poniedziałek, 13 czerwca 2016

NOWA CODZIENNOŚĆ wraz z ODWYKIEM

ODWYK nie będę Was bajerować to fatalna sprawa.

Musiałam się za to wziać, to był ostatni najgorszy punkt układanki. Z jakis powodów najgorsze zostawiłam na koniec, choć podejrzewam, że właśnie w tym należało się doszukiwać przyczyn mojej drogi przez lęki i depresję. Uzależnienie od bycia w związku jest niemiłe w skutkach. Przetrenowałam to na sobie wzdłuż i wszerz. Maluje mi sie tutaj rys osobowości zależnej na pograniczu zaburzenia osobowości (dyskutowałam z psycholożką).

Skad to się bierze? Otóż moja rodzina sklada się praktycznie całkowicie z kobiet lub mężczyzn zależnych. To nasz wielopokoleniowy schemat, którego jeszcze nikt tak na dobre nie przerwał. Hymm może z wyjątkiem jednej cioci, która zdecydowała się na pozostanie wolna po bolesnym w skutkach rozstaniu.

W moim domu mama jest praktycznie całkowice uzalezniona od taty, choć dla oszukania samej siebie steruje nim i przy okazji nami. Wiecie jak to jest, gdy radzicie komuś w trudnej sytuacji? "Na twoim miejscu ........." Tylko w przypadku mojej rodzicielki, nigdy sama nie uczyniła niczego co tak zacięcie radzi nam i ojcu. Z jednej strony cieszę się, że nie byłam zależna od partnera finansowo, czy też nie urwałam kontaktów z otaczającym mnie światem, ale byłam i jestem uzależniona emocjonalnie. Schemat rodzinny kiedyś wszedł w moje życie, a ja wtedy nie uznałam go za groźny bądź niewłaściwy.

Co to właściwie jest? Otóż są ludzie, którzy opieraja swoje poczucie wartości na innych. Tak, pamiętam ja studentka złapałam Pana Boga za nogi- ON nie może chcież ze mną być. On pracuje i to jeszcze jako /lekarz / prawnik/ <wstaw dowolne>, a ja chodze na studia i mam w kieszeni 20 zl.
On może mieć te elitarne dziewczyny, które zawsze wiedzą co powiedzieć, a do tego wyglądają jak milion dolarów, przecież on nie zostanie ze mną.

Skoro czujesz się jak masa zbudowana z (jestem nieśmiała, mam krótkie nogi, dużą pupę, małą pupę, nie jestem przebojowa, mam krzywe zęby, i co tam sobie jeszcze wymyślisz ) to wchodzisz w związek na zasadzie:

1) Załuż maskę. Pokazuj same superlatywy bycia z Tobą. Uśmiechnięta, wyrozumiała, przebojowa, BEZ WAD.

2) Zrób z siebie ofiarę. Opowiedz jak ciężko Ci w życiu, a tu pojawił się wspaniały on, który uwolni Cię od problemów.

Na krótką metę może i działa, a później staje się tak niewygodne, że osobowość co rusz pragnie wydostać sie z zaciśniętego gorsetu. Dlateczego? Bo jej nigdy do cholery nie spytałaś o zdanie. Liczyło się by ktoś Cię chciał, a nie to kim jesteś i kogo Ty byś chciała.

Coż, wstyd, że ja dopiero po 9 latach siadam do rozmowy z moim ja, które wygląda jak wymiksowana bryja i coż trzeba zobaczyć co tam się zmieszało. Kim jestem, co lubię, czego się boję, czy wady można pokazywać, co znaczy zintegrowana osobowość, czy można mówić nie, jak mówić nie, jak nie popełnić błędu i nie popaść w rolę ofiary (złego wychowania, toksycznego partnera).

Dodatkowo stoisz teraz bez protezy (był nią partner) i musisz nauczyć się chodzić.
Co myślisz? Ano pewnie kilka rzeczy :

"pierdzielę już wolę żyć w związku z toksykiem, ciapą, niekochanym mężczyzną- niż przejść przez to wszystko samej"
" zdrowe przez to nie przechodzą, a ty masz już nerwicę i deprę"
" gdzie jest pistolet"
"to nigdy się nie zmieni- po co ja mam to robić"

Zwykle robisz krok wtecz. Następnie w Twoim życiu wydarza się jeszcze kilka sytuacji, aż sięgasz dna:

Np. on zdradza cię znowu, manipuluje tobą, ty nim, dzieci mają problemy, masz załamanie nerwowe lub leżysz zasmarkana w łazience i nie masz ochoty już nigdzie wstawać. Do tego można dopisać milion stron mozliwych upodleń, które kładą Cię na dnie jakiegoś szamba, że już gorzej to być nie może.

Wtedy już nie analizujesz, czy dam radę, wtedy nie masz wyboru. Oczywiscie nie skłaniam do doprowadzenia do fazy dna, są kobiety wielkie, które zbierają w sobie siłe dużo wcześniej, lub np tuż przed dnem, jednak coż- ja musiłam w na nie spaść, by się poddać, by przestać zmieniać to czego zmienić nie mogę, by nie budować szcześcia- nie mając o nim bladego pojęcia.

CDN





Wtedy już myślisz, tylko jedno.

4 komentarze:

  1. tak bardzo wiem, co masz na myśli. niestety. proszę pisz częściej, tak bardzo muszę wiedzieć, że warto walczyć o wyjście z tego bagna, że nie mogę znowu zawrócić. M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto. Bedę pisać moje osobiste przeżycia. Choć domyślam się, że też będę miałą chwile zwątpienia. Na ten moment stworzyłam listę, czarną listę tego co sie działo i gdy w łgowie biją dzwony "wróć", wyciągam i czytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny blog, cieszę się że wreszcie znalazłam coś odpowiedniego dla siebie :) Już nie mogę doczekać się kolejnych wpisów, pozdrawiam :)!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czesć Malwina, dziękuje za miły kometarz. Mam nadzieje, że sama nie przechodzisz tego wszystkiego :-)

    OdpowiedzUsuń