur wokół siebie, co znacznie zawęrzą nasze postrzeganie.
Oczekujemy, że inni będą nieomylni, perfekcyjni bądź nie będą mieli słabości. Wrecz zalewa nas złosć jak widzimy te cechy obok i tracimy szacunek do takiej osoby, a jednocześnie zazdrościmy, że ich to tak nie trawi jak nas.

4. PESYMIZM i GENERALIZOWANIE- "Nigdy nie bedę tym kim chce być", "Nigdy nie stworzę zdrowej relacji", "Zawsze już będę miała depresję", "Nie uda mi się nigdy schudnąć", Jestem gorsza niż inni"

Jak masz mieć siłę do pracy i odczuwać szczęście, jeżeli nastawiłeś się do życia w taki sposób. Byś może jako młody czlowiek uznałeś, że jeśli założysz najgorsze to unikniesz rozczarowania. Nieświadomie zbudowałeś mechanizm, który Cię ograniczał.

Również w małych wydarzeniach, poszukujmy pozytywów. Jeżeli dłuzej czekamy na posiłek w restauracji, zwróćmy uwagę że przecież siedzimy w fajnym towarzystwie i pijemy wyśmienite wino, czy warto odbierać sobie radość, bo czegoś w danym momencie jeszcze brakuje?

5. UCZUCIE BRAKU KONTROLI

Być może dorastaliśmy w domu, gdzie "dzieci i ryby głosu nie mają".lub byliśmy w zwiazku w którym nie mogliśmy być sobą. Konsekwencją tego stanu jest uczucie, że nasze życie zależy od innych. Zdaje nam się, że nie umiemy podjąć decyzji o nas samych, ale to też jest fałszywe przekonanie. Droga do opuszczenia modelu wyuczonej bezradności nie jest czymś co stoi poza naszym zasięgiem. Zacznijmy nią iść, każdy we własnym tempie, z podknięciami i bledami, ale próbujmy poznać siebie na nowo i prawdziwie.


6. MITOLOGIA CODZIENNA-

Bywamy przekonani, że kiedy: wygramy w totaka, kupimy mieszkanie, znajdziemy odpowiedniego parnera, wygramy z chorobą nasze problemy w końcu się skończą. Uzależnianie szczęścia od bliżej nieokreślonych zdarzeń prowadzi do tego, że wciąż nie dajemy sobie prawa by go odczuwać teraz.

Uwielbiam Grecję, chciałabym do niej jeździć jak najczęściej, ale jeśli nie mam takiej możliwości jadą na pobliską rzekę i odczuwam prawie ten sam stan zadowolenia jak przy wyjeżdzie zagranicznym. Cieszmy się z tego co mamy już teraz. Wieczny bieg za marchewką to tortura.



środa, 15 czerwca 2016

INFORMACJA techniczna

Witajcie,

Ponieważ trochę zbaczam z tematu samej depresji lękowej, kwestie wychodzenia  ztoksycznej relacji będę rozważała na drugim blogu: http://tangozwampirem.blogspot.com/

Jeśli dotyczy WAS problem współuzależnienia od partnerów, bycia w toksycznej relacji to zapraszam tam.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

NOWA CODZIENNOŚĆ wraz z ODWYKIEM

ODWYK nie będę Was bajerować to fatalna sprawa.

Musiałam się za to wziać, to był ostatni najgorszy punkt układanki. Z jakis powodów najgorsze zostawiłam na koniec, choć podejrzewam, że właśnie w tym należało się doszukiwać przyczyn mojej drogi przez lęki i depresję. Uzależnienie od bycia w związku jest niemiłe w skutkach. Przetrenowałam to na sobie wzdłuż i wszerz. Maluje mi sie tutaj rys osobowości zależnej na pograniczu zaburzenia osobowości (dyskutowałam z psycholożką).

Skad to się bierze? Otóż moja rodzina sklada się praktycznie całkowicie z kobiet lub mężczyzn zależnych. To nasz wielopokoleniowy schemat, którego jeszcze nikt tak na dobre nie przerwał. Hymm może z wyjątkiem jednej cioci, która zdecydowała się na pozostanie wolna po bolesnym w skutkach rozstaniu.

