środa, 11 stycznia 2017

NOWY ROK, a będzie to dobry rok!

Mam nadzieje, że Nowy Rok będzie dla Was wspaniały, zdrowy, inspirujący i pełen nadziei. tego właśnie Wam życzę na początku tego wpisu.

Miałam bardzo udany czas.

Święta spędziłam u rodziny za granicą. Miałam czas na poranne bieganie, zwiedzanie i zachwycenie się odmiennością nowych terenów. Mam dużo szczęścia, ale uwaga teraz wiem, że sobie je wypracowałam. Bardzo intensywnie walczyłam o to by było dobrze. I jest. Wciąż pracuję nad wieloletnimi schematami, ale teraz jest łatwiej nad nimi pracować.

Wracając do wizyty u rodziny. Widziałam, że oni też maja swoje zmory, ale zrozumiałe, że każdy je ma. Ważne jest to jak podchodzimy do pojawiających się w naszym życiu problemów. Myślę, że warto pracować nad dystansem, dać sobie chwilę na przemyślenie, czy oby nie reaguje zbyt emocjonalnie przez noszone przeze mnie rany z przeszłości (uwaga- skrajnych nadużyć nigdy nie tłumaczymy, bo to szybka droga do toksycznej relacji).  Kolejnym ważnym elementem relacji jest odpowiedzialność za samego siebie. Nie oczekujmy, że ktoś ma nam zapewnić szczęście, dobrobyt czy inne cele, które w pierwszej kolejności powinniśmy zapewnić sobie sami. Druga osoba powinna nie utrudniać nam realizacji naszych potrzeb, a nie wykonywać je za nas.

My również powinniśmy akceptować partnera i pozwalać mu realizować jego cele. Czasami będą inne niż nasze, ale jeśli on będzie szczęśliwy to i nasz związek z ta osobą będzie emanował tą pozytywną energią.

Pisząc to przypominam sobie jak kiedyś powiedziałabym na taki tekst "bullshit!" Kiedyś stwierdziłabym, ze faceta trzeba wychować, a kobieta powinna wymagać. Tak robiłam, ale nie zaprowadziło mnie to w miejsca w które chciałam dotrzeć.

Co ciekawe tym razem obyło się bez ciężkiej atmosfery w mojej najbliszczej sforze. Mama nie przepracował nigdy swoich traum, wiec niemal z utęsknieniem krążyła wokół tematów, które mogły jej dać choć trochę skoków emocjonalnych, ale z uporem maniaka nie dawałam temu nabrać energii. Niech toksyczne emocje karmi ich właściciel, ale nie przy mojej pomocy.

Dalej uprawiam sport, wiec podczas wyjazdu oddawałam się przyjemności joggingu ze zwiedzaniem. Pięknie tam było. Chciałabym przesłać Wam zdjęcia i powiedzieć gdzie byłam, ale w dzisiejszych czasam prywatność to rzecz deficytowa. Szczególnie, że ten blog nie jest life stylowy, tylko dotyczy trudnej drogi przez zaburzenia, którą zmierza coraz więcej osób. Wiem, że ktoś obok mnie może nosić ten sam ciężar i szukać pomocy, a mi się zdaje, że ma cudowne i łatwiejsze niż ja życie. Ilość pozorów jakim ulegamy przez mass media jest nieskończona, bądźcie więc uważni na innych, być może potrzebują Waszej pomocy, albo chociaż zrozumienia.

Moja depresja i nerwica, hymm łaskoczą mnie czasami reminiscencją. Tego zapomnieć sie nie da, ale juz nie kierują moim życiem. Obecnie co drugi dzień biorę 5 mg paroksetyny (to 1/4 tabletki), można uznać że praktycznie nie biorę już leków. Pierwszy raz od 4 lat to jest tak niska dawka i mogłabym pójść dalej, ale chcę by samopoczucie się bezpiecznie osadziło w nowych warunkach.

A i nie palę 60 dni :-)

Mam nadzieje, że Wasz czas uplywa równie dobrze. Wszystkim w tym właśnie momencie wysyłam dużą dawkę pozytywnej energii, spróbujcie sobie wyobrazić, ze ją odemnie odbieracie.

Papa,