piątek, 3 lutego 2017

Zdiagnozowano Wam depresję lub nerwicę?

Do tych którzy są na początku drogi...
Ja mam za sobą ogromne oceany smutku i lęku. Jednak niektórzy z Was dopiero tu trafili szukając odpowiedzi na pytania tak ciężkie, ze nie sposób je zadać. Pewnie toniecie w zagubieniu i nie wiecie ile przyjdzie Wam toczyć ten bój. Mi przyszło mierzyć się z demonem depresji i nerwicy 4 lata.

Jedną żelazną zasadą jest szukać drogi wyjścia. Nie przesądzajcie przyszłości! Nawet jeżeli jej w tym momencie nie widzicie. Pamietajcie, że patrzycie przez zakrzywiony ekran i większosć rzeczy, którze zdają sie Was otaczać,  w rzeczywistości nie jest tak strasza, bezsensowana jak się Wam teraz wydaje. Odnajdujcie się w małych codziennych sukcesach choćby to było zaparzenie sobie herbaty. Tak, wiem. Nie sposób myśleć o sukcesie skosztowania czegoś tak zwykłego jak herbata, gdy obwiniacie się za klęskę w byciu matką, kobietą, ojcem, przyjacielem, człowiem itd.
Ja czułam się jak ciężar dla wszystkich, którzy w tamtym czasie byli u mojego boku. Chciałam zniknąć. Chciałam poddać się. Jednak w głębi każdego z nas pali się światełko. Tli się wola życia, mimo, że racjonalnie na to patrząc nie ma najmniejszego sensu by te piekło dalej trwało. Nie musicie jeszcze rozumieć o co chodzi w procesie zdrowienia, ale zaufajcie że mamy w sobie system naprawczy, który można włączyć. Jak? Małymi krokami. Ameryki nie odkryję jeśli powiem, że całe życie wymagaliście od siebie wiecej i wiecej, aż w końcu organizm powiedział dość.
Każdy kryzys jest szansą i nawet tak okrutne dolegliwości pozwolą Wam wybrać lepszą drogę, niż ta którą do tej pory zmnierzaliście. Widzę wielu nieszczęśliwych ludzi, ale wiekszosć nigdy nie spotkała się z naszymi dolegliwościami i wierzcie, że przez to będą dalej fukcjonować w swoich niewygodnych życiach obok swoich pragnień. My cóż dostaliśmy dotkliwą informację, że dzieje się coś co czyni nas nieszczęśliwymi. Tutaj nie da sie pogodzić, ze mi się to przytrafiło, ale takie jest życie wiec idę dalej- bo my nie możemy iść. Wtedy własnie cały nasz świat upada, zrównuje się z ziemią, nie mamy NIC. Skoro nie ma nic to nic nie stracimy stawiając tam na próbę różne rzeczy.

Niech, wiec będzie to herbata, gazeta, ciepły prysznic. Otoczenie uzna, że nic nie robimy, żeby było lepiej, ale UWAGA otoczenie na czas depresji i lęków jest również poza naszym światem. Oni nie zorumieją i to naturalne, też wcześniej nie mogliście zrozumieć takich stanów. Dlatego musicie ich rady, złość i niepokój traktować jakby byli z innej planty. Być może jest rodzina, która otoczy chorego odpowiednim wsparciem, ale domyślam się że większosć jednak takiego nie otrzyma, gdyż wymagałoby nieskończonej wyrozumiałości i niemal medycznego wyszkolenia, ale nie martwcie się to wy możecie zapewnić sobie takie specjalne podejście. Dotnęła Was choroba, jak i tych co czasami trafiają do szpitala z innymi dolegliwościami. Oni wtedy nie chodza do pracy, maja specjalną opiekę, by móc wrocić do zdrowia i my też potrzebujemy specjalnej opieki, ale społecznie nie ma jeszcze na to przyzwolenia, bo sporo problem nie objawia się fizycznie to jesteś zdrowy... Nie! To jest stan chorobowy i czesto 1000 kroć cięzszy niż wszelkie inne choroby!