W moim domu mama jest praktycznie całkowice uzalezniona od taty, choć dla oszukania samej siebie steruje nim i przy okazji nami. Wiecie jak to jest, gdy radzicie komuś w trudnej sytuacji? "Na twoim miejscu ........." Tylko w przypadku mojej rodzicielki, nigdy sama nie uczyniła niczego co tak zacięcie radzi nam i ojcu. Z jednej strony cieszę się, że nie byłam zależna od partnera finansowo, czy też nie urwałam kontaktów z otaczającym mnie światem, ale byłam i jestem uzależniona emocjonalnie. Schemat rodzinny kiedyś wszedł w moje życie, a ja wtedy nie uznałam go za groźny bądź niewłaściwy.

Co to właściwie jest? Otóż są ludzie, którzy opieraja swoje poczucie wartości na innych. Tak, pamiętam ja studentka złapałam Pana Boga za nogi- ON nie może chcież ze mną być. On pracuje i to jeszcze jako /lekarz / prawnik/ <wstaw dowolne>, a ja chodze na studia i mam w kieszeni 20 zl.
On może mieć te elitarne dziewczyny, które zawsze wiedzą co powiedzieć, a do tego wyglądają jak milion dolarów, przecież on nie zostanie ze mną.

Skoro czujesz się jak masa zbudowana z (jestem nieśmiała, mam krótkie nogi, dużą pupę, małą pupę, nie jestem przebojowa, mam krzywe zęby, i co tam sobie jeszcze wymyślisz ) to wchodzisz w związek na zasadzie:

1) Załuż maskę. Pokazuj same superlatywy bycia z Tobą. Uśmiechnięta, wyrozumiała, przebojowa, BEZ WAD.

2) Zrób z siebie ofiarę. Opowiedz jak ciężko Ci w życiu, a tu pojawił się wspaniały on, który uwolni Cię od problemów.

Na krótką metę może i działa, a później staje się tak niewygodne, że osobowość co rusz pragnie wydostać sie z zaciśniętego gorsetu. Dlateczego? Bo jej nigdy do cholery nie spytałaś o zdanie. Liczyło się by ktoś Cię chciał, a nie to kim jesteś i kogo Ty byś chciała.

Coż, wstyd, że ja dopiero po 9 latach siadam do rozmowy z moim ja, które wygląda jak wymiksowana bryja i coż trzeba zobaczyć co tam się zmieszało. Kim jestem, co lubię, czego się boję, czy wady można pokazywać, co znaczy zintegrowana osobowość, czy można mówić nie, jak mówić nie, jak nie popełnić błędu i nie popaść w rolę ofiary (złego wychowania, toksycznego partnera).

Dodatkowo stoisz teraz bez protezy (był nią partner) i musisz nauczyć się chodzić.
Co myślisz? Ano pewnie kilka rzeczy :

"pierdzielę już wolę żyć w związku z toksykiem, ciapą, niekochanym mężczyzną- niż przejść przez to wszystko samej"
" zdrowe przez to nie przechodzą, a ty masz już nerwicę i deprę"
" gdzie jest pistolet"
"to nigdy się nie zmieni- po co ja mam to robić"

Zwykle robisz krok wtecz. Następnie w Twoim życiu wydarza się jeszcze kilka sytuacji, aż sięgasz dna:

Np. on zdradza cię znowu, manipuluje tobą, ty nim, dzieci mają problemy, masz załamanie nerwowe lub leżysz zasmarkana w łazience i nie masz ochoty już nigdzie wstawać. Do tego można dopisać milion stron mozliwych upodleń, które kładą Cię na dnie jakiegoś szamba, że już gorzej to być nie może.

Wtedy już nie analizujesz, czy dam radę, wtedy nie masz wyboru. Oczywiscie nie skłaniam do doprowadzenia do fazy dna, są kobiety wielkie, które zbierają w sobie siłe dużo wcześniej, lub np tuż przed dnem, jednak coż- ja musiłam w na nie spaść, by się poddać, by przestać zmieniać to czego zmienić nie mogę, by nie budować szcześcia- nie mając o nim bladego pojęcia.

CDN





Wtedy już myślisz, tylko jedno.