czwartek, 27 października 2016

DETOKS 6 miesiecy after

Dawno mnie nie było to sie przypominam.
U mnie przełom w terapii. Co nie oznacza, ze wyzdrowiałam, tylko że weszłam na lepszą ścieżkę.
Mija właśnie ok 6 miesięcy od rozstania, a myślałam że tego nie przeżyję, jednak sie udało :-P

Kluczowe w rozstaniu było zastosowanie zasady zero kontaktu.

Usunęłam naszą znajomość z fb, zablokowałam komunikator, telefon, maila. Poprosiłam znajomych by nie mieszali nas w wspólne tematy i znikłam. Oznacza to, że nie wyłamujesz sie gdy dostajesz 10 sms, ani 150, a tym bardziej 2000. Nie umawiasz na przypadkowe spotkania w celu oddania XX, YY, ZZ a już tym bardziej na przyjacielskie rozmówki.

Was już nie ma. Zegnasz ten związek na amen. Próbowałaś milion razy i nie wyszło, wiec kolejna próba jest o kant d....

Wtenczas przechodzisz wszelkie najobrzydliwsze fazy cierpienia. Nie ma K... lekko, ale nie dzwonisz by wrócić na stare emocjonalne śmieci. Jak czujesz że wyrzygujesz już wnętrzności i że umierasz bez niego, idziesz do psiapsiółki ryczeć, na terapie ryczeć, lub do psychiatry po leki, ja wybrałam ostatnią opcję i bardzo dobrze zrobiłam. Pomogły mi to ustrojstwo przetrwać. ALE UWAGA, nie mają pomagać przetrwać w chorej relacji!!!!!!!! NIE NEIN NIET!

I na przykladach koleżanek, pamiętajcie nie ma wytłumaczenia na pomysły "pozostania przyjaciółmi", wysłania go na terapie, wytłumaczenia tego jak nas to wszystko bolało i najgorsze w fazie gdy luby będzie na uszach stawał by wrócić macie być na szczególnej baczności. Was już nie ma... zapisz zakoduj i trzymaj się tego choćby umysł mamił cię na wszelkie sposoby. Tutaj ceną jesteś TY, a chyba zrozumiałaś już że nie da się bardziej skopać własnego poczucia wartości, nie da się! Te panie co wybrały inaczej po 6 miesiącach odchodzenia, musiały od nowa odchodzić nie raz po kilka razy.


Do tego dalej praktykuję tango, a nawet chodzę na randki. Powoli się otwieram, popełniam błędy, czasami sie lekkam, ale żyję i to na własnych warunkach. Zdaję sobie sprawę z czasu jaki mi trzeba na stworzenie swojej solidnej tożsamości i to robię. Powoli, sukcesywnie, ale robie.

Milion tłumaczeń czemu nie odeszłyście, UWAGAnie jest Wam potrzebne! Na to nie ma żadnego wytłumaczenia, jak ktoś ratuje życie nie patrzy czy wychodzi na dwór w smych majtkach. Ja miałam nerwicę i depresję i wychodzę z tego gówna. Nie spałam, straciłam połowę włosów, przeszłam piekło, ale trwałam w decyzji. Chwytałam sie wszystkiego!!!!

Po pół roku dalej wychodzę, ale teraz to juz z tych resztek w głowie. To będzie jeszcze trwało i nie można rzec, że po pół roku to już frruuu z górki. Nie to zaje... ciężka praca.

A co po drugiej stronie? K... jak w każdym przypadku, olśnienie. I niech sobie bedzie z tym olśnieniem sam, a najlepiej dla niego samego niech przejdzie terapię.

Zmniejszyłam dawki leków, stosuje treningi i afirmacje, żyję.