Dlatego:

PORADNIK POCZĄTKUJĄCYCH NERWICOWCÓW i DEPRESJO posiadaczy.

  • Jak już sobie nie radzisz idziesz do psychiatry!
  • Jak dajesz radę, ale ledwo- umawiasz się do psychologa! (nie usprawiedliwiajcie się że "polska słuzba zrowia", "długie kolejki" idźcie! ja zapisałam sie i po 3 m-cach byłam już na terapii)
  • Gdy jest źle mówisz mówisz o tym rodzinie  (reakcja cóż będzie różna, ale przynajmniej będzie cień szansy, że ktoś sięgnie do literatury)
  • Jeśli marwisz się jak na dzieci wpłynie Twoja choroba idziesz i pytasz o to psychologa.
  • Jeśli martwisz się czy Twój mąż uzna Ciebie za wariatkę to i tak mówisz jak jest, jeśli tak zrobi nie jest tym z kim można iść przez życie.
  • To, że jesteś mężczyzną nie oznacza, ze masz to przejść sam.  Emocje to zdrowie, nawet te wsydliwe. Masz prawo się bać, płakać i prosić o wsparcie!
  • Prawdziwi ludzie zostaną, nawet jeśli nie to podczas choroby poznasz wiele właściwych osób, którzy zostana z Tobą na lata!
  • Jeśli masz wiele emocji i jest ich tak dużo, ze nie rozumiesz co Ci komunikują. PISZ! do szuflady, na maila, bloga, gdziekolwiek to świeta autoterapia.
  • Szukaj życzliwych Ci osób
  • Nie udawaj, że wszystko jest jeszcze ok, ze to tylko ciężki rok.
  • Nie bój się najdziwniejszych myśli- obsewuj je z boku, bo ich absurdalność będzie czasem porażająca- MOJE ex myśli były- ( zostałam opętana <heh szukałam nawet księży egzorcystów, kupiłam modlitewnik>, umrę a nikt mi nie pomoże (zyjesz jeszcze? to będziesz żyć dalej i uwierz nie musisz na sygnale jechać na izbę przyjęć), wyląduje w kaftanie (za dużo filmów!- do szpitala trafia się żadko i zwykle nie ma potrzeby zostawać tam- a nawet jeśli to też miejsce dla ludzi i niczego nie przesądza),
  • Nie czytamy durnych historii, wiadomości, nie słuchamy nieżyczliwych przyjaciół o tym jak ktoś sobie nie poradził i .... Uwierzcie, większosć tych historii była do odratowania. Jednak o tym nie teraz, jak już będzie Wam lepiej, lub wcale. Ah, piszę o tym, bo sama przeszłam to, że jak na zlość ktoś mi coś opowiedział, a w wiadomościach  musiały wyśliwetlić się jakieś okrutne tragedie. Jeśli coś widzicie wyłączacie- karmcie się teraz zdrowymi informacjami!
  • Nie czytajmy żadnych ulotek leków ani for o lekach, ufaj swojemu lekarzowi!
  • Znajdź jakieś afirmacje o poczuciu wartości, trening uważności, medytacje, sport- to pomaga, ale myślę, że to nie na fazę ostrą. Jeśli czujesz że taką przechodzisz- na początek niech lekarz wróci Cię choć troszkę do żywych.
  • Codziennie szukamy drobnych sukcesów i małych pozytywności- ciepły prysznic, uśmiech dziecka, słońce, wstanie z łóżka, spacer i milion innych- patrzcie uważnie
  • Wybaczamy sobie nawet najgorsze poczynania- w życiu nie chodzi o to by być winnym, tylko by wyciągnąć właściwe wnioski z błędów, które popełnia każdy człowiek!
  • Nie obwiniamy się o to że dopuściliśmy do zaburzeń- one moga przytrafić się każdemu!
  • Wiecie co- za jakiś czas życie znowu zapali Wam tysiące światel!!!


Trzymam za Was ciepło kciuki :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz